9 października 2017

Czy ja lubię jesień, oto jest pytanie...


          Zainspirowały mnie wpisy, za co lubicie jesień. U mnie jest trochę inaczej, bo ja akurat za jesienią nie przepadam. Czy jest w ogóle coś, za co ją lubię? Coś pewnie się znajdzie, ale nie będę tu samych zachwytów. Trochę pomarudzę i postękam, bo gdzie jak nie tu.

Jesień może być piękna, o ile nie zastanie mnie deszcz w drodze do sklepu. Kiedy świeci słońce, opadają kolorowe liście i nie spadają kasztany na głowę, ta lekko szalona, chociaż chwilami posępna pora roku może być nawet romantyczna.


Gorzej, jeśli przyjdzie wichura i połamie drzewa skubana... Wtedy najlepiej zostać w domu, gdzie nawet brak prądu nie jest tak złowrogi jak te latające drzewa. Wtedy można trafić na kolację przy świecach, lub przy pachnących woskach, ale o tym za chwilę.


No, ale zostają jeszcze miłe strony jesieni. Tylko czy są one miłe dla mnie, polemizowałabym. Od kiedy mamy jesień chodzę ciągle senna i bez energii. Nie powiem, że lubię czytać akurat jesienią, bo czytanie mnie po prostu usypia. 


Ile razy zabieram się za czytanie, za każdym razem usypiam. Dla relaksu zostaje sprzątanie, niestety, nie na długo, bo po godzinie sprzątania też padam jak mucha. O ile pozwoli kot, mogę sobie skorzystać z wynalazków techniki i poblogować. Niestety, ja tu nie rządzę. Muszę prosić o to kota. Koty są bardzo tolerancyjne, o ile mają pełną michę i zapewnione mizianie. 


Nie ma mowy o przykryciu się kocem z garnkiem wielkim kubkiem herbaty czy czegoś tam, bo murowane, że wystygnie zanim się do niej dobiorę. Kiedy tylko usiądę wygodnie, a nie daj Boże pod kocem, momentalnie usypiam. Do tego nie lubię pić z dużych kubków, tracę wtedy ochotę na  picie czegokolwiek. Lubię natomiast pić ze zgrabnych, niedużych kubeczków. I też mi wystygnie, zanim się dobiorę. Chyba, że przed nosem mam coś słodkiego, wtedy pamiętam też o piciu herbatki czy kawy. 


Nie przepadam za nakładaniem ton ubrań na siebie. Nie lubię spadających czółenek, które śmiały wyrosnąć z moich stóp. Lubię natomiast urozmaicenie, którego też mam tyle co kot napłakał. W makijażu tylko podkład i puder wymieniam na jaśniejszy, czasami użyję mocniejszych perfum, ale i tak wolę Chloe. 


Czasami zmienię kolor szminki na ciemniejszy, ale nie powiem żebym czuła się w tym lepiej. To samo jest z cieniami. Zbyt ciemne pod okularami pomniejszają moje oczy, dlatego zawsze najszybciej kończą mi się jasne odcienie.


Jak wspominałam, lubię też zapachowe świece i woski, pod warunkiem że mają kwiatowe lub owocowe zapachy, wtedy chwilowy brak prądu można zaliczyć nawet do romantycznych chwil. 


Nic więcej dziś nie wymyślę. Być może coś się zmieni, chociaż w to wątpię. Już mam stresa przed listopadem, czas wymyślić jakieś jasne strony życia jesienią. Lato wróć!

Pozwoliłam sobie na pomarudzenie. Bo gdzie jak nie tu. A może Wy widzicie jakieś jasne strony jesieni, z wyjątkiem telewizji i oklepanego garnka kubka herbaty? 

Pozdrawiam! :)

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Jest mi bardzo miło, że odwiedzasz mój blog. Bedzie mi również miło, jeśli go zaobserwujesz. Pozdrawiam serdecznie i zapraszam! :)

Copyright © 2015 W Blasku Marzeń.
Szablon dostosowany przez: KAROGRAFIA