Featured

31 października 2013

Denko październikowe - częśc 2.


Część pierwsza już była TU. Nie pomyślałam jednak że resztę wykończę tak szybko.

28 października 2013

Kosmetyczni ulubieńcy w makijażu.

I nadszedł czas na makijaż. Dziś wspomnę o tych które używam najczęściej i najbardziej lubię.
Zacznę od podkładu Skin Illusion, Clarins'a który używam bez końca, z przerwą na krem koloryzujący Pat&Rub. Uwielbiam go za jego efekty i gładkość na twarzy, niewiele mi zostało
i na pewno wrócę, ale jestem ciekawa też innych podkładów.

Makijaż oka. Cieni mam więcej ale najczęściej stosuję właśnie te. Dla mnie są idealne.
Jak widać po denkach, uwielbiam je używać. Mam jeszcze inne ale to nie to samo.
Estee Lauder, Signature Silky Eyeshadow Duo. Pisałam już o nich, lubię je za trwałość
i łatwość w wykonywaniu makijażu. Nie osypuje się, łatwo się blenduje i jest super wydajny. Cienie te mają delikatne drobinki rozświetlające, które nie rzucają się w oczy, są bardzo subtelne. Są bardzo wydajne. Mam je bardzo długo.

Ombre Eclat Mono Eyeshadow nr.183. Te służą bardziej do rozświetlania i do rozjaśniania powieki i kącików oczu. To są moje drugie cienie z tej serii, uwielbiam je tak samo za trwałość i doskonałość w każdym calu. 

Oba cienie mają bardzo solidne opakowanie które pozostaje nietknięte nawet po upadku. Nawet nie widać zarysowań. Nie kruszą się, nie osypują, są nie do zdarcia. Na pewno będę do nich wracać. 

O obu tuszach do rzęs i kredce do powiek, też pisałam recenzje.
Lash Queen Feline Black, Heleny Rubinstein Pisałam o nim już recenzję. Zawsze będę do niego wracać. 
Jeden z najlepszych mascar jakie znam. Nie robi grudek, nie skleja rzęs, nie rozmazuje, za to przedłuża je i pogrubia. 
Sumptuous Extrema, Estee Lauder. Zakochałam się w nim od pierwszego pomalowania rzęs, a kupiłam go przypadkowo, tylko dlatego że był w promocji jako miniaturka. 
Będę do niego też wracać, pewnie na zmianę z Helonkowymi mascarami, o ile nie zachce mi sie testować jeszcze innych. 

Kredka do powiek H. Rubinstein, pisałam też o niej też do mnie powraca jak bumerang. Tą dostałam w prezencie gwiazdkowym i nigdy się z nią nie rozstaję. Szkód w postaci podrażnień mi nie robi, świetnie się nią maluje i jest bardzo trwała. Z kredkami do powiek muszę bardzo uważać, bo mało która mnie nie podrażnia a ta jest niezawodna.

Do ust używam ostatnio tylko pomadke YSL i błyszczyk Clarins'a. 

Pomadka do ust YSL to moja pierwsza z tej serii i tak samo jest jedną z najlepszych. Świetnie pokrywa usta, równo bez brzydkiego zbierania się w załamaniach, nawilża, nie zostawia śladów na filiżance, chroni. daje piękny kolor, jest bardzo trwała. Równomiernie też schodzi. Pisałam o niej niewiele więc nie będę linkować, mam pomalowane nią usta na wszystkich swoich fotkach. W opakowaniu można się przejrzeć jak w lusterku

Błyszczyk Clarins'a chciałoby się zjeść. Ma niesamowicie cudowny smak, do tego pielęgnuje usta no i nie znika tak szybko jak inne błyszczyki. Można się nim pomalować bez lusterka, krzywdy sobie nie zrobimy. 
Dobrze się rozprowadza po ustach i nie zbiera się nigdzie. Schodzi też równomiernie. 

Balsam do ust Crazy Rumors uwielbiam też za miły smak i to że świetnie dba o moje usta i jest z naturalnych składników. 
Jest jeszcze kredka do ust, Heleny Rubinstein której posiałam gdzieś fotkę, recenzja jest TU. Używam jej codziennie i już prawie wykonczyłam, Też zawsze do niej wracam, to jest już któraś z kolei, pasuje do wszystkich moich pomadek i jest bardzo trwała.  

Nadszedł czas na słynne Meteoryty, Guerlaina. O nich coś tam wspomniałam ale to nie była prawdziwa recenzja. Na szczęście są tak wydajne że końca nie widać, wkrótce o nich napiszę. 


Dziś tylko wspomnę że oprócz pięknego zapachu, dają piękne wykończenie makijażu. Nie zauważylam jakiegoś wielkiego matowienia, za to delikatnie rozświetla twarz no i dają taki delikatnie beżowy kolor. Są niesamowicie wydajne, mam go ponad 2 lata, tak przypuszczam. Ma dołączony puszek ale najczęściej nakładam go pędzlem. 

