20 maja 2016

Irresisstible Glam Lavera. Świetliste cienie do powiek.


     Ostatnio rzadko nakładałam cienie do powiek, chyba że kremowe. Moja skóra na powiekach musiała przechodzić jakiś kryzys, ponieważ każdy sypki kosmetyk powodował powstawanie na nich skorupy, czy podrażnienie. Rozświetlające cienie do powiek, które otrzymałam ze spotkania blogerek w Poznaniu tak samo wywołały podrażnienie, dlatego tak długo o nich nie pisałam. Niedawno jednak znów próbowałam zaryzykować, tylko dlatego że należą do kosmetyków naturalnych choć i to gwarancji nie daje. Ale nakładam. Jeśli chcecie wiedzieć jakie są moje pierwsze wrażenia, zapraszam. :)

"Lavera to jeden z najbardziej interesujących producentów kosmetyków naturalnych znany z tego, że oferuje rozwiązania charakteryzujące się nie tylko znakomitym składem, ale też wyjątkowo skutecznym działaniem. Opis ten zgadza się w stu procentach wówczas, gdy poddajemy analizie zestaw naturalnych cieni do powiek QUATTRO to znakomite połączenie kolorystyce sprawia bowiem, że mamy do czynienia z kosmetykiem, który jest wybierany przez kobiety w każdym wieku nawet, jeśli problemy skórne skłaniają je do wyjątkowej ostrożności podczas wybierania kosmetyków.

Dzięki oryginalnej formule produktu, cienie do powiek mogą być stosowane na wiele sposobów. Ich użytkowniczki mogą zdecydować się na naturalne muśnięcie, równie efektownie prezentuje się jednak także intensywny kolor. Cienie posiadają w swoim składzie jedynie naturalne pigmenty odbijające światło, walory kolorystyczne kosmetyku są więc widoczne bez względu na rodzaj oświetlenia.

Mocną stroną cieni do powiek jest również ich skład przyjazny nie tylko alergiczkom, ale również wegetariankom i wegankom z roślinnym olejem glicerynowym, krzemem mineralnym, olejem z jojoby i posiadającym znakomite właściwości olejem arganowym."

Dokładnego opisu tego właśnie pudełeczka nie znalazłam na stronie polskiej, jeśli Was bardzo ciekawi skład, czy dokładny opis, możecie go znaleźć TU.



Nie mogę na dzień dzisiejszy napisać na temat tych cieni dużo, bo tak naprawdę nie wiem, co się stanie z opakowaniem po dłuższym okresie używania, nie jestem pewna czy napisy z logo oraz nazwą się nie zetrą. Okrągłe pudełeczko, otwiera się na zatrzask, wydaje się być solidny, ale czy wytrzyma na dłuższą metę? Też nie jestem tego pewna. 


Jak na razie, plastikowe pudełeczko otwiera się bez problemu, i bez problemu zamyka. Mam nadzieję, że tak zostanie do końca. Opakowanie nie zawiera pędzelka, ale nie ma to dla mnie istotnego znaczenia. 


Mój aparat niestety nie chciał do końca oddać wszystkich kolorów. Ten śliwkowy brąz (1) po prawej stronie jest bardziej głębszy i cieplejszy, kompletnie nie moja bajka, ale kolor jest piękny i można nim robić kreskę, czy nałożyć odrobinę na zewnętrzną stronę oka. Pozostałe odcienie są bardzo zbliżone, ale na powiece wyglądają nieco inaczej. Śliwkowy brąz (1)  i beż na górze (2) dają nieco subtelniejszy efekt niż w opakowaniu. Oba zawierają mikro drobinki, które może nie dają takiego diskopolowego odblasku, ale przy świetle dają subtelny efekt świetlistości. Jasny kremowy beż (4), który w rzeczywistości jest koloru chłodnego złota jest kremowej konsystencji i nakładam go palcami na górę powieki, także w okolicę kącików oczu dla rozświetlenia. Beż na dole (3) - mimo że wygląda tu świetliście, to na powiece jest bardziej matowy i ciepły. Pudrowe cienie są drobno mielone, można powiedzieć, że są mocno miałkie, przez co bardzo dobrze dają się nakładać palcami, co nawet wolę. Brak pędzelka w tym opakowaniu po prostu nie jest odczuwalny. 




Wybaczcie, ale nie kładłam na powieki tych ciemniejszych brązów, nie czuję się w takich kolorach dobrze. Musi wystarczyć wam słocz na dłoni. Na powiekach mam tylko odcienie 2 i 4. Średni brąz z kwiatka jest położony bliżej linii rzęs i w zewnętrznych kącikach oka. Kreska nad linią rzęs jest położona szarą kredką serii Provoke, dr Irena Eris. 


Na powiekach nie ma bazy, mimo to cienie trzymają się dobre kilka godzin, bez osypywania, przy czym równomiernie schodzą tracąc nieco blask, no i z czasem lekko blakną. Niestety, nie mogę powiedzieć, żeby były wodoodporne, nie są też odporne na łzy. W tej chwili mnie akurat nie podrażniają, jeśli cokolwiek się dzieje, to z powodu nadwrażliwości mojej skóry. Polecam. 

Cienie te możecie kupić w sklepach z ekologicznymi kosmetykami w cenie około 50zł.

Bardzo dziękuję za możliwość przetestowania tych cieni. :)

.

Miłego weekendu :)

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Jest mi bardzo miło, że odwiedzasz mój blog. Bedzie mi również miło, jeśli go zaobserwujesz. Pozdrawiam serdecznie i zapraszam! :)

Copyright © 2015 W Blasku Marzeń.
Szablon dostosowany przez: KAROGRAFIA