1 kwietnia 2016

Jak poprawić sobie nastrój, węch na urlopie.


       Kiedy wracasz do domu człowieku, kiedy życie daje Ci w kość, naraził się jakiś idiota, czy napatoczyłaś się na swojego byłego, albo jego przyszłą "byłą", albo tą tępą dzidę spod numeru X, zaczynasz marzyć o świętym spokoju, choć Ty święta wcale nie jesteś. To, co Ci może poprawić nastrój to filiżanka aromatycznej kawy (przepraszam bardzo, ale ja właśnie wolę pić kawę z filiżanki), fajna książka, czy ulubione kobiece pismo, albo dobra komedia i hulaj dusza, zapominasz o wszystkim. Żeby sobie jeszcze bardziej poprawić nastrój odpalasz zapachową świecę, musi mieć tylko odpowiedni zapach, bo inaczej nici z nastroju...

Wzięłam więc sobie tą świecę, którą mi przysłano z niedoszłego spotkania blogerek, co to miało być, jakiś Floral Shop ze sklepu Polskie Świece, który miał przypominać zapachem kwiaciarnię. Otworzyłam słoik i co? na sucho, wielkie rozczarowanie. Żadnej tam kwiaciarni, ale zwykły odświeżacz powietrza... Przyznam, że na początku miałam zamiar zrobić ze świeczki przechodni prezent, ale babska chytrość połakomiła się na mały, uroczy słoiczek. 

W końcu taki słoiczek na coś przydać się może, a wosk miałam przerobić na kulki i dać kotom do zabawy. Niech się odczepią gadziny od moich klamerek, czy tego, co akurat leży na moim stole. Odpaliłam, zapałkę wywaliłam... z czasem zrobiła się ona zbyt krótka... 


Po odpaleniu zapach tym bardziej nie przypominał mi kwiaciarnianych kwiatów. Choć palę ją któryś kolejny dzień, nadal nie wiem co to jest, ale na pewno nie kwiaciarniane kwiaty. Ani to róże, ani to frezje, ani lilie, ani nawet jaśmin nie jest. Może to jakieś egzotyczne rośliny, których mój zmysł węchu nie zna, a może jakieś kadzidło...
Tak, dokładnie czuję tu kadzidło i coś jeszcze, jakby ktoś odprawiał jakieś czary mary. Choć nadal nie wiem, co to może być... Ale zapach ciekawy jest, wciąga i intryguje. Myślę, że ktoś kto tworzył ten zapach myślami był gdzie indziej, miał węch na urlopie i wymieszał nie te olejki. Ale to nic, takie wynalazki są fajne, czasami potrafią zaintrygować. 


Świeczkę palę już chyba trzeci dzień, i wiecie, nawet nie robi się ten no, tunelik. Wszystko się wypala równomiernie. Właściwie już się wypaliło, bo przy pojemności około 2cm od dna słoika knot zaczął pływać i żadna siła nie chciała sprawić, żeby stanął w miejscu. Nie było więc wyjścia, szkoda było wylewać tych resztek, szkoda było nawet przerabiać je na kulki dla kotów, zrobiłam z nich woski i pali się nadal. Coś w tym jest, jakaś siła, jakieś czary mary, ten zapach po prostu ma moc. Koty nawet mniej szaleją i nie czepiają się moich firanek. 


Im bliżej świeca sięgała dna, tym trudniej było ją zapalić, zapałki zrobiły się zbyt krótkie, trzeba było kombinować nożycami, czymkolwiek i wyciągać resztę spalonej zapałki, stąd to lekkie zamieszanie w słoiku. 

Świecę o tym dziwnym, ale intrygującym zapachu możecie kupić TUZnajdziecie ją w różnych postaciach, tak jak czarownicę. ;) Z dna pudełka wygrzebałam jeszcze kod, dzięki któremu możecie je kupić nieco taniej. Macie jeszcze czas, ale nie ociągajcie się, czas w miejscu nie stoi. ;)


Udało się Wam dziś kogoś nabrać? 

Miłego weekendu! :)


0 komentarze:

Prześlij komentarz

Jest mi bardzo miło, że odwiedzasz mój blog. Bedzie mi również miło, jeśli go zaobserwujesz. Pozdrawiam serdecznie i zapraszam! :)

Copyright © 2015 W Blasku Marzeń.
Szablon dostosowany przez: KAROGRAFIA