Treść większego napisu

Główne kategorie

Treść mniejszego napisu

NA BLOGU

Sól i kula do kąpieli pod prysznicem - czy to ma sens?

 

            Nie każdy ma wannę, a nawet  jeśli ją ma, nie każdy ma czas na długie kąpiele. Zdarza się, że kosmetyki do kąpieli, takie jak sól czy kula, często stoją na półce i czekają na specjalną okazję, czasami dostajesz coś w prezencie od nieświadomego darczyńcy i nie wiesz, co z tym zrobić. Mimo wszystko da się je używać również pod prysznicem, chociaż  trochę inaczej. Nie dawało mi to spokoju, szukałam też pomysłu i wiem, że jak się bardzo chce, to można.

Sól do kąpieli pod prysznicem sprawdza się całkiem dobrze. Według  starych, tradycyjnych metod najlepiej jest taką  sól rozpuścić. Wystarczy wsypać sól do kubka lub miski, zalać ciepłą wodą i dokładnie wymieszać, a następnie po umyciu ciała polewać takim roztworem skórę. To znana od lat metoda bardzo zbliżona do klasycznej kąpieli, do tego bezpieczna dla skóry. Nie podrażnia, pozwala skórze skorzystać z właściwości soli i daje poczucie odprężenia nawet bez wanny. 

Sól można też używać pod prysznicem jako peeling pod warunkiem, że robi się to bardzo ostrożnie. Nakładana bezpośrednio na wilgotną skórę może działać zbyt intensywnie, tym bardziej jeśli kryształki są grube. Jest to rozwiązanie tylko dla skóry odpornej i też raczej niezbyt często. Przy skórze suchej, wrażliwej lub naczynkowej lepiej z takiego peelingu zrezygnować. Sól nie jest kosmetykiem, który lubi pośpiech i nadmierne tarcie.

Kula do kąpieli czy cokolwiek  w tym rodzaju, to zupełnie inna historia. Została zaprojektowana z myślą o wannie i dużej ilości stojącej wody. Pod prysznicem nie ma warunków, by rozpuściła się równomiernie, uwolniając w pełni zapach czy olejki. Można na przykład rozkruszyć jej fragment, rozpuścić w kubku z ciepłą wodą, następnie polać ciało albo zmoczyć kulę, następnie nanieść powstałą pianę na skórę, można też użyć jako peelingu.

Warto pamiętać, że sól pod prysznicem najlepsza jest wtedy, gdy jest rozpuszczona i używana w formie polewania ciała. To metoda najbliższa temu, do czego sól została stworzona. Kula pod prysznicem nadal pozostaje kompromisem. Trzeba też uważać na olejki, bo mogą zostawiać śliską powierzchnię. Nie ma potrzeby pozbywania się prezentu, wystarczy poszukać sposobu. Górną część tej babeczki wykorzystałam jako peeling do ciała, dolną trzeba po prostu rozpuścić. Chociaż to nie będzie już dłuższy relaks w wannie, to zawsze trochę przyjemności można sobie podarować. Nie będę celowo kupować tych kosmetyków, kiedy mam tylko prysznic, ale prezenty wykorzystałam. Próbowaliście takich sposobów?

Pozdrowienia! ☀️

Klikasz, więc masz? Niekoniecznie

 

            Mówi się często, że algorytm wie, czego chcemy. Podsuwa treści, produkty, profile. Ma ułatwiać życie i oszczędzać czas. Problem w tym, że tak naprawdę algorytm wcale nie zna naszych potrzeb. Zna tylko twoje kliknięcia.

Algorytm nie myśli i nie rozumie. Zapisuje to, na co spojrzałaś dłużej, co otworzyłaś drugi raz, czego nie przewinęliśmy od razu. Jeśli coś się powtarza, uznaje to za nasze zainteresowanie. Nawet jeśli to było przypadkowe klikniecie albo wynikało ze zmęczenia, nudy czy po prostu mieliśmy zły dzień. 

Człowiek działa zupełnie inaczej. Szuka informacji, czasem odpoczynku, a czasem po prostu ciszy. Algorytm nie widzi tej różnicy. Dla niego wszystko sprowadza się jedynie do reakcji.

Nasze potrzeby to nie to samo co to, co jest łatwe i przyjemne. Możesz potrzebować spokoju, ale nic z tego, w zamian dostajesz kolejne bodźce. Możesz potrzebować rzetelnej wiedzy, zamiast niej widzisz uproszczenia i sensacje. Algorytm wzmacnia nawyki, nie zastanawia się nad tym, czy coś jest dla nas dobre.

Wybij sobie z głowy, że jakakolwiek personalizacja jest żadną troską. To sposób na to, żebyś została tu jak najdłużej. Im więcej czasu spędzasz na stronie, tym lepiej działa system. Nie liczy się umiar ani jakość,  liczy się ciągłość.

