Featured

26 października 2013

Moi kosmetyczni ulubieńcy do twarzy i do ciała.


Przyznam że to mój pierwszy post o moich ulubieńcach, wiem że tego jest sporo ale wszystkie pokazane kosmetyki są moimi ulubieńcami. Są tu moi ulubieńcy do twarzy, do ciała i do makijażu. Pewnie nie skończy się na jednym poście, ale jakoś to opiszę.

Na pierwszy ogień zacznę od kosmetyków do ciała. Są tu masełko otulające i rewitalizująca mleczna mgiełka do ciała. Na tą porę roku bardziej sprawdza się masełko otulające z powodu dużo bogatszej konsystencji. Jako lżejsza wersja jest mleczna mgiełka, która błyskawicznie się wchłania i daje piękny zapach. Latem stosowałam ją częściej, teraz najczęściej na ramiona oraz dekolt. Oba kremy mają wspaniały zapach i często jest tak, że chwilę się zastanawiam co wybrać.
Do mycia stosuję marsylskie mydło w kostce, L'occitane które jest zmydlone do połowy i nie przynosiłam z łazienki.


Nie ma mowy o wysuszeniu czy swędzeniu skóry po kąpieli.

Do wanny uwielbiam musujące tabletki do kąpieli I'Coloniali. Dają niesamowite uczucie relaksu
oraz wspaniały zapach unoszący się w całej łazience. Tabletkę dzielę sobie zawsze na pół, mam wtedy na dwa razy.


Kremy do rąk mam w każdym kącie i torebce. Od pachnących kremów do rąk Pat&Rub
i L'Occitane zdążyłam uzależnić się na dobre. To dzięki nim moja przesuszona skóra do rąk doszła do siebie. Zawsze będę do nich wracać bo oprócz niesamowitego działania, są niezwykle wydajne.
Pisałam o nich TU , TU i TU.


Został jeszcze słynny zmywacz do paznokci, Sally Hansen który wystarcza na bardzo długo, jest delikatny dla paznokci i ekspresowo zmywa. Stosowałam różne inne, ale to nie to samo.


No i zostały kosmetyki do pielęgnacji twarzy i do makijażu.


Tych jest najwięcej, dlatego napiszę o nich w kolejnym poście. Jesteście ciekawi?

Pozdrawiam i życzę miłego weekendu. :)




20 października 2013

Chloe, Roses de Chloe - Otulona płatkami róż.


         Od zapachów z serii Chloe jestem uzależniona. Wody perfumowane czy toaletowe są wpisane w mój życiorys jak kod genetyczny, jak facet, ten jedyny na całe życie. Począwszy od pierwszego flakonika, moja miłość do tych zapachów jest tak silna, że mimo że mój nos ma ochotę na skoki w bok, to i tak wraca do zapachu Chloe. Niedawno weszła nowa wersja z różą w roli głównej. O tej wersji marzyłam całe lato, ale ciągle inne potrzeby uniemożliwiały mi to spotkanie. Lato się skończyło, przyszły krótsze dni, wprawiające w depresyjny nastrój a ja nie lubię się poddawać. Postanowiłam zatrzymać lato, nie chcę pozwolić mu odejść ot tak zwyczajnie. Uwielbiam zapach kwiatów, szczególnie róż i będę trzymać to lato za mankiet jak zakochana dziewczyna.

16 października 2013

Delikatny dotyk z Bogatym Balsamem do Dłoni Home Spa, Pat&Rub.

Lubię kiedy moje dłonie są idealnie gładkie, nie drapią, nie niszczą rajstop, kiedy ich dotyk
u innych sprawia radość. Nie zawsze jednak tak było. Bywało że pomimo stosowania jakichś tam mazideł one i tak były przesuszone i szorstkie. Mało które sprawiały że są takie jak teraz, gładkie
i delikatne. Czasem wydawało się że krem coś robił z moją skórą na dłoni, jednak to były tylko pozory.
Od czasu kiedy zaczęłam systematycznie smarować balsamami do rąk Pat&Rub, ten problem zniknął.
Stosowałam z tej firmy różne balsamy i naprawdę oprócz ratowania skóry moich dłoni sprawiają raj dla zmysłu węchu.
Ponieważ niedawno do mojej kosmetyczki trafił Bogaty Balsam do Dłonie Home Spa w wersji mini, jako upominek, postanowiłam i o nim napisać parę słów bo na to zasługuje.

Wybaczcie mi jakość zdjęcia, wcale nie łatwo było zrobić błyszczącej tubce dobre zdjęcie. Ale nie będę się rozpisywać na temat moich umiejętności fotograficznej. Wspomnę tylko iż amatorzy zbudowali Arkę Noego, Titanica zaś profesjonaliści... I ja się nauczę wszystkiego ale potrzebuję czasu...


Wspomniany Bogaty balsam do dłonie HOME SPA otrzymałam w wersji mini, czyli w tubeczce
o pojemności 50ml. Wcale nie taka mała i nie taka mini. Pojemność ta, jest idealna do mojej torebki.
Tubeczka jest półprzezroczysta, oklejona zieloną błyszczącą etykietą, ale nie do końca.
Jest z boku nieoklejona szczelina przez którą widać ile jeszcze zostało. Tubka zamykana jest na zatrzask czyli klik. Zamknięcie jest solidne, nie ma mowy żeby coś wyciekło.
Opakowanie ma jak u Pat&Rub prostą i elegancką szatę graficzną która przedstawia oprócz danych o firmie dokładny opis i oznakowanie produktu, datę ważności, symbole i skład.


