Featured

28 sierpnia 2013

Essie 3-Way Glaze - Odżywka do paznokci 3w1

Chciałam opisać póki pamiętam, o czymś co pomaga w utrzymaniu paznokci w jakim takim porządku. Ostatnia odżywka Silk Wrap Inglota, przestała działać na moje paznokcie, więc postanowiłam ją zamienić na inny model.
Wybrałam 3-way glaze Essie na stronie ekobieca.pl

25 sierpnia 2013

Orzeźwiające, cytrusowo-ziołowe masło do ciała Pat&Rub.

Chociaż czuje się w powietrzu jesień, krótsze dni są coraz bardziej krótsze, nie chcę jeszcze
o tym myśleć że nieuchronnie ma być jakiś koniec lata. Nie dociera do mnie i już.
Nie i nie, jak to mówi moja wnuczka. :) Mamy jeszcze lato i myślimy o jego urokach.
Jeśli jesteśmy jeszcze przy temacie lata, czas na:   
Orzeźwiające  masło do ciała Pat&Rub które zostało stworzone specjalnie na 5 urodziny firmy, jako edycja limitowana. 
Z tej okazji firmie życzę samych radości i coraz więcej sukcesów i więcej różanych kosmetyków. :)
No dobrze, nie będę już odbiegać od tematu i zaczynam recenzję...
Jak wiecie, kosmetyki tej firmy są stworzone ze składników naturalnych, do tego cudnie pachną
i dlatego stanowią dla mnie ogromną pokusę. Nie potrafię przejść obok nich w Sephorze i strach mnie wpuścić na stronę sklepu internetowego. :)
Buszując więc po stronie internetowej, znalazłam ciekawą promocję. Masło do ciała kosztowało 62zł nie 69 i postanowiłam to wykorzystać.
Latem lubimy orzeźwiające zapachy, mimo że zapach różany też jest boski, przynajmniej dla mnie. :)

Masło do ciała jest zamknięte w półprzezroczystym, plastikowym pudełku o pojemności 250ml z pozytywnie nastrajającą i prostą szatą graficzną.
Jest na niej jak zawsze logo, informacje o firmie, oznakowanie, działanie, data ważności,
skład i składniki INCI dla zainteresowanych.
Pudełko jest zabezpieczone folią ochronną, która ma zabezpieczać przed wylaniem się produktu.
Masło do ciała ma konsystencję kremową, puszystą, taką masełkowatą.
Jest jak puszysty krem tortowy, bardzo przyjemnie się rozsmarowuje po ciele dając niesamowicie miły, orzeźwiający zapach.
Jak nazwa wskazuje, wyczuwa się i zapach cytrusów, i ziół, i pomarańczy, kusi żeby go zjeść. :)
Producent nas zapewnia że:
Masło jest o zapachu cytrusów, ziół i z nutą pomarańczy.
Służy do pielęgnacji ciała aż po dekolt.
Pozwala nam na aromatyczną pielęgnację dla przyjemności naszych zmysłów.
Intensywnie nawilża, odbudowuje naturalne bariery hydro-lipidowe skóry,
pobudza do regeneracji, uelastycznia, wygładza i łagodzi.
Bogactwo i wysokie stężenie maseł oraz olejów roślinnych sprawiają, że nawet bardzo sucha skóra staje się nawilżona i uelastyczniona.
Efekt zauważalny jest już po pierwszym użyciu.
Masło ma konsystencję tortowego kremu.
Doskonale się rozprowadza i pozostawia na skórze nietłusty film ochronny.

Cytrusowo-ziołowy ekoaromat to impuls witalności i relaksu. Uwalnia ciało od napięcia 
i stresu,  energetyzuje zmysły.
Kompozycja:
masło shea – nawilża i zmiękcza
masło kakaowe – natłuszcza i uelastycznia skórę, łagodzi podrażnienia
masło oliwkowe – wygładza i koi
olej babassu– uelastycznia, nawilża, jest naturalnym filtrem UV
squalane (z oleju oliwkowego) – nawilża
ekstrakt z cytryny – działa ujędrniająco i przeciwzapalnie
naturalna witamina E – wygładza, ujędrnia, natłuszcza i nawilża
gliceryna roślinna – nawilża
inne roślinne substancje natłuszczające i  nawilżające
Masło wykonane jest z surowców naturalnych i z certyfikatem ekologicznym
Masło do ciała Pat&Rub występuje jeszcze w kilku wersjach:
  • Otulające masło do ciała
  • Relaksujące masło do ciała
  • Rewitalizujące masło do ciała
  • Rozgrzewające masło do ciała
  • Hipoalergiczne masło do ciała
  • Bogate masło do ciała SPA



