Jak już jesteśmy przy ulubieńcach roku, została mi jeszcze pielęgnacja włosów. Chętnie próbuję różnych kosmetyków do pielęgnacji włosów, ale ostatecznie zawsze wracam do tego do tego, co naprawdę się sprawdza. Bez wyolbrzymionych obietnic i cudów, ale zawsze sprawdzona pielęgnacja, dzięki której moje włosy wyglądają i czują się najlepiej.
Rok ten był przyzwyczajaniem włosów do siwizny, więc powoli schodziłam z moich pasemek do naturalnego koloru włosów. Chociaż bardzo lubiłam swoje blond pasemka, to utrzymanie ich, żeby cały czas wyglądały na zadbane i świeże było dosyć drogą sprawą. Samo cena ich wykonania to już duże wyrzeczenie, następnie pilnowanie ich kondycji i koloru, to zbyt dużo zachodu. Wiadomo, że sama sobie ich nie zrobię, sama też nie będę farbować włosów (zbyt szybko odrastają) a lubię jeszcze, kiedy są pokręcone.
Pozostało mi czekać aż odrosną do naturalnego koloru i zadbać o ich kondycję tym bardziej, że się trochę osłabiły. Oprócz kosmetyków Redken, które były też ulubieńcami roku 2024, na porządku dziennym był Rozświetlający szampon do włosów Hair Prodigieux Nuxe, po którym moje włosy zawsze wyglądały świeżo, były miękkie i błyszczące, do kompletu przeważnie towarzyszyła mu odżywka z tej samej serii.
Farbowane końcówki w ochronie przed żółknięciem musiałam czymś zabezpieczyć. Najlepszy do tego był Heart of Glass Wzmacniająco - rozświetlający szampon Davines, który nie barwił, nie wysuszał, ale naprawdę dbał o kondycję moich włosów, a żółtawe odcienie neutralizował nie dzięki jakimkolwiek barwnikom a ekstraktom z owoców Jagua Blue. Efekt ten jak również kondycję moich włosów wzmacniam odkupioną później odżywką z tej samej serii.
Moje włosy od czasu do czasu lubią potraktowanie ich olejkami, co sprawdziło się podczas używania odżywki przed myciem Nuxe Hair Prodigieux. Nie przepadam za olejowaniem włosów, bo często o tym zapominam, trochę z tym dużo zachodu, ale przyjemność podczas używania i efekt naprawdę się opłaca.
Pod koniec roku zaskoczył mnie nowościami, bo trafił do mnie zestaw mający wzmocnić moje włosy, ich cebulki jak i skórę głowy marki Aveda.
Był to idealny prezent na koniec roku, tym bardziej, że moje włosy wzięło na wypadanie. Być może za mało witamin, możliwe też że kumulacja stresu. Cały ten zestaw to idealne rozwiązanie dla kogoś tak wybrednego jak ja. Stosowanie tych kosmetyków jest bardzo proste, nie wymaga żadnej filozofii, jedynie poświęcenia kilku minut czasu. Peeling do włosów Scalp Solutions Exfoliating jak również Serum Invati Ultra Advanced mają cudowny wpływ na skórę głowy, odświeżają, czuje się, że skóra oddycha. Maska do włosów Botanical Repair i Olejek Miraculous Oil High-Shine Hair Concentrate również znacząco wpływają na kondycję moich włosów. Olejek oprócz dostarczania włosom potrzebnych składników chroni moje włosy przed wysoką temperaturą podczas suszenia włosów i używania lokówki.
Nie da się zaprzeczyć, że ten rok był bardzo udany pod względem pielęgnacji moich włosów i liczę, że ten również taki będzie. Pochwalicie się swoimi ulubieńcami?
Pozdrowienia! ✨

Perfumy są ważną częścią mojego życia, bez nich czuję się nieubrana, ale żeby wymienić je w ulubieńcach roku, to już prawie zapomniałam. Być może dlatego, że zbyt długo się do tego posta zbierałam. W końcu zabrałam się do przedstawienia moich ulubionych perfum roku 2025. Nie był to rok zbyt obfity w moje zakupy perfumowe, ale za to każdy mój zakup - prezent od siebie dla siebie był szczególnie trafiony.
