Featured

30 września 2013

L'occitane, Repairing Shampoo - Odbudowujący szampon do włosów suchych i zniszczonych

Szampon L'occitane moje włosy poznały już dawno, nie pamiętam kiedy. Zaczęło się na pewno
od jeszcze mniejszej miniaturki.
Później miałam pełnowymiarowy różany a ostatnio pokusiło mnie na ten: Repairing Shampoo Loccitane.
Pewnie jesteście ciekawi co w nim takiego lubię. Zapraszam do przeczytania. :)


Szampon ten występuje w trzech pojemnościach: 500ml, 300ml i moja wersja najmniejsza bo tylko 75ml. Ale spokojnie, wystarczy mi na dłużej niż niektóre pełnowymiarowe.

Moja wersja szamponu jest w buteleczce z solidnego, podobnego do szkła tworzywa o kolorze zielonkawym. Buteleczka jest przezroczysta co pozwala na widoczność szamponu.
To mi się podoba, bo nie muszę przyglądać się pod światłem czy jeszcze jest, czy już go nie ma. Zamykany jest na solidny klik, nie otworzy się samoistnie jak niektóre butelki. Jak go zamkniemy, to będzie zamknięty a nie udawał zamknięcie.


Butelka wystrojona jest w bogatą szatę graficzną. Podana jest informacja o firmie, o szamponie, skład i kod produkcji z datą ważności. Wszystko niestety w języku angielskim i francuskim co nie pozwoli nam o zapomnieniu tego co się nauczyłyśmy, pozwoli za to pogimnastykować nasze szare komórki. ;)


Składu INCI nie udało mi się tak pięknie sfotografować, przezroczyste ścianki skutecznie to utrudniały.


Wspomnę jeszcze że szampon ma obłędny zapach, nie wiem co mi przypomina ale bardzo go lubię.
Zapach utrzymuje się cały dzień i jeszcze dłużej. Może zastąpić perfumy co niektórym może przeszkadzać. Mi to nie przeszkadza, uwielbiam ten zapach.
Konsystencja: szampon jest przezroczysty i bezbarwny. Nie jest gęsty, jest taki leisty. Mimo to niedużo go potrzeba żeby umyć włosy.  Wystarczy łyżeczka szamponu żeby się dobrze spienił na włosach i je dokładnie umył. Jeśli mowa o pianie, nie jest jakaś mega obfita, jest wystarczająca.
Myję włosy codziennie, ta ilość często mi wystarcza na pojedyncze mycie o ile nie używam olejów.
Zadrapania na mojej dłoni, to pamiątka po kocich zabawach. :)


Co obiecuje nam producent?
Szampon zawiera kompleks 5 naturalnych, eterycznych olejków:
dzięgiel, lawenda, geranium, paczula, ylang-ylang. 
Olejki te wszystkie razem wzięte, pomagają wzmocnić, odbudować, zregenerować i zmiękczyć suche i zniszczone włosy po różnych niszczycielskich zabiegach. Znacząco poprawiają wygląd włosa nadając im zdrowy wygląd i jedwabisty połysk.

Zakłada się że szampon ma tylko myć i nic więcej. Niektóre szampony tylko myją i nic więcej nie robią. Niektóre nawet pozostawiają po sobie szopę, mop na głowie, postrzępione i rozcapierzone końcówki które ciężko rozczesać. Przy takim szamponie bez odżywki ani rusz. Inaczej nie dojdziemy do ładu z włosami.
Ten szampon czasami używam solo, zwłaszcza jak mi zależy na czasie. Włosy się bez problemów rozczesują, nawet długie. Są gładkie, błyszczące, świeże i pachnące. Nie tworzą szopy ani mopa co nie tylko dla mnie jest bardzo ważne.

Producent zastrzega że szampon nie zawiera: parabenów, syntetycznych barwników, aldehydu mrówkowego i jego roztworów, składników pochodzenia zwierzęcego, triklosanu, SLES, BHA.

Wyżej podałam fotkę na której jest pełen skład produktu. Wybaczcie, nie mam dziś siły przepisywać, moje połamane serce przeszło dziś małą, kardiologiczną awarię. ;)

Wracając do tematu, szampony L'occitane do tanich nie należą co jest jedynym minusem w tym wszystkim. Występuje w pojemnościach 500ml - 95zł!, 300ml - 70zł  i moja wersja 75ml- no nie pamiętam dokładnie, ok 25zł, mimo to uważam że produkt jest mega wydajny i jeśli ktoś dysponuje większą gotówką, warto kupić. Wasze włosy na pewno się za to odwdzięczą. :)

Dostępne są w sklepie firmowym  http://pl.loccitane.com/ również w sieci sklepów L'occitane oraz
w innych sklepach internetowych.