Cena: niestety wysoka, bez promocji 69zł. w promocji kosztowało ok.62zł 
W sephorze promocja była nawet 30% mniej za drugi produkt. 
Promocje są bardzo często więc warto pilnować bo masełko mimo wysokiej ceny kusi. :)

Dostępne jest w sieci perfumerii Sephora, na stronie sklepu  http://www.patandrub.pl
Można je kupić też w innych internetowych sklepach. 

Moje wrażenia: Co ja mogę powiedzieć zaledwie po tygodniu stosowania tego masełka. 
O uelastycznieniu skóry czy ochronie UV nie mogę się jeszcze wypowiedzieć, na to potrzeba dużo więcej czasu smarowania tym cudem. 
Za to przyznam że krem rozsmarowuje się łatwo i przyjemnie, pieszcząc nasze zmysły. 
Krem pozostawia delikatny, nietłusty film. Można od razu po rozsmarowaniu, ubierać się bez obawy że potłuścimy sobie ubranie.
Skóra jest nawilżona, odżywiona, znika szorstkość skóry na moich ramionach. 
Nie podrażnia ani nie uczula.
Znika podrażnienie skóry po depilacji elektrycznym depilatorem, także po ukąszeniu komarów 
czy ślad pazurków po zabawie z kotkiem. 
Skóra po posmarowaniu jest miękka, nawilżona i gładka, aż chce się ją głaskać. :)
No i ten zapach.
Pudełko nie pozwala na higieniczną aplikację kremu ale to jest masełko, więc dla mnie jest 
to idealne rozwiązanie i nie przeszkadza mi.  
Można za to go zużyć bez reszty, do ostatniego maźnięcia. 
Jest bardzo wydajne, wystarczy niewielka ilość żeby je rozsmarować. Spokojnie wystarczy na kilka tygodni.

Minusy: cena i mała dostępność, mimo to uważam że jest wart swojej ceny. 

Moje wnioski dotyczące kremu
Cóż mi pozostaje napisać. Masło spełnia wszystkie obietnice producenta. Przyzwyczaja i uzależnia od siebie. Mam okropną do pielęgnacji skórę, skłonną do podrażnień, alergii i przesuszeń 
więc takie masło jest dla mnie idealnym rozwiązaniem. 
Mam nadzieję że pozwoli mi na dłuższe używanie bo jest dla mnie moim KWC. 
Będę też wypróbowywać inne wersje zapachowe tego kremu. 
Po 4 tygodniach stosowania.. Masło do ciała nie zawiodło ani w stosowaniu, zostało go jeszcze sporo, mimo że stosuję je codziennie.

Końcowa ocena: 5/5

Polecam wypróbować. :) 

Ps. Mam przy sobie moją wnusię, 10letnią gadułę, przy której nie mogę się skupić. :)
Nadrobię zaległości jak pojedzie do domu ale póki co... Zastępuje mnie w czytaniu Waszych blogów.

Pozdrawiam serdecznie. :)

24 sierpnia 2013

Lakier do paznokci Off the shoulder 223A - ESSIE

Dziś chętnie podzielę się z Wami swoimi wrażeniami z kupionego niedawno lakieru
ESSIE, Off the shoulder 223A. Jak wspominałam kupiłam go dużo taniej niż normalnie w Douglasie bo na stronie ekobieca.pl zapłaciłam za niego 15zł nie 35 jak w sieciowych sklepach.

23 sierpnia 2013

Różana mgiełka do twarzy i ciała. Pat&Rub.

