25 października 2013

15 Hair projekt - punkt 6 i 7.



Dziś przyszedł czas na punkt 6. Moja najgorsza fryzura, ale że nie będę tu dodawała zdjęć kompromitujących swoich i fryzjerskich talentów, więc opiszę w skrócie. Długo myślałam jak napisać post o tym, czy dodawać zdjęcia czy nie, zdecydowałam się na to drugie.


Zdjęć kiedy miałam najgorszą fryzurę po prostu nie pozwalałam sobie robić, robiąc przy tym wszystko żeby ten ,,rewelacyjny efekt" szybko zamaskować. Niestety zdjęcia z dzieciństwa zostały ale te z wyrzępolonymi przez fryzjerki zachowam dla siebie.

Później była trwała ondulacja z mopem na głowie, nieudolne próby rozjaśniania, nieudolne próby robienia sobie efektu wiewióry na głowie, jakieś dziwne odcienie, plamy itp. Tych zdjęć nie pokażę bo wiadomo, uciekałam od obiektywu jak najdalej. Oprócz trwałej ondulacji, wszystkie były z moim udziałem.

Dzięki fryzjerom miałam szopę zamiast trwałej ondulacji, mopa, wyrzępolone włosy pod pretekstem wycieniowania bo ,,ponoć tak lepiej, bo mam gęste włosy", wycieniowanie mi i tak rzadkiej grzywki do tego stopnia że nie wiedziałam że ją mam, obcinanie 10cm końcówek zamiast 2cm, robienie mi z włosów kurzego zadka czyli z przodu dłuższe, z tyłu krótsze chociaż uprzedzałam że tego nie lubię... Nie wspomnę już o tym że fryzjerzy pewnie nie chodzili na matematykę bo nie wiedzą ile to centymetr. Oni po prostu wiedzą lepiej.
No i układanie długich włosów z różnych okazji na ,,starą ciotę". Od tamtych chwil, wolę układać je sobie sama. 

To wszystko na temat moich nieudanych fryzur.

Przychodzi kolej na kolejny punkt 7. Moja dzisiejsza rutyna.

 I tu się dużo rozpisywać nie będę.


Codziennie rano myję włosy, chyba że muszę bardzo wcześnie wstać, wtedy myję wieczorem. Myję tym co mam akurat w domu, teraz jest to miniaturka regenerującego szamponu L'occitane, o którym pisałam TU. Niektóre z Was krzyczały jaki to on drogi, ale po miesiącu codziennego mycia zużyłam go aż połowę. Niecałe 40ml. Przy okazji ani jednego dnia nie narzekałam na niego.
Czasami spiesząc się, zapominałam nawet o odżywce. I nie żałuję wydanej na niego ani złotówki. Żałuję za to tych 6zł wydanych na Alterrę co mi zrobiła z końcówek siano w ciągu tygodnia. Lepiej było kupić dobrą czekoladę czy koszyk malin albo iść do knajpy na małe piwo.
Przed myciem nakładam olej na włosy, tak do połowy długości i albo robię to wieczorem przed spaniem, albo pół godziny przed myciem. I wtedy już po myciu nie nakładam nic.W tej chwili mam olej z pestek malin i olej kokosowy.
Czasami nakładam odżywkę Tahe tylko na końcówki, odrobinę bo jak nałożę za dużo to robią mi się strąki. Czasami używam maskę albo odżywkę do spłukiwania o ile mam w domu. Wczoraj dostałam od Małgosi wygraną, więc będę je stosowała. Mam nadzieję że się dobrze sprawdzą. :)
Rzadko suszę włosy suszarką, chyba że się bardzo spieszę.

Włosy związuję przeważnie w kucyk albo zakładam wypełniacz i robię koczka.Tak mi najwygodniej.


Ale czasami chodzę też w rozpuszczonych.



I na tym dziś zakończę dzisiejszy post o moich włosiętach.

Pozdrawiam serdecznie i życzę miłego weekendu. :





0 komentarze:

Prześlij komentarz

Jest mi bardzo miło, że odwiedzasz mój blog. Bedzie mi również miło, jeśli go zaobserwujesz. Pozdrawiam serdecznie i zapraszam! :)

Copyright © 2015 W Blasku Marzeń.
Szablon dostosowany przez: KAROGRAFIA