Niestety, lepiej mi się nie udało. Tylko tyle udało mi się uchwycić za co bardzo przepraszam.
Skład INCI: Aqua, Cetearyl Glucoside, Cetearyl Alcohol, Decyl Cocoate, Isostearyl Isostearate, Lycium Barbarum (Goji) Fruit Extract, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Glyceryl Stearate, Glycerin, Betaine, Mangifera Indica ( Mango) Seed Butter, Vitis Vinifera (Grape) Seed Oil, Oenothera Biennis Oil, Dehydroacetic Acid, Benzyl Alcohol, Sodium Stearoyl Glutamate, Sodium Phytate, Xanthan Gum, Tocopherol (mixed), Beta-Sitosterol, Squalene, Parfum, Chondrus Crispus (Carrageenan) Extract, Citral, Limonene, Linalol 

Konsystencja jest kremowa, bardziej treściwa i tłustawa niż u pozostałych balsamów do rąk tej firmy. Nie utrudnia to wchłanianiu się. Balsam idealnie się rozsmarowuje i stopniowo wnika w skórę dłoni pozostawiając delikatną, ochronną powłokę. Zapach przyjemny, nuta lekko cytrusowa choć nie tak intensywna jak np. w linii rewitalizującej. Nie powinien drażnić, chyba że ktoś wybitnie nie znosi zapachu cytrusów.

A co obiecuje producent? 

Seria HOME SPA to kosmetyki naturalne do zadań specjalnych i relaksujących zabiegów SPA
w domowej łazience.

Bogaty Balsam do Dłoni HOME SPA odżywia, nawilża, koi i naprawia skórę. Skutecznie pielęgnuje, jak i pozwala na chwilę odprężenia.
Zawiera kombinację substancji  o właściwościach naprawczych i zwalczających wolne rodniki oraz  kompozycję olei i maseł roślinnych, skutecznie odbudowujących warstwę lipidową skóry. 
W naturalnym balsamie do rąk HOME SPA znajdują się substancje ochronne, które zabezpieczają skórę dłoni na długie godziny.
Idealnie się wchłania. Pachnie słodko i cytrusowo. Aromat jest mieszaniną olejków eterycznych.
Seria HOME SPA/Domowe Spa powstała z myślą o chwilach relaksu i dogłębnej pielęgnacji  w domowej łazience. Kosmetyki Spa do zadań specjalnych dokładnie zajmą się ciałem, 
a aromaty zmysłami. Kosmetyki naturalne z linii HOME SPA należy stosować wszechstronnie korzystając z ich rozbudowanej mocy.
  • Sok z Aloe Vera* - łagodzi, wspiera wzrost komórkowy
  • Ekstrakt z goji* - bardzo silnie zwalcza wolne rodniki
  • Masło mango* - ma działanie silnie nawilżające, chroni i odbudowuje naskórek, wygładza i ujędrnia skórę
  • Olej z wiesiołka*  – ma zdolność  kumulowania się w głębszych warstwach skóry, zapobiegając jej wysychaniu; łagodzi podrażnienia i stany zapalne skóry,  opóźnia procesy  starzenia; wygładza drobne zmarszczki
  • Olej winogronowy* – zwalcza wolne rodniki, hamując proces starzenia skóry, działa przeciwzapalnie i kojąco
  • Betaina roślinna* - nawilża
  • Gliceryna roślinna* - nawilża
  • Naturalna witamina E –  zwalcza wolne rodniki oraz chroni  przed działaniem niekorzystnych czynników środowiskowych
  • Emolienty roślinne* - nawilżają 
 *surowce naturalne z certyfikatem ekologicznym 

Sposób użycia:
Balsam należy delikatnie wmasować w skórę dłoni. Balsam można też stosować jako maskę dla dłoni - nakładamy wtedy więcej tego kosmetyku na skórze rąk i zakładamy bawełniane rękawiczki. Pozostawiamy tak przez kilka godzin lub na całą noc.

Moje zdanie: 
Mimo że opakowanie pełnowymiarowe bardzo mi się podoba pod każdym względem, wersja mini jest idealna do torebki, czy jako wersja podróżna. Zarówno delikatny zapach jak
i puszysta konsystencja sprawiają że używanie tego balsamu należy do przyjemności i powiem więcej: uzależnia. Nie trzeba go nabierać nie wiadomo ile bo już jego odrobinka pozwala na dokładne wysmarowanie obu dłoni. Sprawia to że krem jest bardzo wydajny. Nie trzeba go wsmarowywać po każdym umyciu rąk, choć przyjemność w używaniu kusi do tego. Krem jednak pozostawia miłą, ochronną warstwę na dłoni, co sprawia że ręce są gładkie po umyciu nawet bez dodatkowego smarowania. Myślę że nie mam więcej nic do dodania. Wszystkie obietnice producenta spełnione, nie ma się czego uczepić.

Można uczepić się ceny:
wersja mini, 50ml - 28zł
wersja pełnowymiarowa 100ml - 55zł, obecnie podczas promocji: 46,75 zł.

Jednak mimo wszystko warto, krem jest w całości ze składników naturalnych, nie wyczujemy tu ani chemicznego zapachu, a krem naprawdę nie udaje że pielęgnuje ale doskonale spełnia się w swej roli. Jeśli ktoś ma zniszczoną, wymagającą skórę dłoni i chce ją naprawić, zregenerować, z czystym sumieniem polecam ten krem.  Mimo wysokiej ceny warto go wypróbować.
Oceniam go 5+/6, pół punktu odejmuję za cenę.
Mimo bogatego składu, krem mógłby aż tak ceną nie przebijać. Choć mimo wszystko
w dbałości o dłonie, nie pożałowałabym im tej dobroci.

