1 lipca 2015

Czas na czerwcowe porządki. Część I.




       Uzbierało się już trochę smieci, więc przyszedł też czas na ten denkowy post. Zanim się rozjedziecie na wakacje i mnie tu samotną zostawicie (cóż za niewdzięczność :P), zapraszam na szybkie mini opinie. :)

Zanim jednak wyspowiadam się z powyżej zużytych opakowań, opowiem co poszło w pierwszych tygodniach u Ani, bo tam bylam na służbie, znaczy się opiekowałam wnusią.


Maska do ciała - żółty melon, The Secret Soap Store: traktowałam jako balsam do ciała, który był całkiem miły dla skory, ale że to była maska nie dziwmy się, że kosmetyk trochę dłużej się wchłaniał.

Płyn micelarny, Bioderma wersja podróżna: nic dodać, nic ująć, królowa jest tylko jedna. Nie znalazlam lepszego dotychczas płynu  micelarnego w podobnej cenie. Dla mnie ten płyn nie ma zamienników, jedynie marne imitacje. Jestem  mu wierna nie pamiętam od kiedy, ale pewnie od wieków i na wieki. :)


Kremowy, wygładzający peeling do ciała Oil Essence AA Cosmetics: Nie był aż tak bardzo skuteczny, niewiele zdzierał, ale był przyjemny w używaniu jako kremowe  myjadełko.


Szampon regenerujący z olejkiem z orzechów macadamia, Marc Anthony: kolejna miniaturka bo wersji pełnowymiarowej nie spotkałam. Moje wlosy go bardzo polubiły, szampon przyjemnie pachniał, był wydajny, dobrze je nawilżał i odżywiał.

Próbeczki kremów do twarzy - Ilua Lady in Red i Rexaline: Oba były bardzo przyjemne ale najbardziej w pamięć wpisał się krem Ilua. Nie jest tani ale jest wart swojej ceny. Będę dążyć do tego,  żeby go mieć,  bedzie on i tak mój. Próbka kremu do ciała nie pamiętam nazwy marki, ale był bardzo dobry dla mojej skóry.




Próbki kremów Norel całkiem ok, Vichy też, ale najlepiej oprócz Ilua spisał się Clarins. Krem BB, SKIN79 był beznadziejny, wałkował się, rolował, moja skora wyglądała na chorą i zmęczoną. 

Próbki balsamu do ciała The Secret Soap Store były na raz, całkiem przyjemne ale więcej o nich nie pamiętam. :p


Płyn micelarny z płatkami różNuxe jest całkiem dobry i przyjemny, ale z makijażem oka lepiej radził sobie płyn Biodermy.

Ujędrniający płyn micelarny Skin UP™ - Verona był bardzo dobry dla mojej skóry, ale miał tak beznadziejne opakowanie, że część płynu po prostu wyciekła pod korkiem po bokach, przez co zużył się nawet nie w trzy tygodnie. 

Woda z kwiatów róży damasceńskiej, L'Orient: kupiłam kolejne opakowanie, na upały jest jak znalazł, również jako tonik,  także jako kosmetyk do włosów.

Próbki kremów Ilua także kremu na dzień bardzo kuszą, są niesamowite wydajne, można je też stosować pod oczy.


Peeling enzymatyczny do twarzy - Softness Exfoliator, Thalgo: był to jeden z najlepszych peelingów, jakie miałam do tej pory. Był delikatny dla mojej skóry, a jednocześnie bardzo skuteczny. Używanie tego peelingu dawało niezwykłą przyjemność dla zmysłów węchu i dla mojej skóry. Był ze mną prawie rok,  jest mega wydajny, dlatego nie żal mi na niego wydać ani złotówki. 

Peeling Gentle Refiner, Clarins: również jest bardzo przyjemny i niezwykle skuteczny, jednak posiada bardziej ostre drobinki. 

Hydra-Eyezone, Rexaline: miniaturka o pojemności 5ml, którą miałam prawie półtora miesiąca. Krem bardzo dobre nawilża oraz niweluje oznaki zmęczenia, za co go uwielbiam i na pewno kupię pełnowymiarowe opakowanie. 


I znów próbki, o ktorych już wspominałam, tym razem inna już próbka kremu BB SKIN79 bardzo mnie uczuliła. Po posmarowaniu skóry,  tak mnie ona zaczęła tak piec, że jeszcze szybciej ją zmywałam. Nie po drodze mi z azjatyckimi kremami, będę ich raczej unikać, skórę mam tylko jedną. 

Na dzisiaj wystarczy, bo i ja padłam i Was nie chcę zanudzić. Jutro oczekujcie dalszą część mojego denkowego postu. Znacie coś z mojego denka? 

Pozdrawiam serdecznie :)


0 komentarze:

Prześlij komentarz

Jest mi bardzo miło, że odwiedzasz mój blog. Bedzie mi również miło, jeśli go zaobserwujesz. Pozdrawiam serdecznie i zapraszam! :)

Copyright © 2015 W Blasku Marzeń.
Szablon dostosowany przez: KAROGRAFIA