Featured

31 stycznia 2014

Organique, Maska Algowa Papaya


Postanowiłam mimo wszystko pisać, bez względu na to co się dzieje. Tak mi jest po prostu lepiej niż ciągłe rozpamiętywanie, czy się to komu podoba czy nie. Zdjęcia do tej recenzji robiłam jeszcze przed tym tragicznym wydarzeniem, stąd radosny uśmiech na mojej twarzy. Jednak nie wszyscy muszą oglądać mnie smutną, dlatego zmieniać nic nie będę. 
Tematem dzisiejszego postu będzie Maska algowa z papayą, Organique.  

27 stycznia 2014

Moi styczniowi ulubieńcy, część I


Kicia usnęła mi na rękach, a ja resztkami kończyn chciałabym napisać co nieco o swoich ulubieńcach, Podzieliłam na dwie części, bo mam lenia i zero energii, i nie chce mi się tyle pisać. Dziś będą ulubione kosmetyki do ciała i włosów, a druga część do twarzy, dojrzewa do napisania postu.

Zacznę od kosmetyków do włosów, szampon Loreal Professionnel z serii Mythic Oil, znacie, pisałam o nim recenzję. Skład może długi, ale jako jeden z niewielu pozostawia moje włosy nie poplątane i błyszczące. Problem z czesaniem ucieka, no może trochę bo są coraz dłuższe, i więcej czasu trzeba im poświęcić. Recenzja.


Odżywka do włosów farbowanych, z serii Mythic Oil, mogę powiedzieć że jest akurat dla mnie, lenia co nie lubi długo paprać się z tym i owym. Nakładam odrobinkę na końcówki i cześć, po sprawie. Włosy są miękkie, błyszczące i rozczesują się nawet zwykłą szczotką. Jak nie przesadzę to nawet nie obciąży włosów jak inne oleje, maski, odżywki. Recenzję dopiero napiszę.

Do rozczesywania moich niesfornych włosów, służy osławiona przez blogerki szczotka Tangle Tezer. Nie wiem dlaczego zwlekałam tak z jej kupnem. :) Recenzja.


O kremie do rąk, Organique pisałam TU. Jest wydajny i jeszcze go zostało na jakiś czas. Zobaczymy na jaki, póki co mam go już z półtora miesiąca. Pięknie pachnie, i działa na trochę dłużej jak na chwilę.


Krem do rąk LOccitane z masłem Shea podobnie. Cudownie pachnie, działa i jest wydajny. Używam je na zmianę. Recenzja. Wybaczcie że się powtarzam, już pisałam o nim kilka razy. Oszczędzam go bo jest go niedużo, ale za to jest ze mną już dwa miesiące, została połowa.

I dobiliśmy do masełka do ulubionego masełka do ciała, Organique. Chciałam pokazać jeszcze balsam, ale właśnie dobija denka. Masełko jest rewelacyjne. Jest go tylko 150g ale wystarczy odrobina żeby wysmarować całe ciało. O nim recenzję dopiero napiszę, ale już je lubię za piękny, subtelny zapach, konsystencję i działanie na moją sucharkową skórę. :)

Nie mogę też ominąć mydełka cytrusowego, które chciałoby się ugryźć. Sama przyjemność mycia. Na długo zagości w mojej łazience. :) Recenzja.

Znacie któreś z moich ulubieńców? Jak Wam się podobają?

Pozdrawiam serdecznie i życzę miłego tygodnia. :)

26 stycznia 2014

Pod jedwabną maską Orientany. Egzotyczna Luffa Azjatycka

Niedawno ze sklepu http://www.orientana.pl/otrzymałam propozycję przetestowania maski z jedwabnej tkaniny, Orientany. Maskę miałam wybrać sobie sama. Wybrałam więc maskę o nazwie Lufa Azjatycka, która jest nasączona wyciągiem z luffy azjatyckiej oraz peptydem przeciwzmarszczkowym.

