2 listopada 2017

Jesienne nowości makijażowe Douglas.


       Listopad przywitał mnie trochę hardcorowo, , ale na szczęście wszystko powoli wraca (oby wróciło) do normy. Przyznam, że czasami jestem z siebie dumna, że jestem taka nie do zdarcia. W związku z tym, że po raz enty spadłam jak kot na cztery łapy, dla wyluzowania przybliżę Wam swoje upominki makijażowe, które otrzymałam podczas otwarcia nowej perfumerii Douglas we Wrocławiu. Zapraszam. 

Najbardziej spodobała mi się mini paletka cieni do powiek Mini Best of Colors nr 3 D, której kolory idealnie wpasowały się w moją kolorystykę. Pominę opis opakowania, chociaż również ono również przypadło mi do gustu.



Mała paletka z cieniami w wersji kolorystycznej Nude lub Pink to wszystko czego potrzebujesz do stworzenia idealnego makijażu oczu. Specjalnie dobrane odcienie cieni do powiek przez wizażystów Douglas. Pomogą Ci stworzyć delikatny makijaż na dzień, jak i intrygujący na wieczór. Producent oprócz tego obiecuje nam wyrazisty i długotrwały efekt. 


Jest tu jeszcze oddzielająca cienie, sztywna folia i wygodny aplikator. Przyznam, że nie mogę narzekać na ten aplikator, mam nadzieję, że się trochę utrzyma i nie rozwali po umyciu. Kolory cieni są wyraźne, ale same cienie nie są zbyt mocno napigmentowane, dlatego trudno tu będzie obyć się bez bazy pod cienie. Ma to też swoje dobre strony dla niewprawionych rąk, ciężko nimi zrobić sobie krzywdę. Bardzo funkcjonalne jest tu też dość duże lusterko. 



Pigmentacja fiołkowego cienia jest według mnie najsłabsza. 


Cienie podczas makijażu mają tendencję do osypywania, ale po wykonaniu makijażu nie osypują się już. Nawet na "gołej" skórze. Najmniej napigmentowany jest jasny fiolet, na samej skórze wygląda ten kolor wygląda bardzo blado. Najbardziej napigmentowane są ciemniejsze kolory cieni. Nie zauważyłam tu żadnych świecących drobinek. Według mnie są one zupełnie matowe. 


Baza pod cienie, którą mam niestety nie sprawdziła się u mnie, o czym jeszcze napiszę, oprócz niej nie mam innej bazy, która by odpowiadała moim wymaganiom, dlatego nie używam w tej chwili żadnego wspomagacza. Cienie nie podrażniły moich oczu, za to baza bardzo. W ciągu dnia nie osypują się, z czasem trochę blakną i wtedy nie widać różnicy między kolorami. Po kilku godzinach makijaż wymaga poprawek.

Cienie dostępne są TU.


Kiss&Curl Tusz do rzęs ma bardzo wyraziste opakowanie, dzięki czemu nie ma szans, żeby go nie znaleźć w kosmetyczce. Pojemność tuszu wynosi 12,5 ml, ale jest on również dostępny w wersji podróżnej (3,8 ml). Tusz wyróżnia się nie tylko wyrazistym opakowaniem, ale okazałych rozmiarów szczoteczką, która pośrodku swojej długości przypomina spiralę. Nie powiem, żeby była najwygodniejsza. Zanim się nabierze wprawy, zawsze jest szansa się nią gdzieś ciapnąć, co widać na powyższym zdjęciu z makijażem. 


Mascara Douglas perfekcyjnie przylega do rzęs i dodaje niesamowitej objętości. Jego specjalnie skręcona szczotka jest szczególnie delikatna i miękka a tusz natychmiast równomiernie rozprowadzany jest na całej długości rzęs. 


Efekt jaki daje ten tusz, wynagradza wszystkie niedogodności. Nadaje rzęsom wyrazisty wygląd, lekko je podkręca unosząc do góry, dobrze rozdziela rzęsy, nie skleja ich. Nie tworzy też pajęczych nóżek, nie podrażnia oczu... Wszystko by było super, ale nie jest on niestety doskonałym tuszem. Być może to początki, może tusz musi dojrzeć, odleżeć swoje. Jego wadą jest to, że nie jest on odporny na łzy, ani też na mżystą pogodę. Po drzemce zrobiły się pod oczami ciemne podkówki. Po kilku godzinach noszenia zostawia na skórze pod oczami czarne kropki. Pod wieczór rzęsy nie są już tak wyraziste jak świeżo po makijażu. Plusem jest jeszcze łatwy demakijaż, czymkolwiek go nie wykonacie. 


