1 czerwca 2014

Radości mojego dzieciństwa.



Przyznam że z trudem zabieram się do napisania tego posta. Od wczoraj nie mogę znaleźć Gryzeldy, która wyskoczyła z okna (parter) i pobiegła nie wiem dokąd. Od wczoraj próbuję ją znaleźć, oby szczęśliwie wróciła do domu. Mimo że dzisiaj mamy Dzień Dziecka, moje myśli krążą wokół niej. Żeby nie pogrążać się cały czas w smutku, próbuję choć na chwilę odwrócić uwagę. 

Dzieciństwo to najpiękniejszy okres w życiu. To czas beztroski i zabawy, kiedy nie musimy się o nic martwić, takie przynajmniej powinno być dzieciństwo. Swoje dzieciństwo wspominam z sentymentem. Mimo że nie pochodziłam z bogatej czy ustawionej rodziny, nie brakowało mi najważniejszego, czyli miłości, beztroski. Mimo że pochodziłam z rodziny wielodzietnej i nie miałam tego co mieli rówieśnicy, moje dzieciństwo było szczęśliwe i radosne. 

Cieszyliśmy się byle drobiazgiem, po głowach chodziły nam różne zabawy, wygłupy i nie mieliśmy czasu na nudę. 



Oranżada ze szklanej butelki była bardzo słodka, kolorowa, a kapsel który widzicie na zdjęciu, zakładany na buciki, służył nam za obcasy. Stukałyśmy nimi najgłośniej jak się dało, żeby wszyscy słyszeli że idą małe damy. 


Kolorowe cukierkowe groszki, wysypywało się przez malutki otworek, prosto do buzi. Po opróżnieniu tego magicznego pudełeczka, trzymało się w nim skarby. Nie wspomnę jakie, czasami tam przetrzymywałam też muchy, za karę. 



Do szkoły nosiło się takie fartuszki, zdaje się z nylonu, w każdym bądź razie było to coś sztucznego, ale łatwo się prało. Mimo że mama uszyła mi o niebo lepszy mundurek, uparłam się że chcę mieć takie coś jak reszta dziewczynek. Nie wiem skąd u mnie wziął się ten solidaryzm. 


Wycinanki, najlepsze na świecie. Zeby się kleiły, wystarczyło napluć i gotowe. Z wycinanek robiło się mnóstwo fantastycznych rzeczy, także metrowe łańcuchy na choinkę. 


Vibowit jak też oranżadę w proszku wyjadaliśmy wprost z saszetki, paluchem. Kto by tam patrzył czy są czyste. Nie pamiętam żebym z tego powodu zachorowała, czy żeby zachorowało jakieś dziecko. 


Do popularnych zabaw należało domino, pchełki, bierki i gra w Chińczyka. Grę w Chińczyka kontynuowaliśmy bardzo długo, jeszcze jak byłam dużo starsza grałam z całą rodziną. Babcia oszukiwała nagminnie, ja tylko czasami, było z tego dużo śmiechu i radości. Polecam.


Kawa Inka to tylko wstęp do dzisiejszego nałogu. Była bardzo pyszna. Prawdziwą nauczyłam się pić dopiero w pracy, w czasie przerwy, tak dla towarzystwa i tak mi pozostało do dzisiaj. 


Moje ulubione czasopisma, Miś i Płomyczek. Później były jescze inne. Wycinało się aktorów, idoli estrady, wiieszając później na ścianie, czy robiąc sobie albumy. Czasami się powzdychało do tych zdjęć. Można by tak wspominać i wspominać. 


Długo byłam bardzo malutka, długo leczono mnie na to różnymi hormonami. Kiedy szłam do pierwszej klasy, miałam wzrost trzylatki. Długo byłam traktowana jak maskotka. Wszyscy przymykali oko na moje dziecięce fochy. Raz nawet na lekcji muzyki nie chcialam zaśpiewać piosenki. Bo nie, bo chciałam dostać pałę. Bo inni mieli a ja nie. Też chciałam. Długo siedziałam w pierwszej ławce. 