Maska znajduje się w foliowej saszetce na której jest nazwa, logo i zapewnienie że jest w 100% naturalna. 
Na tylnej stronie saszetki, znajduje się etykieta z opisem, danymi o producencie, kosmetyku i skład oraz data ważności. Jest też instrukcja, jak ją należy użyć.

Informacje od producenta. 
Maska wykonana jest  z naturalnego japońskiego jedwabiu dzięki czemu doskonale przylega do twarzy, równomiernie przekazując odpowiednią ilość substancji. Nie wymaga leżenia. Przy produkcji tej jedwabnej tkaniny, nie używa się jedwabników. 
Tkanina ta, jest wykonywana w Japonii z włókien celulozowych, pozyskiwanych z łykowej warstwy kory morwy papierniczej. Maska daje natychmiastowy efekt. 
Działanie: kojące, oczyszczające, silnie nawilżające oraz przeciwzmarszczkowe.
Zawdzięcza się to składnikom aktywnym: 


Luffa Azjatycka - Bogata jest w proteiny, cytruliny, ksylanty, witaminy B i C, minerały i kwas linolowy. Ekstrakt z luffu stosowany był do pielęgnowania cery już w czasach starożytnych w Japonii.  Jej działanie jest trójstopniowe. 

  1. oczyszcza i regeneruje komórki naskórka, 
  2. niweluje stany zapalne i koi skórę, 
  3. wzmacnia, ujędrnia i mocno nawilża.

Biopeptyd Acetyl  Hexapeptide-3 głęboko wnikając w skórę, redukuje zmarszczki i ujędrnia.
Skład INCI: Aqua, Luffa Cylindrica Fruit Extract, Butylene Glycol, Hydroxyethyl Urea, Collagen, Acetyl Hexapeptide-3, Xanthan Gum, Euxyl PE-9010, Allantoin, Euxyl K-220, Dipotassium Glycyrrhizinate. 
Zaleca się stosować maksymalnie 2 razy w tygodniu. 

Maska przeznaczona jest zarówno dla kobiet jak i dla mężczyzn. 
Ostrożnie wyciągamy maseczkę z saszetki i rozkładamy ją delikatnie. Maseczka składa się z jedwabnego płatu, przypominającej cieniutką flizelinę, zabezpieczonej białą folią. Wycięte są w niej oczywiście otwory na oczy, nos i usta.
Maskę nie zawsze da się dokładnie dopasować do kształtu twarzy, ale otwory można powiększyć sobie nożyczkami. Tego jednak nie zdążyłam uczynić przed założeniem maski. Miałam nadzieję że będzie dopasowana idealnie do mojej twarzy. Maskę nakładałam w godzinach popołudniowych, nie chciało się też zmywać tuszu z rzęs i trochę się rozmazał podczas nakładania maski co widać na zdjęciu.

Maskę nakładamy na oczyszczoną skórę białą stroną na zewnątrz, a jedwabną do skóry, lekko ją dociskając, po czym ściągamy z wierzchu białą folię.

Trzeba to robić ostrożnie, bo inaczej można mieć problemy z jej rozłożeniem. Maska jest nasączona obficie płynem i może się sklejać.
Jak już nałożymy maseczkę na twarz, resztę płynu z saszetki wsmarowujemy w szyję i dekolt.

Jak już mamy maskę na twarzy, nie możemy zapomnieć o ściągnięciu folii z płatu tkaniny. Maskę trzymamy na twarzy 25-30 minut, bez obawy że nam spadnie. Nie musimy też leżeć, można w tym czasie na przykład, wypić spokojnie kawę czy sprawić sobie domowe SPA, albo wykonywać inne czynności.

W miarę upływu czasu, płat przyklejony do twarzy wysycha, a cały płyn z maski zostaje wchłonięty przez skórę. Na szyi oraz dekolcie również.

Teraz już bez problemu ściągamy ją całkowicie suchą. 

Po odsłonięciu, buzia wygląda tak. 
Moje spostrzeżenia i uwagi. 

