Featured

31 marca 2014

Jak dbam o skórę pod oczami.


Pisałam o tym jak dbać o to, aby nasze spojrzenie nie traciło na właściwościach, na wzroku który pomaga nam dostrzegać uroki tego świata. Dziś napiszę jak dbam o to, żeby nie traciło na urodzie. Oczy są zwierciadłem duszy, a skóra dokoła nich, odzwierciedla stan naszego zdrowia, trybu życia i naszej psychiki.
Całe życie pracujemy na to jak wygląda nasza skóra pod oczami, czy zmarszczki wokół nich zdradzają nasz smutek, czy radość. Wiem, zmarszczki są najmniej pożądaną częścią naszego życia, ale przechodząc przez granicę półwiecza, trudno ich nie mieć. Od nas i naszego trybu życia w końcu zależy jakie mamy spojrzenie, przekraczając pewną granicę wiekową.

Od pewnego momentu, nasza skóra pod oczami przestaje sama się bronić przed zgubnym wpływem środowiska, także przed naszymi grzeszkami. Powinniśmy ją wtedy zacząć wspomagać odpowiednią pielęgnacją.

29 marca 2014

Miłość czy klęska czyli marcowe denko.



W tym miesiącu nie zużyłam tak dużo pełnowymiarowych kosmetyków jak miniaturek, które podostawałam w prezencie przy zakupach, w prezencie od blogerek, od sklepu Atelier Natury, na spotkaniu blogerek, od apteki ,,Słonik" za sprawą Ines, także od sąsiadki. Przydałoby się coś o nich napisać. Zajmie mi to trochę, poproszę o cierpliwość i zapraszam na swój nowy, denkowy post.

27 marca 2014

Wymarzone spojrzenie.


Witam wszystkich serdecznie w ten piękny wiosenny poranek. Wyspaliście się wszyscy? To bardzo ważne, bo dziś będzie o naszych oczach, o naszym spojrzeniu. Będzie kosmetycznie, ale w głównej roli wystąpi nasz wzrok, nasze oczy, skóra pod oczami tylko przy okazji.

Wszyscy dbamy o swój wizerunek, o swoją skórę, co jest bardzo ważne. Bo czym byśmy cieszyli nasze oczy, gdyby nie widok pięknych dziewczyn i przystojnych chłopaków, starszych czy młodszych. Ale żeby cieszyć się jak najdłużej pięknymi widokami, musimy dbać o nasze okno na świat, czyli nasze oczy. I o tym tu chciałam dziś napisać. I nie będzie tu o okularach marki Firmoo. Będzie o naszych oczach i naszym spojrzeniu. Zapraszam do czytania.

26 marca 2014

Błyszczyk Bourjois Effet 3D. Sympatyczny nudziaczek.


Jak już zaczęłam o błyszczykach, chcę napisać o błyszczyku który dostałam od naszej kochanej Ines, miłym nudziaczku Bourjois Effet 3D, o odcieniu 11 Beige Mellow. Uwielbiam żywe kolory na ustach, ale czasami mocniejszy makijaż pozostawiam oczom, a usta pozostawiam bardziej stonowane. Mam już dwa inne nudziaczki, ale ten kolor jest tak sympatyczny, że  aż prosi żeby go nałożyć na usta. Jak chcesz się dowiedzieć co w nim lubię oprócz koloru, zapraszam do czytania.

24 marca 2014

Szampon Love 2 MIX Organic. Pomarańcza i papryczki chili.

Niedawno otrzymałam od sklepu Naturica.pl kilka fajnych kosmetyków. Ponieważ miałam wolny wybór, zdecydowałam się na Naturalny Stymulujący wzrost włosów szampon Love 2MIX Organic z ciekawą zawartością jaką jest pomarańcza i papryczki chili. Byłam bardzo ciekawa jaki taka mieszanka może mieć zapach, potrzebowałam też dobrego i delikatnego szamponu do zmywania olejów. Producent obiecuje też wzmacnianie i stymulację wzrostu włosów, także ochronę skóry głowy przed łupieżem. To ostatnie w tej chwili mnie nie dotyczy (odpukać), ale skuteczne i łagodne jednocześnie mycie włosów jest dla mnie bardzo ważne. Co do stymulacji wzrostu, nie śpieszy mi się, niech sobie rosną moje włosy we własnym rytmie. Myślę że mogę już o nim co nieco napisać. Jeśli ciekawi Was co myślę o tym szamponie, czy jestem z niego zadowolona, zapraszam do czytania. 

