Treść większego napisu

Główne kategorie

Treść mniejszego napisu

NA BLOGU

Zimowe denko 2026


               Skończył się wreszcie luty, kończy się też zima, przyszedł czas na podsumowanie moich kosmetycznych zużyć. Moje denko jak widać kurczy się coraz bardziej, co z pewnością wynika z wydajności moich zużytych produktów. Zapraszam. 

Jak zawsze zaczynam od pielęgnacji twarzy, która też nie grzeszy ilością, ale też nie inwestowałam w ilość.


Krem do twarzy Ceramide Treatment Herla otrzymałam od znajomej. Tej samej, której poleciłam. Nawilżał, ale nie tak skutecznie jak moje ulubione kremy Nuxe. Przypuszczam, że kupiła w promocji na zapas i też się u niej średnio sprawdził. Kremu nie kupię, wróciłam do swoich ulubionych Nuxe.

Maska w płachcie Collagen Essential Mediheal za to sprawdziła się doskonale i chętnie bede do niej wracać.

Micelarna pianka oczyszczająca Very Rose Nuxe to mój ideał w tej dziedzinie. Myje delikatnie, skutecznie, jest niesamowicie wydajna. Jeszcze jest trochę na dnie, używam ją  od października zeszłego roku, chętnie kupię ponownie. 


Pasta do zębów Biorepair polubiłam, ale przez pewien czas nie mogłam na niego trafić, wróciłam do Blanx, ale chętnie wrócę ponownie.


Żel pod prysznic o zapachu limonki i cytryny Isana otrzymałam w upominki od Rossmana, ale do niego nie wrócę. Zapach przypominał mi zapach kostki do toalety, skóra po umyciu alarmowała o natychmiastowe nawilżenie. Dla mnie to po prostu bubel.

Mydło w kostce DOVE kupuję od lat i do niego powróciłam.

Odżywka do włosów Heart of Glass Davines była w moich ulubieńcach, ale nie mam już włosów blond, raczej siwy blond i póki co, nie zamierzam farbować, dlatego nie potrzebuję żadnego ochładzania. Włosy po tej odżywce były miękkie, błyszczące,  polecam.

Podkład do twarzy Les Beiges Chanel to po prostu mistrz wydajności. Używam go od czerwca zeszłego roku i już mam kolejne opakowanie. Pięknie wygładza skórę, ujednolica, delikatnie rozswietla, nawilża, uwielbiam go mieć na twarzy.

Pomadka do ust Phyto Rouge Shine Sheer Flamingo 23 Sisley była moją ulubioną przez prawie 2 i pół roku i chętnie do niej wrócę. Szminka dawała przepiękny efekt, przepiękny kolor, chętnie wypróbuję też inne tej marki. Opakowania nie wyrzucam.


Świeca zapachowa Hidden Label Herbal Lavender była w moich ulubieńcach, o których dopiero napiszę. Nie przepadam za zapachem lawendy, ale ten był tak delikatny, elegancki, miał w sobie coś magicznego, co uzależnia. Tę świeczkę otrzymałam w prezencie. Szukałam opisu w internecie, ale bezskutecznie, dlatego nic na jej temat nie napisałam. Wiem tylko, że marka tworzy swoje świece z wosku sojowego. Jeśli miałabym kupić, to właśnie coś w tym stylu. Ta mała świeczuszka była bardzo wydajna. Opakowanie zachowałam sobie do innych celów 


Wszystkie te próbki zużyłam z przyjemnością. Serum Sublimage i krem Le Lift Chanel wystarczyły mi na kilka dni. Saszetka z chusteczką zapachową Fleur d’Oranger Intense Fragonard pachnie nadal. Zapach Mutiny Maison Margiela opisałam na blogu. Oba zapachy są na mojej liście zakupowej.

To wszystko z mojego denka. Cieszę się, że mogłam używać tyle świetnych produktów i Wam też je polecam. 

Pozdrowienia! ☀️



40 rzeczy, które warto zrobić dla siebie w marcu

             

              Marzec często przychodzi z poczuciem lekkiego przebudzenia. Dni są dłuższe, światło łagodniejsze, a organizm powoli wychodzi z zimowego trybu oszczędzania energii. Nie trzeba od razu wykonywać wielkich planów i rewolucji. Wystarczy kilka prostych rzeczy, które robisz tylko dla siebie. Świadomie, bez presji, za to z większą uważnością.