Uwielbiam zapach róż. Jak znalazłam to coś na stronie sklepu pat&rub.pl znanego z naturalnych kosmetyków. Oczy mi się zaświeciły i wrzuciłam od razu do koszyka. I mam ...  
Wodną różaną mgiełkę do twarzy i ciała.

Zapakowana w półprzezroczystej, białej butelce z tworzywa, z pompką o pojemności 100ml. Butelka zamykana jest na klik i widać przez nią ile zostało płynu, nie zaskoczy nas nagłe wykończenie butelki. Pompka jest najlepszym rozwiązaniem przy tego typu kosmetyku.

Opakowanie ma prostą, czytelną i jednocześnie atrakcyjną szatę graficzną, na której są zawarte wszystkie potrzebne informacje. Oprócz loga i nazwy firmy, są wyczerpujące dane o firmie.
Jest też data ważności, przydatności po rozpoczęciu użycia, oznaczenia, symbole i opis działania.


Jest też skład dla zainteresowanych

Producent informuje że: woda służy do spryskiwania twarzy i ciała w czasie upału oraz w innych wymagających momentach. Przydaje się szczególnie w klimatyzowanych pomieszczeniach, samolocie. Można ją używać także jako tonik, przed makijażem, na makijaż w celu odświeżenia i nie trzeba ściągać pozostałości chusteczką. Pozostawiamy ją do wchłonięcia. Spryskanie się mgiełką sprawia przyjemność, odprężenie, odświeża i relaksuje. 
Jak wiemy, woda różana jest hydrolatem otrzymywanym podczas destylacji olejku z róży damasceńskiej. Ze względu na wyjątkowe bogactwo składników aktywnych stała się jednym z najcenniejszych surowców kosmetycznych. Działa ściągająco i tonizująco, wyrównuje pH skóry, normalizuje wydzielenie sebum, wzmacnia naczynka, regeneruje i koi. Zapach różany uspokaja i poprawia nastrój. Możemy jej używać do każdego typu cery

Mgiełka różana odświeża, tonizuje i nawilża. 

Jest też wersja z kwiatem pomarańczy, więc można wybrać sobie zapach. :)
Dostępna:  w sieci perfumerii Sephora i na stronie www.pat&rub.pl.

Moje wrażenia: Jak wiecie uwielbiam zapach róż, więc skusiłam się na mgiełkę bez zastanawienia w sklepie internetowym w ciemno, i nie żałuję ani trochę. Pierwsze użycie było trudne, żeby rozpocząć psikanie trzeba się trochę natrudzić przy naciskaniu pompki. Po kilku próbach jednak udaje się, i od tej pory nie miałam już z tym problemu. Konsystencja mgiełki jest rzadka, jak nazwa wskazuje - jak woda. Tylko że nie jest to zwykła woda, a różana o pięknym relaksującym zapachu róży damasceńskiej. 

 

Mgiełkę używam najczęściej jako tonik do twarzy i do odświeżenia np. podczas pracy przy komputerze, także w czasie upałów, pod makijaż, po demakijażu wieczornym i kiedy mam ochotę na trochę relaksu. 
Psikam sobie dwa, max trzy razy bo tyle wystarczy na twarz i czuję świeży przypływ energii. Reszty nie trzeba ściągać chusteczką nawet w czasie upałów, bez obaw że wysuszy nam skórę. 
Mgiełka nie wysusza skóry, wręcz przeciwnie, nawilża ją. Po jej użyciu czuję że skóra jest zrelaksowana, odprężona i nawilżona.
Mgiełka jest bardzo wydajna. używam ją codziennie po kilka razy od kilku tygodni, ubyło jej zaledwie niecałe 3 cm z butelki.
Cena 29 PLN,może wydawać się nie dla wszystkich odpowiednia ale uważam że produkt ten jest wart swojej ceny.
Minusów się nie doszukałam, mgiełka spełnia wszystkie obietnice producenta, nie ma się do czego doczepić. Polecam wypróbować. :)

Pozdrawiam i życzę miłego weekendu. :)

