27 marca 2015

Dynastia, Joan Collins i bolesne przebudzenie. Milani, Żelowe cienie do powiek Bella Cappuccino.


    Bardzo lubię kawę i wszystko co jest z kawa związane Jeśli chodzi o Cappuccino lubię tylko kolor a to dzięki nietolerancji laktozy. Kolor taki jednak może całkiem fantastycznie wyglądać na powiekach o ile jest dobrze dobrany do tonacji skory oraz tęczówek oczu. Żelowe cienie do powiek Milani o smakowitym kolorze Bella Cappuccino to kolejny produkt który otrzymałam na spotkaniu blogerek w Gorzowie od sklepu który sprowadza towar zza oceanu czyli z Ameryki. Na samo wspomnienie o tym wielkim świecie przychodzi mi na myśl ciocia z dziwnym akcentem i prezentami dla bliźnich. Czasami wyobrażenie nas przerasta a rzeczywistość strąca brutalnie na ziemie... Moja radość trwała krotko. I nie tylko o ta piękną filiżankę tu chodzi, którą postanowiłam tu uwiecznić. 




Cienie te otrzymałam w pięknym, przywodzącym na myśl wyobrażenie o luksusie, solidnie wykonanym pudełeczku z tworzywa o złocistym kolorze. Od razu przychodzi na myśl Joan Collins. Jak Ci Amerykanie potrafią tak wszystko pięknie dopracować. Wszystko, co miałam zza tego oceanu zawsze wzbudzało mój ogromny podziw dla precyzji wykonania..  Przy braku wprawy, otwierając to śliczne cacko można połamać sobie paznokcie, ale opakowanie wytrzyma.


Słowa od producenta 

Niezwykle łatwe w aplikacji, łatwo się rozprowadzają i idealnie przylegają do powieki. Po nałożeniu pozostawiają pudrowy film na skórze. Do stosowania zarówno na mokro, jak i na sucho. 


Cienie,  jak przystało na kosmetyk naoczny są bezzapachowe, o konsystencji bardzo drobno zmielonego pudru. Bardzo łatwo się nakładają ale tez potrafią się z lekka osypywać,  niedużo ale jednak



Na pierwszy rzut oka wyglądają na dobrze napigmentowane, ale to tylko zmyla, bo po roztarciu robi się transparentny prześwit. Ma to swoje dobre strony,  kiedy chcemy żeby makijaż oczu był naturalny,  taki no makeup.


Pewnie jesteście ciekawe jak wygląda na powiece i w opcji "na mokro", niestety tego Wam już nie pokażę, bo z każdym nałożeniem cieni na powiekę było tylko gorzej. Nie dość, ze cienie regularnie wysuszały skórę moich powiek aż tworzyły łuszczącą się skorupę, którą mogłam ściągać palcami, to w kontakcie ze łzami pieczenie skory było coraz bardziej dokuczliwe. Dlatego tez, nigdy nie miałam tych cieni na powiekach dłużej niż do wyjścia z domu, gdzie wiatr i łzy przez niego wyiskane tworzyły katastrofę. Tak się zakonczyła przygoda z cieniami i Ameryką, czyli brutalny rzut na glebę rzeczywistości. Hamerykanskych cieni się babie zachciało to ma. :p Dla tych, którzy mnie nie znają muszę przypomnieć, że moja skora jest wyjątkowo wrażliwa w tej okolicy, stąd taka reakcja. U Was może te cienie mogą się sprawić całkiem dobrze.

Jeśli nie macie wrażliwych powiek to cienie można kupić tu - KLIK za jedyne 30zl  :) Znacie te cienie? :) Lubicie je? :)


Pozdrawiam serdecznie :)



0 komentarze:

Prześlij komentarz

Jest mi bardzo miło, że odwiedzasz mój blog. Bedzie mi również miło, jeśli go zaobserwujesz. Pozdrawiam serdecznie i zapraszam! :)

Copyright © 2015 W Blasku Marzeń.
Szablon dostosowany przez: KAROGRAFIA