Kiedy nie było jeszcze internatu, wybór był bardzo prosty. Sięgało się po konkretną gazetę, książkę, autora. Było wiadomo, dlaczego właśnie po to. Dziś treści same się pojawiają. A im więcej tych treści przychodzi, tym rzadziej zadajemy sobie pytanie, czy naprawdę ich potrzebujemy.

Algorytm lubi powtarzalność. Jeśli coś się klikało, to będzie wracać w kółko. Dlatego tyle treści brzmi tak podobnie, używa tych samych słów i tych samych obietnic. To nie jest przypadek, to jest działanie z automatu.

Z algorytmem nie trzeba walczyć. Wystarczy czytać uważniej, samodzielnie wybierać źródła, nie mylić popularności z wartością, no i przede wszystkim robić przerwy od ciągłego scrollowania. Algorytm może być narzędziem. Ale nie powinien decydować za nas. Bo po prostu nie zna on naszych potrzeb, i nigdy ich nie pozna. Zauważyliście to?


Pozdrowienia! ✨

Ulubieńcy roku 2025 - Pielęgnacja ciała

 

             Trochę tych ulubieńców się uzbierało, dlatego kontynuuję dalej. Dziś przyszedł czas na pielęgnację ciała, bo skóra ciała też jest ważna i wymaga, żeby i nią dbać trzeba dbać.

Z balsamów do ciała najbardziej lubię masła, ale też nie wszystkie. Unikam parafiny w składzie, wybieram te, które przynajmniej pachną znośnie, a najlepiej pięknie. Moja skóra jest bardzo wymagająca, przez co niewiele z nich daje radę. Trafily mi się dwa, z których jeden jest ze mną najczęściej.


Krem do ciała  i twarzy Nivea Family Care jest przeznaczony także do twarzy i dla całej rodziny. Krem ten jest dostępny w przystępnej cenie i ma dobrą pojemność, dlatego kupuję go najczęściej. Kiedy kupuję coś drogiego do twarzy czy makijażu, muszę oszczędzić na czymś innym. Krem bardzo łatwy się  rozsmarowuje, przyjemnie i delikatnie pachnie, kiedy go aplikuję na skórę, dobrze ją nawilża.


Jakikolwiek sentyment bym nie miała do Nivea, to najlepiej o skórę mojego ciała w roku 2025 dbało Odżywcze masło do ciała Alma K Nutritive Body Butter. Jego działanie sprawiało, że skóra była dobrze nawilżona, zabezpieczona przed utratą wody z naskórka, była też dobrze odżywiona . Chętnie wrócę po niego, kiedy będą promocje.


Pewnego dnia, kiedy skończy się ulubiony dezodorant Nuxe, szukałam po stacjonarnych aptekach nowego opakowania, niestety, wyparował a właściwie został wykupiony. Znalazłam dezodorant w sztyfcie Caudalie Vinofresh i postanowiłam wypróbować. Dezodorant ten znakomicie daje radę z moją niezbyt dużą potliwością, odświeża, przyjemnie i świeżo pachnie, a przy tym jest niesamowicie wydajny. Trochę duże jest to opakowanie jak do mniejszej torebki, ale ja rzadko kiedy używam poza domem. Aplikacja w domu mi wystarczy.


Dobrych kremów do rąk nigdy sobie nie żałuję. Mam swoich licznych ulubieńców, ale też lubię nowości. Krem do rąk i paznokci Cica Reve de Miel Nuxe dzięki zawartości wyciągu z wąkroty azjatyckiej dogłębnie nawdilża, odżywia cudownie. Zabezpiecza dłonie przed wysuszeniem, uwielbiam go. 

 

Na moje uwielbienie zasługuje również trochę lżejszy już Krem do rąk i paznokci Very Rose Nuxe. Rozpieszcza moje zmysły cudownym różanym aromatem. Na zapachu nie kończy się działanie tego kremu, bo też bardzo dobrze nawilża i dba o moją skórę. Moje dłonie są dobrze nawilżone i wygładzone. Zabieram go ze sobą na następny rok.

I to by było na tyle, jeśli chodzi o pielęgnację ciała, ale to jeszcze nie koniec. Co Was najbardziej zainteresowało?

Pozdrowienia! ✨

Ulubieńcy kosmetyczni 2025 - Pielęgnacja twarzy


             Stary rok pozostawił po sobie licznych ulubieńców także do pielęgnacji twarzy.  To kosmetyki, do których regularnie wracam, które sprawdziły się w codziennym stosowaniu, pozostawiły też widoczne efekty. Zabieram je ze sobą w dalszą drogę swojej pielęgnacji.

