22 grudnia 2015

Zatrzymaj się na chwilę...


      Święta już za progiem, jedni są bardziej do nich przygotowani, drudzy mniej. Niektórzy z różnych powodów zaczynają przygotowania, inni dopinają je na ostatni guzik. Pojutrze jest wigilia, będziemy podobno świętować urodziny Zbawiciela. Niestety, patrząc na to wszystko z boku magia świąt poszła w siną dal, a ludzie zachowują się jakby chcieli kogoś ukarać, za to że im jest ciężko. Sorry, mi lekko też nie jest a się uśmiecham. Niestety, mój uśmiech często odbierany jest inaczej.



 
 
Wczoraj poszłam zrobić zdjęcie do dowodu. Przygotowywałam się na to pół dnia, w końcu to zdjęcie ma tkwić na moim dowodzie osobistym kolejne dziesięć lat. Zależy mi na tym, żeby się nie wstydzić. Mówię o tym pani fotografce. Niestety wyśmiała mnie, " bo przecież kto będzie na to patrzył!" Próbowałam się lekko uśmiechnąć, warknęła że do dowodu nie wolno. Ok. Zrobiłam pogodny wyraz twarzy. Naklikała kilka zdjęć, marudziła że grzywka za długa, ułożyła mi ją palcami dosłownie jak to mawiał mój eks mąż "w pizdeczkę". No dobra, poszłam do szefa zapłacić. Zapytałam o swoje zdjęcie, czy może mi pokazać. Pokazał, na prośbę poprawił o co prosiłam, tak żeby nie kolidowało z wymaganiami dotyczącymi zdjęć tego dokumentu. Dziś idę po zdjęcia, akurat trafiłam na tą samą panią. Wlazła w to moje zdjęcie i "poprawiła" po swojemu. Nie dość, że jest głupio to żeby było ciekawie, jest asymetrycznie.
Jeśli pani chciała tak bardzo uwidocznić moje zmarszczki, mogła to chociaż zrobić równomiernie, a nie z jednej strony mniej, z drugiej więcej. Starzeję się po obu stronach równo. :P Paniom  z Głogowa nie polecam zakładu Pana Kieruńczyka, przy Jedności Robotniczej, ta pani złośliwie na bank je Wam sp*doli. Miałam nie kląć, ale poniosło mnie, przepraszam. :)
 
 
Drugi przykład: jestem na poczcie. Bieganina, ruch jak na dworcu, czy jak przed salą operacyjną kiedy potrzeba krwi do transfuzji. Stanęłam w kolejce, a żeby szybciej zleciało zajęłam się swoim telefonem. Czuję, jakby ktoś chciał mnie przewrócić. Pani z pudełkami przeciska się przez kolejkę bez słowa "przepraszam" omal nie włażąc na moje biedne plecy. No cóż, nie każdy ma je imponujące. Gdyby powiedziała to głupie "przepraszam" grzecznie bym się odsunęła, ale nie... Niech damulka sobie nie myśli, niech wie, że jest na poczcie i kto tu rządzi...  
 
Przy okienku obok, chłopak prosił o sprawdzenie czy nie  ma dla niego przesyłki. Nie miał awiza, nie wnikam w to, nie snuję domysłów ale grzecznie prosił o sprawdzenie. Wsiadły na niego dwie wrzeszcząc na cały obiekt, że nie będą dla niego sprawdzać. Kolejka nie była jakaś straszna, czekały może cztery osoby. Co by im się stało, ale musiały nawrzeszczeć, bo "im zawraca głowę". Oto poczta główna przy ulicy 1 Maja w Głogowie. Czyżby skutki zbliżającej się pełni księżyca? Zaczynam się bać! Ludzie! Ja pracowałam ponad 20 lat, także w same święta! Musiałabym za to za karę rozharatać ludziom tyłki łącznie z żyłami. Bo też miałam w domu rodzinę i dwie małe, szalone dziewczynki łącznie z kotem. Zawsze, jak pamiętam miałam kota.
 