Nakładanie maski nie należy do najłatwiejszych, trzeba ją dobrze dopasować, doprzyciskać, ale za to trzymanie jej na twarzy nie jest już problemem. Maseczka ma delikatny, ledwo wyczuwalny zapach.

Nie miałam stanów zapalnych skóry, ale że mam ją dość wrażliwą, dla pewności wybrałam maskę
o delikatnym, kojącym działaniu.
W pierwszych minutach poczułam jednak lekkie swędzenie skóry. Pomyślałam że tak działa maska więc dałam jej szansę, i pozwoliłam jej się wykazać. Swędzenie skóry szybko jednak minęło. Czy działanie było kojące? Nie miałam okazji tego zauważyć, ponieważ nie miałam podrażnień, ale swoim działaniem też nie podrażniła mojej wrażliwej skóry.
Maska miała za zadanie oczyszczać, łagodzić, regenerować, mocno nawilżać i działać przeciwzmarszczkowo oraz ujędrniająco. Trudno powiedzieć żeby po jednorazowym użyciu maski, można było zauważyć działanie przeciwzmarszczkowe czy ujędrniające. Na to potrzeba systematyczności, oraz więcej masek. 

Po ściągnięciu maski, skóra jednak była dobrze nawilżona, możliwe że została też oczyszczona. Moja skóra jest sucha i nie widać na niej żadnych zmian, ale powiedzmy że tak, że została oczyszczona. Po ściągnięciu jedwabnej tkaniny, musiałam skórę spryskać mgiełką i przetrzeć wacikiem, ponieważ płyn z maski sprawiał wrażenie lekko lepiącego. Mam wrażenie że skóra została lekko rozjaśniona i rozświetlona, oraz delikatnie wzrosło jej napięcie. Czy została wzmocniona, trudno zauważyć po jednorazowym użyciu. Efekt działania maski utrzymuje się cały dzień. 

Minusem jest to że trzeba znaleźć odrobinę czasu dla siebie żeby bezstresowo trzymać ją pół godziny, bez obaw że ktoś w tym czasie nawiedzi nasz dom. :) Nie lubię też uczucia lepkości na twarzy, ale to czasami jest nieuniknione, wystarczy przemyć wodą, czy tonikiem.

Maskę i jej działanie na pewno warto wypróbować. Jak na jednorazowe użycie, nie jest też tania, ale składniki naturalne, do tego z dalekiej Azji też mają swoją cenę.
Cena: 17zł
Można ją kupić TU 
Moja ocena jest subiektywna, wiadomo że każda cera ma inne wymagania i różnie reaguje na składniki.
Nie wiem jak spełniłoby się u mnie działanie długofalowe, ale po użyciu jednorazowym, mogę spokojnie ją ocenić na 4/5.

Maskę otrzymałam ze sklepu internetowego http://www.orientana.pl/ za co serdecznie dziękuję. 

Cieszę się że miałam okazję przetestować tą maskę, jednakże moja opinia przez to że ją otrzymałam za recenzję, nie ma na nią wpływu a jest zgodna z moimi faktycznymi odczuciami.



 Mieliście do czynienia z tą maską? Jak się u Was sprawdziła? 

Pozdrawiam serdecznie i zapraszam do komentowania. :)


25 stycznia 2014

Cytrus i pomarańcza, umyć się czy zjeść? Mydło glicerynowe, Organique


Mróz mamy nadal, chociaż świeciło dziś słońce. Gryzelda nauczyła się otwierać drzwi do łazienki, oraz rozrabiać i tam. Nie pomaga straszenie prysznicem, tzn. pomaga ale tylko na chwilę. Strach zostawiać szaloną kotkę samą w domu. No ale nie o tym miało być. Natchnęło mnie bo co chwilę słyszę jakiś hałas spowodowany demolką małej kotki.

Przypomniało mi się że nie pisałam o tym mydełku, choć pisałam o różanym mydełku od Organique.
Dzisiaj napiszę trochę o mydełku glicerynowym też Organique, ale tym razem jest to Cytrus z pomarańczą.