23 marca 2014

Wiosna w różowych kolorach. YSL, Gloss Volupte.


Mamy już wiosnę, upragnioną, wyczekaną. Dla niej robimy zakupy, zmieniamy garderobę, outfity i takie tam, odmieniamy się, zmieniamy też kolory na bardziej wiosenne. Macie swoje ulubione kolory, ja też. Swoje ulubione kolory noszę cały rok, zwłaszcza jeśli chodzi o makijaż. Ostatnio z wielkim żalem zauważyłam że kończy mi się moja ulubiona pomadka w ulubionym kolorze. Musiałam uzupełnić, lubię jak moje usta są wyraźnie zaznaczone, mają być widoczne na kilometr. Z braku odpowiedniego zaopatrzenia w moją kolorystykę pomadek, wybrałam znów błyszczyk. Nie znaczy jednak że za jakiś czas nie kupię tej pomadki. Jest u mnie niezbędna, tak jak kawa w domu.

Noszę na sobie ten błyszczyk od kiedy kupiłam i jest ze mną cały czas. Gdybym była dzieckiem, pewnie bym sobie jeszcze kładła go pod poduszkę jak ukochanego pluszaka. Póki co, obok mnie leżakuje Gryzelda, zaś błyszczyk odpoczywa sobie wygodnie w kosmetyczce. On sobie odpoczywa, a ja piszę o nim recenzję. :)

20 marca 2014

Mały wiosenny haul zakupowy.


Pewnie u Was też jest przepiękna wiosenna pogoda. Z tej okazji musiałam uzupełnić braki w kosmetyczce. Niedużo, ale jednak. Nie lubię czekać aż mi się wszystko skończy do samego dna i obudzę się ze świadomością że nie ma już moich ulubionych perfum, pomadki czy błyszczyka.

Nie wiem jak Wy, ale ja muszę mieć pod ręką to co lubię najbardziej. Dlatego też postanowiłam sprawić sobie malutką buteleczkę ulubionej EDT Roses de Chloe. Trafiłam ją w Sephorze.

19 marca 2014

Paczka z rana i odmładzanie kota.


Z samego rana zbudził mnie dziś kurier. Z lekka zdziwiona otworzyłam drzwi i moje błękitne oczy, bez makijażu, ujrzały przystojnego pana. Przypomniało mi się, zgodziłam się na współpracę z firmą Kosmed. Dostałam paczkę na potrzeby całej babskiej rodziny, w której znalazłam: Naftę kosmetyczną, płyn do pielęgnacji włosów, odżywczo-wzmacniający Aloevit, wazelinę do ust dla dzieci Żeluś, odżywkę do paznokci z jedwabiem oraz i tu się wygłupiłam bo przyjęłam do testowania krem do pielęgnacji brodawek sutkowych dla karmiących matek. Z góry mówię że nie karmię, ale mam w rodzinie młode, karmiące mamy i przyszłą mamę, moją córkę Anię.
Od razu tłumaczę że to ostatni tego rodzaju wyskok z cyckami, zboczyłam trochę z tematyki mojego bloga. Zgodziłam się jednak, trzeba wypić to piwo i dać do testowania.

A teraz coś na dobry humor. Wczoraj zajrzałam do statystyk, na googlowe hasła. Zajrzałam i nie wierzę.

Umarłam. ktoś szuka sposobu na odmłodzenie kota? Czemu nie. :D

Pozdrawiam! :))


16 marca 2014

Każdy ma jakiegoś bzika, czyli moi marcowi ulubieńcy


Wczoraj odkryłam przed Wami namiastkę moich chciejstw, a dziś pokażę swoich marcowych ulubieńców. Od lutego niewiele się zmieniło, ale jest parę nowych drobiazgów, przypomnę też co lubię od dawna.

Uwielbiam niedawno nabyty olejek do demakijażu, Lierac. Uwielbiam go za zniewalający zapach oraz łagodne działanie na moją skórę. Żeby nie było, zmywa też dobrze makijaż.
Wiecie że mam też zapachową manię i uwielbiam kosmetyki i perfumy, pachnące różami.

