Denko - listopad i grudzień 2025
Liftingujące serum pod oczy Rivoli Geneve Le Regard 2.0 te próbki wystarczyły mi na dłużej, bardzo zachęcają do zakupu, cena mniej, ale nigdy nie mówię nigdy.

Jeszcze do niedawna porady z internetu przypominały zwykłą rozmowę. Ktoś coś sprawdził, ktoś inny się sparzył, kolejny dopowiedział szczegóły. Czytało się to uważnie, czasami nie bez rezerwy, ale jednak z przekonaniem, że po drugiej stronie jest człowiek, a nie automat. Dziś coraz częściej zaglądamy do wyszukiwarki lub media społecznościowe z wyraźnym dystansem. Czytamy, ale nie dowierzamy. Zapisujemy, ale nie stosujemy. Skąd wzięła się ta zmiana i dlaczego stała się tak powszechna?
To nie jest kwestia trendu ani nagłej utraty naiwności. To jest raczej efekt wielu drobnych doświadczeń, które z czasem nauczyły nas ostrożności.
Internet przestał być źródłem informacji, a stał się ich niekończącym się strumieniem. Na jedno pytanie dostajemy dziesiątki odpowiedzi, często wzajemnie się wykluczających. Każda z nich brzmi pewnie, każda obiecuje skuteczność, każda używa podobnych sformułowań.
W takim nadmiarze trudno odróżnić wiedzę od opinii, doświadczenie od domysłu. Zamiast poczucia bezpieczeństwa pojawia się zmęczenie i chaos. A tam, gdzie panuje chaos, zaufanie rzadko ma szansę się utrzymać.
Dawniej autor porad był kimś konkretnym: lekarzem, rzemieślnikiem, nauczycielem, praktykiem. Dziś wystarczy sprawny język, dobra oprawa graficzna i kilka zdecydowanych zdań, by zostać nazwanym „ekspertem”.
Problem nie polega na tym, że w internecie brakuje specjalistów. Problem mamy w tym, że coraz trudniej ich odróżnić od osób, które jedynie dobrze prezentują się w tej roli. Gdy nie wiadomo, kto mówi i na jakiej podstawie, naturalną reakcją staje się dystans.
Wiele internetowych porad przestało być bezinteresownych. Nawet jeśli zaczynają się rozsądnie i spokojnie, często kończą się rekomendacją konkretnego rozwiązania, produktu lub usługi. Choć samo to nie musi to być złe, zmienia dynamikę tej relacji.
Zaufanie trudno budować tam, gdzie pojawia się podejrzenie interesu. Zaczynamy się zastanawiać, czy dana rada jest efektem jakiegoś doświadczenia, czy pewnej umowy. Takie wątpliwości zostają w naszej głowie na długo.
Internetowe porady coraz częściej przybierają formę rozkazów. „Musisz”, „powinnaś”, „jeśli tego nie robisz, popełniasz błąd”. Taki język nie zostawia miejsca na wątpliwości, kontekst ani indywidualne doświadczenie. Takie metody wzbudzają we mnie na przykład efekt przeciwny. Nic nie muszę, sama wybieram.
Prawdziwa rada zwykle rodzi się w rozmowie. Uwzględnia to, że ludzie mają różne możliwości, potrzeby i granice. Gdy zamiast tego dostajemy gotowe instrukcje, zaczynamy się bronić. Nie dlatego, że nie chcemy pomocy, ale dlatego, że nie czujemy się wysłuchani.
Wiele osób ma za sobą próby stosowania „sprawdzonych” internetowych porad. Diet, które nie zadziałały. Pielęgnacji, które pogorszyły stan skóry. Wskazówek życiowych, które w praktyce okazały się oderwane od rzeczywistości.
Z czasem uczymy się, że to, co niby dobrze się sprawdza w teorii lub u kogoś innego, nie zawsze sprawdza się u nas. Ta świadomość nie oznacza zamknięcia się na wiedzę, ale zmianę podejścia. Zamiast ślepo ufać, sprawdzamy, obserwujemy, na podstawie tego wyciągamy własne wnioski.
Zaufanie do porad nie znika z dnia na dzień. Ono się wyczerpuje po cichu, powoli po kolejnych rozczarowaniach i niespełnionych obietnicach. Internet nauczył nas wiele, ale nauczył nas też ostrożności. I być może to jest jedna z jego najważniejszych lekcji.
Nie chodzi o to, by odrzucać wszystkie porady. Chodzi raczej o powrót do starego porządku: słuchać, ale myśleć samodzielnie; czytać, ale sprawdzać; brać pod uwagę cudze doświadczenia, nie rezygnując z własnych. Porada ma sens tylko wtedy, gdy spotyka się z rzeczywistością konkretnego człowieka. A tej żadna wyszukiwarka nie zna lepiej niż my sami. Zgadzacie się z tym?
Pozdrowienia! ✨

Włosy z wiekiem stają się coraz cieńsze, a podczas zimy ich pielęgnacja to dla mnie duże wyzwanie. Zawsze szukam profesjonalnej pielęgnacji, tym razem dzięki Wizaz.pl miałam okazję poznać serię kosmetyków marki Aveda. Stosuję je już grubo ponad miesiąc, ale zachwyciły mnie już od samego początku.