20 stycznia 2014

Gorące szaleństwo w błyszczyku IsaDory. Color Chock, Cabaret Red 54.


Dziś napiszę o błyszczyku od IsaDory, który wygląda z pozoru bardzo niewinnie. Opakowanie jest różowe tak?
Też tak myślałam, nie przyszło mi do głowy popatrzeć jaki jest rzeczywisty kolor tego niewiniątka. Wygląda tu tak niewinnie jak moja Gryzelda kiedy śpi. W rzeczywistości kolor jest zupełnie inny. Piękny, nie powiem. Intensywny jak wściekły burak, że bez rozjaśnienia innym błyszczykiem nie da się spokojnie chodzić po ulicy. Zaraz Wam wszystko wyjaśnię  dlaczego. :)
Mowa tu o błyszczyku - pomadce o wdzięcznej nazwie Cabarat Red 54. Otrzymałam go jak wiecie jako wygraną z konkursu Saurii.

19 stycznia 2014

Wystrzałowa para od Isadory.


Jak Wam mija niedziela? Mi nieco sennie, aura mimo że mroźna, nie dodaje energii ani na trochę. Parę chwil temu wróciłam z odwiedzin, spojrzałam na swoje paznokcie i postanowiłam napisać o tym, co dziś na nich mam. Jeszcze mam, bo lakiery są bardzo trwałe, ale jak zmyję to zapomnę o recenzji lakierów które wygrałam w konkursie u Saurii. Po spotkaniu z siostrzenicą, stwierdziłam że te lakiery bardziej przydadzą się jej jak mi. Nie dlatego żebym była niezadowolona, o nie! Po prostu doskonale pasują do jej stylizacji, a ja uwielbiam sprawiać komuś przyjemność, więc z przyjemnością podarowałam. :)

18 stycznia 2014

Z czym się pożegnam, za czym zatęsknię, czyli przyspieszone styczniowe denko.


   Pewnie będziecie zdziwieni że tak szybko, ale wybaczcie, nie lubię chomikować pustych opakowań. Cała radość jest w tym, że mogę wywalić puste opakowanie i zaczynać coś od początku. Uzbierało się trochę ostatnio, niedużo tego, ale zawsze trochę szafkę mi zagraca. Dziś będzie trochę inaczej niż zawsze. Zużyte kosmetyki oznaczę kolorami.

17 stycznia 2014

Złoto z Organique. Sprawiłam prezent swojej skórze.


Wczorajszy dzień był pod znakiem migreny, przyznam że nie było łatwo. Jednak blog, nawet taki kobiecy
i kosmetyczny, to jest coś co sprawia, że człowiek nawet cierpiący zapomina o wszystkim.
Ile mi się udało, połaziłam po blogach,(nadal mam zaległości), poczytałam gazetki (trochę, nadal mam zaległości), przemyślałam to i owo,  poprawiłam sobie humor nagrodą.
Nikt mnie nie nagradza, muszę dbać o to sama.
Sprawiłam sobie nowy krem Eternal Gold, Organique. Poczytałam o nim na blogach i zapragnęłam go mieć. Tym bardziej że skończył mi się ulubiony krem od Irenki, po którym efekty są niesamowite. Dziś rano wymaziałam paluchem ostatnie resztki, i zostały już tylko próbki, niekoniecznie ulubione przez moją skórę.

Krem zaczynam testować od razu, recenzję oczywiście napiszę za jakiś czas. :)


Dziękuję Wam za miłe słowa i za cenne porady, także w mailu, na pewno się jeszcze przydadzą. :)
Przyznam że bardzo się wzruszyłam czytając tyle życzliwych komentarzy.
Czasami człowiek myśli i martwi się więcej niż powinien. No ale w końcu oczekuję na bardzo ważny wynik,
zostało jeszcze tylko parę dni niepewności.

Dziś tylko krótka notka, myślę że jutro wysilę się na więcej. Pozdrawiam serdecznie i życzę miłego weekendu. :)

15 stycznia 2014

Olejki z pestek malin i z pestek truskawek. Za co je można polubić.


