14 lutego 2017

Wyjazd, powrót i trochę przygód, oraz chwila resetu.


    Każdemu z nas czasem przydaje się trochę przerwy od codziennych spraw, nawet od codziennych przyjemności. Tej przerwy nie planowałam, gdzież bym śmiała odbierać sobie pisanie bloga, także czytanie Waszych blogów aż przez tyle dni! Po prostu samo tak wyszło. Nie obyło się oczywiście bez przygód.


W sobotę wybierałam się do Warszawy na Walentynkowy event ze Stendersem, o którym napiszę, kiedy będę już miała wszystkie zdjęcia. 

Ale od początku. Wiecie, że od kilku lat cierpię na bezsenność i usypiam bardzo późną nocą, albo bardzo wczesnym rankiem. Dzień przed wyjazdem tradycyjnie skoczyło moje ciśnienie, ale nie poddałam się. Ciśnienie zbiłam, wstałam o czwartej nad ranem, żeby zdążyć. Po jakichś 200km w moim wagonie wysiadły hamulce. Ogłoszono awarię, kazano się przesiąść do pustego wagonu, odłączono zepsuty wagon i pociąg ruszył dalej. Z godzinnym opóźnieniem, ale zdążyłam! Gorzej mieli ludzie spieszący się na samolot, mam nadzieję, że zdążyli. 

Gdyby nie Asia z bloga Janelifestyle, która zaproponowała mi już na Fb pomoc, nie wiem czy zdążyłabym z dworca na czas w ciągu godziny. Dzięki Asi dotarłyśmy, zdążyłyśmy nawet zjeść pyszny deser i wypić ulubiony sok. Udało mi się też skusić Asię na event, gdzie już ze mną została do końca. Wspólne zdjęcie, którego nie mogę się już doczekać, zrobił nam dopiero fotograf.  Mam nadzieję, że będę wyglądać jakoś po ludzku. Bardzo Ci Asiu dziękuję za pomoc, a także za przepyszny deser. :) 


   Z jeszcze cięższą o pachnące skarby torbą wybrałam się w poszukiwaniu dworca, który wskazała mi Bożenka z bloga matka-trojki.pl. Napisała mi, że do dworca jest 5 minut, ale do niego były dwa przystanki i nieco śliski chodnik. Bożenka pewnie osiąga prędkość kangurzycy i pewnie myśli, że ja też tak szybko pomykam :D Oczywiście, bez przygód się nie obyło. Biletu nie miałam gdzie kupić, nie wiedziałam jak się korzysta z biletomatu, ale udało mi się... Udało mi się też przejechać na gapę pociągiem do Bożenki, a wszystko przez te nieszczęsne biletomaty! Ile ja kasy na mandatach zaoszczędziłam! Tego dnia czuwały nade mną anioły, pewnie zajęły kogoś, kogo trzeba. 

Noc jak wspomniałam, spędziłam u Bożenki, gdzie przy pysznej kolacji i nalewce spędziliśmy wszyscy razem miły wieczór. Tak się złożyło, że odwozili rano córeczkę na obóz, więc skorzystałam też z odwiezienia do Warszawy. 

W nocy nie zdążył się naładować mój smartfon, tradycyjnie kabelek znów był poobgryzany przez moją Sissi. Kiedy ona to zrobiła? przecież pilnowałam! A ja miałam jeszcze ochotę zrobić nim kilka fajnych zdjęć. Zdążyłam sfotografować tylko Pałac Kultury i po baterii. Myślałam, że naładuję. Tak, tylko myślałam. Idąc na dworcu centralnym na kawę poprosiłam o dostęp do gniazdka. Podłączyłam i co chwilę zerkając, ładowałam ją prawie godzinę. I nic. Kabelek sobie, a bateria sobie. Podróż Intercity była dość przyjemna, ale dwie niedospane noce dały o sobie znać. Ponad pół drogi do Wrocławia przespałam. Smartfon udało się naładować, ale już nie moją, a pożyczoną ładowarką. Dojechałam szczęśliwie do domu, po czym bateria znów padła. Nie miałam też laptopa, bo dzień wcześniej oddałam, nie miałam dostępu do świata. Co za czasy! Jak żyć bez tych wynalazków! Byłam padnięta, zakręcona, oszołomiona. Znów pożyczyłam ładowarkę, udało mi się trochę przejrzeć Insta i Fb, niestety, nie na długo. Cały czas prawie mój smartfon był podłączony na krótkim, poobgryzanym przez kotę kabelku usb, a właściwie na jego pozostałości.

Dziś mam już i ładowarkę i swój odnowiony, naprawiony laptop, ale za to z pokręconymi sterownikami (nie odczytuje karty pamięci z aparatu). Był foch, ale jutro obiecano mi to naprawić. 

Ciężko mi było opuszczać Warszawę, tym bardziej, że nie zdążyłam jej nawet zwiedzić. Mam jednak nadzieję, że uda mi się niedługo tam wrócić. Na wszystko brakowało i czasu i kasy, ale i tak się cieszę, że udało mi się tam pojechać. Pojechałam tam dzięki jednej pokręconej osobie, która rozumie moje pokręcone potrzeby, za co dziękuję :) 

Jutro napiszę coś bardziej kosmetycznego, potrzebowałam czasu na reset. 

Miłego tygodnia! :)

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Jest mi bardzo miło, że odwiedzasz mój blog. Bedzie mi również miło, jeśli go zaobserwujesz. Pozdrawiam serdecznie i zapraszam! :)

Copyright © 2015 W Blasku Marzeń.
Szablon dostosowany przez: KAROGRAFIA