27 czerwca 2016

Wspomnienia z czerwcowego denka.


     Mija już czerwiec, najpiękniejszy obok maja wiosenny miesiąc. Jak miesiąc był skromny, tak i moje zużycia również nie były obfite, niektóre sięgały kilka miesięcy, a nawet rok wstecz. Niektóre kosmetyki są tak wydajne, że zużywa się je bardzo długo. Fajnie, jeśli kosmetyk jest udany. Gorzej jest, jeśli nie wiadomo co z takiim zrobić. Na szczęście tym razem nie było tak źle. Zapraszam. 

PIELĘGNACJA TWARZY

Odżywczy dotleniający balsam, kuracja SOS Hydragenist, Lierac: miniaturkę 20ml, wygrałam w konkursie Lierac jeszcze w marcu. Miniaturka była na tyle wydajna, że zużywałam ją ponad miesiąc stosując przynajmniej raz dziennie, a najczęściej ten balsam zużywałam po wieczornym demakijażu. Bardzo lubię kremy Lierac, ale ten należy do wybitnych moich ulubieńców. Świetnie się wchłaniał pozostawiając taką ochronną warstwę, dzięki której czułam że moje skóra nie potrzebuje dodatkowego wsparcia. Moja skóra jest bardzo kapryśna, a ten balsam doskonale z nią współpracował. Piękny zapach, idealne nawilżenie, delikatne działanie na wrażliwą skórę przekonały mnie do ustawienia go na mojej wishliście. Recenzja będzie dopiero, po zakupie pełnowymiarowego opakowania. 

Progressive Nanomask, Yonelle: ta pięknie pachnąca nanomaska stawiała moją skórę do pionu, kiedy życie dawało jej w kość, dając jej wszystko wszystko co najlepsze. Wygładza, ujędrnia, odżywia, nawilża... Dość treściwa konsystencja nie zawsze wchłaniała się od razu, ale pozwoliła mi na zastąpienie kremu na noc, także była ratunkiem mojej skóry przed ważnym wyjściem. Moja skóra otrzymywała od tej maski idealne, długotrwałe wsparcie. Niewielka 20ml pojemność wystarczyła mi na kilka miesięcy wsparcia dla mojej skóry. Oczywiście znów po nią sięgnę. Recenzja.

Hydrolat z Chabru Organicznego, Florihana: działa niesamowicie jako tonik, mgiełka na odświeżenie skóry czy maska na zmęczone oczy. Rewelacyjnie nawilża, odświeża skórę oraz łagodzi wszelkie podrażnienia. Recenzja.

Olejek eteryczny ze słodkiej pomarańczy, Florihana: przez przypadek trafił do pielęgnacji twarzy, ale stosowałam go do ciała. Dodawałam kilka kropel do kąpieli, spryskiwałam poduszkę przed snem, dodawałam do balsamu do ciała czy maski do włosów. Buteleczki nie wyrzucam, ulatniający się z niej zapach nadal pozwala mi się zrelaksować. Nie wiem jak pachnie świeżo zerwana z drzewa pomarańcza, ale zapach przypomina mi czasy, kiedy byłam dzieckiem. Wtedy przywożone przed świętami pomarańcze miały właśnie taki zapach i czuło się prawdziwe święta. Olejek ten opisywałam TU.


Pasta do zębów BlanX Med: mam pewną zasadę. Na skórę i zęby nie żałuję sobie. Na zęby tym bardziej, że mam jeden komplet (jak to mój były mąż powiadał "klawiaturę")  i nie odrastają mi one jak włosy, dlatego poświęcam im maksymalnie jak najwięcej. Pasta ta może nie wybiela od razu o siedem tonów, może nawet nie o pięć tonów, ale po moich wypitych hektolitrach kawy, herbaty, po tonach czekolady czy kontenerze malin i jagód pragnę by moje zęby jako tako wyglądały, i po tej paście jako tako wyglądają bez ryzyka, że sobie zedrę szkliwo, dlatego bez żadnego ale zawsze do niej wracam. 