Niedawno, czyli miesiąc temu wygrałam w konkursie sklepu Blisko Natury dwa olejki.
Olejek z pestek malin i drugi, olejek z pestek truskawek. Recenzję miałam zrobić wcześniej, ale przez to że otrzymałam przed samymi świętami, także w trakcie remontu, po prostu zapomniałam.

Olejki stosuję już prawie miesiąc, mogę więc o nich co nieco napisać.
Oba olejki są umieszczone w buteleczkach z ciemnego szkła, o pojemności 20ml, zakręcane plastikową nakrętką. Oklejone są jak widać białymi etykietami z krótką informacją o firmie, nazwą olejku i datą ważności. Etykiety są papierowe, bardzo szybko mogą ulec zabrudzeniu i zachlapaniu. To jest jedyna wada, do której mogę się przyczepić.


Mimo że obie buteleczki zabezpieczone są plastikowym korkiem, z wąskim otworem, zachlapanie jest nieuniknione. Jednak patrząc na właściwości olejków, jest to do wybaczenia.


Olejek z pestek malin jest konsystencji lekkiej, średnio tłustej, bardzo szybko się wchłania i nie tłuści ubrania. Kolor olejku jest jasno żółty, zapach trudno mi ocenić, po prostu olejkowy. Nie wyczuwa się w nim nic z woni malin.


Informacje od producenta 
Olej z pestek malin (Rubus Idaeus) to luksusowy olejek ceniony w pielęgnacji każdego rodzaju cery. Ze względu na wyjątkowy skład nadaje się do pielęgnacji każdego typu cery, również problemowej. 
Nienasycone kwasy tłuszczowe omega-6 (54%) zapobiegają utracie wody z naskórka, działają łagodząco oraz zmiękczająco. 
NNKT omega-3 (22%) - silnym działanie przeciwzapalne i łagodzące podrażnienia 
bardzo wysokie stężenie naturalnych tokoferoli – czyli witaminy E, znanej jako witamina zdrowia i młodości 
Karotenoidy– witamina A
Kwas elagowy – silny antyoksydant chroniący przed degeneracją DNA i zapobiegający nowotworom. 
Niska zawartość kwasu oleinowego (11% omega-9) i nasyconych kwasów tłuszczowych (3%) czyni olejek przyjazny skórze trądzikowej i zanieczyszczonej. 
Udowodniono, że olej z pestek malin ma zdolność pochłaniania promieniowania UV zbliżoną do tlenku cynku, odpowiadającą SPF 28-50, co czyni go dobrym uzupełnieniem pielęgnacji skóry przez cały rok, zwłaszcza w miesiącach letnich, jednak należy pamiętać, że olej nie zastąpi kremu ze stabilnym filtrem słonecznym. 
INCI: Rubus Idaeus (Raspberry) Seed Oil  

Olej z pestek malin można z powodzeniem stosować jako krem, serum, do demakijażu, do masażu całego ciała, do włosów, także wskazany jest do pielęgnacji paznokci i skórek. 
Dokładne informacje na temat olejku, co do zastosowania i właściwości, znajdziemy TU. 
Olejek przed użyciem należy wstrząsnąć. Po otwarciu, przetrzymujemy w lodówce.  
Kupić możemy też TU.  Cena - ok.15zł 
Olejek z pestek truskawek jest o konsystencji tak samo lekkiej i średnio tłustej, szybko się wchłania, nie brudzi skóry, ani ubrania, mimo że ma ciemniejszy kolor. Zapach jest już inny, przypomina nieco truskawki, ale jest bardzo delikatny. Coś jakby owoce truskawek w oleju. 