Ze zmęczenia i z powodu dzisiejszych wrażeń, zapomniałabym dodać. Bogaty Balsam do Dłoni otrzymałam jako upominek od sklepu https://www.patandrub.pl co nie wpływa na treść mojej recenzji.  

Mieliście ten krem?

Dziś liczba moich obserwatorów sięgnęła magicznej liczby 500. Czyż to nie piękny widok? :)

Bardzo Wam dziękuję i pozdrawiam! :)






10 października 2013

Pat&Rub, Krem na dzień 40+ : czyli godnie walczę ze zmarszczkami.

Korzystając z promocji wrześniowych na kosmetyki pielęgnacyjne do twarzy, po wcześniejszym przetestowaniu próbek kremu Pat&Rub z serii AOx skusiłam się na coś mocniejszego, czyli na krem pełnowymiarowy, tym razem Krem na dzień 40+.
Zapomniałabym dodać że krem posiada naturalne filtry SPF 10, jak widać, jest to dla mnie bardzo oczywiste że je ma.



Z wiekiem cera jest coraz bardziej wymagająca, a moja dodatkowo jest coraz bardziej wrażliwa, więc nie ma mowy o jakimkolwiek kremie drogeryjnym. O swoją cerę dbam szczególnie i staram się jej oddawać to co najlepsze. Kremy Pat&Rub są stworzone na naturalnych składnikach, więc moje zaufanie uważam za uzasadnione.

Krem zapakowany jest w plastykowy pojemnik o pojemności 50ml typu airless, co zapewnia higieniczne i precyzyjne dozowanie. Opakowania typu airless pozwalają ograniczać stosowaną ilość substancji konserwujących kosmetyk dzięki brakowi powietrza w opakowaniu oraz dozowaniu przez pompkę. Pompka opakowania ma regulowane dozowanie. Regulacja następuje przez przekręcenie pompki. Bardzo lubię tego typu opakowania ze względu że nie potrzebuję całego korowodu związanego z używaniem szpatułki. Palcami nigdy kremu nie wybieram.


Całość zapakowana jest w kartoniku na którym znajdują się informacje o firmie, logo, szczegółowy opis produktu, symbole i data ważności. Opis można odczytać w języku polskim i angielskim.


Mnóstwo informacji o kremie znajdziemy na prostej szacie graficznej, przedstawionej także na pojemniku w którym umieszczony jest krem.


Krem ma kolor brudnawej bieli, przyjemny zapach który trudno mi do czegokolwiek porównać.
W każdym razie jest bardzo delikatny i nie drażni nosa. Konsystencja kremu jest lekka, a mimo
to jest on bardzo treściwy. Bardzo łatwo się rozsmarowuje, szybko wchłania w skórę i świetnie współpracuje z makijażem.



Co obiecuje nam producent?
,,Krem PAT&RUB FACE 40+ natychmiast i długofalowo poprawia kondycję skóry. Widocznie napina skórę. Zwiększa odporność i elastyczność skóry. Regeneruje i łagodzi  podrażnienia. Skutecznie chroni przed fotostarzeniem, promieniami UV i wolnymi rodnikami. Przywraca skórze równowagę hydrolipidową i nawilża. Nie zawiera alergenów. "

Kompozycja kremu:

Zinclear TM* - 6% - fizyczny filtr UVOlive Active HP*– 5% - regeneruje, przywraca równowagę hydrolipidową, chroni
Biolumen TM Firm* – 5% - powoduje wzrost ilości elastyny, ujędrnia, napina
Goja* – 4% - zwalcza wolne rodniki
Hydropom* – 4% - chroni przed promieniami UVA i UVB
Algomea NP R* – 3% - stymuluje odnowę komórkową, rekonstruuje lipidy  i naturalną barierę ochronną
Olej Arganowy* – 3% - chroni przed wolnymi rodnikami, wygładza zmarszczki
Tarczyca Bajkalska* – 2% - chroni przed promieniami UVA i UVB, łagodzi, pobudza
Oryza Activ *- 1% – nawilża, chroni przed wolnymi rodnikami, bogata w witaminę E
Nyamplung Oil* – 1% -  chroni przed promienimi UVA i UVB
Pongamia* – 0,5% -  chroni przed promienimi UVA i UVB
Argatensyl TM*–0,3% -  napina skórę natychmiast oraz działa przeciwzmarszczkowo

Krem zawiera również bogatą w proteiny i minerały wodę orkiszową*, oraz masło shea*, olej słonecznikowy* i masło kakaowe* chroniące warstwę hydrolipidową skóry.

*wszystkie surowce, z których skomponowany jest krem mają certyfikat naturalności.

  

Moja opinia: Krem przez kilka tygodni nie zawiódł mnie, nie podrażnił mojej skóry, nie uczulił i nie spowodował wysypu niespodzianek mimo mojej wrażliwej cery. Wiadomo że działanie przeciwzmarszczkowe trudno ocenić po kilku tygodniach stosowania kremu, tym bardziej że moja cera jest ciągle dopieszczana kremami o dobrej jakości. Podczas stosowania tego kremu moja skóra jest bardzo dobrze nawilżana, odżywiana i wygładzona. Przy używaniu tego kremu nie czuje się na skórze upływu czasu mimo poddawania jej różnym niekorzystnym wpływom środowiska: na przykład niedobory snu, stres, zmęczenie czy nagłe zmiany atmosferyczne.

