25 września 2017

Co myśli babcia o makijażu w szkole.


      Wakacje minęły, plaże i wędrówki po górach odeszły do wspomnień, a młoda część społeczeństwa wróciła do szkolnych stolików. Shiny Box pomyślał i o nich, wrzucając do różowego pudełka kilka kosmetyków do makijażu. Zanim przejdę jednak do tego, jak mi się podoba zawartość tego pudełka, chciałabym powiedzieć od siebie kilka zdań. Co myślę na ten temat, dlaczego dziwi mnie bulwers niektórych osób.

Są różne zdania, czytałam też dużo słów krytyki na Facebooku na temat dzisiejszych uczennic. Pewnie zdziwicie się co do mojego stanowiska w sprawie makijażu w szkole, ale zdania nie muszą być u każdego jednakowe. Większość kobiet na pewno powie ,,za moich czasów". Za moich czasów niektóre panie nauczycielki wysyłały uczennice do szkolnej, zasyfiałej toalety, żeby umyły buzię z wyimaginowanego przez nie makijażu. Ile z nas miało wtedy piękne, długie rzęsidła! To było dawno. Były też nylonowe, ohydne mundurki. Miało być kijowo, ale jednakowo. 

Czy to coś dało tamtejszym uczennicom? Większość z nich była zakompleksiona, część męczyła się z trądzikiem, a duża część została szarymi, zakompleksionymi myszkami do dziś. Cześć zaszła w ciążę w wieku 14-16 lat, a część się zaćpała. Część pozostała nieśmiała i nadal zakompleksiona. Były to też dzieci z "dobrych domów". Jeśli myślicie, że kiedyś nie było narkomanii, szlajania się z chłopakami, cichodajstwa to jesteście w błędzie. Dziś są galerianki, wtedy były inne zjawiska. Byli też pedofile, co nieraz odczułam na własnej skórze, będąc grzeczną nieśmiałą dziewczynką. Pedofili nie brakowało też na lekcji religii, tylko że zawstydzona dziewczynka wstydziła się powiedzieć o tym rodzicom. Nie było tylko komputerów oraz Internetu, żeby to wszystko poszło w świat. 

Jak wspominałam już wcześniej, mam wnuczkę, ostatnią z rocznika gimnazjalistek. Mimo, że potrafi malować i zdobić paznokcie dużo lepiej od niejednej stylistki, to nie przewróciło jej się w głowie. Uczy się lepiej niż owe grzeczne dziewczynki, które nie wiedzą co to makijaż, ale po cichaczu robią głupsze rzeczy. Mam w rodzinie modelkę, której zaczęła swą karierę bardzo wcześnie, a wyników w nauce mogłyby pozazdrościć niejedne panienki nie znające, co to podkład. Makijażu uczyłam się powoli, najpierw od starszych sióstr, później od koleżanek. Jak się używa szminkę, pokazała mi moja własna mama, która wychowała czwórkę dzieci. 

Jedno czego żałuję, to że nie było w szkole nikogo, kto zamiast wyrzucać nas z lekcji, karać za za bardziej błękitne oczy, za długie rzęsy, blond loczki czy nieco inny sweterek, który zrobiła mama, bo nie było jej stać na nowe ciuchy ze sklepu, kto nauczyłby nas jak dbać o urodę nie czyniąc sobie krzywdy. Jak przykładowo używać podkładu, o ważności prawidłowego makijażu oraz o innych potrzebnych sprawach. Fakt, że młodą buzię zdobi młodość, ale co szkodzi podkreślić jej walory, czy ukryć niedoskonałości? Najważniejsze jest, jak mnie uczono - nie szkodzić. Wszystko jest dla ludzi. Wszystko to tylko w miarę rozsądku.

Młodzież można nauczyć wiele, tylko trzeba odpowiednio do nich podejść, a krytykę zacząć od siebie. Tak właśnie od siebie. Co z tego, że jesteś w kościele dwa razy dziennie, jeśli Twój syn kopie kota, a Ty odbijasz męża innej kobiecie? Co z tego, że Ty się nie malowałaś w czasie lat szkolnych, nie chodziłaś w szpilkach, jeśli siedzisz teraz jak nie z sąsiadkami, to wrzucasz głupie memy dotyczące nastolatek. Naprawdę chciałabyś, żeby wróciły lata sprzed trzydziestu, czterdziestu lat? A może by tak zbliżyć się do lat, gdzie kobiety były oficjalnie pomiatane, używane przedmiotowo? 

Może zamiast karać za urodę, odbierać córce czy wnuczce kosmetyki wybierzmy się z nią na zakupy i pomóżmy jej wybrać, doradźmy kolor podkładu czy szminki. Może zamiast krytykować chodzenie na szpilkach zróbmy jej małą lekcję chodzenia w nich, ceńmy za kreatywność i dobry gust. Nie chciałabym, żeby wpajano dzieciom, tego co wpajano nam, bo to tylko szkodzi i odbiera dziewczynom, a później kobietom pewność siebie. Wszystko oczywiście w miarę rozsądku, nie jestem za pełnym makijażem, poprawianiem wielkości biustu, czy powiększania ust. Nie jestem natomiast przeciwna takim korektom jak w przypadku odstających uszu, prostowaniu zgryzu czy innych nie dających spokoju dziewczęcych tragedii. 

Może ktoś pomyśli, że jestem szurnięta, jakaś patologia, mam to wiecie gdzie. Ja myślę, że wszystko jest dla ludzi. Jak to wykorzystają młodsi, zależy tylko od nas. Nie jestem psychologiem. Jestem tylko mamą i babcią, która chciałaby, żeby dziewczyny, kobiety miały więcej pewności siebie, odwagi oraz własne zdanie. Mowa tu o lekkim poprawieniu urody, nie makijażu jak na wybieg modelek czy wieczorne wyjście dla kobiet.

Pozdrawiam! :)

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Jest mi bardzo miło, że odwiedzasz mój blog. Bedzie mi również miło, jeśli go zaobserwujesz. Pozdrawiam serdecznie i zapraszam! :)

Copyright © 2015 W Blasku Marzeń.
Szablon dostosowany przez: KAROGRAFIA