Moja ocena 4+/5 tą odrobinę odejmuję za wysoką cenę.

Z okazji Dnia Chłopaka życzę wszystkim chłopcom, małym i dużym, młodszym i starszym, tym grzecznym i mniej grzecznym zdrówka i samych radości. :) Częstujcie się, dzisiaj słodycze są bez kalorii. :)


Bardzo dziękuję za odwiedziny i komentarze, jednocześnie proszę o linki do Waszych blogów, zwłaszcza nowych obserwatorów i odwiedzających. :)

28 września 2013

L'occitane i próbki.

Rzadko robię post o próbkach ale dziś postanowiłam poświęcić im chwilę.
Zaczynam się cieszyć z pomyłek sklepów internetowych. Ostatnio robiąc zakupy w sklepie Loccitane, wypełniłam konkursowy queez i wygrałam komplet próbek Divine, które miały służyć
mi na tydzień. Jakie było moje rozczarowanie kedy tych próbek w swojej paczce nie zobaczyłam.
Nie było też próbki maski do włosów. Ale od czego mamy pocztę mailową. Napisałam, dostałam błyskawiczną odpowiedź z przeprosinami i paczuszka z próbkami dotarła również błyskawicznie. 

Bardzo lubię takie pomyłki i podejście do klienta. :) Oto co dostałam.


Była jeszcze próbka maski do włosów, z której została już tylko pusta saszetka. :)


No i miniaturka  kremu do rąk z masłem shea.


Zrobię o nich dodatkowy post z pierwszego wrażenia, bo recenzja z próbek raczej nie wyjdzie.
Ot taki szybki post i specjalne podziękowania dla sklepu internetowego L'occitane. :)

Miłego weekendu. :)

26 września 2013

Złoto Maroka - eliksir piękności, czyli bezcenny Olejek Arganowy.

Kilka tygodni temu brałam udział w rozdawajce na blogu sklepu internetowego Naturica.pl
Trzeba było wybrać kosmetyk który chciałybyśmy zabrać na bezludną wyspę i uzasadnić dlaczego. Post napisałam, wygrałam bon na 77zł na zakupy w tym sklepie i między innymi, wybrałam ten cenny kosmetyk - Olejek arganowy. Co w nim jest takiego cennego, zapraszam do czytania...


Jest to jak nazwa wskazuje olej: klarowny, bezbarwny, trochę tłustawy ale szybko się wchłania. Pozostawia lekki tłustawy film który szybko wsiąka w skórę. Olejek arganowy ma miły, delikatny zapach przypominający mi zapach czarnych jagód, który po posmarowaniu szybko zanika.


Umieszczony jest w buteleczce z ciemnego szkła, u mnie o pojemności 30ml, zakręcanej białą plastykową nakrętką. Na buteleczce znajduje się informacja o firmie z jej adresem, nazwa olejku, jego skład oraz data ważności. Buteleczka ma dość szeroki otwór i musimy uważać żeby nie wylać olejku za dużo.
Skład INCI: argania spinosa (Argan), Nut Oil.


Tłoczony jest z nasion arganii żelaznej, drzewa które rośnie na południu Maroka i tylko tam. Stąd pochodzi jego nazwa: złoto Maroka. Dlaczego złoto?

Olej arganowy znany jest jako wszechstronnie działający składnik i do produktów spożywczych jako dodatek, i do kosmetyków gdzie ma szerokie spektrum działania ponieważ jego skład jest podobny do sebum który wydziela nasza skóra.
W skład oleju arganowego wchodzą: 
Nienasycone kwasy tłuszczowe aż w 80%: uzupełniają niedobory składników tłuszczowych, chronią i regenerują barierę lipidową
Polifenole: działanie antyoksydacyjne, nawilżające, odżywcze, ujędrniające, chronią skórę przed utratą wody, poprawiają napięcie skóry, regenerują.
Tokoferole: działają antyoksydacyjnie, zwalczają wolne rodniki.
Fitosterole: naturalny kosmetyk na różnego rodzaju dermatozy, stosowany w leczeniu łuszczycy, alergiach skórnych, trądziku. Mają działanie przeciwzapalne, wspomagają regenerację skóry.
Skwalen: wspomaga regenerację bariery hydrolipidowej naskórka, uzupełnia niedobory tłuszczowe w skórze.
Alkohole triterpenowe: mają działanie antyoksydacyjne, łagodzące.