Jak na złość zawsze z chłopakami. Oni mieli jakieś dziwne zboczenie, na przerwach walczyli jak o jakąś księżniczkę, kto mnie będzie prowadził za rączkę. Nie przepadałam za tym, nie spodziewałam się wtedy, że później będę tak chciała. Później już wyrosłam, już nie miałam tak dobrze. Panie też nie chciały mnie słuchać. Nikt już później nie chciał mnie słuchać. 

To tylko fragmenty z ukochanego dzieciństwa, miło się wspomina te lata. Czasami chciałoby się wrócić do tamtych lat, zacząć wszystko od początku. Czasami chciałoby się powygłupiać jak kiedyś. Czasami łapię się na tym że lubię się pobawić Lego czy lalkami z wnuczką, pokręcić się na karuzeli czy pozjeżdżać ze ślizgawki na placu zabaw. To dziecko z dzieciństwa gdzieś w głowie zostało. Czasami do nas wraca i to jest bardzo miłe. Nie pozwólmy mu uciec. Dziećmi jesteśmy dopóki mamy rodziców, moich rodziców już nie ma i nikt już mi życzeń z tej okazji nie złoży. Ale ja mogę złożyć je Wam, bo też na swój sposób jesteście dziećmi. Życzę Wam, żebyście nie zatracili w tej gonitwie radości życia. Żebyście zawsze byli radośni i uśmiechnięci. 

Wszystkie zdjęcia oprócz moich osobistych pochodzą z sieci. 


Cieszmy się każdą chwilą. 

Miłego tygodnia. :)


30 komentarzy:

  1. Uwielbiam Cię :-) Dzięki Twojemu postowi mogłam i ja wrócić do dzieciństwa :-) Nigdy nie zapomnę tego dziwnego zapachu fartuszków ;-) A Vibovit i ja jadłam prosto z saszetki :-))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi bardzo. :) Takie chwile wspomina się bardzo miło. :) A zapach fartuszków też jeszcze pamiętam. :)

      Usuń
  2. już dawno się tak nie wzruszyłam jak dziś, po przeczytaniu Twoich dziecięcych wspomnień… łza spłynęła po policzku…. wiesz ,że już dawno nie zatrzymałam tak swoich wiecznie pędzących myśli jak teraz… właśnie… ciągle pędzę …. Kochana, dziękuję CI za tą chwilę refleksji :***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi bardzo kochana, że mój post potrafił wzruszyć. :) Lubię powspominać takie dziecięce chwile. :) Zatrzymajmy się choć na chwilę, chociaż w tym dniu. :) Ściskam mocno. :***

      Usuń
  3. Pieknie to opisalas kochana Daisy!! I skad znalazlas tyle wspanialych zdjec, tych cudnych pamiatek?? Czyzbys to wszystko przechowywala...az do dzis?? Jestes cudowna!! Tak to prawda, nie zabijajmy dziecka w nas, troszczmy sie o niego i dbajmy, pozwolmy na chwile slabosci i jak zajdzie potrzeba przytulmy...pozwolmy sobie na zabawe i na popelnienie bledow, bo przeciez jestesmy tylko ludzmi.., a bledow nie popelniaja tylko ci, co nic nie robia!! Pozdrawiam Cie kochana Daisy i zycze milego tygodnia.):).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Elu, zdjęcia znalazłam w sieci, to nie były moje. Moje zdjęcia to te ze mną. :) Dbajmy o nasze dzieci, również te w naszej głowie, to nam też jest potrzebne. :) Błędy to rzecz ludzka. :) Pozdrawiam również cieplutko i życzę wspaniałego tygodnia. :) :)

      Usuń
  4. Odpowiedzi
    1. Dziękuję, cieszę się że i Tobie się spodobał. ;)

      Usuń
  5. Mnie dzisiejszy dzień zleciał bardzo szybko. Post świetny.
    Mam nadzieję, że Gryzelda szybko się znajdzie. Trzymaj się :*

    OdpowiedzUsuń
  6. uwielbiam takie wpisy, sama taki dawno już temu zrobiłam i to była naprawdę fajna zabawa!!!! ten papier kolorowy pamiętam jakby to wczoraj było i pozostałe rzeczy też!!!!! i niech kotek już się znajdzie....mi jak Cynamon znika na noc i dzień to już się martwię....