Prawidłowa pielęgnacja zaczyna się i kończy na oczyszczaniu skóry zaczynamy wiec tej części. Oprócz ulubieńców poznanych w poprzednich latach do których też chętnie wracam, postanowiłam wypróbować także coś nowego. 


Bardzo skuteczny i jednocześnie łagodny dla skóry okazał się Micelarny olejek oczyszczający Sensibio Bioderma. Tłusty, ale łatwo zmywalny ciepłą wodą dokładnie zmywał każdy kawałek mojego makijażu. Bardzo wydajny i przyjemny w użyciu na pewno będzie do mnie wracał.



Pianka micelarna Very Rose Nuxe kupiona była w stacjonarnej aptece w promocji okazała się wyjątkowo skuteczna, bardzo łagodna dla mojej suchej i wrażliwej skóry, a do tego bardzo przyjemna dla mojej suchej i wrażliwej skóry,  a przy tym bardzo wydajna. 

Tonik z tej samej serii Very Rose Nuxe towarzyszył mi cały czas od poprzednich lat, przejdziemy więc do dalszego oczyszczania, czyli do peelingu. Z tymi peelingami i różnie bywa i nie każdy jest taki jak oczekuję. Peeling enzymatyczny Agenity Balance Dr Irena Eris skutecznie i z łagodnością łagodnością oczyszcza moją skórę, jest też bardzo wydajny. Na zdjęcie trafił jeszcze krem ochronny Agenity Agę Shield Spf 50, który może sprawiał trochę problemów z rolowaniem, ale ogólnie byłam z niego bardzo zadowolona.


Od czasu do czasu nakładałam maskę w płachcie, szczególnie polubiłam maski Biodance. Maska Biocollagen Real Deep Mask przeznaczona na noc, nadaje się  również na dzień, i wtedy wolałam ją nosić kilka godzin, ale efekt za to był długotrwały. Maski te dogłębnie nawilżają, cały czas odczuwałam komfort.


Super Serum [10] Nuxe cudownie regeneruje i wzmacnia moją skórę, bez obciążenia jej, to prawdziwy luksus, po który chętnie będę wracać. Takie samo odczucie miał również podczas stosowania kremu na dzień i na noc Nuxuriance Ultra. Krem ten kupiłam ponownie i ponownie do niego będę wracać. Cudownie nawilża, odżywia, regeneruje, pięknie pachnie.



Kolejnym kremem do twarzy był Nuxe Merveillance Lift o nieco lżejszej konsystencji, który również bardzo dobrze pielęgnuje, odżywia, regeneruje. Oba tekremy są  bardzo wydajne, kuszą cudownym aromatem, bez wątpienia przechodzą ze mną na ten rok. Przechodzi też Krem pod oczy Merveillance Lift. Ma idealną konsystencję jak na moje wymagania, dobrze nawilża, odżywia, na zimę jest idealny, na później zapewne też.


Bardzo polubiłam też krem pod oczy Hydrate Age-Defying Alma K. Formuła oparta na morskich składnikach bardzo odpowiadała mojej skórze pod oczami. Po testowaniu dzięki Wizaz.pl sięgnęłam bo następne opakowanie i chętnie wrócę ponownie.



Po tych wszystkich ulubieńcach zapomniałabym o ulubionej masce do ust na noc Laneige Lip  Sleeping Mask Strawberry Shortcace. Pokazywałam jej inną wersję rok temu, tę kolejną ulubioną chętnie pokażę i w tym roku.


Maska ma działanie wszechstronne. Świetnie sprawdza się również jako balsam do ust, pięknie wygląda jako błyszczyk. Cieszę się, że miałam okazję poznać te wszystkie kosmetyki. Kiedyś mogłam  o takich jedynie pomarzyć. Co Was najbardziej zainteresowało? 

Pozdrowienia! ✨






Ulubieńcy makijażowi 2025

.           Tym razem prezentację swoich ulubieńców zaczynam od kosmetyków do makijażu. Moja dojrzała już skóra jest coraz bardziej wymagająca, dotyczy to również makijażu. Nie są to kosmetyki tanie, ale bardzo, bardzo wydajne, dzięki czemu wystarczają na bardzo długo. 

Przyjemne dla oka i niezawodne są również ich opakowania. Wszystko jest idealnie dopasowane, nic się nie zacina, nic nie wylewa. Wiem, że niektórzy powiedzą, że opakowanie to nie wszystko, ale dla mnie to bardzo dużo. Pomijając, że nie lubię brzydoty jak i ścierających się napisów oraz zdobień, nie zniosłabym nawet płacąc minimalną cenę, żeby coś się wylewało, zasychało, czy wysypywało. Kiedy coś wkładam do kosmetyczki, to ma to wszystko być na miejscu, a nie cokolwiek zabrudzić. 