15 marca 2014

Wszyscy mają chciejstwa, mam i ja.


Tak, tak, sporo z Was pisze o swoich chciejstwach i mnie wzięło. Może nie tyle że mam same chciejstwa, marzenia, ale mam też ogromnego lenia. Jakieś przesilenie czy co? Też tak macie?
No więc dlatego że mam tego mega lenia, nie chce mi się nic wymyślać nowego, choć powinnam się zabrać za jakieś kreatywne myślenie.
Post o moich chciejstwach także zmusił mnie do wędrowania po sieci i zbieraniu fotek dla inspiracji. Też nie było łatwo i prosto, choć nie powiem, przyjemnie. Zrobiła się z tego mała lista, ale to dzięki mojemu lenistwu, bo chciejstw mam na długie kilometry! :)

Tak więc krążąc po tej sieci, zajrzałam na strony Lierac, ostatnio obcuję z próbkami dzięki naszej Ines
i zapragnęłam mieć koniecznie kosmetyki z linii pielęgnacyjnej Magnificence oraz maseczkę nawilżającą.

14 marca 2014

Mary Cohr, NutriZen Corps. Intensywnie Odżywczy Krem do Ciała. Moje wrażenia.


Dziś wspomnę o kolejnym prezencie który znalazłam w kosmetyczce  Mary Cohr. Jest to Intensywnie Odżywczy Krem do Ciała. Jest to miniaturka więc nie będzie pełnej recenzji, ale używam go już miesiąc, co prawda nieregularnie, wystarczyło jednak żeby coś o nim napisać zanim zdenkuję i zapomnę.
Cieszę się że to miniaturka, i że miałam możliwość zapoznać się z tym kremem, ale teraz cieszę się że powoli się z nim żegnam. Kto jest ciekawy, co o nim myślę, zapraszam do czytania dalszej części postu.

13 marca 2014

Moje małe przyjemności.


Mimo że uwielbiam blogowanie, w wolnych chwilach, chętnie sięgam po swoje ulubione, kobiece pisma.
Od lat na pierwszym miejscu jest Twój Styl, i żebym nie wiem z czego miała rezygnować, ten miesięcznik co miesiąc mieć muszę. Chętnie kupuję też Elle i Harper's Bazar. Czasami kupuję też miesięcznik Pani czy inne. Tygodniki, dwutygodniki zdążę przejrzeć na przykład w markecie i to mi wystarczy.
Do swoich ulubionych gazet, zaglądam często i zawsze znajdę coś nowego, ciekawego do przeczytania, obejrzenia, zainspirowania się.
Przy takiej pogodzie jak dzisiaj, zabieram ze sobą do parku i czytam, przeglądam. Słucham ptaszków, czuję zapachy wiosny i czytam. Przyjemne wiążę z pożytecznym. Nie nudzę się sama ze sobą,, ciągle mam co robić, ciągle brakuje mi godzin do odczuwania pełni życia.

Jutro znów będzie piątek, znów zacznie się weekend. Macie jakieś plany, swoje przyjemności? Nie zapominajcie o nich, bez przyjemności można nabawić się frustracji.

Pozdrawiam. :)


10 marca 2014

Olejek do demakijażu twarzy i oczu, Lierac. Mała butelka o wielkiej mocy. Moje pierwsze wrażenia.


Znalazłam w ofercie Lierac, olejek do demakijażu twarzy i oczu: Demaquillant Velours. Na którymś blogu wyczytałam o nim dobre opinie, wcześniej próbowałam też inne olejki do demakijażu, postanowiłam wypróbować i ten. Nie używałam go długo, ale chciałam napisać swoje wrażenia. Moja twarz lubi olejki, ale czy ten też może zostać moim ulubieńcem? Napisałam ,,moim" bo na każdej skórze sprawdza się co innego. Będę tu pisać jedynie o moich odczuciach i moich najbliższych. Jeśli Was interesują moje pierwsze wrażenia, zapraszam do czytania.