Początek tamtego roku zdominował jeszcze ulubieniec roku 2024, czyli Libre Flower & Flames YSL, woda perfumowana o kwiatowym zapachu kupiona w ciemno. Cieszył mnie każdego dnia, zachwycał otoczenie, ale przyszła wiosna, wraz z nią ciepłe dni i potrzebowałam czegoś lżejszego. Był to niewielki flakonik, bo takie najbardziej. Są najładniejsze i zawsze świeże.

Zima to pora roku, za którą szczególnie nie przepadam nie tylko ze względu na zimno, które mój organizm słabo toleruje, ale irytuje mnie także brak światła dziennego. Są jednak rzeczy, które łagodzą tą niechęć, choćby taka rozgrzewająca herbata. Przy herbacie można odpocząć, zrelaksować się, czy nawet poczytać książkę. Biorąc pod uwagę, że nie wszyscy wszystko lubią, każdy z nas mają różne tolerancje, wyszukałam kilka przepisów.
Na początku wspomnę jeszcze, że herbatki rozgrzewające najlepiej pić na ciepło, nie bardzo gorące. Przy mocnym wychłodzeniu dobrze jest też zjeść ciepły posiłek.
Klasyczna herbata z imbirem i cytryną
Herbata ta jest chyba najbardziej popularna. Imbir ma właściwości rozgrzewające, cytryna odświeża, miód łagodzi gardło.
Napar malinowo-lipowy
Dobry na chłód i pierwsze oznaki przeziębienia. Zaparzać pod przykryciem ok. 10 minut. Działa napotnie i delikatnie rozgrzewa.
Herbata z goździkami i cynamonem
Dobra po zimowym spacerze, rozgrzewa od środka. Smak tej herbaty jest wyraźny, korzenny.
Napar z czarnego bzu
Rozgrzewa i wzmacnia odporność. Przyrządzanie jest bardzo proste.
Rooibos z imbirem i wanilią
Nie zawiera kofeiny, dzięki czemu śmiało można pić wieczorem. Jest delikatny w smaku i przyjemnie rozgrzewający.
NA ZIMNE STOPY I OGÓLNE WYCHŁODZENIE
Herbata imbirowo-pieprzna
Mocno rozgrzewa krążenie. Najlepiej pić gorącą, powoli
Idealna na gardło i pierwsze drapanie, a także po długim staniu na zimnie.
Napar lipowo-tymianowy
Łagodzi, ogrzewa i stawia na nogi.
Herbata z imbirem i sokiem malinowym
Prosta i skuteczna, bez cukru i owoców, znana od pokoleń. Delikatnie rozgrzewa, jest też dobra na trawienie.
Napar z kminku i kopru włoskiego
Rozgrzewa delikatnie, jest też dobra na trawienie.
Rooibos z goździkami
Ciepła i spokojna herbata na wieczór. Najmocniejsza na mróz i silne wychłodzenie.
Herbata imbirowo-korzenna
Ta herbata jest wyraźna i rozgrzewa do samego środka. Dobra po długim spacerze albo gdy marzną ręce i stopy. Imbir i pieprz rozgrzewają, cynamon pomoże utrzymać ciepło, natomiast goździki wzmacniają działanie. Herbatę najlepiej pić gorącą, małymi łykami.
DLA WRAŻLIWEGO ŻOŁĄDKA
Herbata ta jest łagodna, ale jednocześnie skuteczna. Rozgrzewa bez uczucia ciężkości.
Napar z lipy, rumianku i kopru włoskiego
Zaparzać pod przykryciem 10 minut. Dobra na wieczór, uspokaja i delikatnie ogrzewa organizm.
Napar lipowo-lawendowy
Delikatnie rozgrzewa, wycisza i pomaga zasnąć. Bez kofeiny, bez ostrych przypraw.