To tyle na dziś jeśli chodzi o moich kosmetycznych ulubieńców. Część była, odeszła, nie zdążyłam ich tu wkleić, opisać, ale na pewno jeszcze wrócą. 
Część noszę ze sobą w torebce i trzymam albo w kosmetyczce albo w koronkowych majtkach od Agnieszki, którą bardzo lubię i które robi niesamowicie piękne rzeczy. Ta seksowna kosmetyczka została uszyta specjalnie dla mnie. :)

 Witam serdecznie nowych obserwatorów i obserwatorki i bardzo mi miło że zostajecie ze mną. Proszę jeszcze o linki na Wasze blogi bo czasami się tu czuję jak w zabawie w ciuciubabkę. Szukam Wasze blogi i znaleźć nie mogę bo mi wujek gugiel skutecznie utrudnia. 

Miłego tygodnia. :) 



27 października 2013

Kosmetyczni ulubieńcy-twarz.


Dziś ciąg dalszy wczorajszego posta, będzie o twarzy. Jest tego dość sporo bo trudno mi było wyróżnić, wszystkie kosmetyki które mam lubię. Rzadko zdarza mi się kupować coś czego nie lubię, dlatego tak mało jest u mnie negatywnych opinii. Jeśli jesteście ciekawi co mam do powiedzenia dziś o nich, zapraszam do czytania dalszej części... tu mam ciągle wątpliwości.
Jak się pisze w tym przypadku: postu czy posta?

Zacznę od pielęgnacji do której przykładam szczególną uwagę, z powodu wrażliwej i suchej naczynkowej cery z przebarwieniami o które w moim wieku nietrudno.


Dużą wagę przykładam do demakijażu. Wiadomo że jest on bardzo ważny w codziennej pielęgnacji.
Twarz najczęściej zmywam mleczkiem Pat&Rub które jest na tyle delikatne dla mojej skóry, że nie robi jej szkód, zmywa makijaż, nie pozostawiając na twarzy niedoskonałości. Różana mgiełka świetnie ją tonizuje i odświeża. Mam ją obok siebie kiedy siedzę przy laptopie. Oba kosmetyki są bardzo wydajne. O płynie micelarnym Lierac jeszcze nie pisałam recenzji, używałam go zaledwie kilka razy i sprawdził się nieźle także przy demakijażu oczu. O nim jeszcze napiszę recenzję ale musi nabrać mocy urzędowej. Olejek z pestek dzikiej róży sprawdza się doskonale jako serum na noc, pomagam nim sobie również przy zmywaniu makijażu oczu, zwłaszcza mascary. Oprócz oczyszczania skóry, ma doskonałe właściwości w jej nawilżaniu i odżywianiu.



Krem na dzięń 40+, Pat&Rub również czyni same dobre rzeczy z moją skórą, chociaż mógłby mieć ładniejszy zapach. No ale czepiać się nie będę, w końcu to sama natura i zapobiega zmarszczkom.

Pharmaceris N, odżywczy krem bardzo dobrze sprawdza się jako krem na noc. Rano cera jest gładka i wypoczęta. Krem ma tłustawą konsystencję ale nie zostawia niedoskonałości.

Teraz parę słów o kosmetykach naocznych.
 Ostatnio kupiłam 2 nowe w tym miniaturkę Revitalizing Supreme, Estee Lauder w promocji 
z mascarą i Dioptocreme,Lierac, o tych jeszcze nie pisałam recenzji ale muszę powiedzieć że oba są jak na razie bez zarzutu, mam nadzieję że nic się nie zmieni. Pisałam za to o Eye Contour Gel 
 w miniaturce, noszę go ze sobą w kosmetyczce i używam doraźnie. Oczy raczej mam rzadko podkrążone i sine, na co dzień mi nie jest potrzebny, ale można go używać też na makijaż. Jak widzę że coś nie tak z moją skórą pod oczami, że zmęczona i mam sino pod oczami, wtedy go używam. Z początku go stosowałam z rana, ale w tym wieku potrzebuję też działania przeciwzmarszczkowego i bogatszej konsystencji. 
"Special" Eye Contour Balm stosuję juz od pół roku i widzę że coś wspomniałam kiedyś o nim, ale recenzyjka była bardzo amatorska, trzeba się poprawić i napisać więcej bo krem za chwilę będzie zdenkowany. Dziś dodam tylko że nie zawiodłam się na nim. Krem działa bez zarzutu i nie podrażnia ani nie uczula. 

Teraz pewnie chcecie poczytać o moich ulubieńcach do makijażu? O tym...