Olejek jest umieszczony w butelce z tworzywa sztucznego o pojemności 150ml. Dużo to czy mało, okaże się później. Trudno ocenić wydajność po kilku dniach używania.
Butelka zamykana jest pompką również z tworzywa. Pompka jest bardzo wygodna, umożliwia wygodne nabieranie olejku. Zabezpieczona jest przed przypadkowym naciśnięciem i wylaniem olejku specjalną blokadą. Jest ona umieszczona pod samą pompką.

Na opakowaniu jak zawsze znajdziemy logo, dane o firmie, symbole oraz datę ważności, którą znajdziemy na spodzie butelki.

Są też opisy kosmetyku, sposób użycia, w języku angielskim, francuskim, no i naklejka z opisem w języku polskim.



Jest też skład kosmetyku. 


Informacje producenta. 

Olejek do demakijażu Demaquillant Velours przeznaczony jest dla każdego rodzaju cery. 
Na jego dobroczynne działanie wykorzystano następujące składniki:

Innowacyjny kompleks Ecoskin złożony z probiotyków (Lactobacillus casei i Lactobacillus acidophilus) który ma właściwości stymulujące systemy obronne skóry. 
ekstrakt z amazońskiej rośliny Yakon zwany roślinnym miodem Inkówskarbnica cukrów, witamin, także minerałów. 
Kompleks ten, pomaga chronić naturalną florę bakteryjną skóry oraz przywraca odpowiednie funkcjonowanie systemów obronnych. Nadaje skórze miękkość i komfort. 
Formułę olejków wzbogacają również: 
olejek jojoba, o właściwościach ochronnych i kojących, 
olejek makadamia mający właściwości nawilżające

Bogaty, jednocześnie jedwabisty olejek posiada delikatny zapach z nutami frezji, róży i białego piżma. 

Sposób użycia: 

Nakładać na suchą skórę, delikatnie masując z niewielką ilością wody. W kontakcie z wodą olejek zmienia się w mleczną emulsję. Można go również nakładać za pomocą zwilżonego wacika, a następnie spłukać letnią wodą. Po zastosowaniu skóra jest doskonale oczyszczona, gładka i jedwabista. 
Przed użyciem wstrząsnąć. 

Olejek jest w kolorze słomkowym o pięknym, delikatnym zapachu
Konsystencja olejku jest rzadka i raczej też nietłusta, nie klei się do twarzy, nie natłuszcza skóry. Kiedy spłukujemy go wodą, olejek zmienia się w mleczną emulsję. Łatwo spłukuje się wodą. Nie pozostawia tłustej powłoki na skórze. 


Moje wrażenia: Są to moje wrażenia i Ani, mojej młodszej córki. Demakijaż tym olejkiem to sama przyjemność. Pięknie pachnie, jest bardzo delikatny w używaniu, a rozprawia się z makijażem z ogromną mocą. Delikatna konsystencja pozwala na łatwe rozsmarowanie po buzi i delikatny masaż skóry, nie tworząc przy tym tłustawej mazi. Olejek bardzo łatwo spłukuje się wodą, która w połączeniu z nim, zmienia całą konsystencję w mleczną emulsję. Wszystko bardzo łatwo się spłukuje. Mimo że mam bardzo wrażliwe oczy, olejek nie spowodował szczypania, także nie podrażnił mojej skłonnej do podrażnień i uczuleń skóry. Buzia jest po nim gładka i delikatna. Nie wiem jak sprawdzi się do końca, ale początek jest idealny. 
Według mnie, sprawdził się wcale nie gorzej niż jego poprzednik, żel do demakijażu: Perfect Gel Cleanser, Mary Cohr i jest prawie trzy razy tańszy. Przy okazji ma piękniejszy zapach i wydaje mi się że nawet szybciej zmywa tusz do rzęs. 

Olejek ten kupiłam w aptece ,,Słonik", ale można też kupić w dobrych aptekach, także stacjonarnych na terenie całej Polski. W Słoniku jednak lubię robić zakupy, bo tam na hasło ,,Czarna Ines" dodają fajne próbki kosmetyków Lierac. :) Tam też zapłaciłam za niego około 49zł, jak na działanie i wydajność, wydaje mi się że cena nie jest wygórowana. 

Jak na razie, obie z Anią jesteśmy zachwycone i oczarowane tym olejkiem. Z czystym sumieniem możemy go polecić osobom które lubią taką formę demakijażu. 

A jak Wy uważacie, lubicie olejki czy wolicie inne konsystencje do demakijażu? 