NA OSŁABIENIE I BRAK SIŁ
Herbata malinowo-dzika róża
Wzmacnia, lekko rozgrzewa, dobra w ciągu dnia.
czarna herbata lub rooibos
1 łyżka suszonej dzikiej róży
1–2 łyżeczki soku malinowego
BEZ IMBIRU (dla tych, którym nie służy)
Herbata cynamonowo-goździkowa
Klasyka, czyli herbata ciepła, łagodna, trzymająca ciepło.
Na dziś wystarczy rozgrzewających herbat, może podzielicie się własnymi przepisami?
Pozdrowienia! ❄️

Jeśli wygląd naszej skóry budzi wątpliwości, skóra zaczyna źle na coś reagować, to często mówi się, że czegoś jej brakuje. Jakiegoś składnika aktywnego, kolejnego etapu pielęgnacji. Tymczasem bardzo często sytuacja wygląda odwrotnie. Skóra nie jest zaniedbana, ale przeciążona, natomiast objawy, które się pojawiają, interpretujemy jak nowy problem zamiast sygnału ostrzegawczego.
Przeciążona skóra to skóra poddawana zbyt wielu bodźcom jednocześnie. Nadmiar kosmetyków, częste zmiany produktów, intensywne oczyszczanie, regularne złuszczanie wykonywane profilaktycznie oraz łączenie wielu składników aktywnych bez czasu na regenerację stopniowo osłabiają naturalne mechanizmy obronne skóry. Gdy granica tolerancji zostaje przekroczona, skóra zaczyna reagować.
Jednym z pierwszych takich sygnałów jest pojawiające się nagle pieczenie lub szczypanie, nawet po kosmetykach, które wcześniej były dobrze tolerowane. Często uznaje się to za objaw skóry wrażliwej i sięga po kolejne preparaty łagodzące, nie zauważając, że przyczyną jest osłabiona bariera naskórkowa zmęczona nadmiarem interwencji.
Częstym objawem są również drobne wysypki, podskórne krostki lub nierówna struktura skóry, określana potocznie jako „kaszka”. Zmiany te nie przypominają klasycznego trądziku, pojawiają się bez wyraźnej przyczyny i często w miejscach, które wcześniej nie sprawiały problemów. Reakcja sprowadza się do sięgania się po silniejsze produkty regulujące, co dodatkowo pogłębia przeciążenie.
Przeciążona skóra może sprawiać wrażenie ciężkiej, oblepionej i pozbawionej świeżości. Kosmetyki wchłaniają się gorzej, makijaż wygląda mniej naturalnie, a mimo stosowania kremów pojawia się uczucie napięcia. Paradoksalnie im więcej produktów nakładamy, tym gorzej skóra funkcjonuje.
Zdarza się także, że skóra staje się sucha i ściągnięta pomimo intensywnego nawilżania. Uczucie ulgi po aplikacji kosmetyku jest krótkotrwałe, natomiast potrzeba nałożenia kolejnej warstwy pojawia się bardzo szybko. To nie jest sygnał niedoboru, ale informacja, że skóra nie nadąża z odbudową i nie potrafi zatrzymać wilgoci.
Często w tym momencie dochodzimy do wniosku, że nasza skóra niczego nie toleruje. Kosmetyki stosowane przez lata nagle zaczynają powodować dyskomfort, co bywa interpretowane jako alergia lub trwała nadwrażliwość. W rzeczywistości jest to często efekt długotrwałego przeciążenia i braku czasu na regenerację.
Łatwo pomylić te objawy z poważniejszym problemem, ponieważ współczesna pielęgnacja uczy działania, korygowania i nieustannego ulepszania. Znacznie rzadziej mówi się o tym, że skóra czasem potrzebuje uproszczenia i spokoju. Dawniej pielęgnacja była prostsza, bardziej przewidywalna i oparta na regularności, co sprzyjało naturalnym procesom odbudowy.
W przypadku przeciążonej skóry poprawę często przynosi nie dodawanie kolejnych kroków, lecz ich ograniczenie. Mniej kosmetyków, spokojniejsze formuły oraz czas pozwalają skórze wrócić do równowagi. Bardzo często okazuje się wtedy, że problemem nie była sama skóra, lecz nadmiar dobrych chęci.
