Dlaczego przestaliśmy ufać poradom w internecie

 

          Jeszcze do niedawna porady z internetu przypominały zwykłą rozmowę. Ktoś coś sprawdził, ktoś inny się sparzył, kolejny dopowiedział szczegóły. Czytało się to uważnie, czasami nie bez rezerwy, ale jednak z przekonaniem, że po drugiej stronie jest człowiek, a nie automat. Dziś coraz częściej zaglądamy do wyszukiwarki lub media społecznościowe z wyraźnym dystansem. Czytamy, ale nie dowierzamy. Zapisujemy, ale nie stosujemy. Skąd wzięła się ta zmiana i dlaczego stała się tak powszechna?

To nie jest kwestia trendu ani nagłej utraty naiwności. To jest raczej efekt wielu drobnych doświadczeń, które z czasem nauczyły nas ostrożności.

Nadmiar, który nie pomaga, a przytłacza

Internet przestał być źródłem informacji, a stał się ich niekończącym się strumieniem. Na jedno pytanie dostajemy dziesiątki odpowiedzi, często wzajemnie się wykluczających. Każda z nich brzmi pewnie, każda obiecuje skuteczność, każda używa podobnych sformułowań.

W takim nadmiarze trudno odróżnić wiedzę od opinii, doświadczenie od domysłu. Zamiast poczucia bezpieczeństwa pojawia się zmęczenie i chaos. A tam, gdzie panuje chaos, zaufanie rzadko ma szansę się utrzymać.

Zatarte granice między autorytetem a deklaracją

Dawniej autor porad był kimś konkretnym: lekarzem, rzemieślnikiem, nauczycielem, praktykiem. Dziś wystarczy sprawny język, dobra oprawa graficzna i kilka zdecydowanych zdań, by zostać nazwanym „ekspertem”.

Problem nie polega na tym, że w internecie brakuje specjalistów. Problem mamy w tym, że coraz trudniej ich odróżnić od osób, które jedynie dobrze prezentują się w tej roli. Gdy nie wiadomo, kto mówi i na jakiej podstawie, naturalną reakcją staje się dystans.

Porada jako produkt

Wiele internetowych porad przestało być bezinteresownych. Nawet jeśli zaczynają się rozsądnie i spokojnie, często kończą się rekomendacją konkretnego rozwiązania, produktu lub usługi. Choć samo to nie musi to być złe, zmienia dynamikę tej relacji.

Zaufanie trudno budować tam, gdzie pojawia się podejrzenie interesu. Zaczynamy się zastanawiać, czy dana rada jest  efektem jakiegoś doświadczenia, czy pewnej umowy. Takie wątpliwości zostają w naszej głowie na długo.

Ton, który poucza zamiast wspierać

Internetowe porady coraz częściej przybierają formę rozkazów. „Musisz”, „powinnaś”, „jeśli tego nie robisz, popełniasz błąd”. Taki język nie zostawia miejsca na wątpliwości, kontekst ani indywidualne doświadczenie. Takie metody wzbudzają we mnie na przykład efekt przeciwny.  Nic nie muszę, sama wybieram.

Prawdziwa rada zwykle rodzi się w rozmowie. Uwzględnia to, że ludzie mają różne możliwości, potrzeby i granice. Gdy zamiast tego dostajemy gotowe instrukcje, zaczynamy się bronić. Nie dlatego, że nie chcemy pomocy, ale dlatego, że nie czujemy się wysłuchani.

Doświadczenie, które nauczyło ostrożności

Wiele osób ma za sobą próby stosowania „sprawdzonych” internetowych porad. Diet, które nie zadziałały. Pielęgnacji, które pogorszyły stan skóry. Wskazówek życiowych, które w praktyce okazały się oderwane od rzeczywistości.

Z czasem uczymy się, że to, co niby dobrze się sprawdza w teorii lub u kogoś innego, nie zawsze sprawdza się u nas. Ta świadomość nie oznacza zamknięcia się na wiedzę, ale zmianę podejścia. Zamiast ślepo ufać, sprawdzamy, obserwujemy, na podstawie tego wyciągamy własne wnioski.

Większe zaufanie do własnego osądu

Zaufanie do porad nie znika z dnia na dzień. Ono się wyczerpuje po cichu, powoli po kolejnych rozczarowaniach i niespełnionych obietnicach. Internet nauczył nas wiele, ale nauczył nas też ostrożności. I być może to jest jedna z jego najważniejszych lekcji.

Nie chodzi o to, by odrzucać wszystkie porady. Chodzi raczej o powrót do starego porządku: słuchać, ale myśleć samodzielnie; czytać, ale sprawdzać; brać pod uwagę cudze doświadczenia, nie rezygnując z własnych. Porada ma sens tylko wtedy, gdy spotyka się z rzeczywistością konkretnego człowieka. A tej żadna wyszukiwarka nie zna lepiej niż my sami. Zgadzacie się z tym?

Pozdrowienia! ✨

Komentarze

Dziękuję za każdą kawę ☕

instagram

Copyright © W Blasku Marzeń.