Olejek arganowy wskazany jest między innymi do leczenia różnego rodzaju blizn oraz zapobiega uszkodzeniom skóry, na przykład przy odparzeniach. Jest bezpieczny i dla alergików i dla niemowląt.

Sprawdza się też w regeneracji zniszczonych paznokci a także do regeneracji włosów łącznie ze skórą głowy.
Jego działanie antyoksydacyjne i regeneracyjne, sprawdza się również przed opalaniem i po opalaniu skóry.

Podsumowując, olejek ten ma działanie przeciwzapalne, regenerujące, odżywia skórę, nawilża, wspomaga barierę hydrolipidową skórę, działa przeciwstarzeniowo i odmładzająco na skórę.

Wiadomo że chcąc przetestować olejek, musiałam go użyć do wszystkiego. Smaruję nim twarz, paznokcie, stosuję jako maskę do włosów, smaruję skórę po depilacji. Smarowałam też ślad po oparzeniu. Olejku zostało niewiele i widzę że będę musiała zrobić szybko zapas. Olejek arganowy, sprawdza się w każdym opisanym przypadku i jest prawdziwym bezcennym złotem dla skóry włosów i paznokci. Kto go nie zna, polecam spróbować. Nie pożałujecie. :)
Olejek otrzymałam jako jedną z nagród w sklepie Naturica.pl za co bardzo dziękuję, i nie wpływa to na moją ocenę 6/6 



Zapomniałabym, olejek arganowy można kupić w sklepach internetowych na przykład TU oraz w sklepach zielarskich. Tani nie jest, ale to prawdziwe, bezcenne złoto dla skóry. :)

25 września 2013

Loccitane, Bonne Mere Rose - cudowne marsylskie myjątko.

Niedawno przeglądając strony Loccitane, skusiłam się znów na mydełko o ulubionym zapachu róży z serii Bonne Mere. Mydełka Loccitane uwielbiam od dawna i jak tylko mam okazję, kupuję. Ostatnio trafił się konkurs z próbkami do twarzy Divine Immortelle, więc była okazja do małego zamówienia. Zamówiłam między innymi nieduże mydełko w kostce o pięknym, różanym zapachu.


Mydełko znajdowało się w folii z informacjami o firmie, mydełku i datą ważności, ale zanim na to wpadłam żeby sfotografować skład i mydełko w tej folijce, zdążyłam je ściągnąć z tego mydełka i uszkodzić. Przepraszam za swoje roztrzepanie i zachłanność ale składu nie będzie bo folijka zniknęła w czeluściach śmieci. Na stronie Loccitane nie znalazłam, ale jak znajdę przyciągnę tu i dodam. :) Na mydełku są wygrawerowane napisy z logo firmy i podstawowymi informacjami o mydełku.

Śliczna kosteczka o masie 100g w pięknym kolorze pastelowego różu została stworzona całkowicie na bazie roślin, według marsylskiej szkoły mydlarstwa. Delikatny różowy kolor mydełka zapewniają zawarte w mydełku mineralne pigmenty.



W Prowansji wyrażenie „Oh Bonne Mère!” (z fr.: O, dobra matko!) używane jest na końcu lub w środku zdania jako wykrzyknik wyrażający zaskoczenie, ulgę, radość, lub sympatię.
Odnosi się to do słynnej bazyliki Notre Dame de la Garde w Marsylii, nazywanej potocznie Bonne Mère. Bonne Mère (statua Matki Boskiej na szczycie dzwonnicy) była drogowskazem dla żeglarzy i patronką producentów mydła marsylskiego.
Ten uniwersalny symbol delikatności, matczynej miłości i ogniska domowego zajmuje szczególne miejsce w sercach marsylczyków i stał się inspiracją do stworzenia nowej linii kosmetyków dla całej rodziny.

Mydełka tej firmy powstały na bazie olejów pochodzących z wyselekcjonowanej dostawy, gwarantującej zrównoważony charakter i pewne źródło pochodzenia oleju palmowego, od upraw po produkt końcowy.

Firma Loccitane, wykorzystuje olej palmowy w zrównoważonym stopniu, czyli nie kupuje oleju palmowego bezpośrednio ale w surowcach które go zawierają. Jest członkiem RSPO, czyli organizacji non-profit zrzeszającej osoby różnych specjalności (producentów, wytwórców, banki, organizacje pozarządowe itp.) zaangażowane w przemysł oleju palmowego.
Jej celem jest stworzenie i wprowadzenie globalnych standardów zrównoważonej produkcji jak i dystrybucji oleju palmowego.