[wpis reklamowy]
Marki Aveda wcześniej nie znałam, ale lubię co nieco się o dowiedzieć na temat kosmetyków, które używam, dlatego poszukałam informacji, żeby Wam też przekazać tę wiedzę. Jest to amerykańska marka kosmetyków do pielęgnacji włosów i ciała, założona w 1978 roku przez Horsta Rechelbachera, która łączy tradycyjną mądrość ajurwedy z nowoczesnymi formułami opartymi na składnikach roślinnych. Jej produkty od szamponów i odżywek po maski oraz preparaty do stylizacji bazują na składnikach pochodzenia naturalnego i są wegańskie oraz cruelty-free. Firma kładzie duży nacisk na odpowiedzialność środowiskową: stosuje opakowania z recyklingu, wykorzystuje energię z odnawialnych źródeł i promuje zrównoważony rozwój. Aveda działa globalnie we współpracy z profesjonalnymi salonami i spa, a jej filozofia pielęgnacji włosów obejmuje zarówno skuteczność, jak i harmonię z naturą.
Jak na porządną markę przystało, nie można narzekać na opakowania tych kosmetyków. Wszystkie są solidnie wykonane, dokładnie opisane, mają elegancką szatę graficzną i są niezawodne również podczas aplikacji.
Przed myciem warto zadbać o dokładne oczyszczenie skóry głowy. Są do tego przeznaczone specjalne peelingi, jednak swoim sposobem użycia skutecznie mnie zniechęcały. Nie zawsze mam tak dużo czasu, żeby się długo bawić zabiegami przy włosach.
Żel złuszczający Aveda Scalp Solutions Exfoliating Scalp Treatment to już zupełnie inna historia. Aplikuje się przed myciem na skórę głowy i po kilku minutach zmywa. Jego aplikacja jest bardzo prosta dzięki zakończeniu tubki, a także dzięki bardzo lekkiej konsystencji tego żelu.
Scalp Solutions Exfoliating Scalp Treatment usuwa zanieczyszczenia, nadmiar sebum, dba również o naturalną barierę ochronną skóry. Jest odpowiedni dla wszystkich rodzajów włosów, także tych farbowanych.
Redukuje wydzielanie sebum o 76% już po pierwszym użyciu, złustyzcza martwy naskórek, zapewniając uczucie chłodzenia, dzięki zawartości składników aktywnych, który mi są kwas salicylowy i glukozamina z fermentacji.

Nie każdy ma wannę, a nawet jeśli ją ma, nie każdy ma czas na długie kąpiele. Zdarza się, że kosmetyki do kąpieli, takie jak sól czy kula, często stoją na półce i czekają na specjalną okazję, czasami dostajesz coś w prezencie od nieświadomego darczyńcy i nie wiesz, co z tym zrobić. Mimo wszystko da się je używać również pod prysznicem, chociaż trochę inaczej. Nie dawało mi to spokoju, szukałam też pomysłu i wiem, że jak się bardzo chce, to można.
Sól do kąpieli pod prysznicem sprawdza się całkiem dobrze. Według starych, tradycyjnych metod najlepiej jest taką sól rozpuścić. Wystarczy wsypać sól do kubka lub miski, zalać ciepłą wodą i dokładnie wymieszać, a następnie po umyciu ciała polewać takim roztworem skórę. To znana od lat metoda bardzo zbliżona do klasycznej kąpieli, do tego bezpieczna dla skóry. Nie podrażnia, pozwala skórze skorzystać z właściwości soli i daje poczucie odprężenia nawet bez wanny.
Sól można też używać pod prysznicem jako peeling pod warunkiem, że robi się to bardzo ostrożnie. Nakładana bezpośrednio na wilgotną skórę może działać zbyt intensywnie, tym bardziej jeśli kryształki są grube. Jest to rozwiązanie tylko dla skóry odpornej i też raczej niezbyt często. Przy skórze suchej, wrażliwej lub naczynkowej lepiej z takiego peelingu zrezygnować. Sól nie jest kosmetykiem, który lubi pośpiech i nadmierne tarcie.
Kula do kąpieli czy cokolwiek w tym rodzaju, to zupełnie inna historia. Została zaprojektowana z myślą o wannie i dużej ilości stojącej wody. Pod prysznicem nie ma warunków, by rozpuściła się równomiernie, uwolniając w pełni zapach czy olejki. Można na przykład rozkruszyć jej fragment, rozpuścić w kubku z ciepłą wodą, następnie polać ciało albo zmoczyć kulę, następnie nanieść powstałą pianę na skórę, można też użyć jako peelingu.