22 sierpnia 2013

Rewitalizujący, żurawinowo- cytrynowy balsam do rąk - Pat&Rub

Jak wiecie, uwielbiam dobre kremy, do tego pięknie pachnące i jak się znalazłam w Sephorze
od razu wzięłam go do ręki, wymaziałam no i znalazł się w koszyku.:)
Przy stoisku z kosmetykami Pat&Rub stałam chyba najdłużej w świecie, bo nie mogłam odmówić sobie popróbowania tego czy owego. Ile tam cudnych rzeczy, można dostać oczopląsu, zwłaszcza jak się jest taką kosmetykoholiczką i fanką naturalnych kosmetyków jak ja. :)
Wszyscy a już na pewno większość wie, że kosmetyki te stworzyła znana nam Kinga Rusin i są one produkowane ze składników naturalnych. Nie znajdziecie tam parabenów ani składników pochodzenia ropy naftowej i innych paskudztw które nie każda skóra lubi i toleruje.
No więc zaczynam piękną opopieść o Rewitalizującym, żurawinowo-cytrynowym balsamie 
do rąk.
Krem jest w półprzezroczystym opakowaniu  o pojemności 100ml, zamykanym na klik, z pompką, która zapewnia higieniczne wydobycie kremu z opakowania. Przez ścianki opakowania jest widoczna pozostała ilość kremu.
Opakowanie ma piękną szatę graficzną i doskonale opisaną etykietę. Są na niej wszystkie potrzebne nam informacje dotyczące firmy, czyli logo, adres firmy, data ważności, przydatności skład, opis, znaki,  i działanie kremu.


Obietnica producenta: Rewitalizujący krem do rąk przeznaczony jest do bardzo suchej
i zmęczonej skóry dłoni. Jest to bomba dobroczynnych składników naturalnych mających działanie pielęgnujące skórę dłoni.
Odnawia, nawilża, zmiękcza, rozjaśnia, koi, uelastycznia skórę rąk i wzmacnia paznokcie.
Zawarte w kosmetyku naturalnym składniki minimalizują negatywny wpływ detergentów i innych czynników podrażniających lub wysuszających skórę. Balsam ma naturalne filtry UV.
Żurawina działa przeciwstarzeniowo. Olejek cytrynowy poprawia wygląd skóry: wygładza ją
i rozjaśnia.
Rewitalizujący Balsam do Rąk świetnie się wchłania.
Kompozycja:
  • ekstrakt z żurawiny* – nawilża, zwalcza wolne rodniki, regeneruje
  • masło awokado* – natłuszcza i regeneruje, chroni
  • masło z oliwek* – wygładza i koi
  • ekstrakt z cytryny* – rozjaśnia i odkaża skórę
  • olejek cytrynowy* – odświeża umysł, poprawia wygląd skóry
  • kwas hialuronowy* – nawilża i chroni
  • naturalna witamina E* – wygładza, ujędrnia, natłuszcza i nawilża
  • inne roślinne substancje natłuszczające i  nawilżające    
 Producent zaleca aby używać krem gdy tylko skóra rąk wymaga ochrony lub regeneracji.
Aby pomóc szczególnie suchej skórze rąk, należy posmarować dłonie grubą warstwą balsamu, nałożyć rękawiczki i pozostawić do całkowitego wchłonięcia.
Skład INCI dla zainteresowanych:


Cena : w Sephorze coś ok 45zł, w sklepie firmowym http://www.patandrub.pl  39 zł
Można też liczyć na duże promocje
Moje wrażenia: Krem jest dość gęsty i pozostawia delikatny film który pięknie pachnie i chroni skórę rąk.

Po rozsmarowaniu da się zauważyć szybko widoczne efekty. Skóra dłoni pozostaje  na długo miękka, nawilżone, odżywiona i wygładzona. Nawet po myciu naczyń czy codziennym sprzątaniu.
Przyznam że dawno nie widziałam tak długo zachowanych efektów.
Piękny zapach utrzymuje się jeszcze przez dłuższą chwilę. Jest bardziej o nucie cytrusowej niż żurawinowej. Po dłuższym stosowaniu, skóra rąk jest wygładzona. nie odczuwa się suchości skóry, balsam skutecznie chroni przed działaniem detergentów.
Działania anty UV nie jestem w stanie ocenić. Recenzję edytuję po kilku tygodniach stosowania balsamu.