... i o tym, czyli ukochanych meteorytach napiszę w następnym poście.

Zapraszam i życzę miłego nowego tygodnia. :)

26 października 2013

Moi kosmetyczni ulubieńcy do twarzy i do ciała.


Przyznam że to mój pierwszy post o moich ulubieńcach, wiem że tego jest sporo ale wszystkie pokazane kosmetyki są moimi ulubieńcami. Są tu moi ulubieńcy do twarzy, do ciała i do makijażu. Pewnie nie skończy się na jednym poście, ale jakoś to opiszę.

Na pierwszy ogień zacznę od kosmetyków do ciała. Są tu masełko otulające i rewitalizująca mleczna mgiełka do ciała. Na tą porę roku bardziej sprawdza się masełko otulające z powodu dużo bogatszej konsystencji. Jako lżejsza wersja jest mleczna mgiełka, która błyskawicznie się wchłania i daje piękny zapach. Latem stosowałam ją częściej, teraz najczęściej na ramiona oraz dekolt. Oba kremy mają wspaniały zapach i często jest tak, że chwilę się zastanawiam co wybrać.
Do mycia stosuję marsylskie mydło w kostce, L'occitane które jest zmydlone do połowy i nie przynosiłam z łazienki.


Nie ma mowy o wysuszeniu czy swędzeniu skóry po kąpieli.

Do wanny uwielbiam musujące tabletki do kąpieli I'Coloniali. Dają niesamowite uczucie relaksu
oraz wspaniały zapach unoszący się w całej łazience. Tabletkę dzielę sobie zawsze na pół, mam wtedy na dwa razy.


Kremy do rąk mam w każdym kącie i torebce. Od pachnących kremów do rąk Pat&Rub
i L'Occitane zdążyłam uzależnić się na dobre. To dzięki nim moja przesuszona skóra do rąk doszła do siebie. Zawsze będę do nich wracać bo oprócz niesamowitego działania, są niezwykle wydajne.
Pisałam o nich TU , TU i TU.


Został jeszcze słynny zmywacz do paznokci, Sally Hansen który wystarcza na bardzo długo, jest delikatny dla paznokci i ekspresowo zmywa. Stosowałam różne inne, ale to nie to samo.


No i zostały kosmetyki do pielęgnacji twarzy i do makijażu.


Tych jest najwięcej, dlatego napiszę o nich w kolejnym poście. Jesteście ciekawi?

Pozdrawiam i życzę miłego weekendu. :)




25 października 2013

15 Hair projekt - punkt 6 i 7.



Dziś przyszedł czas na punkt 6. Moja najgorsza fryzura, ale że nie będę tu dodawała zdjęć kompromitujących swoich i fryzjerskich talentów, więc opiszę w skrócie. Długo myślałam jak napisać post o tym, czy dodawać zdjęcia czy nie, zdecydowałam się na to drugie.

22 października 2013

Estee Lauder, Sumptuous Extrema w miniaturce - Mój ulubieniec do małej torebki.


Ostatnio chwaliłam się dwoma miniaturkami w pudełeczku. Była tam miniaturka kremu pod oczy, ale o tym później a dziś wspomnę o tuszu do rzęs Sumptuous Extrema, Estee Lauder. Miałam go zostawić sobie na później ale ciekawość babska zwyciężyła.

21 października 2013

Montagne Jeunesse, Chocolate Mud Masque (Maseczka czekoladowa antystresowa)


Wypatrzyłam ją przy okazji w Douglasie. Zwróciłam uwagę na saszetki z maseczkami,
a szczególnie na tą: Montagne Jeunesse, Chocolate Mud Masque. Przy okazji wspomnę że maseczka ma działanie antystresowe. Nie wiem na czym ono ma polegać, chyba że buźka ma bliski kontakt z czekoladą. Zapach przypomina czekoladę i jest bardzo apetyczny, wygląd maseczki już mniej.Ale po kolei, jak jesteście ciekawe to zapraszam do czytania.


W kolorowej saszetce mamy aż 20ml maseczki czekoladowej. Zawartość wystarczy swobodnie na dwa użycia. Na saszetce jest  pstrokata ale wesoła szata graficzna, wygląda to bardzo pozytywnie patrząc na zdjęcie ale od kolorów można dostać oczopląsu. Ale to nic, co tam pstrokacizna, fajnie wygląda i aż chce się dobrać do tej czekolady w środku. Wracając do tematu, na saszetce znajdziemy informacje o producencie, o masce, opis, logo, zalecenia, skład, symbole, kod produkcji, data ważności. 
 Po otwarciu saszetki bez wątpienia nasz zmysł węchu wyczuwa czekoladę. Jest takie uczucie że zamiast na twarz, chciałoby się to od razu z palców zlizać. :))
Konsystencja to bardzo gęsty krem, coś w stylu nutelli wyciągniętej prosto z lodówki ale
o ciemniejszym kolorze.
No i wypadałoby to coś nałożyć na buźkę z dekoltem, ale jak to zrobić i co w tym jest?
Oto odpowiedź producenta:
Maseczka ma za zadanie głęboko oczyszczać, odblokować pory, nawilżać i odżywiać cerę dzięki zawartości leczniczych soli zmorza martwego, masła shea i masła kakaowego, oraz pomóc zachować młody wygląd. O działaniu odstresowującym nie widzę już nic, ale myślę
że na to ma wpływ zapach czekolady. Maska przeznaczona jest do każdego rodzaju cery.