Mimo że krem nie należy do tanich bo kosztuje ok.140zł przy cenie regularnej, według mnie jest wart swojej ceny. Wiadomo, można sobie kupić za tą cenę sukienkę czy inną rzecz ale wiadomo, nic trwałe nie jest. Ubranie szybko się znudzi, zniszczy i zapomnimy o nim, zadbana skóra za to nam się odwdzięczy pięknym wyglądem. Zależy co kto woli. Dla mnie wybór jest jasny. Zadbana cera jest tym co można zabrać wszędzie i nie powstydzić się nigdzie. 
Krem można kupić w promocji których na stronie sklepu Pat&Rub nigdy nie brakuje. Ja go kupiłam w cenie 112zł mając 20% rabatu od firmy. 
Można kupić za tą samą cenę krem marki Vichy w aptece, którego skład ma wiele do życzenia. Wybór należy do każdej z nas. Ja wybieram zadbaną cerę, reszta przyjdzie sama bo zadbana cera ze znikomą ilością zmarszczek to moje marzenie, to także klucz do sukcesu. Niektórzy uważają że starzeć należy się z godnością, więc godnie walczę ze zmarszczkami. :)

Z czasem coraz bardziej przeszkadza mi zapach tego kremu. Z początku kojarzyłam go z zapachem owocowym, ale z czasem już nie. Cieszę się że już go wykończyłam. Gdyby nie ten niemiły zapach, może bym chciała do niego wrócić, w tej sytuacji kończę go z ulgą. 

Krem jest dostępny w sklepach internetowych, między innymi w sklepie firmowym Pat&Rub, także w sieci sklepów Sephora.

Znacie ten krem? Jak wygląda Wasza walka z upływającym czasem?

Pozdrawiam serdecznie i życzę miłych snów i miłego kolejnego dnia. :)

8 października 2013

Miesiąc z maseczkami, dziś Thalgo: Wrinkle Control Eye Patch Mask


Pamiętam, to już było kiedyś ale spojrzałam na tamtą recenzję i nie spodobała mi się. Była to recenzja, a właściwie nie recenzja a powierzchowny opis początkującej blogerki. Nie znajdziecie już go bo wykasowałam, a że został mi jeszcze jeden komplet płatków pod oczy więc postanowiłam napisać recenzję ponownie. Kiedyś wygrałam mały zestaw miniaturek i między innymi też płatki pod oczy Wrinkle Control Eye Patch Mask firmy Thalgo.


Płatki są zamknięte w małej saszetce z folii metalowej. Na opakowaniu jest prosta szata graficzna, jak zawsze logo, krótkie informacje o firmie, nazwa produktu, instrukcja obrazkowa
jak i skład maseczki.





Są to fliselinowe płatki, ułożone w plastykowym przezroczystym pojemniczku, rozdzielone przezroczystym segregatorkiem z grubej, dziurkowanej folii. Niestety, tym razem pospieszyłam się z otwarciem i nałożeniem płatków, więc zdjęcie będzie nie za dobrej jakości.
Nie udało się zrobić poprawnie zdjęć samych płatków i przezroczystych elementów. Jedno zdjęcie wyciągnięte z poprzedniego postu, pozostałe też nie najlepszej jakości za co przepraszam.


Jak widać były nasączone przezroczystym płynem który szybko wsiąknął w skórę i po użyciu, wyschnięte na wiór.


Parę słów od producenta: Maseczka bogata jest w morskie składniki aktywne co pozwala nam na błyskawiczną kurację przeciwzmarszczkowo -wygładzającą i przywraca młodzieńcze spojrzenie
w 10 minut.  
W skład maseczki wchodzą:

Liftline: Białko pszeniczne, które ma zdolność tworzenia cienkiego filmu na skórze modelującego 
i rzeźbiącego owal twarzy. Daje efekt napinający i wygładzający. Redukuje szorstkość skóry 
i poprawia mechanizmy obronne.
mukopolisacharydy: pozyskane z alg morskich zapewniają odpowiednie odżywienie, nawilżenie
i napięcie oraz pomagają spowolnić proces starzenia się skóry
alantoina: nawilża, wygładza, zmiękcza skórę, ma działanie przeciwzapalne, łagodzi podrażnienia.


Maseczka doskonale się sprawdza przed wyjściem, dając natychmiastowe i trwałe efekty. 

Skład z parabenami jednak zachęcający nie jest, jest ich tu aż 4. Wcześniej nie zwracałam na to uwagi, teraz bardziej. No ale czego się nie robi dla uwodzicielskiego spojrzenia. Został mi ten komplet więc nie może się zmarnować. Poświęciłam się dla nauki.



Nałożyłam płatki na skórę pod oczami i trzymałam tym razem dłużej niż 10minut. Płatki bardzo łatwo się aplikuje i wygodnie trzyma na skórze. Nie odklejają się od niej i można wykonywać w tym czasie swoje czynności.


Trzymałam tym razem do oporu, ile skóra wciągała substancji z płatków, a ciągnęła jak smok 
aż pół godziny. Płatki z początku ładnie przylegały, przyklejone tą substancją  do skóry, z czasem jak wysychały zaczęły się odklejać.
Jakie jest moje zdanie o nim? Płatki przez cały ten czas dostarczały mojej skórze wszystkie swoje dobroczynne składniki. Skóra w tym czasie została nawilżona i odżywiona, maseczka ją również wygładziła. Przez cały ten czas co trzymałam płatki na skórze, czułam na niej lekki i przyjemny chłód. Zdjęć skóry po zabiegu już nie zdążyłam zrobić, po prostu spieszyłam się i zapomniałam.  Skóra pod oczami była nawilżona i wygładzona przez resztę dnia i mimo że zmarszczki nie zniknęły jak za machnięciem czarodziejskiej różdżki to nie rzucały się w oczy. Działanie przeciwzmarszczkowe jest długofalowe i niestety jedna maseczka nam ich nie ujmie.Maseczka za tą cenę cudów nie czyni. Nawilża, poprawia mikrokrążenie w skórze i poprawia jej wygląd na jakiś czas. Maseczka nie należy do tanich. Można ją kupić w komplecie 10x2 w cenie około 140zł 
w gabinetach kosmetycznych i sklepach internetowych, także na strawberrynet.com

Myślę że taki sam efekt sprawiła mi maseczka Beauty&Face którą niedawno testowałam. Tamtą maseczkę można kupić dużo taniej. Za tą cenę oczekiwałabym lepszego składu, chodzi tu 
o parabeny. 