Wybaczcie ale nie mam nic do zarzucenia oprócz ceny która niezbyt zachęca do kupna,
ale od czego są promocje. Mimo to uważam że krem jest wart swojej ceny.
Nie muszę nim smarować rąk co chwilę, przez co się zwiększa wydajność tego kremu.
Plusy:
Łatwe w użyciu i higieniczne opakowanie,
Piękna szata graficzna i doskonały opis,
Cudowny zapach,
Bardzo dobry skład, nie znajdziesz tam: składników pochodzących z ropy naftowej, siarczanów, glikolu propylenowego, pegów, sztucznych barwników i zapachów oraz konserwantów.
Doskonale się wchłania i nie trzeba czekać nie wiadomo ile, przez to zwiększona jest jego wydajność.
Duża pojemność bo 100ml ale na stronie internetowej sklepu można czasami kupić mniejszą pojemność za ok.19 zł.
Doskonałe działanie na skórę rąk czyli wszystkie obietnice producenta spełnione.
Minuseem może być jedynie dość duża cena i duże opakowanie które nie wszędzie się może zmieścić ale za to może ozdobić naszą półkę w łazience. :)
Wniosek: Mimo niemałej ceny uważam że kosmetyk jest wart swojej ceny.
Naprawdę nie mam się czego uczepić bo wady są minimalne w porównaniu do zalet tego kremu.
Jak tylko będę miała możliwość, zawsze będę do niego wracać.
Ogólna ocena: 6/6


Na zdjęciu paznokcie pomalowane są lakierem do paznokci Essie, Off the shoulders,
i Top Coatem, czyli odżywką 3w1 również firmy Essie, ale o nich będzie osobna recenzja. :)

Pozdrawiam serdecznie! :)

18 sierpnia 2013

Loreal tecni.art volume architect - Pogrubiająca emulsja w sprayu.

Żeby nie zapomnieć o moim kosmetyku do włosów który mam już długo, nawet za długo, ale nadal go używam bo jeszcze działa, wspomnę dziś o czymś co zastępuje mi piankę, lakier i tym podobne. Nie lubię, nawet nie znoszę utrwalaczy które w znaczny sposób usztywniają moje włosy robiąc z nich coś co przypomina skorupę, dlatego kupiłam kiedyś ten produkt. Jest to Pogrubiająca emulsja w sprayu, Volume architect z serii tecni.art firmy Loreal Professionnel

Emulsja zamknięta jest w plastykowym pojemniku o pojemości 125ml z pompką, dyfuzorem, jest blokowana przed jej przypadkowym naciśnięciem czymś takim, można to nazwać dinksem. ;)
Przepraszam za jakość zdjęć, nie zawsze aparat chce mnie słuchać ale postaram się poprawić przy najbliższej okazji. :)

Na opakowaniu są przydatne informacje o firmie, jej adres, infolinia, adres mailowy, kod produkcji, termin przydatności po pierwszym użyciu,  sposób użycia, krótki opis kosmetyku i skład.
Producent informuje nas że: emulsja chroni przed ciepłem prostownicy i suszarki
Przeznaczona jest do włosów cienkich, normalnych i każdej długości
Pogrubiająca emulsja przeznaczona jest do modelowania włosów cienkich
-nie pozostawia widocznego osadu na włosach
-jest termoaktywna: chroni włos przed działaniem wysokiej temperatury
-zapewnia objętość i naturalną sprężystość oraz miękkość w dotyku dzięki kompleksowi MIRCONISED AIR POMP TECHNOLOGY
Efekt: lśniące, pełne życia włosy
Siła utrwalenia   3 (w skali od 1 d 6)

Sposób użycia: stosuje się na umyte i osuszone ręcznikiem włosy. Należy spryskać  włosy z odległości około 35cm, aby uzyskać dodatkowy efekt objętości spryskać włosy u nasady.
Dostępny jest w profesjonalych sklepach fryzjerskich, internetowych, zakładach fryzjerskich.
Cena rynkowa ok.65 zł, w niektórych sklepach internetowych można kupić już za 33zł na przykład  TU
Moje zdanie o nim: Emulsja ma konsystencję delikatnego mleczka, na dłoni odczuwa się lekką kleistość, na włosach już tego się nie odczuwa.