Maskę nakłada się na twarz i dekolt omijając okolice oczu i ust, potrzymać na skórze 10-15 minut i zmyć wodą. Maskę należy stosować 1 raz w tygodniu i dobrze jest zrobić test przed użyciem, czy nie uczula.
Jak przeczytałam, tak zrobiłam, nałożyłam sobie hojnie na twarz, uwielbiam czekoladę więc trzymałam ją do oporu. Zapach przyjemny a maseczka stopniowo zasychała sprawiając uczucie ulgi, odprężenia a pod koniec trzymania ściągnęła nieco skórę. Wspomnę że moja skóra jest sucha, nie ma trądziku czy podobnych niedoskonałości, jedynie przebarwienia. Uwaga straszę! :) Nałożyłam ją z przezorności na razie tylko na twarz..
Niestety nie miałam cierpliwości leżeć i relaksować się, maseczka nie przeszkadza w żadnych czynnościach, jedynie można przypadkowo się nią pobrudzić..

Po 15minutach maseczka zaschła, popękała i ściągnęła nieco skórę. Zmywanie samą wodą trochę potrwało zanim oczyściłam resztki, a znalazłam je nawet na włosach. Zapomniało się
o nałożeniu opaski. Nie odczułam po jej zmyciu ani nawilżenia, ani tym bardziej odżywienia, czułam za to niemiłe ściągnięcie skóry która domagała się kremu. Jeśli chodzi o oczyszczenie, może maska czyści, choć na mojej skórze nie było co obserwować. Czułam jednak taką świeżość, jakby głęboko oddychała. Coś jednak musi być w tym oczyszczaniu. Dzięki zapachowi czekolady czułam relaks i oczywiście zwiększony apetyt na nią, jednak do jedzenia się nie nadaje. Użyłam jej dopiero raz, więc może to być niewystarczające, pewnie potrzeba systematyczności dla osiągnięcia większego efektu. Jednak mimo że nie odczułam wszystkiego co obiecał producent, maseczka była bardzo przyjemna. 
Dostępna jest na przykład w Douglasie za ok.6zł.
Znacie tą maskę?
Pozdrawiam, witam miło nowych obserwatorów i życzę miłego tygodnia. :)



20 października 2013

Chloe, Roses de Chloe - Otulona płatkami róż.


         Od zapachów z serii Chloe jestem uzależniona. Wody perfumowane czy toaletowe są wpisane w mój życiorys jak kod genetyczny, jak facet, ten jedyny na całe życie. Począwszy od pierwszego flakonika, moja miłość do tych zapachów jest tak silna, że mimo że mój nos ma ochotę na skoki w bok, to i tak wraca do zapachu Chloe. Niedawno weszła nowa wersja z różą w roli głównej. O tej wersji marzyłam całe lato, ale ciągle inne potrzeby uniemożliwiały mi to spotkanie. Lato się skończyło, przyszły krótsze dni, wprawiające w depresyjny nastrój a ja nie lubię się poddawać. Postanowiłam zatrzymać lato, nie chcę pozwolić mu odejść ot tak zwyczajnie. Uwielbiam zapach kwiatów, szczególnie róż i będę trzymać to lato za mankiet jak zakochana dziewczyna.

19 października 2013

Clarins, Colour Quench Lip Balm - Nie do jedzenia.


Z myślą o pomadce kupiłam błyszczyk. Wiem, pomadka to pomadka ale u mnie MAC'a nie ma o którym marzę, więc wybrałam coś co mi będzie przynajmniej dbało o usta i ponętnie na nich błyszczało. A że to co mam na ustach musi też smakować i pachnieć, wybrałam błyszczyk marki Clarins, Colour Quench Lip Balm w pastelowym, różowym kolorze, z numerem 04. Błyszczyk
o cudownym smaku i wyjątkowych właściwościach pielęgnacyjnych. Takie 2 w 1.

18 października 2013

Zakupów ciąg dalszy i mała zmiana.



Doszedł dziś do mnie krem pod oczy Lierac'a, Diopticreme w promocji z płynem micelarnym.
Zamówiłam go w aptece internetowej bo u nas znalezienie produktów Lierac to abstrakcja.