Mydełko jak wspomniałam pięknie pachnie różami. Jest bardzo delikatne dla skóry i nadaje się dla całej rodziny. Dobrze się pieni, przy czym piana jest puszysta i kremowa. Podczas mycia mam odczucie jakby skóra była smarowana kremem. Myję nim ręce i myję się nim cała pod prysznicem, nie myję nim twarzy bo od tego mam produkty do demakijażu.
Mydełko jest bardzo łagodne, nie powoduje podrażnienia skóry ani swędzenia. Nie wysusza, daje wrażenie nawilżenia. Na jak długo nawilża moją skórę, nie wiem bo i tak bezpośrednio po umyciu używam balsamów i masełek do skóry. Mydełka Bonne Mere, występują w pięciu wersjach zapachowych: lawenda, róża, verbena, mleko i miód. Można je kupić w sieci sklepów Loccitane lub na stronie internetowej tych sklepów na przykład TU.
Cena 17zł nie jest mała ale patrząc na wydajność i sposób jak działa na skórę, nie jest też bardzo wygórowana.

Moja ocena to 5/5

Miałyście to mydełko? Które jest Waszym ulubionym?

Pozdrawiam wszystkich odwiedzających mój blog i zapraszam do komentowania. :)

24 września 2013

Pat&Rub, Mleczko do oczyszczania twarzy.


Po ostatnim niefortunnym spotkaniu z mleczkiem Mixa, musiałam go odstawić i wymienić
na lepszy model. Niedawno korzystając z różnych promocyjnych kodów w sklepie Pat&Rub zakupiłam Mleczko do demakijażu, Pat&Rub. Używam go co prawda parę dni ale mogę już
coś na jego temat napisać. Jeśli jesteście ciekawe jak się u mnie sprawdzi zapraszam do przeczytania.


Mleczko jest zamknięte w prostej, eleganckiej butelce z białego półprzezroczystego tworzywa
o pojemności 200ml, z prostą i przejrzystą szatą graficzną.
Opakowanie zaopatrzone jest w pompkę która umożliwia łatwe i higieniczne wydobycie mleczka w odpowiedniej ilości.
Zabezpieczone jest białą nasadką która dobrze przylega do opakowania i nie spada przy byle okazji. Pompka swoją drogą jest zabezpieczona przed przypadkowym otwarciem czy naciśnięciem. Jest też na niej znaczek, który pokazuje w którą stronę należy przekręcić w celu otwarcia czy zamknięcia.


Na opakowaniu oprócz logo i danych o firmie, mamy dokładny opis, skład, oznakowanie
i termin ważności.



Opakowanie jest półprzezroczyste, co umożliwia nam podgląd pozostałości kosmetyku i nie zaskoczy nas osiągnięcie jego denka.

Zapach mleczka jest trudny do określenia, nie jest on jakiś cudownie pachnący ale też nie przeszkadza i szybko zanika.
Samo mleczko ma lekko kremową konsystencję, barwę brudnawej bieli i nie rozlewa się.


Producent nas zapewnia że: Mleczko oczyszcza i koi. Usuwa makijaż, sebum i zabrudzenia, łagodzi podrażnienia i nawilża.
W składzie kosmetyku znajdują się wyłącznie naturalne, łagodne substancje oczyszczające
i kojące:
Woda orkiszowa: łagodzi zaczerwienienia, tonizuje, nawilża.
Olej arganowy: chroni przed wolnymi rodnikami.
Prawoślaz: łagodzi podrażnienia.
Rumianek solny: łagodzi podrażnienia, rumień i zaczerwienienie.
Naturalna witamina E: zwalcza wolne rodniki.
wszystkie surowce, z których skomponowane jest MLECZKO, mają certyfikat naturalności.

Sposób użycia:
mleczko rozprowadzamy na twarzy opuszkami palców i zmywamy płatkiem kosmetycznym.
Na koniec zmywamy resztki mleczka i zanieczyszczeń tonikiem czy płynem micelarnym,
aby oczyścić do reszty i przywrócić właściwe pH dla skóry.

