7 września 2017

Kolagenowa maska ze złotem, GlySkinCare. Złoto także urodzie niech służy.


        Lubimy nakładać maski. Czasem dla ściemy, żeby ukryć zamiary przed bliźnimi, a czasem dla urody. Osobiście wolę dla urody. Kto mnie zna, ten wie że potrafię być szczera do bólu, czasami aż za bardzo szczera. Dzięki współpracy z Diagnosis udało mi się założyć Złotą maskę kolagenową GlySkinCare. Ot, tak bez okazji, a właściwie z okazji bez okazji. To że jesteśmy, to też okazja. Mój leciwy wiek wymaga wszelkiej dbałości, troski o siebie, a niech mi zazdroszczą, a co! Jak się sprawdziła maska, dowiecie się w dalszej części... Zapraszam. 

Maska zapakowana była w kartonową kopertę, dokładnie zabezpieczoną przed otwarciem, na kopercie natomiast umieszczone zostały wszystkie przydatne dla nas informacje. 



Kolagenowa maska na twarz ze złotem, wzbogacona jest kolagenem, aloesem, alantoiną, wyciągiem z kwiatu róży francuskiej, witaminami A, C, E, B3 oraz silnie nawilżającym kwasem hialuronowym.  Producent obiecuje nam, że maska ta zadba o młodszy i zdrowy wygląd naszej skóry, ze względu na korzyści, jakie z niej płyną:

- Głębokie nawilżenie
- Rozjaśnienie skóry 
- Redukcja zmarszczek
 -Wygładzenie i ujędrnienie 

Na opakowaniu jest też graficznie przedstawiona instrukcja, jak maskę należy użyć, jest też skład maski.


Maskę przed użyciem można włożyć na 5 minut do lodówki, ale ja tego nie robiłam ze względu na ziąb za oknem i w mieszkaniu. Można ją stosować 2 razy w tygodniu jako regularną pielęgnację skóry, można też zastosować okazjonalnie. Efekt i tak jest ogromny. 


... a po zerwaniu paska zabezpieczającego, wewnątrz koperty znajdujemy maskę umieszczoną w szczelnej folii, wypełnionej bezbarwnym, przezroczystym płynem o konsystencji lekkiego żelu. 


Natomiast od zewnętrznej strony folii, przyklejona była mała papierowa etykietka.


Żeby wyciągnąć maskę z folii, potrzebowałam użyć nożyczek i delikatnie ją stamtąd wysunąć, cały czas mając na uwadze zawartość płynu. Wbrew pozorom, nie było to trudne, maska się nie pokruszyła, nie porwała, pozostało ją nałożyć na twarz dopasowując wszystkie otwory do oczu, nosa i ust, następnie trzymać na twarzy 20 - 30 minut. To już nie było takie proste, musiałam się położyć, żeby maska nie ześlizgiwała się z twarzy. Nie chciała trzymać się za bardzo skóry, odstawała gdzieniegdzie. Mało tego, przeraziłam kota. Aż żal, że nie zrobiłam zdjęcia napuszonej Gryzeldzie. 


Po chwili jednak obróciła się na drugi bok i spała dalej, a ja leżałam, co chwilę przesuwając maskę na twarzy.  Miałam nadzieję, że nie przeszkodzi mi ona w codziennych czynnościach, ale co szkodzi czasem sobie poleżeć, pozwolić sobie na chwilę błogiego relaksu. Myśl o kocie nie pozwalała mi co prawda zachować powagi, ale dałam radę. Na zdjęciu macham sobie do Was. 

Podczas trzymania maseczki na twarzy, nie sprawiała ona większego dyskomfortu niż lekkie przesuwanie, poza tym czułam relaks i głębokie nawilżenie skóry. Po ściągnięciu maski, zgodnie z zaleceniami producenta wsmarowałam resztę żelu w skórę, ale to jeszcze nie wszystko. Wewnątrz znajdowała się również mała saszetka wypełniona lekkiej konsystencji białym kremem jako dodatek do maski. Właśnie przypomniałam sobie, że miałam już ten krem, był całkiem niezły. 


Co miałam zrobić, otworzyłam to cudo i wysmarowałam twarz zostawiając już jako bazę pod makijaż. Po tym wszystkim moja skóra wyglądała jak nowo narodzona. 
Rozjaśniona, z wyrównanym kolorytem, niesamowicie przyjemna w dotyku, jedwabiście gładka skóra. Rozświetlona na tyle, że nakładanie dodatkowej warstwy rozświetlacza okazało się zbędne. Trudno mi powiedzieć czy efekt utrzyma się dłużej, ponieważ o swoją skórę dbam regularnie i nie mam z nią problemów. Na pewno przyda się przed większym wyjściem, ale też jako regularna pielęgnacja dwa razy w tygodniu. Polecam gorąco, niech Wam też zazdroszczą. ;)

Maskę kupicie w cenie około 25 zł w aptekach czy niektórych drogeriach. Jeśli jednak jej tam nie znajdziecie, zawsze można zamówić w sklepie internetowym, czyli TU, gdzie znajdziecie również suplementy, testy ciążowe, testy narkotykowe, a także różnego rodzaju sprzęt medyczny. 

Lubicie takie maski? Skusicie się? 

Pozdrowienia! :)

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Jest mi bardzo miło, że odwiedzasz mój blog. Bedzie mi również miło, jeśli go zaobserwujesz. Pozdrawiam serdecznie i zapraszam! :)

Copyright © 2015 W Blasku Marzeń.
Szablon dostosowany przez: KAROGRAFIA