Teraz o zmianie, zmieniłam nick. Nie będę tu widniała jako Docia, choć nie mam nic przeciwko żeby dalej mnie tak nazywać, od dziś na blogach istnieję jako Daisy. :) Zapamiętajcie o tym, choć wiem, trudno się od razu przestawić. :)
Zapomniałabym, a to dlatego że dziś męczy migrena, specjalne podziękowanie należą się Karolinie za nową pieczątkę z podpisem, czyli nowy kod html. :)

No nic, bo kotek mi tu przeszkadza, ciężko się pisze. ;)

Pozdrawiam serdecznie i życzę miłego weekendu. :)


17 października 2013

Ekspresowy haul zakupowy.


Wybaczcie dzisiejsze zdjęcia, robione przy świetle żarówkowym ale niedawno wróciłam. Nie mogłam się doczekać kiedy sobie sprawię najnowszą wersję zapachu Chloe, poprzednie dochodzi już do denka, zostały ostatnie kropelki. Miałam jeszcze do wykorzystania talon z 10% zniżką. Miałam też sobie sprawić jeszcze balsam pielęgnacyjny do ust i trochę mi zeszło czasu zanim wybrałam.


Najpierw weszłam do Sephory w celu zrealizowaniu tego kuponu, wybrałam tylko EDT Rose Chloe, obsługa dziś była wyjątkowo miła. Nawet ochroniarze chodzili uśmiechnięci. Jakaś premia ich dotknęła czy co? ;)


Później weszłam do Douglasa, tam również mnie bardzo miło przywitano i tam wybrałam sobie balsam do ust Clarinsa, Colour Quench Lip Balm. Pani mnie jeszcze pokusiła do zakupu dwóch miniaturek Estee Lauder, krem pod oczy Revitalize Your Eyes o pojemności 5ml, czyli 1/3 pełnowymiarowego kremu i tusz do rzęs Sumptuous Extreme, 2,8 mlw cenie 38zł, naprawdę niedrogo jak na tą półkę.
Wybrałam jeszcze maseczkę czekoladową i tabletkę do kąpieli.


Do zakupów dostałam jeszcze kilka próbek i nowy miesięcznik Urody.

Mam jeszcze trochę zakupów do pokazania, ale wybaczcie, zmęczona jestem, pokażę przy okazji.

A co u Was? Pozdrawiam serdecznie. :)

16 października 2013

Delikatny dotyk z Bogatym Balsamem do Dłoni Home Spa, Pat&Rub.

Lubię kiedy moje dłonie są idealnie gładkie, nie drapią, nie niszczą rajstop, kiedy ich dotyk
u innych sprawia radość. Nie zawsze jednak tak było. Bywało że pomimo stosowania jakichś tam mazideł one i tak były przesuszone i szorstkie. Mało które sprawiały że są takie jak teraz, gładkie
i delikatne. Czasem wydawało się że krem coś robił z moją skórą na dłoni, jednak to były tylko pozory.
Od czasu kiedy zaczęłam systematycznie smarować balsamami do rąk Pat&Rub, ten problem zniknął.
Stosowałam z tej firmy różne balsamy i naprawdę oprócz ratowania skóry moich dłoni sprawiają raj dla zmysłu węchu.
Ponieważ niedawno do mojej kosmetyczki trafił Bogaty Balsam do Dłonie Home Spa w wersji mini, jako upominek, postanowiłam i o nim napisać parę słów bo na to zasługuje.

Wybaczcie mi jakość zdjęcia, wcale nie łatwo było zrobić błyszczącej tubce dobre zdjęcie. Ale nie będę się rozpisywać na temat moich umiejętności fotograficznej. Wspomnę tylko iż amatorzy zbudowali Arkę Noego, Titanica zaś profesjonaliści... I ja się nauczę wszystkiego ale potrzebuję czasu...


Wspomniany Bogaty balsam do dłonie HOME SPA otrzymałam w wersji mini, czyli w tubeczce
o pojemności 50ml. Wcale nie taka mała i nie taka mini. Pojemność ta, jest idealna do mojej torebki.
Tubeczka jest półprzezroczysta, oklejona zieloną błyszczącą etykietą, ale nie do końca.
Jest z boku nieoklejona szczelina przez którą widać ile jeszcze zostało. Tubka zamykana jest na zatrzask czyli klik. Zamknięcie jest solidne, nie ma mowy żeby coś wyciekło.
Opakowanie ma jak u Pat&Rub prostą i elegancką szatę graficzną która przedstawia oprócz danych o firmie dokładny opis i oznakowanie produktu, datę ważności, symbole i skład.