Ważną rolę ma też zapach. Nie jestem za tym, żeby był intensywny, ale jeśli jest, niech to będzie przyjemny zapach. Nic gorszego jak niby kosmetyk jest ,,bezzapachowy" a  śmierdzi tak, że strach go otwierać. Wolę iść w drugą stronę i wybrać ten pachnący. 
Delikatnie i przyjemnie. Nie mam też parcia na kosmetyki naturalne. Lubię czuć komfort podczas aplikacji, ale też bardzo ważny jest efekt. Nie jestem aż tak bardzo cierpliwa, żeby się zbyt długo bawić, czekając aż wreszcie będzie tak jak oczekuję, a po godzinie będzie już wyglądało zupełnie inaczej. Efekt jaki oczekuję na być widoczny od razu i z czasem nie sprawiać niemiłych niespodzianek.


Podkład jest nakładany na całą twarz, tym bardziej jego jakość ma ogromne znaczenie. Nie może robić maski na twarzy, wysuszać skóry, wchodzić w jej załamania, ale też nie może być zbyt delikatny. Dbam o swoją skórę, a podkład ma udoskanalać jej wygląd, wyrównywać koloryt, delikatnie rozświetlać. Les Beiges Chanel jest lekki, rozświetlający, nawilża skórę, przez co do mojej dojrzałej skóry jest idealny. Duży wybór kolorów pozwala wybrać dla siebie ten właściwy. Podkład ten trzyma się na skórze cały dzień,  nie wchodzi w zmarszczki. Można taki wspomóc bazą, ale moją bazą jest krem na dzień. 


Tak samo duży wybór kolorów mają korektory tej marki. Długotrwały korektor Chanel Ultra Le Teint zapewnia dobre pokrycie, ale jednocześnie daje efekt bardzo naturalny. Jego kremowa, jedwabista konsystencja łatwo stapia się ze skórą, nie obciążając delikatnych okolic oczu. Korektor nie zbiera się w załamaniach i nie traci świeżości w ciągu dnia. Daje efekt gładkiej, delikatnie rozświetlonej skóry, a także wypoczętego spojrzenia. Korektor ten sprawdza się nie tylko pod czy, ale też do punktowego korygowania drobnych niedoskonałości.

Na twarz nakładam również brązer i puder, do których też mam duże wymagania. W żadnym wypadku nie mogą wysuszać mojej skóry. 




Brązer w kremie Les Beiges Healthy Glow Bronzing Cream nie zawsze jest dostępny, ale znalazłam go na stronie producenta, tam nawet bardziej się opłaca, chyba że u nas są duże promocje. Jeśli nie ma promocji, to warto poczekać te kilka dni na przesyłkę, bo nie tylko taniej jest, ale też próbki są dużo lepsze. Jego kremowo-żelowa konsystencja nadaje skórze naturalny, lekko ocieplony blask. Natomiast aksamitne, matowe wykończenie sprawia, że cera wygląda świeżo i zdrowo. Brazer jest bardzo łatwy do rozblendowania, co pozwala na uzyskanie subtelnego efektu opalenizny lub wyraźniejszego konturowania twarzy.

Zanim kupiłam puder sypki do twarzy Poudre Universelle Libre Chanel, przetestowałam ich mnóstwo i bardziej były porażką, niż pomocą z wyjątkiem Guerlaina tego w kulkach. Zanim wrócę do ulubionych kulek, potrzebowałam takiego, o który nie będę się obawiać, że gdzieś mi się wysypie, kiedy go będę chciała na przykład zabrać w podróż. Trochę duże jak do torebki jest to opakowanie, ale przynajmniej bezpieczne na tyle, że nic po drodze nie pogubię. Już po zakupie tego opakowania zauważyłam, że dostępne są opakowania bez nakrętki, czyli, że nie trzeba nic odkręcać i to mi teraz chodzi po głowie. Sam puder za to jest idealny do mojej skóry. Bardzo drobno zmielony jest niewidoczny na skórze, nie sprawia dyskomfortu, po prostu go nie czuję, że jest.
Puder ten daje piękne, gładkie i naturalne wykończenie, pozostawiając skórę wyblurowaną jak po zastosowaniu filtra. Przy użyciu niewielkiej ilości tego pudru nie ma tu miejsca na efekt ciężkości czy maski, skóra zawsze wygląda świeżo, promiennie i elegancko, a makijaż jest utrwalony na wiele godzin. 