Pozdrowienia! ✨

W pielęgnacji skóry często oczekuje się szybkich efektów. Jeśli coś działa, powinno być widać to od razu. Jeśli szkodzi - reakcja też powinna pojawić się natychmiast. Rzeczywistość jest jednak bardziej złożona. Skóra bardzo rzadko funkcjonuje w trybie natychmiastowym. Zarówno negatywne reakcje, jak pozytywne efekty pielęgnacji najczęściej nie pojawiają się tak od razu.
Skóra reaguje etapami, nie impulsywnie
Skóra to narząd, który działa w cyklach. Każdego dnia zachodzą w niej procesy regeneracji, odbudowy i ochrony. Gdy pojawia się czynnik drażniący albo nowy składnik pielęgnacyjny, skóra najpierw próbuje się do niego przystosować. Ten etap adaptacji nie jest widoczny od zewnątrz.
Dopiero gdy mechanizmy obronne zostaną przeciążone lub gdy procesy naprawcze zaczną działać sprawniej, pojawiają się zauważalne zmiany. Dlatego zarówno podrażnienie, jak również poprawa kondycji skóry mogą ujawnić się dopiero po czasie.
Bariera skórna nie odbudowuje się z dnia na dzień
Jednym z ważniejszych elementów zdrowej skóry jest bariera hydrolipidowa. Jej osłabienie rzadko daje natychmiastowe objawy. Skóra może wyglądać całkiem normalnie, mimo że stopniowo traci zdolność do ochrony przed czynnikami zewnętrznymi.
Podobnie działa pielęgnacja naprawcza. Nawet najlepiej dobrane składniki potrzebują czasu, by zmniejszyć przeznaskórkową utratę wody, poprawić elastyczność, ograniczyć nadreaktywność, a także przywrócić komfort. Efekt nie polega na nagłym „wow”, tylko na stopniowym uspokojeniu skóry, które często zauważa się dopiero po kilku tygodniach.
Dlaczego dobre efekty pielęgnacji są opóźnione?
Wiele procesów w skórze przebiega wolniej, niż byśmy chcieli. Odnowa naskórka trwa średnio około 28 dni, a z wiekiem wydłuża się jeszcze bardziej. Oznacza to, że realna poprawa struktury skóry, kolorytu czy gładkości nie może pojawić się natychmiast.
Jeśli pielęgnacja działa prawidłowo, skóra stopniowo staje się bardziej odporna a mniej reaktywna, poprawia się jej poziom nawilżenia, natomiast uczucie ściągnięcia lub pieczenia pojawia się rzadziej lub znika całkowicie. Są to zmiany, które łatwo przeoczyć na co dzień, bo nie są spektakularne - ale to właśnie one świadczą o tym, że skóra wraca do równowagi.
Kumulacja działa w obie strony
Tak jak składniki drażniące mogą się kumulować i po czasie wywołać reakcję, tak samo kumulują się efekty pielęgnacji wspierającej. Regularne stosowanie prostych, dobrze tolerowanych produktów często przynosi lepsze rezultaty niż częste zmiany i nadmiar nowości.
Skóra przyzwyczaja się do nowej rutyny. Gdy przestaje być nieustannie stymulowana, zaczyna funkcjonować stabilniej. To właśnie wtedy pojawia się efekt, który wiele osób opisuje jako, że się skóra w końcu się uspokoiła, choć trudno wskazać jeden konkretny moment, w którym to się stało.
Dlaczego reakcja może pojawić się nagle, mimo że pielęgnacja była ta sama?
Często słyszy się, że ktoś używa tego od lat i do tej pory nic się nie działo. Skóra jednak nie jest stała. Wpływają na to pory roku, poziom stresu, hormonów, ale także wiek oraz stan zdrowia.
W pewnym momencie tolerancja skóry może się obniżyć, co nie zawsze oznacza, że produkt nagle stał się szkodliwy, ale raczej że skóra przestała mieć zasoby, by go dobrze znosić.
Cierpliwość jako element pielęgnacji
Zarówno reakcje niepożądane, jak i pozytywne efekty pielęgnacji wymagają czasu, by stać się widoczne. Dlatego ocena kosmetyku po jednym czy dwóch dniach bardzo często bywa myląca.