Informacje od producenta.
Olej z pestek truskawek (Fragaria ananassa) to wyjątkowy olej pielęgnacyjny ceniony w pielęgnacji każdego rodzaju cery i włosów. Ze względu na wyjątkowy skład nadaje się do pielęgnacji każdego typu cery, zwłaszcza suchej, normalnej, zmęczonej i z oznakami starzenia. 
W składzie oleju występują:
nienasycone kwasy tłuszczowe wielonienasycone, w tym omega-6 (39%) zapobiegają utracie wody 
z naskórka, działają łagodząco na skórę podrażnioną i zmiękczająco na jej szorstkie partie.  
NNKT omega-3 (237%) - silne działanie przeciwzapalne
bardzo wysokie stężenie naturalnych tokoferoli – czyli witaminy E - znanej jako witamina zdrowia i młodości 
oraz karotenoidów – witaminy A.
kwas elagowy – bardzo silny antyoksydant chroniący przed degeneracją DNA i zapobiegający nowotworom. 
Niska zawartość kwasu oleinowego (16% omega-9) i nasyconych kwasów tłuszczowych (6%) czyni olejek przyjazny skórze tłustej. 
INCI:  Fragaria Ananassa (Strawberry) Seed Oil 
Olejek z pestek truskawek przed użyciem także należy wstrząsnąć. Po otwarciu, przechowujemy w lodówce.  
Olejek z pestek truskawek ma takie samo zastosowanie jak poprzedni, z pestek malin. Możemy go tak samo stosować jak krem czy serum do twarzy czy ciała, demakijażu, do olejowania włosów, zabezpieczania końcówek włosów (uwaga blondynki - olejek może barwić włosy!), do masażu całego ciała, do pielęgnacji suchych miejsc na skórze, oraz do pielęgnacji paznokci i skórek. 
Dokładniejsze i bardziej wyczerpujące informacje na temat olejku, znajdziemy TU
Olejek z pestek truskawek można kupić TU. Cena - ok. 20zł
Olejek tak samo, przed użyciem należy wstrząsnąć. Po otwarciu, przetrzymujemy w lodówce. 

Oba olejki pozyskiwane są z pestek (nasion). Tłoczone na zimno. 

Moje spostrzeżenia i wnioski 
Oba olejki stosowałam ponad trzy tygodnie naprzemiennie, tak jak poleca producent. O ile zapach olejku truskawkowego na włosach, przeszkadzał mi w nocy, zapach malinowego nie robił na mnie wrażenia. Jest po prostu neutralny. Włosy po obu olejkach były nieco obciążone, trudne do zmycia. Myślę że trochę, w niewielkim stopniu im pomogły. Włosów mi jednak nie zabarwiły, nie zauważyłam tego. Na właściwościach olejku, zyskała za to moja sucha skóra i paznokcie. Stosowałam go czasami zamiast kremu na noc, czy zamiast balsamu. Skóra była rano dobrze nawilżona, odżywiona i gładka. Paznokcie wracają do dawnego stanu, lepiej niż po jakichkolwiek odżywkach. Olejek świetnie się sprawdza w przypadku nawilżania suchych miejsc jak stopy czy łokcie. Stosowałam też czasami do zmywania makijażu. Nie mogę narzekać, ale tu wolę mleczko kosmetyczne, czy płyn micelarny. Czasami jednak do zmycia mascary czy mocniejszego makijażu, może być przydatny.
Pojemność 20ml jest niewielka, ale bardzo wydajna. Nie zużyłam nawet połowy buteleczek. 
Mimo że oba olejki wygrałam w konkursie, czyli otrzymałam za darmo, ze sklepu internetowego http://www.bliskonatury.pl/, za co dziękuję, nie ma żadnego wpływu na moją opinię. 


Dziś za wcześnie wstałam, zapomniałabym o najważniejszym.
A mianowicie, znacie te olejki? Co o nich sądzicie? Pozdrawiam serdecznie. :)

14 stycznia 2014

Ulubieńcy od makijażu 2013r.

Miałam napisać o tym wczoraj, ale lenistwo nie pozwoliło. Przeniosłam to na ,,jutro", czyli na dziś i żeby nie odwlekać, robię to od razu, póki jeszcze nie usnęłam. Taki dzisiaj senny dzień nastał.