Podążając za trendami, róż do policzków Make me Blush Bold Blurring Rouge YSL tak mnie prosił, żebym go kupiła, że nie mogłam nie ulec. Kolor wybierany na podstawie zdjęć, mógłby być delikatniejszy, na szczęście nie jest zbyt intensywny. Jako róż dla mnie i tej właśnie półki mógłby mieć zapach, ale go nie wyczuwam, a szkoda. Chociaż na początku kupiło mnie opakowanie, to ma on jeszcze inne zalety. Róż miękko nakłada się na pędzel, następnie równomiernie aplikuje na skórę bez pylenia czy pozostawiania plam. Równie dobrze aplikuje się go palcami, trzeba tylko delikatnie rozetrzeć. W jakikolwiek sposób go nie aplikuję, zawsze pozostawia trwały naturalny efekt.


W roku 2025 swój ulubiony tusz do rzęs wymieniłam na nowszy model, wybierając Inimitable Intense Chanel. Od samego początku sprawdzał się jak tego oczekiwałam. Pięknie rozdziela moje rzęsy, wydłuża, podkręca i pogrubia, co sprawia, że moje oczy są bardziej widoczne. Nie kruszy się, nie osypuje, trwa na moich rzęsach aż do zmycia. A co najważniejsze, to nie podrażnia moich oczu jak większość tuszy drogeryjnych. Brązowy kolor tego tuszu nie jest mniej wyraźny od czarnego, daje natomiast nieco lżejszy efekt.

Myśląc o kredce do oczu, wybrałam kredkę do brwi Crayon Sourcils Chanel myśląc, że to załatwić sprawę obu kosmetyków. No nie, do oczu to ona się absolutnie nie nadaje, ale za to moje brwi na tym skorzystały. Niedługo ją zdenkuję i już zaczynam tęsknić. Kolor jest prawie idealny, ani za chłodny, ani za ciepły. Idealnie się aplikuje i nie znika ze skóry z byle powodu. Prawie, bo mógłby być odrobinę ciemniejszy, ale niedługo wymienię na nową.

No i jesteśmy już przy makijażu ust. Jest również moja ulubiona kredka do ust Le Crayon Levres Chanel , która paradoksalnie mogłaby być jaśniejsza, ale też wybierałam na podstawie zdjęć. Mimo wszystko jest to kredka, która idealnie się trzyma na ustach, pięknie je podkreślając. Nie wchodzi w żadne załamania. Ta kredka jest też bardzo wydajna. Mam ją od maja i niewiele jest krótsza.


Błyszczyk do ust Gloss Bomb Oil Fenty Beauty to kolejny mój błyszczyk tej marki, chociaż nie wiem czy ten sam. Poprzedni też był moim ulubieńcem, a ten trafił mi się ze współpracy. Błyszczyk pielęgnuje usta, mam wrażenie, że również je chroni przed zimnem. Błyszczyk nie klei się i znika z ust tak szybko jak inne błyszczyki. Ma bardzo  przyjemny karmelowy zapach. To jeden z najlepszych moich błyszczyków.

Oprócz błyszczyka jest też ulubiona pomadka do ust Rouge Coco Flash Chanel. Jej odcień 90 jour dopasowuje się do naturalnej barwy ust, pasuje na każdą okazję, zachwyca delikatny różany zapach. Pomadka jest niewyczuwalna na ustach, ale za to jaki daje efekt! Delikatnie nabłyszcza moje usta, sprawiając  tym, że usta wydają się być optycznie powiększone. Nie jest to pomadka tak długotrwale działająca jak pomadki matowe, ale takich właśnie unikam. Efekt trwa wystarczająco długo jak na moje potrzeby, a zawsze mam ją przy sobie i mogę poprawić makijaż nawet bez lusterka.

W moich ulubieńcach zabrakło cieni. Nie mam takich, które bym lubiła, zamiast nich używam różu lub brązera, ale chętnie to zmienię w najbliższym czasie, i nie będzie to paleta. Wreszcie dotarłam ze swoimi ulubieńcami do końca, mam nadzieję że Wy także czytając ten post. Jeśli tak, pięknie dziękuję za cierpliwość.

Szczęśliwego Nowego Roku! ✨


Nowy Rok, nowe przemyślenia i plany


                      Jak co roku o tej porze, mamy nowy już rok, Niektórzy być może zdążyli odespać Sylwestra. Mój Sylwester odbył się bez fajerwerków, z wtulonymi we mnie przerażonymi całonocnym hukiem kotkami. Za hałasem raczej nie tęsknię, dlatego też nie chciałam nigdzie wychodzić, a i siebie czuję się najlepiej. 

Poza tym mieszkam tu od lipca i chyba nigdzie bardziej przytulnie się nie czułam, dlatego noc sylwestrową spędziłam przy telewizorze i ,,Sylwestrze z dwójką".  Skusiłam się też by otworzyć szampana od wnuczki, żeby nie stał tu trzeci rok, i teraz zastanawiam się, co zrobić z resztą, która została.