Skład INCI:

Aqua, Triticum Monococcum Extract, Ethylhexyl Stearate, Caprylic/Capric Triglyceride, Propanediol, Glyceryl Stearate Citrate, Cetearyl Alcohol, Glycerin, Argania Spinosa Kernel Oil, Althaea Officinalis Root Extract, Tripleurospermum Maritima Extract, Dehydroacetic Acid, Benzyl Alcohol, Xanthan Gum, Carrageenan Chondrus Crispus, Sodium Phytate, Tocopherol, Beta-Sitosterol, Squalene, Parfum

Jak sprawdza się u mnie:
Pojemnik jest bardzo solidnie zrobiony: może nam upaść i nie uszkodzi się, nawet nasadka nie spadnie.
Mleczko nakłada się łatwo i zmywa się łatwo. Dość dobrze radzi sobie z moim makijażem oczu, różem, podkładem oraz pomadką czy błyszczykiem. Niestety mleczka trzeba użyć trochę więcej, żeby dobrze zmyć makijaż i oczyścić skórę twarzy. Mimo że używam więcej wacików niż zwykle, przez ścianki opakowania nie widać dużego ubytku, a używam go przynajmniej dwa razy dziennie. Wolałabym ładniejszy zapach ale to jest kosmetyk stworzony na naturalnych składnikach więc marudzić nie będę. Dość wysoka bo ok. 60zł cena nie zachęca do kupna ale od czego są promocje. Jeśli kupimy go w firmowym sklepie Pat&Rub, niektóre promocje są łączone. Mleczko do demakijażu jest stworzone na naturalnych składnikach co tanie nie jest, a zmniejsza ryzyko podrażnień i alergii, zwłaszcza jeśli ktoś ma wrażliwą cerę. Pozostałości mleczka zmywam wodą a tonizuję różaną mgiełką Pat&Rub. Moja cera po demakijażu pozostaje dobrze oczyszczona
i nawilżona. Mleczko nie zapycha jak poprzednie Mixa, cera pozostaje gładka i bez zbędnych niespodzianek.Wydajność jak na razie jest baz zarzutu, widzę że wystarczy na dłużej niż miesiąc, ale ocenię jeszcze po zużyciu całego opakowania. Czy go kupię ponownie, na to pytanie również odpowiem później.
Mleczko dostępne jest w sieci perfumerii Sephora, sklepach internetowych, także
w firmowym sklepie Pat&Rub które często rozpieszcza nas różnymi promocjami.

Jeśli komuś zależy na kosmetyku stworzonym z naturalnych składników, nie jakichś chemicznych paskudztwach, mogę polecić zakup tego mleczka.

Z uwagi na zawyżoną cenę i taki sobie zapach, oceniam go:  5/6


Teraz czekam na Wasze komentarze. :)

22 września 2013

Różowe słodkości z Krawiectwa Melanii.

Niedawno Pani Krysia z Krawiectwa Melanii na FB zaproponowała mi do ,,przetestowania" biżuterię własnego wykonania. Jest to komplecik składający się z kolczyków, zawieszki i bransoletki zrobionej ze sznureczka o ślicznym, pomysłowym splocie. Kolczyki są na srebrnych biglach więc nie uczulają mojej wrażliwej skóry.







Przyznam że czuję się w tej słodkiej biżuterii odmłodzona. Biżuteria swoim blaskiem pięknie rozświetli każdą buzię i dekolt. Biżuterię Pani Krysi można nosić na różne sposoby i prawie na każdą okazję. Jest jednocześnie i wesoła i elegancka. Jeśli szukacie coś w tym stylu, biżuterię która jest niepowtarzalna a do tego solidnie wykonana przez artystkę, nie przez chińskie czy koreańskie dziecięce rączki za miskę ryżu, zapraszam do sklepu Pani Krysi: Krawiectwo Melanii

Osobiście Pani Krysi bardzo dziękuję za piękną różową biżuterię, która sprawia że każdy dzień
w niej jest radosny i kolorowy. :)

Dziękuję też za wykonanie zdjęć mojej siostrze i szwagrowi. :)

20 września 2013

Na rozgrzewkę, krótka lista moich chciejstw czyli marzeń.

Siedzę od rana i myślę. Miałam zrobić zdjęcia z biżuterią ale miałam dziś ciężki dzień. Byłam na badaniach krwi. Ponieważ żyły są zmasakrowane po długim leczeniu i częstych badaniach więc dziś to odczułam, zwłaszcza moja prawa ręka.
Później czekałam na kuriera z moim zamówieniem, nic. Na listonosza z wygraną paczką, nic. Zimno że nie chce się wyłazić z domu. W domu też zimno i dogrzewam się piekarnikiem.
I tak krążąc w czeluści różnych fajnych blogów, stron, znalazłam kilka fajnych kosmetyków które zapragnęłam mieć. No nie ma mocnych, muszę mieć. Na początek będzie bardzo skromna lista.


Wlazłam na Phenome i nie mogłam wyleźć. To serum chodzi mi po głowie.
Na razie mam kremy Pat&Rub i olejki ale już mam go w planie.