Pielęgnacja, która ma sens, działa cicho i stopniowo. Nie przyciąga uwagi gwałtownymi efektami, ale z czasem sprawia, że skóra staje się mniej problematyczna, bardziej przewidywalna i po prostu łatwiejsza w codziennym funkcjonowaniu.
Skóra rzadko reaguje natychmiast, ponieważ większość procesów zachodzi w niej powoli i warstwami. Zarówno problemy, jak i poprawa jej kondycji są zwykle wynikiem tego, co działo się wcześniej, a nie tylko tego, co zostało nałożone wczoraj.
Dlatego w pielęgnacji warto kierować się obserwacją, umiarem i konsekwencją, Efekty, które przychodzą z opóźnieniem, bardzo często okazują się trwalsze niż te natychmiastowe.

Jeszcze do niedawna porady z internetu przypominały zwykłą rozmowę. Ktoś coś sprawdził, ktoś inny się sparzył, kolejny dopowiedział szczegóły. Czytało się to uważnie, czasami nie bez rezerwy, ale jednak z przekonaniem, że po drugiej stronie jest człowiek, a nie automat. Dziś coraz częściej zaglądamy do wyszukiwarki lub media społecznościowe z wyraźnym dystansem. Czytamy, ale nie dowierzamy. Zapisujemy, ale nie stosujemy. Skąd wzięła się ta zmiana i dlaczego stała się tak powszechna?
To nie jest kwestia trendu ani nagłej utraty naiwności. To jest raczej efekt wielu drobnych doświadczeń, które z czasem nauczyły nas ostrożności.
Internet przestał być źródłem informacji, a stał się ich niekończącym się strumieniem. Na jedno pytanie dostajemy dziesiątki odpowiedzi, często wzajemnie się wykluczających. Każda z nich brzmi pewnie, każda obiecuje skuteczność, każda używa podobnych sformułowań.
W takim nadmiarze trudno odróżnić wiedzę od opinii, doświadczenie od domysłu. Zamiast poczucia bezpieczeństwa pojawia się zmęczenie i chaos. A tam, gdzie panuje chaos, zaufanie rzadko ma szansę się utrzymać.
Dawniej autor porad był kimś konkretnym: lekarzem, rzemieślnikiem, nauczycielem, praktykiem. Dziś wystarczy sprawny język, dobra oprawa graficzna i kilka zdecydowanych zdań, by zostać nazwanym „ekspertem”.
Problem nie polega na tym, że w internecie brakuje specjalistów. Problem mamy w tym, że coraz trudniej ich odróżnić od osób, które jedynie dobrze prezentują się w tej roli. Gdy nie wiadomo, kto mówi i na jakiej podstawie, naturalną reakcją staje się dystans.
Wiele internetowych porad przestało być bezinteresownych. Nawet jeśli zaczynają się rozsądnie i spokojnie, często kończą się rekomendacją konkretnego rozwiązania, produktu lub usługi. Choć samo to nie musi to być złe, zmienia dynamikę tej relacji.
Zaufanie trudno budować tam, gdzie pojawia się podejrzenie interesu. Zaczynamy się zastanawiać, czy dana rada jest efektem jakiegoś doświadczenia, czy pewnej umowy. Takie wątpliwości zostają w naszej głowie na długo.
Internetowe porady coraz częściej przybierają formę rozkazów. „Musisz”, „powinnaś”, „jeśli tego nie robisz, popełniasz błąd”. Taki język nie zostawia miejsca na wątpliwości, kontekst ani indywidualne doświadczenie. Takie metody wzbudzają we mnie na przykład efekt przeciwny. Nic nie muszę, sama wybieram.
Prawdziwa rada zwykle rodzi się w rozmowie. Uwzględnia to, że ludzie mają różne możliwości, potrzeby i granice. Gdy zamiast tego dostajemy gotowe instrukcje, zaczynamy się bronić. Nie dlatego, że nie chcemy pomocy, ale dlatego, że nie czujemy się wysłuchani.