Niestety, lepiej mi się nie udało. Tylko tyle udało mi się uchwycić za co bardzo przepraszam.
Skład INCI: Aqua, Cetearyl Glucoside, Cetearyl Alcohol, Decyl Cocoate, Isostearyl Isostearate, Lycium Barbarum (Goji) Fruit Extract, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Glyceryl Stearate, Glycerin, Betaine, Mangifera Indica ( Mango) Seed Butter, Vitis Vinifera (Grape) Seed Oil, Oenothera Biennis Oil, Dehydroacetic Acid, Benzyl Alcohol, Sodium Stearoyl Glutamate, Sodium Phytate, Xanthan Gum, Tocopherol (mixed), Beta-Sitosterol, Squalene, Parfum, Chondrus Crispus (Carrageenan) Extract, Citral, Limonene, Linalol 

Konsystencja jest kremowa, bardziej treściwa i tłustawa niż u pozostałych balsamów do rąk tej firmy. Nie utrudnia to wchłanianiu się. Balsam idealnie się rozsmarowuje i stopniowo wnika w skórę dłoni pozostawiając delikatną, ochronną powłokę. Zapach przyjemny, nuta lekko cytrusowa choć nie tak intensywna jak np. w linii rewitalizującej. Nie powinien drażnić, chyba że ktoś wybitnie nie znosi zapachu cytrusów.

A co obiecuje producent? 

Seria HOME SPA to kosmetyki naturalne do zadań specjalnych i relaksujących zabiegów SPA
w domowej łazience.

Bogaty Balsam do Dłoni HOME SPA odżywia, nawilża, koi i naprawia skórę. Skutecznie pielęgnuje, jak i pozwala na chwilę odprężenia.
Zawiera kombinację substancji  o właściwościach naprawczych i zwalczających wolne rodniki oraz  kompozycję olei i maseł roślinnych, skutecznie odbudowujących warstwę lipidową skóry. 
W naturalnym balsamie do rąk HOME SPA znajdują się substancje ochronne, które zabezpieczają skórę dłoni na długie godziny.
Idealnie się wchłania. Pachnie słodko i cytrusowo. Aromat jest mieszaniną olejków eterycznych.
Seria HOME SPA/Domowe Spa powstała z myślą o chwilach relaksu i dogłębnej pielęgnacji  w domowej łazience. Kosmetyki Spa do zadań specjalnych dokładnie zajmą się ciałem, 
a aromaty zmysłami. Kosmetyki naturalne z linii HOME SPA należy stosować wszechstronnie korzystając z ich rozbudowanej mocy.
  • Sok z Aloe Vera* - łagodzi, wspiera wzrost komórkowy
  • Ekstrakt z goji* - bardzo silnie zwalcza wolne rodniki
  • Masło mango* - ma działanie silnie nawilżające, chroni i odbudowuje naskórek, wygładza i ujędrnia skórę
  • Olej z wiesiołka*  – ma zdolność  kumulowania się w głębszych warstwach skóry, zapobiegając jej wysychaniu; łagodzi podrażnienia i stany zapalne skóry,  opóźnia procesy  starzenia; wygładza drobne zmarszczki
  • Olej winogronowy* – zwalcza wolne rodniki, hamując proces starzenia skóry, działa przeciwzapalnie i kojąco
  • Betaina roślinna* - nawilża
  • Gliceryna roślinna* - nawilża
  • Naturalna witamina E –  zwalcza wolne rodniki oraz chroni  przed działaniem niekorzystnych czynników środowiskowych
  • Emolienty roślinne* - nawilżają 
 *surowce naturalne z certyfikatem ekologicznym 

Sposób użycia:
Balsam należy delikatnie wmasować w skórę dłoni. Balsam można też stosować jako maskę dla dłoni - nakładamy wtedy więcej tego kosmetyku na skórze rąk i zakładamy bawełniane rękawiczki. Pozostawiamy tak przez kilka godzin lub na całą noc.

Moje zdanie: 
Mimo że opakowanie pełnowymiarowe bardzo mi się podoba pod każdym względem, wersja mini jest idealna do torebki, czy jako wersja podróżna. Zarówno delikatny zapach jak
i puszysta konsystencja sprawiają że używanie tego balsamu należy do przyjemności i powiem więcej: uzależnia. Nie trzeba go nabierać nie wiadomo ile bo już jego odrobinka pozwala na dokładne wysmarowanie obu dłoni. Sprawia to że krem jest bardzo wydajny. Nie trzeba go wsmarowywać po każdym umyciu rąk, choć przyjemność w używaniu kusi do tego. Krem jednak pozostawia miłą, ochronną warstwę na dłoni, co sprawia że ręce są gładkie po umyciu nawet bez dodatkowego smarowania. Myślę że nie mam więcej nic do dodania. Wszystkie obietnice producenta spełnione, nie ma się czego uczepić.

