Między sukcesem a przypadkiem

 

          Lubimy myśleć, że mamy nad wszystkim kntrolę. Że jeśli coś nam się udało, to wyłącznie dzięki własnej pracy, rozsądkowi czy sprytowi. Że skoro nam wyszło, to inni widocznie starali się za mało, źle wybrali albo po prostu byli gorsi. To bardzo kusząca narracja, bo daje poczucie siły oraz porządku w świecie, który w rzeczywistości porządny bywa rzadko.

Prawda jest jednak mniej wygodna. Nie wszystko zależy od nas. Im szybciej to zrozumiemy, tym mniej będziemy skłonni do zbyt łatwych ocen.

Każdy człowiek idzie przez życie z innym bagażem. Jedni startują z zapasem bezpieczeństwa, inni z lękiem, którego nie widać na pierwszy rzut oka. Są tacy, którym zdrowie pozwala działać bez ograniczeń, ale są też tacy, którzy codziennie muszą negocjować z własnym ciałem. Są decyzje podjęte w spokoju i takie, które zapadają pod presją, w zmęczeniu albo strachu. Od zewnątrz wszystko wygląda prosto. Natomiast od środka rzadko kiedy.

Nadmierna pewność siebie często bierze się z niepełnej perspektywy. Z mylenia sprzyjających okoliczności z wyłączną zasługą. Z przekonania, że skoro dziś jesteśmy „na górze”, to już tak zostanie. A historia, zarówno ta wielka, jak i zupełnie prywatna pokazuje, jak kruche bywa to poczucie stabilności. Wystarczy jeden nieprzewidziany zbieg zdarzeń, choroba, błąd, którego wcześniej nie musieliśmy popełnić, by role się odwróciły.

Drwina z innych jest w tym sensie podwójnie krótkowzroczna. Po pierwsze - dlatego, że opiera się na niepełnej wiedzy. Po drugie - bo zakłada trwałość własnej pozycji. A ta, jak wiadomo, nie jest dana raz na zawsze. To, z czego dziś się śmiejemy, jutro może stać się naszym własnym doświadczeniem.

Dawniej mówiło się, że pokora to nie umniejszanie siebie, ale świadomość granic. Tego, że obok wysiłku zawsze istnieje przypadek, los, okoliczność. Że sukces nie jest dowodem wyższości, natomiast porażka moralnej słabości. To podejście nie odbiera ambicji ani odpowiedzialności. Przeciwnie: uczy uważności i szacunku, także wobec tych, którzy idą wolniej albo inną drogą.

Nie chodzi o to, by rezygnować z wiary w siebie. Chodzi o to, by nie budować jej na cudzym potknięciu. Pewność siebie, która nie potrzebuje drwić z innych, jest znacznie trwalsza. I znacznie lepiej świadczy o człowieku.

Bo ostatecznie każdy z nas jest tylko o jeden zbieg okoliczności od tego, by znaleźć się po drugiej stronie oceny. I dobrze o tym pamiętać, zanim pozwolimy sobie na zbyt łatwy uśmiech wyższości.


Pozdrowienia! ✨

Komentarze

  1. Nie da się kontrolować wszystkiego, życie jest tak nieprzewidywalne, że mogłabym tu sypać tysiącami przykładów z własnego życia. Oczywiście najlepiej się przekonać na własnej skórze, jak to czasami los potrafi spłatać figla;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Potrafi niesamowicie i każdy na pewno zna mnóstwo takich przykładów, ale niektórzy zawsze znajdą źdźbło u kogoś, nie widząc belki u siebie. Życie jest bardzo nieprzewidywalne i wszystko może się tak odwrócić, że nawet nie zauważy się kiedy.

      Usuń

Prześlij komentarz

☆ Jest mi bardzo miło, kiedy odwiedzasz to miejsce i zostawiasz swój ślad. Jednak pamiętaj!

☆ KOMENTARZE ZAWIERAJĄCE NIEOPŁACONE LINKI, LINKI DO ADRESÓW BLOGA LUB REKLAMY NIE SĄ AKCEPTOWANE I TRAFIAJĄ DO SPAMU!

☆ Nie widzisz swojego komentarza? Prawdopodobnie pozostawiłaś w nim nieopłacony link. Zgodnie z obietnicą trafił do spamu. Szanuj cudzą pracę! Mam alergię na cwaniactwo.
☆ Zanim napiszesz komentarz, poświęć chwilę i przeczytaj cały post. Chyba, że lubisz się kompromitować.

Dziękuję za każdą kawę ☕

instagram

Copyright © W Blasku Marzeń.