Pozdrawiam serdecznie i życzę miłego tygodnia. :)



7 marca 2014

Święto kobiet i drobne przyjemności.

Witam w ten przedświąteczny wieczór. Pewnie wszystkie Panie czekają na ten miły dla nas Kobiet dzień. Wszędzie szykują dla nas miłe niespodzianki, już dziś spotkałam mnóstwo stoisk z kwiatami. Lubicie ten dzień? Dla mnie to jest jeden z 365 dni w którym każda z nas ma swój dzień. Od nas tylko zależy lepszy czy gorszy ten dzień mamy. Czasami mają też wpływ siły wyższe, sprawy od nas niezależne, ale to nasze podejście sprawi czy zasmucimy się wtedy na amen, czy podejdziemy do tego inaczej.
Jak wiecie, swój Dzień Kobiet obchodzę sama, nie znalazłam jeszcze godnego siebie partnera. Nie będę też rozpisywać się dlaczego, to moja słodka sprawa. Bycie singielką z odzysku nie jest takie złe jak niektórzy myślą. Mogę spokojnie poblogować na przykład, obowiązków też mam o wiele mniej. Przyjemności jak prezenty kosmetyczne i niekosmetyczne też sprawiam sobie sama. Wiem czego chcę, co lubię, czego nie lubię i nie muszę się uśmiechać do byle bubla w prezentowej torebce, czy kombinować jakby tu nie zjeść tych paskudnych cukierasów (czytaj kilograma cukru w pięknym opakowaniu za które pan oczekuje całodobowej wdzięczności). Są też minusy singlowania typu: nie ma kto mi zawiesić karnisza w pokoju, ale to już inny temat.

No więc zacznę od początku, prezenty sprawiam sobie sama, czasami otrzymuję od bardzo miłych osób.

Dwa dni temu otrzymałam paczuszkę od naszej kochanej Ines.


Ines serdeczne dzięki za te wspaniałości!!! :*****

Jak widać, wspaniałymi prezentami zainteresowała się również Gryzeldka. 


Parę dni temu zrobiłam mały zakup w aptece ,,Słonik", olejek do oczyszczania twarzy.
Wpisałam kod który jest na blogu naszej Ines i otrzymałam mnóstwo próbek. Prawdę mówiąc nie oczekiwałam aż tyle, spodziewałam się max dwóch, trzech, a tu przyszło ich całe osobne zawiniątko. Zobaczcie tylko, jak tu się nie cieszyć. :)

Bardzo dziękuję Ines, Słonikowi, a Wam życzę miłego świętowania w ten piękny dzień. Nie zapominajmy że ten dzień mamy mieć nie tylko raz w roku. Pozdrawiam. :)


6 marca 2014

Kremowe zauroczenie ,,Serce Róży". Loccitane

Kto mnie zna, wie że zapachy różane należą u mnie do najbardziej ulubionych. Jednak różnią się one tak, że nie każdy z nich jest u mnie pożądany. Są też zapachy, które wcale mi róż nie przypominają, raczej stęchły zapach z pokoju starej ciotki. Jeśli przeczytam gdzieś że coś jest o różanym zapachu, bez wcześniejszego powąchania nie kupię. Tak też było w przypadku tego kremu. 

Oswajanie się z czerwienią na paznokciach, Spicy Tomato 104, Salon Perfect


Żebyście wiedziały ile namęczyłam się dziś przy zdjęciach tego lakieru. żeby wyszedł jak wyszedł. Jakaś kara czy co, pewnie za to że wczoraj zbeształam Seche Vite. Jakaś złośliwość rzeczy martwych bo po wczorajszym zbesztaniu, dziś sprawił się prawie bez zarzutu.
Ale na tym lakierze, a na innych jeszcze zobaczymy. Wspomnę tylko że lakier też otrzymałam na spotkaniu blogerek i też od http://www.aipolska.com/ z czego bardzo się cieszę, bo w życiu nie wiedziałam że taki lakier istnieje. Kolor na początku wydawał mi się ciemno pomarańczowy, i już myślałam komu go sprezentować. Przyglądałam mu się jeszcze kilka razy w pociągu, później w domu i odstawiłam na półkę.
Już planowałam komu go oddać, ale pokusiło mnie żeby wypróbować na swoich paznokciach. Otworzyłam, pomalowałam i zdecydowałam. Jak myślicie? Nie przepadałam też za czerwienią na paznokciach, jakoś tak od dawna jej nie używałam. Jeśli ciekawi Was czy oswoiłam się z czerwienią na swoich paznokciach i co myślę o tym lakierze, zapraszam do czytania dalszej części postu. Mowa tu oczywiście o lakierze do paznokci o pomidorowym kolorze, Spicy Tomato 104, stworzonym przez firmę Salon Perfect.