Można uczepić się ceny:
wersja mini, 50ml - 28zł
wersja pełnowymiarowa 100ml - 55zł, obecnie podczas promocji: 46,75 zł.

Jednak mimo wszystko warto, krem jest w całości ze składników naturalnych, nie wyczujemy tu ani chemicznego zapachu, a krem naprawdę nie udaje że pielęgnuje ale doskonale spełnia się w swej roli. Jeśli ktoś ma zniszczoną, wymagającą skórę dłoni i chce ją naprawić, zregenerować, z czystym sumieniem polecam ten krem.  Mimo wysokiej ceny warto go wypróbować.
Oceniam go 5+/6, pół punktu odejmuję za cenę.
Mimo bogatego składu, krem mógłby aż tak ceną nie przebijać. Choć mimo wszystko
w dbałości o dłonie, nie pożałowałabym im tej dobroci.

Ze zmęczenia i z powodu dzisiejszych wrażeń, zapomniałabym dodać. Bogaty Balsam do Dłoni otrzymałam jako upominek od sklepu https://www.patandrub.pl co nie wpływa na treść mojej recenzji.  

Mieliście ten krem?

Dziś liczba moich obserwatorów sięgnęła magicznej liczby 500. Czyż to nie piękny widok? :)

Bardzo Wam dziękuję i pozdrawiam! :)






14 października 2013

15 Hair project - Fryzury z lat dziecięcych, trochę historii.


Wybaczcie ale pominę punkt 4. bo myślę że był już on w punkcie 2.

Dziś będzie punkt 5. czyli fryzury z lat dziecięcych. Wybaczcie mi jakość zdjęć, nie chciało mi się dziś skanować. Robiłam zdjęciom, zdjęcia z komórki.Jako dziecko miałam krótkie włosy. Byłam skorumpowana przez mojego tatę który regularnie prowadził mnie do fryzjera i kazał obcinać na krótko. Zanim szłam do fryzjera, mieliśmy umowę: tata kupował mi piękne grube bajki w porządnej oprawie. Jako dziecko wolałam bajki niż długie włosy.

11 października 2013

Moja dzisiejsza fryzura - 15 Hair projekt.


Przyszedł czas na punkt trzeci, czas na moją fryzurę. Przyznam że rzadko udaje mi się ułożyć coś sensownego z moich włosów. Najczęściej je upinam a i tak wyglądam na potarganą. Tak, moje włosy są niesforne i zawsze wyjdzie jakiś kosmyk który mnie zdenerwuje.
Nie chce mi się ciągle walczyć ze swoją fryzurą, najchętniej oddaję tą czynność komuś kto zrobi to lepiej, dziś niestety został mi tylko Maciek. Kot Maciek, niestety on może co najwyżej mi jeszcze bardziej potargać moje włosy.

10 października 2013

Pat&Rub, Krem na dzień 40+ : czyli godnie walczę ze zmarszczkami.

Korzystając z promocji wrześniowych na kosmetyki pielęgnacyjne do twarzy, po wcześniejszym przetestowaniu próbek kremu Pat&Rub z serii AOx skusiłam się na coś mocniejszego, czyli na krem pełnowymiarowy, tym razem Krem na dzień 40+.
Zapomniałabym dodać że krem posiada naturalne filtry SPF 10, jak widać, jest to dla mnie bardzo oczywiste że je ma.



Z wiekiem cera jest coraz bardziej wymagająca, a moja dodatkowo jest coraz bardziej wrażliwa, więc nie ma mowy o jakimkolwiek kremie drogeryjnym. O swoją cerę dbam szczególnie i staram się jej oddawać to co najlepsze. Kremy Pat&Rub są stworzone na naturalnych składnikach, więc moje zaufanie uważam za uzasadnione.

Krem zapakowany jest w plastykowy pojemnik o pojemności 50ml typu airless, co zapewnia higieniczne i precyzyjne dozowanie. Opakowania typu airless pozwalają ograniczać stosowaną ilość substancji konserwujących kosmetyk dzięki brakowi powietrza w opakowaniu oraz dozowaniu przez pompkę. Pompka opakowania ma regulowane dozowanie. Regulacja następuje przez przekręcenie pompki. Bardzo lubię tego typu opakowania ze względu że nie potrzebuję całego korowodu związanego z używaniem szpatułki. Palcami nigdy kremu nie wybieram.


Całość zapakowana jest w kartoniku na którym znajdują się informacje o firmie, logo, szczegółowy opis produktu, symbole i data ważności. Opis można odczytać w języku polskim i angielskim.


Mnóstwo informacji o kremie znajdziemy na prostej szacie graficznej, przedstawionej także na pojemniku w którym umieszczony jest krem.


