Nie zawsze muszę być miła, nie zawsze mi się chce
Od dziecka uczono nas, żebyśmy były miłe, bo inaczej nie będą nas lubić. Coraz mniej mi na tym zależy, bardziej mi zależy, żebym ja dobrze się czuła ze swoimi decyzjami. Tak już jest, że jak się daje palec, to zabiorą całą rękę i nadal ciągle będzie za mało.
Jeśli liczysz, że dobry uczynek wróci dobrem, to lepiej zapomnij o tym też na zawsze. Nie mówię, że dobro nie istnieje, ale nie licz, że wszystko będzie Ci wynagrodzone, bo tak to nie działa. Za dobro częściej można dobrze oberwać niż cokolwiek zyskać. Raz zrobisz przysługę, to zapomnij o spokoju, bo uznają, że to Twój obowiązek.
Zapraszają do znajomych? Uważaj, bo nie każdy jest znajomy, nie każdy ma dobre intencje. Często ludzie mają w tym interes. Jak nie jakiś kołcz, to dietetyk, albo konsultant. O adoratorach nie wspomnę, zwłaszcza amerykańskich generałach, tych bez odpowiedzi blokuję na miejscu. Nie ma problemu, jeśli na grzeczną odpowiedź takiej "biznes woman", że nie jestem zainteresowana, ktoś kulturalnie się wycofa. Gorzej, kiedy ktoś zaczyna drążyć pytaniami, typu "dlatego". Zmęczona czyjąś namolnością przestaję być grzeczna. Szkoda mi czasu na zbędne dyskusje. Szkoda mi czasu dla kogoś, kto oprócz własnego interesu ma mnie nie powiem, gdzie.
Kilka razy odbierzesz domofon od sąsiada, bo zapomniał klucz, później będziesz latać do domofonu, żeby wpuścić jego gości na każde zawołanie, bo się jeszcze okaże, że jego domofon nie działa. Choćby mi przypięto łatkę najgorzej zołzy na świecie, to nie wpuszczę nikogo, kto zadzwoni i się nie odezwie. Nie otworzę też, kiedy ktoś bez dzień dobry rzuci jednym słowem "ulotki". Niech się uczą ludziska dobrego wychowania. Nie wpuszczam jeszcze w wielu innych sytuacjach.
Kocham zwierzęta, ale bez przesady, nie będę robiła w swoim domu schroniska. Przygarnęłam dwa nadprogramowe koty, które mi wciśnięto trzy lata temu, mimo braku pracy i wszelkich zasiłków, teraz próbuje mi się wcisnąć następne, bo najlepiej być dobrym cudzym kosztem. Ludzie wiedząc, że nie wezmę, potrafią zostawić na całą noc kota pod drzwiami. Kot nie wyglądał na bezdomnego, wypuszczony szybko zniknął. Dobrze, że nie zdążył wypróżnić się komuś na wycieraczce, bo pewnie zgoniono by na moje. Nie przewidziano 500+ na ratowane koty, nie dają też z tego tytułu dodatku do emerytury, więc jeśli nie chcesz dołożyć tego dodatku od siebie, to zapomnij, gdzie mieszkam. Były też inne historie "uszczęśliwienia" mnie zwierzakiem, bo ktoś ma już jednego i więcej nie może, ale ja mając kilka już mogę?
Ledwo zaczęła się wojna, zaczęłam dostawać wiadomości z pomysłami pomocy. Mi tego nie trzeba przypominać, bo każdy, kto ma odrobinę empatii, pomaga w miarę swoich możliwości. Cieszę się, że inni pomagają, ale nie będę tolerować, kiedy ktoś próbuje zapychać mi skrzynkę wojennymi newsami i propozycjami kupna miernej jakości kosmetyków w ramach tej pomocy. Skoro ja je omijam z daleka, to nie będę ich wciskać poszkodowanym ludziom. Jaśnie konsultantki niech się same tym karają.
Z powodu wojny nie muszę też o niej pisać i żyć jak na wiecznej stypie. Jeśli ktoś przechodzi na tego typu posty, to jego sprawa. Ja po pierwszym tygodniu zaczęłam popadać w depresję. Żeby nie pogrążyć się jeszcze bardziej, ograniczyłam dostęp dochodzących wiadomości. Zaglądam tylko tam, gdzie mogę zapomnieć, zrelaksować się, wyciszyć. Rzeczywistości i tak nie da się uniknąć, ale po co mam pogrążać się jeszcze bardziej? Mój smutek i nadmierna powaga i tak nikomu nie pomoże, a ja sama unikam takich ludzi. Będę więc pisać o samych głupotkach i tym, co mnie cieszy, bo wiem, że są tacy jak ja, którzy też tego szukają.