Kolejnym marzeniem jest Odmładzający krem do ciała.
Nie wiem na ile odmładza ale ma olejki z róży i inne dobrodziejstwa.
Muszę go mieć. Na początek kupię sobie mniejszą wersję. :)


Ciągle zwlekam z maską regenerującą do włosów dla siebie.
Liczę że na tej się nie zawiodę. :)


Został jeszcze krem pod oczy. Trzeba pomyśleć o jakimś o mocniejszym działaniu,
kiedy wykończę oba od Clarinsa. Nie narzekam na nie, o nie... ale marzy mi się z naturalnych składników. :)

To tylko fragment, wychodzę już z tego sklepu. ;))

Miłego weekendu. :)

15 września 2013

Olej kokosowy, remedium dla urody.

Niedawno wygrywając na stronie rozdawajki kosmetyki do testowania, wybrałam między innymi Olejek kokosowy. O jego właściwościach czytałam bardzo dużo na blogach i nie tylko,
w związku z tym chciałam go sprawdzić też na swojej skórze. Olejek kokosowy jest znany przeważnie do celów spożywczych jednak nie wszyscy wiedzą że ma on też szeroki wachlarz zastosowań również w kosmetyce.
Olej kokosowy występuje w stałej konsystencji, mój zamknięty jest w plastykowym białym, zakręcanym pudełeczku o pojemności 200ml.
Na opakowaniu naklejona jest etykieta z piękną szatą graficzną, nazwą i informacją o kraju
skąd pochodzi olej. Więcej informacji oprócz tego że jest w 100% naturalny nie znajdziemy.
Znajdziemy natomiast na dole drugą etykietę z krótkim opisem tego olejku, informacją
o producencie, dystrybutorze i datą ważności.
Wspomnę tylko że jako dodatek do potraw, spełnia doskonałą rolę w walce o zdrowie i sylwetkę przyspieszając przemianę materii. Używając go nie musimy się martwić o figurę a co najważniejsze o nasz cholesterol i choroby związane z jego nadmiarem. Olej kokosowy sprawia obniżanie cholesterolu, nigdy odwrotnie.

Olej kokosowy można stosować również jako dodatek do kosmetyków, a także jako kosmetyk występujący solo. Jego działanie jest bardzo łagodne więc może być stosowane nawet przez osoby ze skłonnościami do AZS. Posiada też właściwości łagodzące, nawilżające i odżywcze. Mogą stosować go osoby z bardzo wrażliwą skórą, także osoby z trądzikiem. Doskonale się spełnia przy demakijażu skóry. Świetnie się sprawdza również u osób z dojrzałą skórą, ponieważ olejek oprócz wspomnianego działania wnika w głąb skóry, przez co zwiększa skuteczność swojego działania.

Jest stosowany również jako dodatek do balsamów do ciała, można też smarować ciało samym olejkiem, jeśli ktoś ma wyjątkowo wrażliwą skórę.

Olejek kokosowy doskonale się spełnia również jako odżywka czy maska do włosów. Można stosować jako maskę przed myciem, i nałożyć na całą długość trzymając minimum pół godziny, można też nałożyć na suche lub wilgotne końcówki i nie spłukiwać. Olejek kokosowy doskonale regeneruje nasze włosy. 

Przy korzystaniu należy pamiętać aby opakowanie było szczelnie zamknięte i przechowywać
w chłodnym, zaciemnionym miejscu. Jest bardzo wydajny i ma długą datę ważności, bo aż dwa lata od daty produkcji.

Skład INCI: Cocos Nucifera (Coconut) Oil

W sklepie Naturica występuje w pojemności
100ml - 11,70 zł
220ml - 19,70 zł


Jak wspominałam konsystencja oleju jest stała, jednak pod wpływem ciepła w skórze rozpuszcza się bardzo szybko. Olej ma bardzo subtelny zapach który bardzo szybko znika.


