12 października 2017

Rose Care Dwufazowy płyn micelarny Bielenda. Szkodnik pospolity.


      Chcąc iść na łatwiznę, tym razem do demakijażu wybrałam Rose Care różany dwufazowy płyn micelarny Bielenda. Po udanym spotkaniu z wodą różaną Bielenda, przyszła ciekawość na przetestowanie czegoś innego, co nie zawsze wychodzi mi na dobre. Nie zawsze dużo i tanio może być korzystne dla cery, a nawet dla portfela. Po tygodniu testowania postanowiłam go jednak odstawić, bo nie dość, że nie spełnia moich oczekiwań, to rujnuje moją skórę. 


Pośpiech nie zawsze jest dobrym doradcą, nie jest też dobrym doradcą ciekawość. Pułapką może okazać się duża pojemność opakowania 500 ml i zbyt mocne zaufanie po przetestowaniu podobnego produktu. W przypadku tego płynu zapach już nie jest takim atutem, nie przypomina tak bardzo zapachu róż jak w przypadku wody różanej.


Dwufazowa konsystencja może być miło widziana, ale w przypadku demakijażu oczu, a nie całej skóry twarzy. Błyskawiczny efekt, oraz lekka i nietłusta konsystencja jaką obiecuje producent nie jest tu pokryte z łagodnością dla skóry, mimo że na końcu zmywam to wodą. Płyn w miarę oczyszcza skórę, ale to że odświeża włożyłabym między bajki. 


Obietnice producenta są tu kompletnie bez pokrycia.

Dwufazowy płyn micelarny szybko i skutecznie usuwa makijaż również wodoodporny, oczyszcza i odświeża skórę, zmywa zabrudzenia i nadmiar sebum, będąc jednocześnie łagodnym dla skóry wrażliwej. Zapewnia skórze uczucie czystości, odświeżenia i komfortu.

Płyn zawiera niezwykle efektywne połączenie składników aktywnych w obu fazach, co zapewnia kompatybilne działanie całego produktu.

Faza olejowa gwarantuje skuteczny i ekspresowy demakijaż twarzy, oczu i ust – bez potrzeby pocierania. Faza wodna zapewnia perfekcyjne oczyszczenie i odświeżenie skóry.

Olejek z owoców dzikiej róży regeneruje i odżywia wrażliwą skórę, d-panthenol aktywnie łagodzi i nawilża, a alantoina koi podrażnienia.

Preparat nie pozostawia tłustej warstwy, nie wysusza skóry.


Po wstrząśnięciu płynu tworzy się delikatna piana. Mimo lekkiej konsystencji płynu, nadal pozostawia on tłustą warstwę, której nie da się nie zmyć wodą. Nie domywa też idealnie ani makijażu z twarzy, ani oczu na płatku kosmetycznym ciągle są resztki makijażu. Kiedy już domyję twarz wodą, moja cera jest ściągnięta i prosi o nawilżenie. Zamiast ukojonej skóry, czuję jej wysuszenie, a dodatkowo zanieczyszczoną skórę, która po tygodniu stosowania zamieniła się w tarkę z wysypem niespodzianek. 
Przyznam, że nie lubię pisać takich postów i nie mam ochoty już nic pisać na temat tego produktu. Być może u Was sprawdził czy sprawdzi się lepiej, ale ja go już więcej nie użyję, nawet nikomu nie proponuję. Zła mogę być jedynie na siebie, że nie przyjrzałam się dokładniej składowi. Przyznaję też, że nie znam się na nich tak bardzo, a szkoda, bo to niepotrzebnie wydane 20zł. Na szczęście, na ratunek przyszedł dziś inny płyn micelarny, który mam nadzieję, że tym razem nie zawiedzie. 

Ciekawa jestem, jakie są Wasze wrażenia ze spotkania z tym płynem. Znacie go?

Pozdrawiam serdecznie! :)

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Jest mi bardzo miło, że odwiedzasz mój blog. Bedzie mi również miło, jeśli go zaobserwujesz. Pozdrawiam serdecznie i zapraszam! :)

Copyright © 2015 W Blasku Marzeń.
Szablon dostosowany przez: KAROGRAFIA