Czy chroni włosy przed suszarką i prostownicą, nie jestem w stanie ocenić bo suszarkę używam rzadko i tylko jak się spieszę.
Prostownicę czy lokówkę używam jeszcze rzadziej, można powiedzieć że sporadycznie. Częściej używam grubych wałków na rzepy i tu się sprawdza. Fryzura jest lekko utrwalona bez obciążenia włosów.
Osadu nie pozostawia, nie zauważyłam.
Moje włosy są dość grube same w sobie więc jakiegoś znaczącego efektu pogrubienia też nie zauważyłam. Tak jak producent informuje, lekko zwiększa objętość włosów, lekko je unosząc co przy moich grubych włosach nie jest to jakiś bardzo trwały efekt.
Najlepiej sprawdza się w układaniu włosów średniej długości, do ramion lub krótszych. Przy dłuższych włosach efekt utrwalenia jest już krótszy, włosy szybciej klapną. Moje są już dłuższe więc efekt już nie taki jak był z początku.
Ma przyjemny, nie drażniący zapach.
Wadą jest wysoka cena ale można kupić dużo taniej w sklepach internetowych czy szukając promocji.
To zdjęcie robiłam jakieś trzy miesiące temu, jeszcze z innym kolorem włosów, dziś są trochę ciemniejsze i dłuższe. Postaram się w najkrótszym czasie uaktualnić swoją fryzurę. ;)

Jeśli mam ocenić tą emulsję to utrwalenie jest zgodne z obietnicą producenta 3 w skali (1do 6)
bo tak utrwala. Oceniając całokształt czyli opakowanie, sposób aplikacji, zapach, dostępność, cenę i działanie czyli zgodność z tym co producent obiecuje i podatność moich włosów daję 5/6.

Znacie ten kosmetyk?

Pozdrawiam serdecznie, życzę miłej niedzieli i proszę o pozostawienie linka do Waszego bloga.
Nie zawsze mam możliwość wejść po nicku. :)

15 sierpnia 2013

Crazy Rumors, Leaping Bunny

Wczoraj przyszedł do mnie organiczny balsam do ust wygrany na blogu: Kolczyki Izoldy - Crazy Rumors, Leaping Bunny. Ucieszyłam się niesamowicie bo mój ulubiony Carmex chce się kończyć. 



Balsam do ust, Crazy Rumors jest w formie sztyftu 4,2g zapakowany w mały plastykowy pojemniczek na którym jest przyklejona etykietka z potrzebnymi danymi firmy, adresem, symbolem produkcji i informacją że jest w 100% ze składników naturalnych, ekologicznych i nie jest testowany na zwierzętach.



Producent informuje że: 

Balsam do ust jest pachnący mieszanką owocową - śliwkami i morelami. Część dochodu ze sprzedaży tego balsamu producent przeznacza na działania organizacji Leaping Bunny.

Wszystkie kosmetyki Crazy Rumors są wegańskie, nie testowane na zwierzętach, posiadają znaczek Leaping Bunny. Nie zawierają parabenów, sztucznych pigmentów, olejów mineralnych, silikonów. 

Są po prostu w 100% ekologiczne i przyjazne użytkownikom, zwierzętom, całemu światu!

Witamina E oraz Olej Jojoba są wspaniałymi antyoksydantami i pozwalają zachować świeżość produktu. Producent sugeruje zużycie balsamu w ciągu roku – półtora po otwarciu.

Skład: Certyfikowana oliwa z oliwek z pierwszego tłoczenia, olej makadamia, certyfikowane organiczne masło shea, wosk candelilla, wosk sojowy, mika, dwutlenek tytanu, tlenek żelaza, olej jojoba, wosk carnauba, certyfikowany organiczny olejek eteryczny, witamina E, wyciąg z rozmarynu, naturalna stewia

Waga: 4,2g 




Można go kupić w sklepie internetowym Sweet Piggy za 15zł, w kilku wersjach smakowych. 



Moja opinia.