 Wszystkie te przedmioty, także moją filiżankę jak też wiele fajnych, niespotykanych rzeczy można kupić na stronie https://www.bellodecor.com.pl/
 
Trzeci przykład: u lekarza w kolejce. Poszłam z zamiarem poprawienia mojego zlecenia. Jednej drobnej poprawki. Proszę pacjentów, żeby pozwolili mi wejść z kimś żeby nie czekać. W końcu to miała być tylko drobna poprawka. Nie, pewna pani z czarnym mopem konsystencji siana musiała nawrzeszczeć na mnie i wyperswadować, że obowiązuje kolejka. Ok, podziękowałam jej za info, w końcu jakbym mogła inaczej się dowiedzieć, że obowiązuje kolejka... Usiadłam grzecznie, na szczęście pani która wchodziła wcześniej, pozwoliła mi wejść ze sobą. Niestety, nie dało się dopisać że pilne, muszę czekać prawie pół roku na rezonans, a komisja w kwietniu. Ale nie, po co kobiecie cokolwiek ułatwiać. Niech się uczy cierpliwości. Może nie doczeka wieku emerytalnego i ulży ZUSowi. Po moim wyjściu mop nadal się nakręcał, ale wyszłam z uśmiechem składając świąteczne życzenia.
 
 
Też mi lekko nie jest. Nie wychodzę do pracy, ale pracuję w domu, często siedząc po nocach, niszcząc wzrok oraz kręgosłup. Nawet na kota nie wrzasnę, bo mam taką "wadę", a może i zaletę jak niektórzy twierdzą. Wychodzę po zakupy, wracam z jedną niewielką torbą, chyba że przedobrzę ale nie wolno mi dźwigać. Nie wolno mi też wszystkiego jeść. Ze świąt pewnie zostanie mi opłatek i szarlotka, bo inaczej zamiast iść na pasterkę mam gwarantowany nocleg w łazience. Tym razem moja tarczyca zaszalała w drugą stronę, ale przy tak sporej niedoczynności spadło mi cztery kilogramy. Mogłabym tak się żalić na całą litanię, ale po co?
 
Zrobiłam sobie kawę, właśnie teraz bo zaraz ruszam do roboty, bo jutro wyjeżdżam do Ani. Tam też trzeba coś zabrać. :) Takie przygotowania sprawiają, że czuję te nadchodzące święta, te drobiazgi sprawiają radość. Radość też sprawia obdarowywanie bliskich, choćby symbolicznie ale tak, żeby obdarowywany odczuł, że się o nim myśli, że nie jest zbywany.
 
 
Pamiętajcie, że naprawdę nieistotna jest znaleziona na obrusie plamka, nawet w ostatniej chwili. Za kilka lat nie będziemy o tym pamiętać, że pierogi się pozlepiało, czy upiekł się zakalec albo przypalił karp. Święta i nastrój tworzymy my, ludzie nie drobiazgi. Nie zapomnijcie, wierzący czy nie, że święta są od tego żebyśmy się do siebie zbliżyli, nie prawili złośliwości... Za kilka lat te drobne gafy będziemy wspominać z sentymentem.
 
 
Zabieram się do roboty, a Wam życzę zdrowych, pogodnych, pełnych radości i miłości Świąt i dużo wymarzonych prezentów. :)
 
 Nie zabieram ze sobą laptopa, ale w wolnej chwili znajdziecie mnie na Instagramie. :)
 
Wesołych Świąt! :)
 
 

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Jest mi bardzo miło, że odwiedzasz mój blog. Bedzie mi również miło, jeśli go zaobserwujesz. Pozdrawiam serdecznie i zapraszam! :)

Copyright © 2015 W Blasku Marzeń.
Szablon dostosowany przez: KAROGRAFIA