Wiele osób ma za sobą próby stosowania „sprawdzonych” internetowych porad. Diet, które nie zadziałały. Pielęgnacji, które pogorszyły stan skóry. Wskazówek życiowych, które w praktyce okazały się oderwane od rzeczywistości.
Z czasem uczymy się, że to, co niby dobrze się sprawdza w teorii lub u kogoś innego, nie zawsze sprawdza się u nas. Ta świadomość nie oznacza zamknięcia się na wiedzę, ale zmianę podejścia. Zamiast ślepo ufać, sprawdzamy, obserwujemy, na podstawie tego wyciągamy własne wnioski.
Zaufanie do porad nie znika z dnia na dzień. Ono się wyczerpuje po cichu, powoli po kolejnych rozczarowaniach i niespełnionych obietnicach. Internet nauczył nas wiele, ale nauczył nas też ostrożności. I być może to jest jedna z jego najważniejszych lekcji.
Nie chodzi o to, by odrzucać wszystkie porady. Chodzi raczej o powrót do starego porządku: słuchać, ale myśleć samodzielnie; czytać, ale sprawdzać; brać pod uwagę cudze doświadczenia, nie rezygnując z własnych. Porada ma sens tylko wtedy, gdy spotyka się z rzeczywistością konkretnego człowieka. A tej żadna wyszukiwarka nie zna lepiej niż my sami. Zgadzacie się z tym?
Pozdrowienia! ✨

Włosy z wiekiem stają się coraz cieńsze, a podczas zimy ich pielęgnacja to dla mnie duże wyzwanie. Zawsze szukam profesjonalnej pielęgnacji, tym razem dzięki Wizaz.pl miałam okazję poznać serię kosmetyków marki Aveda. Stosuję je już grubo ponad miesiąc, ale zachwyciły mnie już od samego początku.
[wpis reklamowy]
Marki Aveda wcześniej nie znałam, ale lubię co nieco się o dowiedzieć na temat kosmetyków, które używam, dlatego poszukałam informacji, żeby Wam też przekazać tę wiedzę. Jest to amerykańska marka kosmetyków do pielęgnacji włosów i ciała, założona w 1978 roku przez Horsta Rechelbachera, która łączy tradycyjną mądrość ajurwedy z nowoczesnymi formułami opartymi na składnikach roślinnych. Jej produkty od szamponów i odżywek po maski oraz preparaty do stylizacji bazują na składnikach pochodzenia naturalnego i są wegańskie oraz cruelty-free. Firma kładzie duży nacisk na odpowiedzialność środowiskową: stosuje opakowania z recyklingu, wykorzystuje energię z odnawialnych źródeł i promuje zrównoważony rozwój. Aveda działa globalnie we współpracy z profesjonalnymi salonami i spa, a jej filozofia pielęgnacji włosów obejmuje zarówno skuteczność, jak i harmonię z naturą.
Jak na porządną markę przystało, nie można narzekać na opakowania tych kosmetyków. Wszystkie są solidnie wykonane, dokładnie opisane, mają elegancką szatę graficzną i są niezawodne również podczas aplikacji.
Przed myciem warto zadbać o dokładne oczyszczenie skóry głowy. Są do tego przeznaczone specjalne peelingi, jednak swoim sposobem użycia skutecznie mnie zniechęcały. Nie zawsze mam tak dużo czasu, żeby się długo bawić zabiegami przy włosach.
Żel złuszczający Aveda Scalp Solutions Exfoliating Scalp Treatment to już zupełnie inna historia. Aplikuje się przed myciem na skórę głowy i po kilku minutach zmywa. Jego aplikacja jest bardzo prosta dzięki zakończeniu tubki, a także dzięki bardzo lekkiej konsystencji tego żelu.
Scalp Solutions Exfoliating Scalp Treatment usuwa zanieczyszczenia, nadmiar sebum, dba również o naturalną barierę ochronną skóry. Jest odpowiedni dla wszystkich rodzajów włosów, także tych farbowanych.
Redukuje wydzielanie sebum o 76% już po pierwszym użyciu, złustyzcza martwy naskórek, zapewniając uczucie chłodzenia, dzięki zawartości składników aktywnych, który mi są kwas salicylowy i glukozamina z fermentacji.