Rok 2025 nieźle mnie przeczołgał, dołożył co nieco do historii chorób, zmusił tym samym do wsłuchania się we własne potrzeby. Nauczyło mnie to, że nie wolno poddawać się presji, tym bardziej, że sama odczuwam jej skutki. Mam nadzieję, że ten rok mnie przeprosi za to wszystko i wynagrodzi wszystkie niedogodności, bo dlaczego miałby tego nie zrobić, tym bardziej, że jestem dobrym człowiekiem.

Jak pewnie każdy mam swoje plany i marzenia, ale nie zdradzę nikomu. Zawsze lepiej cieszyć się razem ze mną, kiedy coś zrealizuję, niż knuć ,,skuś baba na dziada". 😄 Wiem, że jak bardzo chcę, to tak czy inaczej przyjdzie do mnie. Że wszechświat czyta w moich myślach, że są anioły na tym świecie. Myślałam dziś na przykład o sałatce i o chałwie, zostały mi przyniesione. Czyli tak. Na początku zawsze jest słowo, a co z nim zrobisz, to zobaczysz.

Życzę Wam pozytywnych myśli, dużo zdrowia, radości, spełniania marzeń i planów. Żeby nigdy nie zabrakło pokoju na świecie, możliwości wyboru. Szczęśliwego Nowego Roku!


Co dzieje się z włosami w niskich temperaturach?

 

                Zimą włosy są narażone na warunki, z którymi trudno im sobie poradzić. Mróz, wiatr oraz suche powietrze w ogrzewanych pomieszczeniach wpływają bezpośrednio na łodygę włosa, zmieniając jej właściwości fizyczne. Choć włos nie jest żywą strukturą, reaguje na otoczenie w bardzo konkretny sposób, a te reakcje z czasem przekładają się na jego wygląd, elastyczność i podatność na uszkodzenia.

Łodyga włosa zbudowana jest głównie z keratyny i ma strukturę warstwową. Zewnętrzną warstwę stanowią układające się dachówkowato łuski, których zadaniem jest ochrona wnętrza włosa. W niskich temperaturach oraz przy gwałtownych zmianach ciepła łuski te z czasem coraz łatwiej się rozchylają. Włos przestaje być gładki, traci połysk, staje się bardziej podatny na uszkodzenia mechaniczne.

Zimne powietrze sprzyja odparowywaniu wody z łodygi włosa. Im mniej wilgoci zawiera włos, tym staje się on sztywniejszy i mniej elastyczny. W praktyce oznacza to większą łamliwość, szczególnie podczas czesania, spinania czy stylizacji. Keratyna w niskiej temperaturze zachowuje się mniej sprężyście, przez co włos gorzej znosi rozciąganie i nacisk.

Dodatkowym problemem jest tarcie. Czapki, szaliki i kołnierze ocierają się o włosy niemal bez przerwy. Jeśli łodyga włosa jest już przesuszona i ma rozchylone te łuski, tarcie prowadzi do mechanicznego ścierania jej powierzchni. W efekcie włosy zaczynają się puszyć, elektryzować, plątać, a końcówki szybciej ulegają zniszczeniu.

Sam mróz nie niszczy włosa od razu. Problemem jest długotrwałe działanie niskiej temperatury połączone z brakiem ochrony i wilgoci. Skutki zimowych zaniedbań często widoczne są dopiero po kilku miesiącach, gdy włosy stają się kruche, matowe i wymagają skracania.

Zimą łodyga włosa potrzebuje przede wszystkim stabilnych warunków i ochrony przed skrajnymi czynnikami zewnętrznymi. Najlepiej sprawdza się tu tradycyjne, spokojne podejście jak regularna pielęgnacja, osłona przed zimnem i unikanie nadmiernych obciążeń. Włosy, podobnie jak inne naturalne materiały, nie lubią gwałtownych zmian i źle znoszą brak umiaru.

Skoro niska temperatura wpływa na łodygę włosa głównie poprzez utratę wilgoci, zwiększoną sztywność i uszkodzenia mechaniczne, ochrona powinna opierać się na prostych, sprawdzonych metodach. Włosy nie powinny być  przy wyjściu z domu, tym bardziej na mróz nawet lekko wilgotne. Woda znajdująca się w łodydze włosa w niskiej temperaturze zmienia swoje właściwości fizyczne, co zwiększa ryzyko mikropęknięć jak również trwałego osłabienia jego struktury.

Bardzo ważne jest też ograniczenie tarcia. Czapka nie jest problemem sama w sobie, natomiast suchy, niechroniony włos ocierający się o szorstki materiał. Włosy przed założeniem nakrycia głowy powinny być zabezpieczone cienką warstwą emolientu, który zmniejsza tarcie, spowalnia również odparowywanie wilgoci. 