Nie ma ich dużo, bo dużo nie kupowałam i nie będę też się rozpisywać. Zacznę od makijażu oczu. Jak pamiętacie z moich recenzji, najbardziej lubię mascary Heleny Rubinstein i Estee Lauder. Miałam okazję wypróbować Lash Queen Feline Blacks Mascara, oraz Lash Queen Sexy Blacks i kredka do powiek Heleny Rubinstein, które nie doczekały się porządnej recenzji. Przyjdzie na to jednak czas, bo jeszcze na pewno do nich powrócę. Obie mascary są fantastyczne. 
Fantastyczna jest także mascara Sumptuous Extrema, Estee Lauder. Jest jeszcze Diorshow Extase, który poszedł w spadku do mojej córki. 
Jako cienie Najbardziej polubiłam Guerlaina Ombre Eclat Mono Eyeshadow  i MACa Eye Shadow, Swish.
Są to dla mnie najlepsze cienie, które ani nie wędrują po całym oku, trwają ile powinny, są dobrze napigmetowane, i co najważniejsze nie uczulają mnie. Jedne z najlepszych cieni jakie miałam i mam, zawsze do nich będę wracać.



Bardzo ważny w makijażu jest legendarny Touche Eclat YSL korektor i rozświetlacz w jednym. Zawsze będę do niego wracać. Miałam różne, ale ten najbardziej lubię. 




Do twarzy najbardziej polubiłam w minionym roku Guerlain, Meteorites Perles Iluminating Powder, róże wygrane u Irenki Blush Subtil Palete-Lancome, Róż w kremie Creme de blush, YSCreme de blush, YSLoraz podkład Extra - Comfort, Clarins. Nie będę się rozwlekać, wszystkie są podlinkowane do recenzji. 



Zostały jeszcze ulubione błyszczyki i pomadki oraz kredka do ust. Kredkę mam tylko jedną ulubioną, pasującą do wszystkich pomadek, Lip Pencil, Heleny Rubinstein. Jest bardzo wydajna, ciągle ją mam. Jest też bardzo trwała. 
Do makijażu ust są tu moje ulubione błyszczyki Colour Quench Lip Balm ClarinsRock Candy tShimmer, Estee Lauder,  Levres ScintilanteChanel. Są tu także pomadki Rouge  Pur Couture Golden Lustre, YSL, oraz L'Absolu RougeLancome. Wszystkie się rewelacyjnie nakładają, mają przyjemny smak, są niezwykle trwałe i dają wspaniały efekt.


To wszystko co odkryłam i polubiłam w roku 2013. Przyszedł czas na nowy rok, nowe plany, chciejstwa
i odkrycia. Życzę Wam i sobie również, aby ten nowy 2014, był dla nas ofity w najcudowniejsze kosmetyki, które przyniosą nam niezapomniane korzyści.

Pozdrawiam serdecznie i życzę miłego wieczoru, oraz pozostałej części tygodnia. :)


13 stycznia 2014

Co lubię w szczotce Tangle Tezer.


Można powiedzieć że czytanie blogów kształci, bo człowiek dowiaduje się tu dużo rzeczy. Wcześniej tej szczotki nie znałam, nie słyszałam nic o niej. Musiałam założyć blog i zacząć czytać inne. Na pierwszy rzut oka wygląda trochę jak zabawka, trochę śmiesznie, ale ciekawie. Na tyle ciekawie że postanowiłam poczytać o niej, co to takiego jest, dlaczego tak wygląda i co w niej takiego jest,że tyle kosztuje.

Szkoda mi było trochę wydać ok 40-50zł na szczotkę do włosów, jeszcze z jakiegoś plastiku. Co to takiego że większość blogerek ją tak chwali? Broniłam się przed decyzją kupna, ale czesząc się codziennie szczotką z Rossmana, dosłownie się męczyłam. Męczyłam się i swoje włosy, które sięgają już do łopatek. Szampony niby dobre, odżywki też, i o ile na mokro dawałam sobie z nimi radę, to na sucho masakra. Weź tu popraw fryzurę w dzień, na suchych włosach. Plączą, szarpią i rwą się nieubłaganie, jakby chciały się bronić przed czesaniem.