Jestem cierpliwa, ale do czasu. Kiedy miarka się przelewa, nie nadstawiam drugiego policzka. Czasem wybucham od razu, czasem urywam kontakt. Życie jest za krótkie na psucie nastroju i zabieranie mojego zdrowia.
Miłego weekendu! ☀️
Zgadzam się z Tobą kochana. Uprzejmość uprzejmością, ale trzeba postawić jakieś granice i przede wszystkim dbać o swoje dobre samopoczucie. Ja też ograniczyłam dostęp do informacji na temat wojny, bo bardzo źle wpływało to na moją psychiką.
OdpowiedzUsuńI bardzo dobrze! Ja już po kilku dniach ograniczyłam, bo zaczęłam mieć koszmary. Zdrowie psychiczne jest najważniejsze, i tak nie mamy wpływu na to co się dzieje. Można jedynie pomagać i to też w miarę swoich możliwości.
UsuńCałkowicie masz rację!
OdpowiedzUsuń:)
UsuńOj tak, sprzedawcy/akwizytorzy nigdy nie dają za wygraną. Sporo osób pisze teraz na IG i dręczy i męczy nawet przez kilka dni. Ciężko ich zniechęcić, zwykłe 'nie' zazwyczaj nie wystarcza.
OdpowiedzUsuńNa Ig już nawet nie odpisuję, od razu kasuję takie wiadomości. Są gorsi od muchy. Ta chociaż można pachnąć i nie ma :D
UsuńO rany... Ale nie lubię takiego namolnego namawiania, to super, ekstra biznesu! A już parę propozycji miałam... Rozumiem zapytanie, czy jestem zainteresowana. Szanuję, gdy ktoś po grzecznej mej odmowie, nie nalega.
OdpowiedzUsuńAle, litości...Jak ktoś mi namolnie gada w kółko... A czemu, a dlaczego...
Też wygaszam kontakt.
Na IG tez od razu kasuję wiadomości i nawet się nie tłumaczę, bo niby dlaczego :p ;)
To jest okropne i na wstępie odraża do dalszego kontaktu. Ja już nawet przestałam odpisywać na niektóre wiadomości, z miejsca kasuję.
UsuńNo...szkoda życia..
UsuńOch, jakże ten post jest bardzo mi bliski! Mam podobnie, również uważam, że bycie miłym dla każdego jest przereklamowane, a stwierdzenie - dostaniesz w policzek, nastaw drugi - nie, nie, nie kupuję tego. Trzeba walczyć o samego siebie i swoją strefę komfortu bo inaczej oszaleje człowiek.
OdpowiedzUsuńNie wolno nadstawiać nam policzka, bo wtedy będzie pozamiatane. Nie ma wolno dawać się wykorzystywać, bo i tak będzie za mało.
UsuńDwa ostatnie akapity świetne. Ja też nie mam zamiaru siać panki i się pogrążać, trzeba żyć dalej.
OdpowiedzUsuńPewnie, że tak. Nie można się tak umartwiać, trzeba żyć dalej. Nikt za nas tego nie zrobi.
UsuńW pełni się zgadzam! Polajkuję na IG, Reels czy zdjęcie, bo zwyczajnie mi się podoba - zaraz mam wiadomość, czy nie chcę dołączyć do hiper, super projektu... Z kolei w szkole nigdy nie potrafiłam odmówić "pomocy" i niektórzy ten fakt wykorzystywali. Ja się napracowałam, a inni tylko spisywali. Wszystko ma swoje granice. Raz, dwa na jakiś czas, ale nie kilkanaście, kilkadziesiąt razy.
OdpowiedzUsuńNie tylko w szkole. Robiłam też różne projekty w pracy, za które inni zbierali punkty. Miałam już propozycje nauki korzystania z komputera, ze smartfona, zakładanie bloga, instrukcje pisanie posta sponsorowanego, zamówienia internetowe z dwugodzinnym marudzeniem... jakbym swój czas na loterii wygrywała. A jak mówię, że nie mam czasu, to słyszę: "co ty takiego robisz"?
UsuńŚwięte słowa Dorotko. Jak ja się z Tobą zgadzam...w stu procentach. Jak Ty to mądrze napisałaś :)))
OdpowiedzUsuńSuper, dobrze że mnie rozumiesz :)
UsuńMasz rację, trzeba umieć postawić granice. Choć nie zawsze to jest takie łatwe.
OdpowiedzUsuńTeż bardzo nie lubię zaproszeń do współpracy od konsultantek, które nie rozumieją, że nie znaczy nie i drążą temat. Nie potrafią uszanować czyjejś decyzji.
Mam alergię na natrętów i wtedy robię się jeszcze bardziej niemiła. Później pytania, że dlaczego tak niegrzecznie odpowiadam. Jak mam inaczej odpowiedzieć jak nie dociera? :D
Usuń