Włosy wymagają też równowagi między nawilżeniem a ochroną. Nadmiar lekkich, szybko odparowujących formuł daje tylko krótkotrwały efekt, natomiast bardziej treściwe odżywki lepiej sprawdzają się w trudnych warunkach atmosferycznych. Nie chodzi tu o ilość produktów, ale o ich funkcję ochronną.

Delikatne czesanie, unikanie ciasnych upięć i rezygnacja z nadmiernej stylizacji cieplnej zmniejszają ryzyko pękania włosa, który zimą i tak pracuje w mniej sprzyjających warunkach. Włosy traktowane delikatnie odwdzięczają się lepszą kondycją, nawet jeśli nie są idealne.

Ochrona łodygi włosa zimą nie wymaga na skomplikowanych zabiegów. Wystarczy tylko ograniczyć czynniki, które ją osłabiają. Dobrze zabezpieczony włos traci  mniej wilgoci, zachowuje większą elastyczność i lepiej znosi codzienne obciążenia. Konsekwencja oraz umiar w tym przypadku są ważniejsze niż liczba stosowanych kosmetyków. a efekty tego widać nie tylko zimą, ale również w kolejnych miesiącach.

Pozdrowienia! ✨

Dlaczego regeneracja nocna zimą jest inna niż latem

      

             Noc od zawsze była porą powrotu do równowagi. Organizm wycisza się po całym dniu i uruchamia procesy naprawcze, których nie da się zastąpić żadnym zabiegiem ani kosmetykiem. Warto  jednak zauważyć, że rytm tej nocnej odbudowy nie jest taki sam przez cały rok. Zimą przebiega inaczej niż latem, w innych warunkach, kiedy skóra ma inne potrzeby.

Zmienia się światło, temperatura oraz otoczenie, w którym śpimy, a wraz z nimi sposób, w jaki ciało i skóra regenerują się nocą. To, co latem przychodzi naturalnie i szybko, zimą wymaga więcej cierpliwości i ochrony. Zrozumienie tej sezonowej różnicy pozwala spojrzeć na nocną regenerację jako na proces zależny od pory roku, zgodny z naturalnym rytmem organizmu.

Jak nietrudno zauważyć, zmienia się światło. Latem długie dni i późne zachody słońca rozregulowują rytm dobowy, nawet jeśli nie zawsze zdajemy sobie z tego sprawę. Zimą ciemność zapada wcześniej, a melatonina, która jest hormonem snu i regeneracji wydziela się szybciej i często w większej ilości. To sprzyja głębszemu snu, ale jednocześnie sprawia, że organizm funkcjonuje w trybie oszczędnym. Skóra w nocy skupia się nie na regeneracji, odbudowie bariery ochronnej i ograniczaniu strat wody.

Drugą istotną różnicą jest temperatura. Latem nocą ciało łatwiej oddaje ciepło, krążenie jest bardziej aktywne, wtedy procesy naprawcze zachodzą szybciej. Zimą chłód obecny zarówno na zewnątrz, jak i w chłodniejszych sypialniach spowalnia mikrokrążenie. Skóra regeneruje się wolniej, a komórki naskórka potrzebują więcej czasu na odnowę. To już jeden z powodów, dla których zimą cera rano bywa bardziej szara, napięta oraz mniej wypoczęta niż w ciepłych miesiącach.

Nie bez znaczenia pozostaje także powietrze. Zimą śpimy w pomieszczeniach ogrzewanych, często z bardzo niską wilgotnością. Noc, która teoretycznie powinna być czasem intensywnego nawilżania skóry, staje się okresem wzmożonej utraty wody. Bariera hydrolipidowa pracuje na granicy wydolności, a regeneracja koncentruje się na jej doraźnym uszczelnianiu, zamiast na długofalowej odbudowie.

Latem skóra nocą naprawia szkody po słońcu, wietrze i wysokiej temperaturze. Zimą natomiast zmaga się z chronicznym niedoborem wilgoci, światła i ciepła. Taka regeneracja jest bardziej zachowawcza, mniej spektakularna, ale niezbędna. 

Właśnie dlatego nocna regeneracja zimą wymaga innych warunków niż latem. Więcej spokoju, stabilności i ochrony, mniej bodźców, a także nadmiaru. Organizm robi swoje, jak od pokoleń tylko w wolniejszym, oszczędniejszym rytmie. I warto mu na to pozwolić.