Mimo to nie chcę jej skreślać, jeśli komuś nie przeszkadza cena i parabeny, i chce osiągnąć ładne spojrzenie w 10minut polecam tą maseczkę. 

Dziś jako bardziej świadoma składu i po porównaniu do poprzedniej Beauty&Face, oceniam ją na 3+/5

Lubicie algi na swojej skórze? moja je uwielbia. :)

Serdecznie dziękuję za odwiedziny i obserwowanie, niestety nie zawsze mam możliwość trafienia ze swojego profilu na Wasz blog, i w związku z tym poproszę o link do niego. :)


7 października 2013

Loccitane, Krem do rąk z mnóstwem masła shea - czyli rozpieszczamy dłonie.

Niedawno znów miałam możliwość przetestować Krem do rąk z Masłem Shea, słynny bestseller Loccitane. Krem w miniaturce otrzymałam jako gratis i od razu trafił do mojej małej torebki.
Krem o takich parametrach świetnie się sprawdza, kiedy nie chcemy nosić przy sobie dużej, czy bardzo załadowanej torby. Możemy go mieć zawsze pod ręką. :)


Pełnowymiarowy krem zapakowany jest w srebrzystą tubeczkę przypominającą sreberko, które można zagnieść w miarę ubytku kremu, o pojemności 150ml i 30ml, zakręcaną plastykową, ośmiokątną nakrętką. Przyznam że opakowanie jest bardzo solidne, nakrętka trzyma się idealnie, nie ma mowy o jakimś poluzowaniu. Szata graficzna jest jak zawsze u L'occitane piękna i stylowa. Na opakowaniu jest logo, nazwa produktu, krótki opis o nim, krótkie dane o firmie, kod produkcji, symbole i data ważności. Wszystko napisane jest w języku angielskim.

Z tyłu podany jest skład kremu.


Producent obiecuje że krem chroni, odżywia i zmiękcza skórę, dzięki zawartości 20% masła shea.
,,Twoje ręce poczują się doskonale i nie będą się obawiać mrozu."

Krem do rąk z Masłem Shea to silnie wygładzająca, bestsellerowa - kombinacja Masła Shea
(aż w 20%) oraz wyciągów z miodu i słodkiego migdała, zmieszanych z aromatami jaśminu.
Jego miła konsystencja łatwo się rozprowadza po skórze, pomagając również w jej gojeniu
i ochronie. Zawarta w niej również witamina E, działa anty-oksydacyjnie i zapewnia skórze
dobre odżywianie.




Muszę przyznać że krem jest bardzo przyjemny w swej konsystencji, która jest zwarta i treściwa.
Bardzo przyjemnie się rozsmarowuje po skórze, pozostawiając nietłustą warstwę która stanowi dla niej ochronny płaszczyk. Krem jest bardzo wydajny, bo wystarczy niewielka ilość żeby wysmarować całe dłonie. Ręce już wcześniej miałam wypięlęgnowane przez kremy P&R więc nie było czego goić, ale stosowałam też go dużo wcześniej i zawsze spełniał oczekiwania mojej suchej skóry rąk.
Zawsze po użyciu tego kremu, skóra jest świetnie nawilżona, odżywiona i delikatnie pachnąca.
Zapach jest delikatny, nienarzucający się, jeśli ktoś ma wymagania co do zapachu może wybrać
spośród kilku wersji zapachowych: subtelny fiołek, czuła róża i zmysłowy jaśmin.


Występuje jak wspominałam, w różnych pojemnościach i cenach:
150ml - 90zł
 30ml  - 29,90zł

Dostępny jest w sklepach firmowych Loccitane lub sklepie internetowym

Cena wydaje się być duża ale to tylko pozornie. Przedkładając na jego działanie i wydajność wcale nie jest taki drogi jak się wydaje, a nasze kobiece, a nawet męskie dłonie które chcą sprawić przyjemność dotykiem, są tego warte. :) Dostęp może nie jest zbyt duży ale przy odrobinie chęci można sięgnąć do sklepu internetowego na przykład czy choćby allegro jeśli nie mamy w pobliżu sklepu firmowego.

Jeśli komuś zależy na miłych, delikatnych dłoniach o miękkiej, dobrze nawilżonej i odżywionej skórze, polecam ten krem z czystym sumieniem.
Moja ocena to 6/6

Znacie go? Lubicie?

Pozdrawiam serdecznie. :)

5 października 2013

15 Hair Projekt i u mnie.


Po długich namysłach postanowiłam wziąć udział w akcji 15 Hair Projekt. Nie wiem co
z tego wyjdzie ale dziś zaczynam. Zaczynam rzecz jasna od punktu pierwszego.
Punkt pierwszy mówi: ,,zrób zdjęcie włosów tyłem i pokaż."Więc pokazuję. Wcale nie było łatwo zrobić swoim włosom zdjęcie tyłem. Czasami żałuję że nie można się choć na moment sklonować.
Ale póki co, proszę bardzo. Edytuję, wstawiając zdjęcia robione przez moją siostrę. :)

4 października 2013

Październik miesiącem maseczek - Thalgo, Freshnes Exfoliator.