Krem ma kolor brudnawej bieli, przyjemny zapach który trudno mi do czegokolwiek porównać.
W każdym razie jest bardzo delikatny i nie drażni nosa. Konsystencja kremu jest lekka, a mimo
to jest on bardzo treściwy. Bardzo łatwo się rozsmarowuje, szybko wchłania w skórę i świetnie współpracuje z makijażem.



Co obiecuje nam producent?
,,Krem PAT&RUB FACE 40+ natychmiast i długofalowo poprawia kondycję skóry. Widocznie napina skórę. Zwiększa odporność i elastyczność skóry. Regeneruje i łagodzi  podrażnienia. Skutecznie chroni przed fotostarzeniem, promieniami UV i wolnymi rodnikami. Przywraca skórze równowagę hydrolipidową i nawilża. Nie zawiera alergenów. "

Kompozycja kremu:

Zinclear TM* - 6% - fizyczny filtr UVOlive Active HP*– 5% - regeneruje, przywraca równowagę hydrolipidową, chroni
Biolumen TM Firm* – 5% - powoduje wzrost ilości elastyny, ujędrnia, napina
Goja* – 4% - zwalcza wolne rodniki
Hydropom* – 4% - chroni przed promieniami UVA i UVB
Algomea NP R* – 3% - stymuluje odnowę komórkową, rekonstruuje lipidy  i naturalną barierę ochronną
Olej Arganowy* – 3% - chroni przed wolnymi rodnikami, wygładza zmarszczki
Tarczyca Bajkalska* – 2% - chroni przed promieniami UVA i UVB, łagodzi, pobudza
Oryza Activ *- 1% – nawilża, chroni przed wolnymi rodnikami, bogata w witaminę E
Nyamplung Oil* – 1% -  chroni przed promienimi UVA i UVB
Pongamia* – 0,5% -  chroni przed promienimi UVA i UVB
Argatensyl TM*–0,3% -  napina skórę natychmiast oraz działa przeciwzmarszczkowo

Krem zawiera również bogatą w proteiny i minerały wodę orkiszową*, oraz masło shea*, olej słonecznikowy* i masło kakaowe* chroniące warstwę hydrolipidową skóry.

*wszystkie surowce, z których skomponowany jest krem mają certyfikat naturalności.

  

Moja opinia: Krem przez kilka tygodni nie zawiódł mnie, nie podrażnił mojej skóry, nie uczulił i nie spowodował wysypu niespodzianek mimo mojej wrażliwej cery. Wiadomo że działanie przeciwzmarszczkowe trudno ocenić po kilku tygodniach stosowania kremu, tym bardziej że moja cera jest ciągle dopieszczana kremami o dobrej jakości. Podczas stosowania tego kremu moja skóra jest bardzo dobrze nawilżana, odżywiana i wygładzona. Przy używaniu tego kremu nie czuje się na skórze upływu czasu mimo poddawania jej różnym niekorzystnym wpływom środowiska: na przykład niedobory snu, stres, zmęczenie czy nagłe zmiany atmosferyczne.

Mimo że krem nie należy do tanich bo kosztuje ok.140zł przy cenie regularnej, według mnie jest wart swojej ceny. Wiadomo, można sobie kupić za tą cenę sukienkę czy inną rzecz ale wiadomo, nic trwałe nie jest. Ubranie szybko się znudzi, zniszczy i zapomnimy o nim, zadbana skóra za to nam się odwdzięczy pięknym wyglądem. Zależy co kto woli. Dla mnie wybór jest jasny. Zadbana cera jest tym co można zabrać wszędzie i nie powstydzić się nigdzie. 
Krem można kupić w promocji których na stronie sklepu Pat&Rub nigdy nie brakuje. Ja go kupiłam w cenie 112zł mając 20% rabatu od firmy. 
Można kupić za tą samą cenę krem marki Vichy w aptece, którego skład ma wiele do życzenia. Wybór należy do każdej z nas. Ja wybieram zadbaną cerę, reszta przyjdzie sama bo zadbana cera ze znikomą ilością zmarszczek to moje marzenie, to także klucz do sukcesu. Niektórzy uważają że starzeć należy się z godnością, więc godnie walczę ze zmarszczkami. :)

Z czasem coraz bardziej przeszkadza mi zapach tego kremu. Z początku kojarzyłam go z zapachem owocowym, ale z czasem już nie. Cieszę się że już go wykończyłam. Gdyby nie ten niemiły zapach, może bym chciała do niego wrócić, w tej sytuacji kończę go z ulgą. 

Krem jest dostępny w sklepach internetowych, między innymi w sklepie firmowym Pat&Rub, także w sieci sklepów Sephora.

Znacie ten krem? Jak wygląda Wasza walka z upływającym czasem?

Pozdrawiam serdecznie i życzę miłych snów i miłego kolejnego dnia. :)








Copyright © 2015 W Blasku Marzeń.
Szablon dostosowany przez: KAROGRAFIA