17 października 2015

Jak LashVolution odmieniła moje rzęsy. Przemiana po trzech miesiącach.


    Pewnego pięknego, lipcowgo dnia pan kurier  dostarczył mi małą paczuszkę. W środku małe pudełeczko, a w pudełeczku serum pobudzające wzrost rzęs, LashVolution. Jak znacie mój charakterek, otworzyłam paczkę z entuzjazmem lwicy, która upolowała niezły kąsek i już tego samego wieczora rozpoczęłam testowanie. O paczuszce pisałam tu: KLIK. Serum Testowałam codziennie... no prawie codziennie, bo kiedy byłam bardzo zmęczona, zdarzyło mi  się też zapomnieć. Na szczęście nie było to nagminne, serum stosowałam z przyjemnością, a nakładanie trwało zaledwie  kilka sekund. I tak minęły już trzy miesiące. Dziś przychodzę tu zaprosić Was na post, jak w tym czasie zmieniały się moje rzęsy... Na trzymiesięczną metamorfozę...



W pudełeczku, w którym znajdowało się serum jest też miareczka. Kawałek kartonika, na którym widnieją cieniutkie paseczki zawierające liczby określające długość rzęs. Tak naprawdę, nie miałam nawet czasu, żeby jej używać. Używałam ją głównie do zdjęć, oszczędzałam, żeby nie zniszczyć. Po miesiącu stosowania serum LashVolution przyszedł czas na pierwszy post, pokazanie Wam pierwszych efektów o tu: KLIK. Efekty te były już wtedy dobrze widoczne. Moje wcześniej wyblakłe  rzęsy nabrały wyrazu. Pociemniały i były dłuższe już po miesiącu. Już wtedy z radością spoglądałam w lusterko, a sztuczne rzęsy schowałam głęboko do szuflady.    
                                
Zanim przystąpię do pokazania końcowych efektów, jeszcze raz, w skrócie napomknę o tym małym skarbie, które ma ogromną moc, a zmieści się nawet do małej kieszonki.                             


Bardzo proste i eleganckie opakowanie, ucieszy nawet tak wybredne oko jak moje.


Wewnątrz opakowania mieści się umocowany do nakrętki cieniutki pędzelek, wykonany ze sztucznego włosia identyczny jak ten, który mamy w eyelinerze.  

                                         
Przezroczysty żel dosłownie w kilka sekund, nakładamy końcem pędzelka na wcześniej oczyszczoną skórę powiek, wzdłuż górnej linii rzęs... i cała filozofia. Serum nakładać należy tylko wieczorem, przed snem. Nie nadrabiamy jego nakładania, kiedy zdarzy nam się zapomnieć o jej nałożeniu poprzedniego wieczoru. Nie ma  to najmniejszego sensu, bo serum działa tylko wtedy kiedy śpimy. Ot, taki z niego czarodziej. :) Wystarczą dwa machnięcia jak czarodziejską różdżką. 

Pominę tu jednak opis składu i działania, wspominałam o tym już tu, w pierwszym poście: KLIK. Przypomnę jednak, że jest ona bardzo bezpieczna. Przy moich bardzo wrażliwych oczach nie zauważyłam ani krzty skutków ubocznych, żadnego podrażnienia. Uwierzcie mi, że moje skłonne do łzawienia oczy, nie uroniły w trakcie jej stosowania ani jednej łezki. 


Tak wyglądały moje rzęsy przed kuracją. Nie były one jak widać w kiepskim stanie, choć zdarzało im się wypadać, co widać na zdjęciu. 



Powyżej pokazuję Wam efekty widoczne po miesiącu stosowania. Jak widać na zdjęciu, skóra jest już opalona, ale rzęsy też odrobinę dłuższe, ciemniejsze i już wtedy mocniejsze. Jakby zgęstniały i stały się bardziej elastyczne, także nieznacznie się wywijają.



Tak wyglądały moje rzęsy po miesiącu testowania serum LashVolution.     

A tak wyglądają obecnie, po trzech miesiącach testowania... Spójrzcie na zdjęcie poniżej...




Przed kuracją z lewej, po prawej efekty po trzech miesiącach.


Po trzymiesięcznej kuracji serum LashVolution moje rzęsy może nie osiągnęły oszałamiającej długości, jednak mi taka ich długość wystarczy. Noszę okulary, a one i tak ocierają się o szkła. Poza tym, są one znacznie mocniejsze, nie wypadają mi tak często jak wcześniej, przybrały na elastyczności, aczkolwiek wywijają się bez zalotki. Są bardziej gęste, wydaje się, że jest ich więcej. Moje rzęsy obecnie są bardziej widoczne, pociemniały, co sprawia  że zapominam o ich pomalowaniu, bo wydaje mi się że już to zrobiłam.   

Serum do rzęs LashVolution jeszcze będę używać, dopóki nie zniknie z opakowania, a jest ono ważne przez sześć miesięcy po otwarciu, czyli zostały mi jeszcze trzy miesiące. Myślę, że warto zainwestować te 79,00zł, chociażby po to, żeby wzmocnić te rzęsy. Kupując serum na stronie sklepu internetowego marki, o tu: KLIK do końca października, nie zapłacisz nic za przesyłkę, ponieważ październik to miesiąc darmowej dostawy LashVolution.

Ponadto, serum do rzęs LashVolution pojawiło się również w bazie opinii o lekach i kosmetykach: KLIK. Warto przejść na stronę i poczytać też inne opinie. 

Moja recenzja dobiega końca, wspomnę jeszcze, że jest to produkt, który  szczerze polecam. 
Jak Wam się podobają efekty?  Stosujecie   odżywki do rzęs? :)


Bardzo dziękuję za możliwość przetestowania tej odżywki, nie wpłynęło to jednak na moją opinię. 

 .


Pozdrawiam wszystkich serdecznie i życzę miłego weekendu! :)
                     


0 komentarze:

Prześlij komentarz

Jest mi bardzo miło, że odwiedzasz mój blog. Bedzie mi również miło, jeśli go zaobserwujesz. Pozdrawiam serdecznie i zapraszam! :)

Copyright © 2015 W Blasku Marzeń.
Szablon dostosowany przez: KAROGRAFIA