Zacznę od maseczki którą mam już długo bo kilka miesięcy. Wygrałam ją w konkursie na Fb,
stoi sobie dzielnie w łazience, używana średnio raz w tygodniu. Nie wiem czy to można nazwać maseczką, jest to złuszczający krem: Freshnes Exfoliator. O maseczce pisałam już wcześniej, 
ale patrząc z perspektywy czasu było to raczej krótkie zapoznanie niż recenzja. 
Były to początki mojego blogowania. Kto jest ciekaw dokładniejszej recenzji, zapraszam do czytania.  


Maseczka jest zamknięta w plastykowej tubce o pojemności 30ml, zakręcana niebieską nakrętką. To był zestaw miniaturek, pełnowymiarowe opakowanie zawiera 50ml.
Miniaturki otrzymałam w kopercie, bez kartonika na którym pewnie było więcej informacji.
Na tubeczce jest logo i informacje o firmie, pojemność, symbole, kod produkcji, data ważności
i ważny skład INCI.


Maseczka czyli żel złuszczający ma przyjemny mentolowy zapach który nie każdemu może odpowiadać, ale w moim przypadku jestem zadowolona. Sprawia uczucie odprężenia i świeżości.

Konsystencja jest zwarta, kremowa i zawiera maleńkie, ledwo wyczuwalne drobinki które mimo swej wielkości doskonale spełniają swoją funkcję.



Producent zapewnia że: 
  • Łagodny, świeży, lekki krem złuszczający głęboko oczyszcza skórę, zmniejsza zanieczyszczenia, które osłabiają i poszarzają cerę. 
  • Zawiera przeciwutleniający ekstrakt z grejpfruta, który dodaje skórze energii oraz ją oczyszcza.
  • Ma przyjemny mentolowy zapach. 
  • Skóra staje się gładka, promienna, odświeżona.
  • Odpowiedni jest do skóry tłustej, mieszanej, suchej, normalnej, trądzikowej w każdym wieku.
  • Nie zawiera parabenów.  
Sposób użycia: Stosuje się jak peeling. Nakładamy palcami na oczyszczoną twarz, rozcieramy palcami i lekko masując, zmywamy twarz letnią wodą.


Moje wrażenia i wnioski: Maseczkę stosuję raz w tygodniu. Moja skóra jest sucha i wrażliwa, nie widzę potrzeby używania jej częściej. Jak wspominałam o zapachu jest świeży, mentolowy który działa na skórę orzeźwiająco. Zgadzam się że skóra jest po niej wygładzona, odświeżona, promienna. Małe rumieńce też są. :) Jest przeznaczona do każdego rodzaju skóry.
Na swoim przykładzie sprawdziłam że maseczka nie podrażnia, nie uczula i nie wysusza nawet tak wrażliwej skóry jak moja. Na mojej skórze nie ma jakichś dużych zanieczyszczeń więc nie wiem jak maseczka zachowa się w tym przypadku. Nie wiem czy mogę ją polecić osobom ze skórą tłustą z dużymi zmianami. Na pewno jednak mogę ją polecić osobom ze skórą taką jak moja.

Cena nie należy do przystępnych, za 50ml płacimy około 90zł, kupić możemy w salonach kosmetycznych oraz sklepach internetowych.

Jestem ciekawa Waszych opinii i ulubionych maseczek.

Pozdrawiam i życzę miłego weekendu! :)


3 października 2013

Październikowa, maseczkowa akcja.

Przychodzę dziś do Was z nową zabawą, tym razem zostałam zaproszona przez Kiniaczek dziękuję!
Ostatnio z braku czasu rzadko biorę udział w zabawach, ale tej akurat sobie nie odmówię.
Akcję wymyśliła Malina na swoim blogu i zachęca tym samym do wzięcia udziału w niej wszystkie blogerki. Dlaczego mam nie skorzystać, tym bardziej że tu chodzi o zadbanie o swoją cerę.
Mam nadzieję że uda mi się wywiązać i zdążę z recenzjami. :)


Krótko wspomnę tylko o celu tej zabawy i na czym ona ma polegać.

Czas trwania: PAŹDZIERNIK 2013

Cel akcji:

- zachęcenie do chwili relaksu, aby zrobić coś tylko dla siebie,
- zadbanie o swoją twarz bez względu na wszystkie obowiązki,
- poprawienie swojego wyglądu,
- wyrobienie sobie nawyku nakładania maseczki raz w tygodniu,
- radość i duma ze swojego wyglądu.

Zasady akcji:

1. Zamieść raz w tygodniu recenzję co najmniej jednej testowanej maseczki.
2. Umieścić zasady akcji w poście na swoim blogu i napisz kto Cię zaprosił.
3. Zaproś do akcji 5 osób.
4. Umieść baner w bocznym pasku z linkiem do Akcji

Do akcji wysyłam zaproszenia do 5 osób, ale oczywiście też do wszystkich chętnych. :)

1. http://basiek86.blogspot.com/
2. http://sew-sew-live.blogspot.com/
3.http://rincewind99.blogspot.com/
4. http://puderniczkama.blogspot.com
5. http://goodtotry.blogspot.com/ 


Zapraszam serdecznie i życzę udanej zabawy! :)

PS. Jeśli chodzi o obiecane zdjęcie z nową fryzurką, będzie osobny post na ten temat, również
w nowej zabawie. :)



2 października 2013

Pat&Rub, Dziś o Maśle do ciała otulającym.