Czego naprawdę brakuje skórze, kiedy brakuje słońca

 


               Są w roku momenty, które trudno jednoznacznie nazwać ani porą przejściową, ani pełnią zimy. Dni stają się krótkie, światło słabsze, bardziej rozproszone, a skóra podobnie jak cały organizm wyraźnie reaguje na tę zmianę. Przez lata okresy bez słońca traktowano jako czas naturalnego wyciszenia. Nie oczekiwano od skóry blasku ani natychmiastowych efektów, raczej zdolności do przetrwania chłodu, wiatru i suchego powietrza. Podejście takie było bliższe rzeczywistym potrzebom skóry.

Brak słońca nie oznacza jedynie utraty koloru czy świeżości. Światło reguluje wiele procesów biologicznych, także tych zachodzących w skórze. Gdy jest go mniej, spowalnia się tempo odnowy komórkowej, pogarsza się mikrokrążenie, a skóra traci swoją naturalną żywotność. Obniża się synteza witaminy D, co wpływa nie tylko na odporność organizmu, ale również na kondycję naskórka. Skóra staje się cieńsza, bardziej reaktywna, często sprawia wrażenie zmęczonej, nawet jeśli pielęgnacja pozostaje bez zmian.

W tym czasie szczególnie wyraźnie ujawnia się osłabienie bariery ochronnej. Chłodne powietrze na zewnątrz i suche, ogrzewane wnętrza powodują wzmożoną utratę wody. Jednocześnie gruczoły łojowe pracują wolniej, co prowadzi do niedoboru lipidów odpowiedzialnych za elastyczność i odporność skóry. Dawniej problem ten rozwiązywano bardziej poprzez ochronę. Tłuste kremy, maści, oleje stosowane regularnie, zwłaszcza wieczorem, nie miały za zadanie upiększać, ale zabezpieczać skórę przed dalszymi stratami.


Zimą i późną jesienią skóra często nie domaga się intensywnego nawilżania w rozumieniu lekkich formuł. Potrzebuje raczej zwiększenia stabilności, zdolności do zatrzymania wilgoci, którą już posiada. Jest to wytłumaczeniem, dlatego tak często pojawia się uczucie ściągnięcia mimo stosowania kosmetyków nawilżających. Skóra otrzymuje wodę, ale nie ma czym jej zatrzymać. Kiedy brakuje słońca, bardziej niż kiedykolwiek liczy się równowaga między nawodnieniem a ochroną lipidową.

Zmniejszona ekspozycja na światło wpływa również na krążenie. Skóra pozbawiona ciepła wolniej się regeneruje, a drobne niedoskonałości utrzymują się dłużej. Mimo wszystko nie jest to sygnał do agresywnego pobudzania jej silnymi kwasami czy innymi intensywnymi kuracjami. Tradycyjne podejście zakładało raczej delikatne wspomaganie jak masaż, ciepło dłoni, regularność rytuałów pielęgnacyjnych. To właśnie te drobne, powtarzalne gesty miały największe znaczenie.

W okresach bez słońca skóra wyraźnie gorzej toleruje wszelki nadmiar. Zbyt wiele aktywnych składników, częste zmiany kosmetyków, intensywne zabiegi mogą prowadzić do przeciążenia oraz reakcji zapalnych. To właśnie im mniej światła, tym większej prostoty potrzebuje pielęgnacja. Stałość, przewidywalność oraz umiar pozwalają skórze skupić się na regeneracji, zamiast na obronie przed kolejnymi bodźcami.

Pielęgnacja w tym czasie powinna raczej  skupić się na ochronie niż wszelkim impulsom. Skóra nie potrzebuje za wszelką cenę rozświetlania ani pobudzania w tym czasie. Potrzebuje wsparcia, które nie narusza jej rytmu. Nawet ochrona przeciwsłoneczna, często pomijana zimą, pozostaje elementem rozsądnej pielęgnacji. Światło, choć słabsze, nadal oddziałuje na skórę, zwłaszcza kiedy jest jasno i mroźno.

Okresy bez słońca uczą cierpliwości. Nie przynoszą bardzo widocznych efektów, ale decydują jaką kondycję skóry będziemy mieć na dalsze miesiące. To czas, w którym pielęgnacja powinna być bardziej troską niż ambicją. Skóra, podobnie jak dawniej, najlepiej reaguje na to, co znane, spokojne i regularne.

Wbrew temu, co podpowiadają sezonowe trendy, w tych miesiącach skórze naprawdę nie brakuje nowości. Brakuje jej światła, ciepła, lipidów i rytmu. Te potrzeby natomiast najłatwiej zaspokoić, kiedy się wraca do podstaw, które przez lata po prostu się sprawdzały.

Pozdrowienia! ✨






Tekst większego napisu nagłówka

Polecam

Tekst mniejszego napisu nagłówka

ciekawe wpisy

Sekcja - Polecane posty

Dziękuję za każdą kawę ☕

instagram

Copyright © W Blasku Marzeń.