18 listopada 2017

Przyjemne z pożytecznym, czyli listopadowi ulubieńcy pielęgnacji twarzy.


         Listopad to najmniej lubiany przeze mnie miesiąc. Dzień jest zdecydowanie za krótki, słońca coraz mniej, do tego jeszcze mniej światła. Z wyjątkiem spania i jedzenia na nic nie ma ochoty, co już zaczynam czuć po swoich boczkach. Listopad to miesiąc, który muszę odchorować, inaczej nie będzie nazywał się listopadem. Listopad to miesiąc, w którym nawet zdjęcia nie wychodzą, jakbym chciała. Ile trzeba się nagimnastykować, żeby cokolwiek wyszło. Niedługo potrzebny będzie psychoterapeuta.

Żeby tak nie marudzić, staram się uprzyjemniać sobie życie. Nie zmuszam się do tego, czego nie lubię, nie lubię się dodatkowo karać. Nie zmuszę się do wypicia syropu z cebuli, wypłukania gardła wodą z solą, bo niby za jaką karę. Nie zmuszę się do używania czegoś, co nie sprawia mi przyjemności, nie spełnia moich oczekiwań, zapach mi nie odpowiada czy kiepsko się wchłania. Co zatem sprawia moje oczekiwania? Mam kilka perełek, którymi chwaliłam się na Instagramie, pokażę też i tu. Zapraszam.


Coś się kończy, coś się zaczyna, a już od kilka tygodni mam przyjemność testować nowe kosmetyki swoich ulubionych marek. Serum wygładzające Resibo jest już w blogosferze znane, dzięki czemu dość dawno trafiło na moją wishlistę, aż w końcu trafiło i do mnie.


Mimo wielu sprzecznych opinii, moja skóra polubiła je od razu. Nie tylko dzięki przyjemnemu zapachowi, który ma dla mnie ogromne znaczenie, ale też dlatego, że znacząco wpłynęło na kondycję mojej skóry. Nie będę dziś jeszcze zbyt wiele zdradzać, bo niedługo już niedługo zamierzam mu poświęcić osobny wpis. Wspomnę tylko, że na tą porę roku jest idealne dla mojej cery, o której porze dnia bym go nie zastosowała. Przyjemną aplikację umila tu relaksujący dla mojego zmysłu węchu zapach.


Bardzo ważnym etapem w pielęgnacji skóry jest jej oczyszczanie, a w tym przypadku różnie bywa. W ostatnich miesiącach nie mogę jednak narzekać na żaden peeling, bo każdy spełniał swoje zadanie. Peeling z serii odmładzającej Goji Berry Organique oprócz tego, że bardzo dobrze oczyszcza skórę, to zachwyca pięknym owocowym zapachem. Po prostu bajka! Miałam różne peelingi, ale ten oprócz dodania skórze energii zapewnia niesamowity relaks.


Pewne kosmetyki od samego początku kocha się lub nienawidzi. Moja skóra bardzo szybko rozpoznaje sprzymierzeńców. Potrafi odrzucić kosmetyk zaraz po nałożeniu, do tego stopnia, że muszę natychmiastowo zmywać, ale nie w przypadku Organique. Mimo różnych opinii, kosmetyki te (odpukać!) nie sprawiły krzywdy mojej skórze, chociaż przy naturalnych składnikach takie prawdopodobieństwo może być bardzo duże. Ale nie tu...


Cała seria z owocami Goji jest łagodna dla mojej skóry mimo wyraźnego owocowego zapachu. Nakładanie tych kremów to sama przyjemność nie tylko dla nosa, ale też dla skóry. Kremy świetnie dbają o moją suchą skórę, broniąc jej przed dyskomfortem jaki daje suche powietrze w pomieszczeniach i zimne za oknem. Ale to jeszcze nie wszystko! Niesamowity jest tu sposób aplikacji. Nie trzeba pilnować nakrętki. Krem aplikuje się przez wysuniętą przez pokręcenie jednym ruchem pompkę.  W ten sam sposób zamyka się do niej dostęp. Niezwykle funkcjonalny i higieniczny sposób, którego nie da się nie polubić.


To na razie tyle na temat nowej pielęgnacji Organique, która również zasługuje na osobny wpis. Już niedługo napiszę o tych kosmetykach więcej, bądźcie czujni.

To tyle na dzisiaj o pielęgnacji. Przy okazji wspomnę, że to moje subiektywne odczucia, żadna reklama. Każdy ma inną skórę, inne jej zapotrzebowania, inne też upodobania zapachowe. Pisząc o swoich ulubieńcach chcę się podzielić tym co lubię, nie udowadniać że te kosmetyki są najlepsze. Każdy z Was przy okazji ocenia sam, co lubi jego skóra. Tak samo irytuje mnie kiedy ktoś próbuje mnie przekonywać, że ten zapach czy działanie ma mi się podobać. Że służy jemu, babce, ciotce teściowej to i Wam powinien. Wcale tak nie jest. W ten sposób można jedynie nabawić się problemów dermatologicznych, które mogą narazić na dodatkowe koszty. Nie każdy "dobry skład" musi się sprawdzić, musi być dobry dla każdej skóry. Wcale nie musi. Wybierajmy to, co nam podpowie własna skóra, nie ktoś inny, nie producent. Nie dajmy się ogłupić. Coś Wam się spodobało z mojej pielęgnacji?

Miłego weekendu! :)

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Jest mi bardzo miło, że odwiedzasz mój blog. Bedzie mi również miło, jeśli go zaobserwujesz. Pozdrawiam serdecznie i zapraszam! :)

Copyright © 2015 W Blasku Marzeń.
Szablon dostosowany przez: KAROGRAFIA