Jeszcze chwilę i zostanę Pat&Rub maniaczką. Zanim zdenkowałam do reszty poprzednie masełko - odświeżające, musiałam zrobić zapas. Jak się kupuje kolejne masło z tej serii, to nie ma siły,
coś w tym jest. :) Masła do ciała Pat&Rub są bardzo niebezpieczne bo uzależniają. ;)


O opakowaniu pisałam w recenzji poprzedniego masełka. Wszystko jest tak samo tylko się zmienił się kolor tła szaty graficznej. Poza tym, logo, nazwa, informacje o firmie i symbole są te same.


Opakowanie jest z półprzezroczystego plastyku oklejone papierową etykietą. Trochę to uciążliwe, bo łatwo można je uszkodzić, zachlapać, pobrudzić ale nie będziemy się czepiać.
Liczę jednak że firma wpadnie na jakiś udoskonalający pomysł, i ułatwi nam korzystanie z masełka bez ryzyka uszkodzenia napisów. Masło do ciała zabezpieczone jest metalową folią. Wiemy przynajmniej że w czasie transportu, nic się tam nie przemieści, nie wyciecze poza opakowanie. Pojemność jest taka sama bo 250ml. Poprzednie opakowanie mi wystarczyło na miesiąc z hakiem, przy czym hak trwał niecałe dwa tygodnie.Używałam je codziennie i czasami dodatkowo dopieszczałam nim dłonie.

Konsystencja cudowna bo udaje apetycznie pachnący krem do tortu. Po prostu puszysty, biały, lekki krem o bogatej konsystencji. Wydawałoby się że masło jest twarde i tłuste, a tu przypomina raczej lekki tortowy krem.Rozsmarowuje się łatwo, trochę się mazia ale tylko przez moment,
za to szybko wchłania w skórę pozostawiając lekki, przyjemnie pachnący film.


Zapach jest idealny na chłodniejsze dni, w jego skład wchodzą bowiem naturalne aromaty wanilii, karmelu i cytryny. W przeciwieństwie do innych kosmetyków tej serii, cytryna tylko delikatnie daje o sobie znać. Sprawia wrażenie że krem jest słodki ale nie mdły. Kusi swoją słodyczą, ale przy okazji odżywia i zmysły i skórę.

Producent zastrzega że masło jest stworzone z samych naturalnych składnikach.
Oto jego unikalna kompozycja stworzona z okazji 5tych urodzin Pat&Rub
  • masło shea* – nawilża i zmiękcza
  • masło kakaowe* – natłuszcza i uelastycznia skórę, łagodzi podrażnienia
  • masło oliwkowe* – wygładza i koi
  • olej babassu* – uelastycznia, nawilża, jest naturalnym filtrem UV
  • squalane*  (z oleju oliwkowego) – nawilża
  • ekstrakt z cytryny* – działa ujędrniająco i przeciwzapalnie
  • naturalna witamina E* – wygładza, ujędrnia, natłuszcza i nawilża
  • gliceryna roślinna* – nawilża
  • inne roślinne substancje natłuszczające i  nawilżające*
*surowce naturalne i z certyfikatem ekologicznym
Masło otulające do ciała miało być wersją limitowaną ale skrycie marzę żeby tak nie było. Cena nie należy do przystępnych i nie pozwala każdemu na zrobienie sobie większych zapasów. A jak się je raz użyje, chciałoby się zatrzymać te miłe chwile na jak najdłużej. 
Chłodna pora roku skłania nas do otulania się ciepłym ubraniem, do rozpalania w kominku, wypicia ciepłej herbaty z rumem czy soku malinowego. Tak samo nasza skóra potrzebuje dopieszczenia 
w szczególny sposób. Używając różnych mazideł do ciała, zwracam ogromną uwagę na to czy będzie się dobrze wchłaniać, czy nie zniechęci mnie zapachem i czy dobrze nawilży i odżywi moją suchą skórę nie podrażniając jej.
Producent zapewnia że dzięki bogactwu maseł i olejów kosmetyk dobrze nawilża, natłuszcza 
i odbudowuje naturalną równowagę hydrolipidową nawet najbardziej suchej skóry.
Nie mam nic do zarzucenia i zgadzam się z tym zapewnieniem w100%. Od kiedy zaczęłam stosować masła do ciała firmy Pat&Rub zapomniałam co to szorstka i łuszcząca się skóra. 
Używałam różnych mazideł, ale żadne nie dawało mi takiego komfortu nawilżonej i dobrze odżywionej skóry na długie godziny.

Jeśli masz suchą, wrażliwą i wymagającą skórę, jeżeli potrzebujesz dobrego nawilżenia na długie godziny a nie tylko na chwilę, ten kosmetyk jest stworzony specjalnie dla Ciebie i na Twoje potrzeby.

Wiem, cena regularna 69zł nie zachęca, raczej zniechęca. Ale jak Ci zależy na miłych chwilach relaksu, SPA we własnej chacie i chcesz wydać na coś naprawdę skutecznego i sprawdzonego, nie żałuj sobie i swojej skórze. Raz się żyje. :))

Otulające masło do ciała możemy kupić w Sephorze czy sklepie internetowym, na przykład firmy Pat&Rub gdzie często możemy się natknąć na różne promocje, łączone promocje i w końcu zapłacimy za nie dużo mniej niż normalnie. 



Z czystym sumieniem zaliczam to masełko do swych ulubionych i oceniam 5/5
Pozdrawiam serdecznie, dziękuję za odwiedzanie mnie i bardzo proszę nowych obserwatorów
i odwiedzających o pozostawienie linków.
Szanowne Google skutecznie utrudnia trafienie z mojego profilu na Wasze blogi. :)

1 października 2013

Co lubię a co pożegnam czyli wrześniowe denko z dokładką.