Lakier jest w poręcznej, szklanej buteleczce o pojemności 14ml. Na buteleczce mamy logo, nazwę symbole oraz informacje o firmie, no i ostrzeżenie że produkt jest łatwopalny, i żeby chronić przed dziećmi. Niewiele się doczytacie bo nie udało się zrobić wyraźniej zdjęcia. Jest też informacja, że lakier jest profesjonalny.

Na spodzie jest naklejka z numerem i nazwą koloru,

Żebym nie zapomniała, na tej czarnej nakrętce jest średniej grubości pędzelek. Maluje nim się idealnie. Nie jest za wąski, ani za szeroki. Nie robi problemów w malowaniu, choć problemy mam natury zdrowotnej. Czasem zadrży mi ręka przy malowaniu i wtedy muszę zmywać lakier ze skórek.

Zapach jak zapach lakieru do paznokci, na szczęście nie jest drażniący. Swobodnie maluję w pokoju, myślę że Wam też by nie przeszkadzał. Konsystencja jest też bez zarzutu, ani za rzadka, ani za gęsta. Według mnie jest idealna. Łatwo sunie po paznokciach i w miarę szybko schnie. Nie rozlewa się na boki, chyba że ręka mi zadrży. Nie robią się ani grudki, ani pęcherzyki powietrza, Lakier równo pokrywa paznokieć, już po drugiej warstwie. Na to położyłam dziś ten nieszczęsny wysuszacz, i tu się akurat sprawdził. Nie rozumiem dlaczego nie polubił Essiaków.

Wracamy jednak do tematu, jesteśmy ciekawe co nam obiecuje producent, Na opakowaniu nie ma żadnych takich informacji. Informacje ściągnęłam ze strony internetowej, tam skąd otrzymałam lakiery do paznokci.

Oto informacje od producenta: 

Lakiery kolorowe do paznokci marki Salon Perfect to:

     doskonała przyczepność

     pełne spektrum kolorów

     idealna konsytencja

     wysoka jakość

     precyzyjny pędzelek

     niezwykły porcelanowy połysk 


Salon Perfect oferuje aż 79 kolorów tego lakieru. Myślę że to duży wybór. :)




Moje wrażenia i wnioski. 

Czerwieni używam rzadko, ale tym razem uczepiłam się. Z początku podchodziłam sceptycznie, ale jak już pomidorek zjawił się na paznokciach, nie mogłam się od niego odczepić. Nie zawsze pasuje, nie do każdej sytuacji, dlatego nie wiem jak długo by trwał bez zmycia. Pamiętam że po pierwszym malowaniu miałam go aż cztery dni, mimo zmywania naczyń i takich tam zajęć. Musiałam jednak zmyć, bo czerwony kolor na paznokciach nie wszędzie i nie zawsze pasuje. Wspominałam już że zapach i konsystencja są bez zarzutu. Lakier sam się błyszczy, ze wspomnianym specyfikiem, błyszczy się jeszcze bardziej. Muszę Was przeprosić za zmyłę i zedytować poprzedni post. Mimo wszystko muszę wspomnieć, że wysuszacz jednak jest kapryśny. Z Essiakami nie chciał współpracować, tu działa chociaż widzę że trochę zmarszczył mi lakier. Lakier czerwony jak pomidorek, ale pasuje do wielu stylizacji. Na pewno warto mieć coś takiego pod ręką.

Dostępność jest pewnie słaba, nie wiedziałam go w sklepach stacjonarnych. Widziałam tylko w niektórych sklepach internetowych, cena około 20zł. Jak na lakier profesjonalny, nie jest to dużo.
Strona i sklep aipolska.pl jest dla profesjonalistów, tam jednak ceny lakierów się nie doszukałam. Warto go jednak poszukać w sklepach internetowych.