Warto pamiętać, że sól pod prysznicem najlepsza jest wtedy, gdy jest rozpuszczona i używana w formie polewania ciała. To metoda najbliższa temu, do czego sól została stworzona. Kula pod prysznicem nadal pozostaje kompromisem. Trzeba też uważać na olejki, bo mogą zostawiać śliską powierzchnię. Nie ma potrzeby pozbywania się prezentu, wystarczy poszukać sposobu. Górną część tej babeczki wykorzystałam jako peeling do ciała, dolną trzeba po prostu rozpuścić. Chociaż to nie będzie już dłuższy relaks w wannie, to zawsze trochę przyjemności można sobie podarować. Nie będę celowo kupować tych kosmetyków, kiedy mam tylko prysznic, ale prezenty wykorzystałam. Próbowaliście takich sposobów?
Pozdrowienia! ☀️
Mówi się często, że algorytm wie, czego chcemy. Podsuwa treści, produkty, profile. Ma ułatwiać życie i oszczędzać czas. Problem w tym, że tak naprawdę algorytm wcale nie zna naszych potrzeb. Zna tylko twoje kliknięcia.
Algorytm nie myśli i nie rozumie. Zapisuje to, na co spojrzałaś dłużej, co otworzyłaś drugi raz, czego nie przewinęliśmy od razu. Jeśli coś się powtarza, uznaje to za nasze zainteresowanie. Nawet jeśli to było przypadkowe klikniecie albo wynikało ze zmęczenia, nudy czy po prostu mieliśmy zły dzień.
Człowiek działa zupełnie inaczej. Szuka informacji, czasem odpoczynku, a czasem po prostu ciszy. Algorytm nie widzi tej różnicy. Dla niego wszystko sprowadza się jedynie do reakcji.
Nasze potrzeby to nie to samo co to, co jest łatwe i przyjemne. Możesz potrzebować spokoju, ale nic z tego, w zamian dostajesz kolejne bodźce. Możesz potrzebować rzetelnej wiedzy, zamiast niej widzisz uproszczenia i sensacje. Algorytm wzmacnia nawyki, nie zastanawia się nad tym, czy coś jest dla nas dobre.
Wybij sobie z głowy, że jakakolwiek personalizacja jest żadną troską. To sposób na to, żebyś została tu jak najdłużej. Im więcej czasu spędzasz na stronie, tym lepiej działa system. Nie liczy się umiar ani jakość, liczy się ciągłość.
Kiedy nie było jeszcze internatu, wybór był bardzo prosty. Sięgało się po konkretną gazetę, książkę, autora. Było wiadomo, dlaczego właśnie po to. Dziś treści same się pojawiają. A im więcej tych treści przychodzi, tym rzadziej zadajemy sobie pytanie, czy naprawdę ich potrzebujemy.
Algorytm lubi powtarzalność. Jeśli coś się klikało, to będzie wracać w kółko. Dlatego tyle treści brzmi tak podobnie, używa tych samych słów i tych samych obietnic. To nie jest przypadek, to jest działanie z automatu.
Z algorytmem nie trzeba walczyć. Wystarczy czytać uważniej, samodzielnie wybierać źródła, nie mylić popularności z wartością, no i przede wszystkim robić przerwy od ciągłego scrollowania. Algorytm może być narzędziem. Ale nie powinien decydować za nas. Bo po prostu nie zna on naszych potrzeb, i nigdy ich nie pozna. Zauważyliście to?
Pozdrowienia! ✨
Prawidłowa pielęgnacja zaczyna się i kończy na oczyszczaniu skóry zaczynamy wiec tej części. Oprócz ulubieńców poznanych w poprzednich latach do których też chętnie wracam, postanowiłam wypróbować także coś nowego.
Bardzo skuteczny i jednocześnie łagodny dla skóry okazał się Micelarny olejek oczyszczający Sensibio Bioderma. Tłusty, ale łatwo zmywalny ciepłą wodą dokładnie zmywał każdy kawałek mojego makijażu. Bardzo wydajny i przyjemny w użyciu na pewno będzie do mnie wracał.
Pianka micelarna Very Rose Nuxe kupiona była w stacjonarnej aptece w promocji okazała się wyjątkowo skuteczna, bardzo łagodna dla mojej suchej i wrażliwej skóry, a do tego bardzo przyjemna dla mojej suchej i wrażliwej skóry, a przy tym bardzo wydajna.
Tonik z tej samej serii Very Rose Nuxe towarzyszył mi cały czas od poprzednich lat, przejdziemy więc do dalszego oczyszczania, czyli do peelingu. Z tymi peelingami i różnie bywa i nie każdy jest taki jak oczekuję. Peeling enzymatyczny Agenity Balance Dr Irena Eris skutecznie i z łagodnością łagodnością oczyszcza moją skórę, jest też bardzo wydajny. Na zdjęcie trafił jeszcze krem ochronny Agenity Agę Shield Spf 50, który może sprawiał trochę problemów z rolowaniem, ale ogólnie byłam z niego bardzo zadowolona.
Super Serum [10] Nuxe cudownie regeneruje i wzmacnia moją skórę, bez obciążenia jej, to prawdziwy luksus, po który chętnie będę wracać. Takie samo odczucie miał również podczas stosowania kremu na dzień i na noc Nuxuriance Ultra. Krem ten kupiłam ponownie i ponownie do niego będę wracać. Cudownie nawilża, odżywia, regeneruje, pięknie pachnie.