Choć jeszcze wrzesień nie minął nie widzę nic więcej co mogłoby się skończyć. :) Kto ciekaw
i chętny do zobaczenia mojego denka i wrażeń zapraszam na dzisiejszy post.


Tahe, szampon do włosów Shiny Capture: Bardzo miło g o wspominam i chętnie do niego wrócę. NIe szkodził , nie obciążał włosów, spełnił moje oczekiwania.

Fenjal, Balsam do ciała Vitality: miło go wspominam, pewnie też jeszcze powrócę choć teraz jestem w stanie uwielbienia dla Pat&Rub. Działa dużo skuteczniej. Nie było jeszcze recenzji, obiecuję że w najbliższym czasie napiszę.

Mleczko do twarzy, Mixa: Nie wytrzymałam z nim do końca i żegnam bez żalu. Co udało mi się załagodzić w dzień, po użyciu mleczka miałam regularny wysyp na policzkach. Nie od razu, po pewnym czasie ale jednak. Pewnie sprawka parafiny w składzie.

EDP Idylle, Guerlain: zapach piękny i może do niego wrócę ale nie od razu. W tej chwili moim faworytem jest Chloe, Chloe i Daisy, M.Jacobs'a.


AOX, krem do twarzy Pat&Rub
: Pokazuję opakowanie po próbce bo zakupiłam dwie sztuki. Obecnie jestem w trakcie używania drugiej i zdążyłam się z nim zaprzyjaźnić. Krem jest super wydajny, robi wszystko to czego inne kremy nie dały rady. Co najważniejsze nie szkodzi. Zostanę z nim ile się da. :)

YSL, Creme de Blush-Róż w kremie
: Aż żal że się skończył, jeden z najlepszych jakie miałam. Był ze mną bardzo długo, szalenie wydajny kosmetyk. Pewnie powrócę, choć z chęcią przetestuję też inny róż.


Elseve Loreal, Szampon wypełniający do włosów zniszczonych
: Często do niego wracałam kiedy brakowało mi na ulubiony i bardziej sprawdzony szampon. Niestety szybko też od niego uciekałam
i uciekam w dalszym ciągu. Po kilku godzinach od umycia, stan włosów wraca do punktu wyjścia. Co z tego że pachnie i dobrze się pieni jak rewelacyjnie je obciąża. Nie zregenerował, włosy się plątały i szybko wyglądały tak samo jak przed myciem. Po wykończeniu Tahe, nie wróciłam do niego. Wybrałam Alterrę choć też nie wiem na jak długo. Niestety, zapomniałam o recenzji.


VICHY, Antyperspirant 48h: Jest niezawodny. Zawsze do niego wracam. Nie podrażnia, nie uczula, nie zostawia śladów i działa. Nawet dłużej niż 48 godzin.

A jednak skończyło się. Edytuję post o denku 30.09.2013r.

Pat&Rub, Orzeźwiające masło do ciała: Jedno z niewielu masełek do którego chętnie będę wracać, choć w różnych wersjach zapachowych. W tej chwili testuję masło o zapachu otulającym. Masełko do ciała okazało się wspaniałym kosmetykiem do ciała.
Nawilża na cały dzień czy noc, aż do kolejnej kąpieli. Jeśli chcesz nawilżyć i odżywić porządnie swoje ciało i potrzebujesz bogatszej konsystencji, polecam z przyjemnością. :)


Pat&Rub, Balsam do biustu i Stymuluący peeling cukrowy do ciała Home SPA w próbkach.
Obie próbki zamówiłam przy zakupach i nie były to jakieś skąpe próbki. Obie zużyłam do ostatniej resztki z ogromną przyjemnością.  
Balsam do biustu, jest balsamem o dosyć bogatej konsystencji o bardzo nikłym zapachu. Recenzji o nim nie napiszę, bo o próbkach recenzji jako szanująca się blogerka pisać nie potrafię. O Peelingu bardziej bo nie musiałam długo go stosować żeby ocenić, ale poczekam na pełnowymiarowe opakowania. Oba chętnie kupię przy okazji, oba sprawiają dużo przyjemności w myzianiu. Peeling jest niesamowicie fajnym zdzierakiem, daje przyjemny cytrusowy zapach i w ogóle dużo nawilżenia już przy samej kąpieli. Po nim skóra już nie wymaga aż tak bardzo smarowania czym innym.


Mooya, Maska do twarzy i serum: miała być nagrodą, okazała się karą. Ledwo wytrzymałam z nią 30 minut na twarzy skutecznie ją zapychając, reszta skończyła na piętach. :p
Nie polecam.


Easy Sweet, Pasta cukrowa do depilacji: próbowałam się z nią zaprzyjaźnić na różne sposoby, nie wyszło. Więcej paprania niż pożytku, z włoskami średnio sobie radzi brudząc wszystko dookoła. Nie wrócę do niej. Zostaję przy wosku i depilatorze.


Loccitane, Repairing Mask: Próbka maski do włosów. Jak wspominałam, o próbkach recenzji nie piszę. Wspomnę tylko że jak tylko będę miała okazję, nie pożałuję swoim włosom. Użyłam ją tylko na 2 razy i wiem że moje włosy ją uwielbiają. Ja też. :)
To wszystko co wykończyłam we wrześniu. :)

Pozdrawiam serdecznie. :)

Copyright © 2015 W Blasku Marzeń.
Szablon dostosowany przez: KAROGRAFIA