5 stycznia 2017

Makijażowe hity 2016.


     Robiąc podsumowanie kosmetyczne za ostatni rok, nie mogłam zaimponować wielkimi zapasami. Z tego też względu  nietrudno też było wybrać mi moich ulubieńców. Myślę jednak, że jak na niezbyt obfity w urodzaj, nie był to zły rok. Nie mogę też powiedzieć że odczułam jakieś braki w kosmetykach. Jeśli Was ciekawi, co w ubiegłym roku najbardziej przypadło mi do gustu,  zapraszam do dalszej  części. 



Zaczynając od podkładu, najbardziej utkwił mi w pamięci podkład True Radiance Clarins SPF15. Jako posiadaczka suchej cery, nie przepadam za podkładami matującymi, moim celem jest bardziej jej nawilżanie i rozświetlanie. Ten podkład idealnie się w tym sprawdzał, nie kłócąc się przy okazji z innymi kosmetykami do pielęgnacji czy makijażu. 


Odcień podkładu - 108 Sand idealnie dopasowuje się do odcienia mojej skóry. Podkład nie ciemniał na twarzy i trzymał się bez zarzutów cały dzień. Nie zapychał i nie podrażniał mojej wrażliwej skóry. Podkład zaskakuje swoją wydajnością oraz delikatnym, przyjemnym zapachem.


Kolejnym hitem do tuningowania twarzy jest Fresh Glow B.B. Cream Burberry. Może nie krył tak mocno niedoskonałości jak podkład Clarins'a, ale cera pod nim wyglądała jak świeża i wypoczęta. 


Legendarny rozświetlacz Touche Eclat 02 YSL, również jest idealnie dopasowany do mojej skóry. Ukrywam pod nim wszystkie zagłębienia w mojej skórze twarzy oraz ślady zmęczenia skóry pod oczami. Nie uwidacznia on suchych skórek ani zmarszczek. Jest także bardzo wydajny. 


Swoim efektem na rzęsach zachwyciła mnie mascara False Lash Wings Sculpt Loreal. Do tej pory byłam fanką mascar z najwyższych półek, ale temu też nic nie brakuje. Te rzęsy, ten efekt, nie mogłam się napatrzeć na swoje rzęsy oraz efekt tighline. Efekt ten robił wrażenie nie tylko na mnie. 


Mascara ta służyła mi ponad 6 miesięcy i ani razu nie sprawiła mi przykrej niespodzianki typu: rozmazywanie czy osypywanie się. 


Pomijając malowidła w tle, które również są moimi, chociaż wcześniejszymi ulubieńcami, błyszczyk Levres Scintilantes Glossimer Crazy Fuchsia, Chanel również jest moim odwiecznym hitem, ale dopiero w ubiegłym roku Wam go przedstawiłam. Błyszczyk ten nie tylko kusi ponętnym połyskiem i cudownym smakiem, ale też jest trwały. Widać go przed jedzeniem i po zjedzeniu posiłku, z tym że po posiłku nie ma już tego połysku, ale pozostaje równomiernie ścierający się kolor. Błyszczyk ten nie wysusza ust, wręcz odwrotnie. Cały czas czuję je sowicie nawilżone i odżywione. 

I to by było tyle na rok 2016, kolejnych oczekujcie w tym roku. Znacie któryś z nich?

Miłego weekendu! :)





0 komentarze:

Prześlij komentarz

Jest mi bardzo miło, że odwiedzasz mój blog. Bedzie mi również miło, jeśli go zaobserwujesz. Pozdrawiam serdecznie i zapraszam! :)

Copyright © 2015 W Blasku Marzeń.
Szablon dostosowany przez: KAROGRAFIA