No dobra, bez rozpisywania się, zaczęłam o niej marzyć. Postanowiłam że kupię sobie słynną, magiczną szczotkę  Tangle Tezer. No i kupiłam. I pewnie myślisz co o niej myślę, czy warto ją mieć i wydać tyle.
Ok, już piszę o tym. :)


Szczotkę sobie zamówiłam ze sklepu internetowego i otrzymałam w przezroczystym pudełku z tworzywa.
W środku była  ulotka. Na pudełku są opisy, na ulotce też logo i opisy. O producencie i o tym panu fryzjerze który szczotkę dla nas wymyślił. Wszystko to w obcych językach.

Szczotka jako szczotka, jest wykonana z kauczuku, bardzo wytrzymałego tworzywa. Odporna jest na upadek np. na kafelki. Oczywiście zdążyłam ją już kilka razy upuścić. Odporna jest też na działanie wody. Szczotka ma wypustki o dwóch różnych długościach, dłuższych i krótszych. Trzeba jednak uważać bo wypustki lubią się wyginać. Zabrałam ją dziś w ciasnej torebce na dłuższy spacer. Do tych celów, warto sobie jednak sprawić wersję kompaktową.



Co nam obiecuje producent?

  • szczotka ma zapewnić delikatność w czesaniu, bez rwania, szarpania i ciągnięcia włosów
  • ma je ładnie rozczesywać, rozplątywać, nie ciągnąć, nie naruszać ich struktury 
  • specjalnie zaprojektowane wypustki mają dobrze masować naszą głowę i pobudzać porost włosów. 
  • dłuższe stosowanie ma przyczyniać się do połysku naszych włosów. 
  • szczotka Tangle Tezer jest wodoodporna i wykonana z niezwykle trwałego materiału.
  • dostępna jest w różnych kolorach. 

Cena szczotki ok 30 - 50zł. Rozpiętość cen jest duża, zależy w którym sklepie ją kupimy.
Szczotkę można kupić w sklepach internetowych, także stacjonarnych, choć nie wiem dokładnie gdzie. Nie trafiłam jeszcze na taką w sklepie stacjonarnym, ale może Wam się uda.


No i jak już doczytałyście do tego momentu, ciekawe jesteście czy się sprawdziła u mnie. Nie odpowiem od razu na wszystkie pytania co do obietnic producenta. Chodzi tu o połysk i przyspieszony porost włosów, co okaże się później. Szczotka jest wytrzymała na upadki, odporna na wodę, niestety musimy uważać na wypustki, bo lubią się wyginać jak widać na zdjęciu odwróconej szczotki. Po prostu, nie nosimy bez ochrony w ciasnej torebce. Chyba że mamy wersję kompaktową, co uważam za świetną opcję do torebki.

Zgodzę się z tym, że czesanie jest dużo bardziej przyjemne i bezstresowe niż zwykłą szczotką. Fajnie masuje skórę głowy. Jeśli jednak macie włosy długie i gęste, nie liczcie że szczotka rozczesze Wam włosy w pół minuty. Trzeba rozdzielać pasma i trochę się nią pobawić przy rozczesywaniu, niestety coś za coś. Nie rwie, nie szarpie ale też natychmiast nie rozczesze jeśli mamy włosy gęste i długie. Mi to jednak nie przeszkadza, wolę to niż szarpaninę i mnóstwo wyrwanych włosów. Czesanie włosów tą szczotką, to sama przyjemność. Mimo to że nie trwa to pół minuty jak obiecuje producent.
Uważam że świetnie się sprawdzi u małych dziewczynek, czemu sprzyjają też bajeczne kolory tych szczotek. Polecam i życzę miłego tygodnia. :)


Oczka niewinne a w kociej główce same psoty. 
Z pozdrowieniami dla Was również moja szalona kicia Gryzelda.


Copyright © 2015 W Blasku Marzeń.
Szablon dostosowany przez: KAROGRAFIA