2 stycznia 2016

Polubione na zawsze...


    Chociaż często wspominam o swoich ulubieńcach, rzadko pokazuję ulubieńców niekosmetycznych. Od dziś postanowiłam to zmienić. Są tu nie tylko ulubione rzeczy z ostatniego roku, niektórym jestem wierna od wielu lat. Zapraszam :)

Jak widać, tłem jest ogromna chusta czy szal (wszystko zależy od sposobu noszenia) nabyty w Zara, którą niedawno znalazłam pod choinką. Jest bardzo miła w dotyku i ciepła, noszę ją jako komin, zamiast czapki, która po prostu mi się znudziła. Ta chusta jest niezłym afrodyzjakiem ;) Muszę uważać, zanim trafię na swojego "księcia". ;))) Tą chustę kochają też moje koty, jedna zdążyła zaciągnąć w niej nitkę. Czyżby była zazdrosna? ;)
Kalendarz, dodatek do Twojego Stylu zawsze jest w mojej torebce od kiedy tylko jest dostępny. Miałam ich mnóstwo, one są coraz ładniejsze i ciężko wybrać bo zawsze jest kilka opcji do wyboru.
Różowe,skórzane rękawiczki Wittchen są ze mną od siedmiu lat. Kupione w promocji są zawsze w mojej torebce, albo na dłoniach. Pilnuję je jak oka w głowie, są miękkie i ciepłe, niesamowicie wygodne. Marzą mi się też rękawiczki skórzane jeszcze w innych kolorach. Przymierzałam inne tej marki znalezione w Lidlu, ale to już nie to samo, nie kupiłabym tamtych. Te są doskonałej jakości i będę im wierna tak długo jak długo da się je nosić.
Roses de Chloe oraz Love Story Chloe, także klasyczna odmiana Chloe to moje najbardziej ulubione zapachy. Już kilka razy ponowiłam zakup, mimo że kuszą mnie też zapachy innych marek. Co zauważyłam, to nasz rodzinny zapach, moje córki też uwielbiają.
Joues Contraste 170 Rose Glacier Chanel, nie pierwszy i nie ostatni to róż, choć ten egzemplarz trafił wygrany rok temu w konkursie. Poprzednia zwyciężczyni się nie zgłosiła, bo on po prostu miał być MÓJ. Kolor też jest mojowy.  Używam go ponad rok i końca nie widać, co mnie bardzo cieszy, nie zmienia też swoich właściwości, cudownie pachnie <3
Pomadki Sisley: wszystkie pomadki tej marki są cudowne, ich nakładanie to sama przyjemność. Mając takie pomadki chciałoby się co chwilę malować usta, ale nie trzeba bo są mega trwałe. Ich dodatkowym plusem jest to, że dbają o moje usta. Uwielbiam też pomadki Guerlain'a,  YSL ale pomadki Sisley'a są takie magiczne, uzależniające.
Kremy do rąk L'Occitane również uzależniają. Dotychczas pokochałam te o zapachu różanym oraz limitkę - Pierre Hermé Hugs & Kisses Jasmin, ale ciekawią mnie też kremy do rąk tej marki o innych aromatach. W domu mogę mieć całą szufladę kremów do rąk innych marek, ale tego nie może mi zabraknąć. To jest taki must have od pierwszego posmarowania. Dla mnie są po prostu najlepsze. :)
Tak samo, moim odkryciem jest balsam do ust L'Occitane, który dodatkowo nadaje piękny choć subtelny połysk, oraz paletka cieni Sisley, których jeszcze nie opisywałam. Bardzo lubię je nakładać, ich aplikacja jest bardzo prosta, choć opakowanie jest ciągle w pyłku tych cieni.

Pod koniec minionego roku poznałam Żel myjący do twarzy, Biolaven, z którym już nie mogłam się rozstać i parę dni temu nabyłam kolejny. Jest bardzo delikatny dla mojej skóry, dobrze oczyszcza skórę i cudownie pachnie. :)
Moim odkryciem jest też krem do twarzy Biofusion Repair 3C Cream, Yonelle, o którym dopiero napiszę. Jest też krem Power Cream + 100% Vit C AA2G, Clarena, który miałam przyjemność niedawno testować. Ulubionych kremów jest więcej i trudno wybrać jeden, ale te dwa są po prostu niesamowite i nasze, polskie.  
Nie potrafię też się obyć bez Twojego Stylu, Elle, czekolady i róż... Oraz wielu innych rzeczy, o których napiszę już przy innej okazji. Jestem ciekawa też Waszych ulubieńców. :)  

Jak Wam się udał Sylwester? Jak zniosły "strzelaninę" Wasze zwierzęta? Moje kotełki najgorszy dla nich okres przespały, wcześniej były trochę pobudzone ale dzielnie zniosły całą tą noc. Ja nigdzie nie szłam, zostałam w domu, a na drugi dzień moje oczy miały niespodziankę w postaci widoku za oknem. Zobaczyłam zaśnieżoną ulicę. Niestety, nie było to trwały widok, po południu po śniegu już nie było ani śladu.

 Nowy Rok u mnie nie może się rozpocząć bez Koncertu Noworocznego w Wiedniu, którego również obowiązkowo słucham od lat. To takie kolejne moje uzależnienie. Przy tej okazji "poczęstuję" Was Marszem Radetzky'ego, skomponowanego przez Johann'a Straussa wykonanego w nieco innej, ciekawej wersji. Moje kicie uwielbiają tego słuchać, ja tak samo. :)
Tym optymistycznym akcentem życzę Wam Szczęśliwego Nowego Roku! :) 

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Jest mi bardzo miło, że odwiedzasz mój blog. Bedzie mi również miło, jeśli go zaobserwujesz. Pozdrawiam serdecznie i zapraszam! :)

Copyright © 2015 W Blasku Marzeń.
Szablon dostosowany przez: KAROGRAFIA