PIELĘGNACJA CIAŁA


PIELĘGNACJA DŁONI I PAZNOKCI

Krem do rąk i paznokci, Regital: krem ten wspominałam w denku majowym, ale to, co zostało jeszcze w tubce pozwoliło mi spokojnie na korzystanie przez dłuższy okres czerwca. Piękny design, miły zapach, przyjemna konsystencja pozwalały na przyjemność z jego stosowania. Krem ten działał łagodząco na moje dłonie, nawilżał je i odżywiał, ale po każdym ich myciu musiałam ponawiać smarowanie, inaczej były suche jak wiór.  Mimo niezbyt długiego działania polubiłam ten krem, jako działający doraźnie może być, ale na dłuższą metę wolę inne. Recenzja

Regenerująca maska odżywcza z jagody Goji, Vis Plantis: mam tą maskę już tak długo, że nie pamiętam, na którym spotkaniu blogerek ją otrzymałam. Otrzymałam ją wraz z rękawiczkami, ale że jestem bardzo niecierpliwa, to stosowałam ją jako krem do rąk. Delikatny zapach, lekka aksamitna konsystencja tej maski uprzyjemniały jej stosowanie nie tylko na dłonie, ale i na stopy. Przyznam, że bardziej odczuwałam działanie tej maski na stopach, które odzyskiwały miękkość i gładkość skóry, niż na dłoniach. Nie mogę powiedzieć, że maska na dłoniach nie działa, stosowałam ją w końcu jako krem i dłonie po jej użyciu były nawilżone, wygładzone, ale do czasu ponownego umycia. Może, gdybym trzymała ją tak jak była przeznaczona jej działanie byłoby lepsze, jednak i tak nie było źle. Maska jest mega wydajna, a jej koszt około 18zł to przy tak długim okresie stosowania jest naprawdę korzystny. Myślę, że jeszcze się spotkam z tą maską. Recenzja.


Nawilżający zmywacz do paznokci, Sally Hansen: do tej pory najlepszy zmywacz do paznokci jaki miałam. Moje paznokcie po tym zmywaczu nie są zmasakrowane jak po innych zmywaczach i szybciej do siebie dochodzą. Nie należy on może do najtańszych, ale za to jest bardzo wydajny i delikatny dla moich łamliwych paznokci. Zawsze do niego wracam, mam kolejny. Recenzja.

Formuła III Protection Plus Nail Tek: bardzo żałuję, że nie trafiłam na nią wcześniej. Przez jakiś czas stosowałam odżywkę Herome, ale do tej powróciłam z podkulonym ogonem po raz kolejny przekonując się, że formaldehyd mimo wszelkich ochów i achów na dłuższą metę nie jest dla mnie. Po odżywce Nail Tek moje paznokcie wyglądają super, o ile nie katuję je zbytnio porządkami domowymi. No cóż, ma się te szlachetne łapki. ;) Recenzja.

PIELĘGNACJA WŁOSÓW


Sun Protect Hair Protection Oil Schwarzkopf BC: ochronny olejek do włosów wygrany w konkursie u Ewy, który chroni przed szkodliwymi promieniami UV.  Żeby olejek nie obciążał moich włosów musiałam go używać w minimalnych ilościach, dzięki czemu cieszyłam się nim prawie rok. Trudno powiedzieć, w jakim stopniu olejek chronił, ale piękny zapach i połysk jaki on daje wystarczył żeby wzbudzić mój zachwyt. Skończył się, chętnie wrócę, ale chętnie potestuję też inne olejki. Recenzja

Kuracja w ampułkach do włosów zniszczonych z wyciągiem z bursztynu, Jantar: przyleciała do mnie w Happy Box od Farmony. Jedna ampułka była na tyle wydajna, że stosowałam ją spokojnie na dwa razy, co kilka dni na skórę głowy. Ze względu na obecność alkoholu w składzie darowałam sobie na całość włosów, ale i tak jestem zadowolona jej działaniem, liczba włosów na szczotce uległa znacznemu zmniejszeniu. Nie wiem, czy to bardziej zasługa ampułek, czy może czego innego, ale wierzę w jej działanie. Ziołowy zapach przypominał mi dawne płukanki, nawet przywracał miłe wspomnienia. Recenzja.