Olejek jest u mnie do połowy zużyty, ponieważ podzieliłam się nim z moją córką Anią.
Po posmarowaniu nim twarzy, skóra jest bardzo dobrze nawilżona i odżywiona. Rano i po kolejnych użyciach, zauważyłyśmy u Ani bardzo duże złagodzenie zmian trądzikowych. Na swojej twarzy stosuję obecnie na zmianę z olejkiem z dzikiej róży, ale zachowanie obu olejków jest bardzo podobne. Skóra jest miękka i odżywiona, oba olejki zapobiegawczo stosuję pod krem ale mam wrażenie że jest on zbędny przy ich stosowaniu.
Swoje włosy smaruję również na zmianę z innymi olejami ale widać że po nocy z tym olejem nie trzeba stosować odżywki. Włosy po umyciu są miękkie, jedwabiste i łatwo się rozczesują.
Ani włosy regularnie prostowane gorącą prostownicą tak samo są odżywione, nawilżone i nie plączą się po umyciu. Wcześniej musiałyśmy kłaść od razu odżywkę na włosy, teraz już nasze włosy tego nie wymagają.
Jeśli się weźmie odrobinę na końcówki włosów, nie obciąża ich a ładnie wygładza i nie puszą się.
Olejek kokosowy stosuję również jako pielęgnację do rąk i pięt oraz łokcie, sprawdza się idealnie.
Mimo że używam go bardzo często i nie żałuję sobie, prawie nie widać ubytków.
Olejek sprawdził się doskonale, wszystko co przeczytałam o nim, sprawdza się w stu procentach.
Z przyjemnością i czystym sumieniem daję mu najwyższą ocenę 6/6

Polecam go wszystkim z czystym sumieniem. Możecie go znaleźć na stronie sklepu Naturica.pl
A ja dziękuję Pani Uli ze sklepu Naturica.pl za możliwość przetestowania. :)

Znacie olej kokosowy? używacie go?
Pozdrawiam wszystkich serdecznie. :)




14 września 2013

Lash Queen Feline Blacks Mascara, Helena Rubinstein.



Czasami bywa, że używając długo jakiś kosmetyk, zmienia się o nim zdanie. Albo służy nam do końca, albo się zmienia przestając nam służyć.  Mascara Lash Queen Feline Blacks, Heleny Rubinstein, albo komuś pasuje, albo zdarza się że oczy nie te. Na jednych sprawdza się super, na innych pozostawia na przykład efekt pandy. Jeśli jesteście ciekawe jak się sprawuje na rzęsach moich i córki, zapraszam do czytania. 

12 września 2013

Metamorfoza.

Zachęcona oglądaniem metamorfoz na blogu Karoliny poprosiłam ją o przemianę mojego
blogu. Nawet nie myślałam że tak szybko to zrobi, wszystko poszło błyskawicznie. :)
Po omówieniu szczegółów, Karolina zabrała się błyskawicznie do pracy.


Jestem zachwycona, szata graficzna nadała smaku i elegancji. 
Karolina jesteś WIELKA a ja ogromnie dziękuję! :))
Na koniec, kupiłam dziś ulubione pismo kobiece, ,,Twój Styl".  
Nie zdążyłam dziś jeszcze do niego zajrzeć. 
Wy oglądajcie mój blog a ja się zajmę przez chwilę gazetą. :))
Dla tych co jeszcze jej nie mają wspomnę tylko że to wydanie jest bardzo grube. :)
No więc zabieram się do oglądania Twojego Stylu a Was zachęcam do oglądania
i komentowania.
Pozdrawiam! :)

11 września 2013

Olejek z pestek dzikiej róży, moje pierwsze wrażenia.

Niedawno na blogu sklepu http://www.e-fiore.pl był konkurs na testowanie Olejku z Owoców Dzikiej Róży. Szczęśliwym trafem zostałam jego właścicielką.
Miałam ogromne szczęście że trafiłam na ten konkurs bo w poszukiwaniu ratunku dla mojej suchej cery, nie wiem czy trafiłabym na niego tak szybko. Ostatnio naczytałam się o bogatych właściwościach olejku arganowego, kokosowego i innych ale o olejku z owoców dzikiej róży nie wiedziałam nic.
Olejek z pestek dzikiej róży umieszczony jest w małej buteleczce z ciemnego szkła,
o pojemności 50ml. Buteleczka jest oklejona papierową etykietą, odporną na zabrudzenia.
Jest to duży plus, bo czasem zdarza się chlapnąć, i krople olejku potrafią zepsuć całą estetykę łącznie z opisem. Na etykiecie znajdują się wszystkie przydatne informacje z opisem, sposobem użycia i datą ważności.
Buteleczka jest zamknięta białą nakrętką, i posiada zatyczkę tworzywa z małym otworkiem zabezpieczającym przed wylaniem olejku.
Producent nas zapewnia że: olejek jest 100% naturalny, wyprodukowany z owoców dzikiej róży, pochodzącej z Chile - ROSA MOSQUETA. 
Z owoców tych pozyskuje się nasiona, które są tłoczone na najcenniejszy
z wszystkich olejów z róż. Na rynku kosmetycznym gatunek ten funkcjonuje pod nazwą:  Rose Hips Oil.
Dzika róża jest to roślina o małych wymaganiach którą spotkać możemy na nieużytkach, brzegach lasów czy polnych drogach. 
Obrasta w różowe i dzikie kwiaty które pojawiają się od maja do końca lipca. 
W sierpniu i wrześniu pojawiają się owoce które wytrzymują na gałązkach aż do zimy. 
Są one cennym surowcem wykorzystywanym w kuchni, medycynie, kosmetyce..
Owoce dzikiej róży to prawdziwa bomba witaminowa. Są jednym z najcenniejszych źródeł witaminy C- dzienne zapotrzebowanie człowieka pokrywają już 2-3 owoce. 