    OdpowiedzUsuń
  7. Trzymam kciuki żeby Gryzelda szybko wróciła do domu :*
    Piekny post i wspaniałe wspomnienia :) byłaś slicznym i szczęśliwym dzieckiem a to najważniejsze :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Vibovit z torebki, a jakze! :) Nikt nie chorowal, bo nas Vibovit uodparnial! Hahaha!
    Wycinanki, bierki, kawa inka, kto by zapomnial! :)
    Super post, dolaczam sie do podziekowan!
    <3
    visit me soon on pearlinfashion.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja tez trzymam kciuki za Gryzelde, na pewno wróci! Miałaś cudowne dzieciństwo, świetny post ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. vibowit uwielbiałam <3

    http://sk-artist.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  11. Odpowiedzi
    1. A Gryzelda na pewno wróci - mojej kotki czasami nie ma kilka dni, a potem przychodzi jakby gdyby nic ;)

      Usuń
  12. Ładnie się to wspomina-ja też pamiętam kawe Inkę i ten 'szpan' jak się ją wypiło :)
    Oby kicia wróciła,pewnie poszła na jakieś łowy czy coś :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Inka.. :) Pamiętam jak byłam mała i babcia co rano mi ją parzyła. Potem zmarła i od tego czasu ani razu jej nie piłam :(

    OdpowiedzUsuń
  14. płomyczka pamiętam jak po mamie miałam vibovit uwielbiałam zjadać tak jak ty paluszkami i też nie patrzył nikt czy czyste ręce czy też nie :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Vibovit także uwielbiałam. Może trochę później niż Ty, ale nadal był świetny :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Cudowny post! Pięknie to napisałaś! Trzeba się czasem tak zatrzymać, choć na chwilę i oddać się miłym wspomnieniom. Sama pamiętam Vibovit czy fartuszki szkolne. Kiedyś było inaczej, nie było kompów, netu, dzieci bawiły się ze sobą, miały większą fantazję i chęć do odkrywania świata.

    Mam nadzieję, że Gryzia się znalazła?!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. :) Czasami lubię tak powspominać tamte lata. Gryzia niestety jeszcze nie odnalazła się. :(

      Usuń
  17. Wspaniały post! Z przyjemnośćią się czytało.
    To prawda, czasami trzeba się zatrzyać, doceniać to, co mamy i cieszyć się życiem.

    OdpowiedzUsuń
  18. Ja też Vibovit zawsze jadłam prosto z saszetki :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Cudowne zdjecia, wszystkie :) Ja rowniez uwielbiam takie wspominki. Ten smak oranzady, niezawodne szkolne fartuszki i vibobit jedzony paluchem ;)
    Gryzelda sie znalazla?

    OdpowiedzUsuń
  20. Och jaki śliczny post :)
    wszystkie te gadżety które przedstawiłaś są mi znane - każdy jeden, aż się łezka w oku kręci.
    A co do Gryzeldy - dałabym ogłoszenie - wydrukowane i skserowane, rozlepiłabym po mieście.

    OdpowiedzUsuń
  21. Bardzo przyjemnie czytało mi się tę notkę i oglądało zdjęcia :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Fartuszki, oranżada w butelce i Vibovit to również moje wspomnienia z dzieciństwa. Piękne wspomnienia, a ten czas tak szybko upłynął...

    OdpowiedzUsuń

Jest mi bardzo miło, że odwiedzasz mój blog. Bedzie mi również miło, jeśli go zaobserwujesz. Pozdrawiam serdecznie i zapraszam! :)

Copyright © 2015 W Blasku Marzeń.
Szablon dostosowany przez: KAROGRAFIA