Co mogę dodać, nie oddałam go nikomu, Spodobał mi się, i kolor i wszystko w tym lakierze. Wam też polecam. :)

Pozdrawiam. :)






4 marca 2014

Seche Vite, kapryśny gadżet.

Dostałam to coś w upominku na spotkaniu blogerek, przyznam że wcześniej tego nie znałam. Dziewczyny były oczarowane upominkiem, ja niestety nie wiedziałam z czym to się je, a właściwie smaruje. No, dowiedziałam się, oświeciły mnie. Też się cieszyłam, do czasu. :) Jeśli chcecie wiedzieć dlaczego, zapraszam do czytania..

Ten mały niepozorny wynalazek to słynny, opisywany przez blogerki, top coat Seche VITE.
Seche VITE otrzymałam w małej, przezroczystej buteleczce o pojemności 3,6ml zamykanej czarną nakrętką ze średniej grubości pędzelkiem. O marce Seche Vite można poczytać TU.


Na opakowaniu jak zawsze, znajduje się logo, informacje o firmie, symbole, data ważności, oraz krótka informacja o kosmetyku w języku angielskim i francuskim. Jest też dołączona ulotka z podobnymi informacjami, z tym że jest tu więcej informacji o produkcie, obietnice i sposób użycia.

Na swoim opakowaniu, nie doszukałam się jednak składu. Lakier jest przezroczysty i w miarę czasu gęstnieje, uważam że zbyt szybko. Zapach jest wyraźnie chemiczny, pachnie jak rozpuszczalnik, ale mi to specjalnie nie przeszkadza.

Producent informuje że Seche Vite jest to żelowy, szybkoschnący i utwardzający lakier ochronny...


  • Doskonały lakier nawierzchniowy. Jego unikalna formuła przenika przez lakier kolorowy do bazy i tworzy na płytce paznokcia warstwę niesamowicie odporną na odpryski, oraz sprawia, że paznokcie są o wiele mocniejsze, nie rozdwajają się i nie żółkną. 

Seche Vite Dry Fast Top Coat jest uznawany przez specjalistów na całym świecie za najlepszy Top Coat ze wszystkich dostępnych tego typu produktów na rynku kosmetycznym. Ten unikalny lakier nawierzchniowy nie ma sobie równych, co do trwałości i nadaje paznokciom piękny połysk wykończeniowy. Top Coat bardzo dobrze się aplikuje, nie pozostawiając smug na manicure. Aby zapobiec naturalnemu gęstnięciu lakieru nawierzchniowego Seche Vite należy dodać do buteleczki kilka kropel Seche Restore.



Moja opinia i wnioski. 

Nie wiem co ten lakier miał utwardzać, na pewno nie moje paznokcie i nie mój lakier. Stosuję go na wszystkie możliwe sposoby i widzę że jedynie co on robi, to denerwuje. Lakier wcale nie schnie szybciej, ani odrobinę. Lakier dużo szybciej schnie bez tego cuda. Wystarczy niechcący dotknąć czegoś pomalowanym paznokciem i cała robota idzie na nic. Stosując ten wynalazek, lakier muszę kilkakrotnie zmywać i poprawiać, to nic że stosuję go na wilgotny paznokieć, tak jak poleca producent. Albo zlizie wszystko z paznokci od razu, albo już po wyschnięciu, wtedy mogę go ściągać płatami, nie używając zmywacza. Nie widzę też żadnego żelowego połysku czy podobnego efektu. Uważam że jak pomaluję paznokcie samym lakierem, są bardziej lśniące i wytrzymałe. Taka jest moja opinia.

Cena około 30zł za 14ml lakieru. Można kupić, na przykład TU albo TU, albo na przykład na allegro. :)

Uważam że jest to zbędny wydatek, wolę wydać więcej na lakier dobrej jakości, wtedy też efekt jest lepszy bez kombinowania.

Jest to jednak moja opinia, u Was może sprawdzać się dużo lepiej. U mnie miłości z tego nie będzie.