Jest to kosmetyk przeznaczony raczej do pielęgnacji ust niż do makijażu, dlatego też znaczącej zmiany  nie zauważycie. Daje naturalny, delikatny połysk ust, raczej nie będzie to połysk błyszczyka. 




Przepraszam za jakość powyższego zdjęcia, poprawię go w najbliższych dniach jak tylko mój aparat złapie ostrość.
Jak napisałam wcześniej balsam do ust jest w formie bezbarwnego sztyftu który po posmarowaniu ust zostawia na nich delikatną ochronną powłokę.  Usta są nawilżone, lekko natłuszczone i mają delikatny połysk.
Balsam nie zbiera się w załamaniach ust ani nie warzy się. Możemy nałożyć na to pomadkę i osiągniemy wtedy jeszcze wyraźniejszy i trwalszy kolor.
Plusy: 
Balsam bardzo dobrze spełnia działanie pielęgnacyjne, nawilża, natłuszcza i chroni przed wysuszeniem 
i pierzchnięciem. 
Lekko nabłyszcza usta
Nie warzy się, nie zbiera w załamaniach ani w kącikach ust. 
Jest niedrogi - 15zł jak na 100% naturalny kosmetyk to nie jest dużo według mnie. 
O wydajności na razie nie napiszę bo dopiero zaczęłam używać.  
Minusy: 
Mała dostępność, do tej pory zauważyłam go tylko TU 




 Pozdrowienia! :)

9 sierpnia 2013

Ostatnia spowiedź, Nina Reichter - Tom I



Dotychczas średnio interesowałam się życiem gwiazd,  a raczej działo się to zupełnie przypadkowo. Przeglądane w pośpiechu  gazety,  czy pobieżnie przeczytane wywiady w ulubionym kobiecym magazynie, niewiele mówią o życiu i osobowości ludzi showbiznesu. 
Człowiekowi  który nie wie jak podzielić swój czas między obowiązki, życie rodzinne, towarzyskie i hobby trudno wgłębić się w ten temat. 
Czasami coś jednak  sprawia, że zaczynamy postrzegać ich życie inaczej.  
Zupełnie inaczej niż postrzegaliśmy dotychczas.
Któregoś dnia dostałam do przeczytania książkę o intrygującym tytule :
,,Ostatnia spowiedź" - Niny Reichter
Zawsze zwracam uwagę na notkę która znajduje się na okładce, i tym razem też tak uczyniłam. Króciutka recenzja aż prosiła żeby otworzyć  książkę przy rozdziale pierwszym i zacząć ją czytać.
I stało się… Opowieść pochłonęła moje myśli bez reszty. Myślami przeniosłam się najpierw na opuszczony, lotniskowy terminal,  gdzie para młodych ludzi czekała na swój samolot, który miał ich zabrać w dalszą podróż do ich rodzinnych domów. 

7 sierpnia 2013

W różanym ogrodzie. Chloe, Chloe.


Poznałam ją może 3 lata temu a może nawet dawniej, kiedy byłam w Douglasie i szukałam zapachu Idylle. Psiknęłam się raz i ... nie wiedziałam co mam wybrać. Pojechałam w końcu w celu zakupu Idylle więc go kupiłam a pani w Douglasie dołączyła mi w prezencie aż 10ml tego intrygującego zapachu w perfumetce. Mimo że miałam swój ulubiony zapach, ten mnie jednak wciąż kusił i działał na innych.. Podobał się też bardzo mojej młodszej córce, ona sobie sprawiła go pierwsza... Później mi oddała swoją pozostałość, pamiętam miałam takie ciężkie dni i chciała mi je osłodzić. Przeżywałam wtedy jednocześnie swój rozwód oraz walkę z groźną chorobą. Później jednak i  ta buteleczka się wykończyła, musiałam mieć nadal ten zapach. Później znów.. Po prostu uzależnia - Woda perfumowana Chloe, Chloe. 

1 sierpnia 2013

W deszczowym ogrodzie Idylle. Guerlain


Nigdy jeszcze nie robiłam recenzji perfum, uwierzcie mi to mój debiut który mam nadzieję że Was nie rozczaruje. 
Copyright © 2015 W Blasku Marzeń.
Szablon dostosowany przez: KAROGRAFIA