Silk Therapy Original Biosilk: bardzo przyjemna odżywka, jednak musiałam bardzo uważać, żeby nie przetrzymać, nie przedobrzyć z nakładaną ilością, inaczej byłby oklap. Po odżywce nie miałam problemu z rozczesaniem włosów, czy z ich ułożeniem. Były bardzo dobrze nawilżone, wygładzone i dobrze się rozczesywały. O tej odżywce, jak o całej serii przeczytacie TU

Macadamia Oil+Collagen Bioelixire: serum do włosów w formie olejku stosowałam na końcówki włosów, dodawałam do maski czy do farby do włosów. Olejek sprawił się bardzo dobrze: nawilżał. odżywiał moje włosy, wygładzał je i zabezpieczał końcówki. Różnice bezpośrednio po farbowaniu włosów ze stosowaniem tego olejku, a bez niego są spektakularne. Chętnie będę wracać. Pisałam o nim TU.

PRÓBKI


Po kilku użyciach zawartości próbek trudno mi cokolwiek napisać, tym bardziej że szybko o nich zapominam. W każdym razie serum Advanced Genifique Lancome sprawił mój uśmiech na twarzy po kilkakrotnym zastosowaniu. Przypomniałam sobie pełnowymiarowe opakowanie, które wygrałam w którymś kobiecym miesięczniku. To było dawno, ale zdenkowane opakowanie gdzieś tam leży i przypomina mi jego cudowne działanie. 

Podkład rozświetlający Provoke: nie pamiętam numeru podkładu, aż jestem na siebie zła, bo próbka wprawiła mnie w zachwyt i zapisała się na moje must have. Bardzo lubię tego typu podkłady, moja buzia wyglądała w nim na wypoczętą, zrelaksowaną, no i odcień był dobrze dobrany, Skąd ja miałam tą próbkę, nie pamiętam. Ale muszę mieć ten podkład. 

Podkład Teint Ideal Vichy: mimo, że lubię tą markę to podkłady niekoniecznie są najlepsze dla mojej cery, może ze względu na małą ilość odcieni. W tym odcieniu nie czułam się najlepiej, był dla mnie zbyt chłodny. 


Szampony Sylveco miałam na max dwa użycia, niewiele pamiętam, może wypróbuję całe opakowanie, trudno powiedzieć. Balsam do włosów Montibello nie sprawił okrzyków zachwytu, okazał się całkiem przeciętny, za to miło wspominam odżywkę bez spłukiwania Rose&Apricot hair milk, John Masters Organics, być może dzięki zapachowi, ale działanie też miło wspominam. 


Bardzo miło wspominam próbki kremu do rąk Arual, być może skuszę się na więcej. Mydło w płynie Yope było fantastyczne, nie wysuszało mojej skóry dłoni jak inne, ale nie przepadam za kuchennymi zapachami w kosmetykach. Chętnie się skuszę, ale na jakiś świeży, kwiatowy zapach. 


W szczególną pamięć zapadła mi próbka peelingu Hand Therapy Rituals, którą otrzymałam kiedyś w prezencie, a który wpisałam na swój must have. Działanie tego peelingu było tak niesamowite, że nie musiałam po nim używać kremu do rąk. Dłonie były po nim niesamowicie gładkie i nawilżone. 


Próbka zapachu Rose Oud Secret's D'essences Yves Rocher nie wywołała żadnego zachwytu, nawet nie zdążyłam go dobrze poczuć jak wywietrzał. 

I to tyle na dzisiaj. Czy coś Was szczególnie zaciekawiło z mojego denka?

Miłego tygodnia! :)

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Jest mi bardzo miło, że odwiedzasz mój blog. Bedzie mi również miło, jeśli go zaobserwujesz. Pozdrawiam serdecznie i zapraszam! :)

Copyright © 2015 W Blasku Marzeń.
Szablon dostosowany przez: KAROGRAFIA