Znacie go? Jak się u Was sprawdza?  :)

Na zakończenie pochwalę się drobnym upominkiem ze sklepu iwos.pl w podziękowaniu za współpracę. :)


Bardzo miły gest. Dziękuję pięknie. :)

Miłego popołudnia i wieczoru. :)

3 marca 2014

Mydło do mycia rąk w piance, Bath and Body Works, czyli jak zachęcić dzieci do mycia rąk.


Dziś z przyjemnością pochwalę się pięknie pachnącymi mydełkami do rąk w piance, które wygrałam
u Cathy w konkursie. Mydełka które tak pięknie pachną, pochodzą z firmy Bath&BodyWorks.
Wcześniej nie miałam okazji ich używać, w konkursie miałam tyle szczęścia, że wygrałam od razu aż trzy opakowania. Na zdjęciu są już tylko dwa opakowania, bo jedno sprezentowałam córce i wnuczce. Pozwoliłam sobie wybrać zapach, i w ten sposób, pozbyłam się mydełka o zapachu orzechowym. Obie były oczarowane zapachem, wnusia myła sobie rączki co chwilę. Jak widać, mydełka są dobrym sposobem na zachęcenie dzieci do mycia rąk.

Sama nie wiedziałam od którego zacząć mycie, wypróbowałam wszystkie zapachy po kolei, naprawdę był problem z wyborem. Wszystkie pięknie pachną, ale na chybił trafił, mój wybór padł na mydełko o zapachu waniliowym. Opiszę jednak oba mydełka które mi jeszcze zostały. Mowa będzie o mydle o zapachu Sea Island Cotton i Vanilla Butter Cream.

Mydełka w piance otrzymujemy w butelce z tworzywa sztucznego, o stożkowym kształcie. Pojemność mydełek to 259ml. Butelka jest zakręcana pompką, dzięki której umożliwia dozowanie i higieniczną aplikację.



Mydło jest w formie przezroczystego płynu które po wyciśnięciu zamienia się w intensywną piankę.


Na  opakowaniu są jak wiadomo, informacje o producencie, nazwa i krótki opis kosmetyku, w języku angielskim i francuskim.



Jest też skład, symbole i data ważności. 



Informacje od producenta musiałam tłumaczyć sobie sama. 

Delikatne mydło do rąk w piance wzbogacone jest ekskluzywną mieszanką nawilżającego miodu, mleka kokosowego, ekstraktów oliwek i mango, aby odżywić i zmiękczyć skórę. Pozostawia ręce lekko pachnące, delikatnie oczyszczone i odżywione



Skład jest dość długi, ale nie wgłębiałam się w niego za mocno, tym bardziej że mydło mi służy tylko do mycia, piankę trzymam na skórze bardzo krótko i spłukuję. 




Po wyciśnięciu płynu, powstaje puszysta, pięknie pachnąca piana. :) 


Moje wrażenia i wnioski. 

Najbardziej w mydle podoba mi się jego piękny, apetyczny wręcz zapach, który umila każdą czynność mycia rąk. Zapach jest trwały, jest wyczuwalny jeszcze przez jakiś czas też po myciu.
Nie mogę powiedzieć żeby szczególnie nawilżał skórę, ale też jej nie przesusza. Nie podrażnia też skóry rąk. Wydajność średnia, zależy jak często myjemy ręce. Ja myję często, zużyłam w ciągu dziesięciu dni, około 1/4 opakowania.

Cena 29zł nie zawsze zachęca do zakupu. Uważam że jak na mydło, to czysta rozpusta. Jednak, jak to
w reklamie, jesteśmy warte takiej rozpusty. Czasami możemy sprawić sobie taką przyjemność. Na stałe jednak, jest to dość drogi kosmetyk, ale od czasu do czasu w promocji, czemu nie. :)

Minus za dostępność. Występuje w kilku sklepach w Polsce, ale można poszukać też w sklepach internetowych.

Mimo że sceptycznie podchodzę do takiego wydatku, przyznam że zapachy uzależniają. Jeśli znajdę ciekawą ofertę promocyjną, chętnie skuszę się na kolejne mydełka do rąk i nie tylko.
Uwielbiam piękne zapachy i z miłą chęcią pokuszę się też na inne kosmetyki tej firmy.

Co polecacie z firmy Bath&Body Works?

Pozdrawiam i życzę miłego tygodnia. :)
Copyright © 2015 W Blasku Marzeń.
Szablon dostosowany przez: KAROGRAFIA