Dodatkowo znajduje się tu bogactwo witamin B1, B2,E, K i PP
Znajdziemy w nich także dużo  bioflawonoidów,  karotenoidów, garbników, pektyn, kwasów organicznych, (w tym cytrynowego i jabłkowego), olejków eterycznych i soli mineralnych.

Dzika róża działa wzmacniająco na organizm, pomaga utrzymać równowagę 
w okresie ciąży, w czasie karmienia, jak i u rekonwalescentów. 
Pomaga również w stanie ogólnego osłabienia, zmęczenia i stresu.
Olejek z dzikiej róży jest tłoczony na zimno, jest ekologiczny, czysty, delikatny nawet dla wrażliwej skóry. 
Nawilża, ujędrnia i regeneruje skórę. 
Olej z dzikiej róży zawiera: 
Witaminę E: doskonale sprawdza się w działaniu antyoksydacyjnym, 
Karotenoidy: jako źródło wit. A, mają działanie antyoksydacyjne,

Sterole: tworzą ochronną warstwę lipidową naskórka. Wykazują działanie nawilżające, zmiękczają skórę, zwiększają elastyczność skóry, spłycają zmarszczki, łagodzą objawy AZS.

Nienasycone kwasy tłuszczowe:  
około 45% kwas linolowy - składnik cementu międzykomórkowego.
40% kwas a-linolenowy - uczestniczy w produkcji sebum i odgrywa istotną rolę w przemianach lipidowych zachodzących w naskórku.
 0.5 - 1% kwas g-linolenowy - zwiększa gojenie się ran, łagodzi podrażnienia, zwiększa elastyczność skóry, łagodzi podrażnienia, działa przeciwzapalnie. 
Olej ten oprócz odżywiania, nawilżania, regeneracji skóry i działania przeciw wolnym rodnikom pomaga zmniejszyć przebarwienia oraz zmniejszyć głębokość zmarszczek.
Olej z owoców dzikiej róży ma dość gęstą konsystencję, nie rozlewa się na skórze, jest bezbarwny, ma ledwo wyczuwalny zapach. Ma lekki poślizg i jest doskonały do robienia masaży.

Jako wrażliwiec ze skłonnościami do AZS olejek ten używam codziennie do smarowania twarzy, smarowania podrażnień, na paznokcie, na końcówki włosów przed myciem, do smarowania suchych miejsc jak pięty czy łokcie. Smarowałam też ślady po zabawie z kotami, ślady po ukąszeniach komarów i po myciu naczyń czy innych pracach domowych. Olejek z dzikiej róży, świetnie sprawdza się również po depilacji. 
Chociaż na zmniejszenie zmarszczek trzeba cierpliwości, skóra na twarzy po posmarowaniu jest idealnie nawilżona, zyskuje  łagodne rysy i promienność. Często słyszę komplementy na temat swojej cery. Smaruję także skórę pod oczami i nie czuję żadnego szczypania co zdarza się podczas smarowania niektórymi kremami. 
Olejek z owoców dzikiej róży możemy kupić w sklepie http://www.e-fiore.pl  który Wam polecam. Tam znajdziecie jeszcze mnóstwo ciekawych, naturalnych kosmetyków.
występuje w trzech pojemnościach: 50ml, 100ml i 1000ml.
skład INCI:
Wit. E występuje tu jako konserwant olejku.
Koszt mojej wersji wynosi: 27zł 
Olejek mimo że zawierał tylko 50ml, ubyło go bardzo niewiele. Wnioskuję z tego że jest bardzo wydajny. 
Nie doszukałam się w tym olejku żadnych minusów, dlatego moja ocena jest 6/6
 
Dziękuję właścicielce sklepu http://www.e-fiore.pl za możliwość przetestowania tego olejku.
Mimo że otrzymałam ten olejek za darmo, nie wpłynęło to na moją opinię. 

Znacie ten olejek? Polecam z czystym sumieniem, zwłaszcza dla osób z wrażliwą skórą. 
Copyright © 2015 W Blasku Marzeń.
Szablon dostosowany przez: KAROGRAFIA