Tusz do rzęs Kiss&Curl w tej chwili widzę na stronie Douglas'a tylko w wersji mini, ale nie wątpię że będzie dostępny stacjonarnie. 

Została nam jeszcze pomadka, której nie pasuje do mnie kompletnie, ale nie zmarnuje się. Mieszam go z innymi kolorami. 


Pomadka do ust Mattisim również wyróżnia się oryginalną welurową nakrętką, która sprawia opakowanie nietuzinkowym. Przez to, że nakrętka jest welurowa łatwo obłazi i widać na niej każde zanieczyszczenie, wymaga więcej zachodu z utrzymaniem w czystości, ale za to sprawia miłe wrażenie, także w dotyku. Pomadkę łatwo nakłada się na usta dzięki wygodnemu aplikatorowi, który nie sprawia u mnie problemów. Problemy są inne, ale o tym za chwilę. 

Pojemność pomadki wynosi 5,5 ml, dzięki czemu łatwo się zmieści nawet w kieszeni. 


Douglas prezentuje nową generację płynnej pomadki z unikalną teksturą i długotrwałym efektem. Pomadka do ust Mattisim zapewniać ma uwodzicielskie usta z intensywnym matowym kolorem. Kremowa, nielepiąca tekstura oraz miękki aplikator sprawiają, że stosowanie staje się przyjemnością. Otula usta zmysłowym kolorem i uwodzi matowym wykończeniem.


Pomadkę łatwo nakłada się na usta dzięki wygodnemu aplikatorowi, który nie sprawia u mnie problemów. Problemy są inne, ale o tym za chwilę. 


Kolor pomadki nr 8 jest trochę trudny do określenia, coś w odcieniu bordo. Na mojej twarzy nie wygląda on dobrze, jest zbyt chłodny, wyglądam w nim bardzo niekorzystnie, dlatego nie robiłam w nim zdjęcia. Nakładając go na usta mieszam go z innymi kolorami, co trochę poprawia jej wygląd. 

Kremowa, lekka konsystencja pomadki daje się łatwo rozprowadzić, ale bez lusterka się tu nie obejdzie. Nie obędzie się też bez konturówki, ponieważ pomadka wychodzi poza kontur ust. Jej plusem jest na pewno bardzo dobra pigmentacja oraz delikatny neutralny smak. Nie wyczuwa się jej na ustach. Pomadka zastyga dość szybko, ale ślady na naczyniu i tak zostawi, podkreśli też suche skórki, jeśli są. Zostawia też ślady na zębach, na co trzeba bardzo uważać, zejdzie wraz z wypitą pierwsza kawą czy herbatą. Schodzi od wewnątrz ust i nie powiem, żeby to było równomierne. 

Mimo, że chciałabym wyciągnąć z jej używania jak najlepsze wnioski, nie potrafię się zaprzyjaźnić z tą pomadką. Być może z czasem to się zmieni, jak na razie wolę inne pomadki. Może przyczyną jest to, że nie przepadam za matowymi pomadkami, może przeszkadza mi brak trwałości, osobista skłonność do wysuszenia ust, po prostu nie potrafię się do niej przekonać. Możliwe, że spełni Wasze oczekiwania, zwłaszcza osób lubiących mat na ustach. 

Więcej informacji o pomadce, jej kolory i skład możecie sprawdzić TU

Jak wspominałam na początku, najbardziej przypadła mi do gustu mini paletka cieni, ze względu na ich kolory, ale też funkcjonalne opakowanie.

Co Wam się najbardziej podoba z tych nowości? Czy mi się wydaje tylko, że dziś mamy poniedziałek? Jutro już mamy piątek i weekend. 

Pozdrawiam serdecznie! :)


0 komentarze:

Prześlij komentarz

Jest mi bardzo miło, że odwiedzasz mój blog. Bedzie mi również miło, jeśli go zaobserwujesz. Pozdrawiam serdecznie i zapraszam! :)

Copyright © 2015 W Blasku Marzeń.
Szablon dostosowany przez: KAROGRAFIA