To  jest właśnie dobry moment, żeby świadomie zadbać o siebie. Małymi krokami, ale konsekwentnie. Poniżej znajdziesz 40 prostych rzeczy, które nie mają nic wspólnego z presją. Za to mają dużo wspólnego z oddechem, przyjemnością i powolnym wchodzeniem w wiosnę.

  1. Zmień coś w układzie w domu, na przykład przestaw jeden mebel.
  2. Ubierz się inaczej niż zwykle.
  3. Wyciągnij z szafy rzecz, o której zapomniałaś.
  4. Obejrzyj film, który naprawdę Cię interesuje, a nie  ten, który wszyscy polecają. Chociaż czasem też warto obejrzeć ten polecany.
  5. Zrób coś rękami – rysuj, układaj, szyj, twórz.
  6. Spędź godzinę w miejscu, w którym nigdy nie bywasz.
  7. Zrób porządek w jednej niewielkiej przestrzeni - torebce, szufladzie, gdziekolwiek.
  8. Spróbuj przepisu, który wygląda dość niepozornie, ale kusi.
  9. Zrób coś spontanicznie bez planowania.
  10. Wyłącz powiadomienia na kilka godzin.
  11. Zrezygnuj z jednego zobowiązania, które nie jest konieczne.
  12. Spotkaj się z kimś bez konkretnego celu.
  13. Zrób coś miłego dla kogoś bez oczekiwania na wdzięczność.
  14. Ubierz się tak, jakby to był mały moment dla siebie.
  15. Zrób coś, czego dawno nie robiłaś, choć kiedyś sprawiało Ci radość.
  16. Zainspiruj się czymś zupełnie nowym.
  17. Przejrzyj stare zdjęcia i zobacz, jak bardzo wszystko się zmienia.
  18. Spędź czas sama ze sobą, bez żadnych wypełniaczy.
  19. Obejrzyj zachód albo wschód słońca.
  20. Kup jedną małą rzecz, która nie jest potrzebna, ale za to bardzo przyjemna.
  21. Napisz komuś coś miłego bez okazji.
  22. Posłuchaj ciszy przez kilka minut.
  23. Zrób rzecz, którą odkładasz.
  24. Naucz się jednej rzeczy, choćby słowa, lub małej umiejętności 
  25. Zapisz myśli, które krążą w głowie.
  26. Daj sobie dzień bez oceniania siebie.
  27. Zrób delikatny stretching albo krótką sesję ruchu.
  28. Zadzwoń do kogoś, z kim dawno nie rozmawiałaś.
  29. Uporządkuj zdjęcia w telefonie.
  30. Przeczytaj kilka stron książki, nawet jeśli to tylko 10 minut.
  31. Zapisz trzy rzeczy, za które jesteś wdzięczna.
  32. Zadbaj o skórę, zrób spokojny rytuał pielęgnacyjny bez żadnego pośpiechu.
  33. Zapisz trzy rzeczy, za które jesteś wdzięczna.
  34. Wprowadź małą zmianę w codziennej rutynie.
  35. Zadbaj o nawodnienie, miej przy sobie butelkę wody.
  36. Odpocznij bez wyrzutów sumienia.
  37. Posłuchaj muzyki, która wywołuje dobre emocje.
  38. Zrezygnuj z jednego obowiązku, który tak naprawdę nie jest konieczny.
  39. Zrób delikatny stretching albo krótką sesję aktywności fizycznej.
  40. Zatrzymaj się na chwilę i sprawdź, czego teraz najbardziej potrzebujesz.

Nie wszystko z tej listy musi się wydarzyć. Może wybierzesz jedną rzecz, może trzy, a może żadną. To tylko propozycje, a nie jakiś plan naprawczy. Marzec nie wymaga rewolucji. Wystarczy, że przeżyjesz go po swojemu, według własnych zasad. bez udowadniania czegokolwiek. Czasem to w zupełności wystarczy.

Pozdrawiam serdecznie ☀️

Zawartość mojej kosmetyczki


                    Tak myślałam i myślałam, o czym by tu napisać i przyszła mi do głowy moja kosmetyczka. Ta, którą na co dzień noszę w torebce. Sama kosmetyczka nie ma imponują ego wyglądu, jest naznaczona znakiem czasu i używania, ale chociaż mam ich w domu więcej, ta mi odpowiada najbardziej. Ma kieszonki, do których można włożyć drobiazgi, i chociaż jest niewielka, to mieści sporo rzeczy. Wymienię na nową, kiedy znajdę równie ładną i funkcjonalną jak ta. Dziś chciałabym się skupić na jej zawartości. 


Chociaż na zdjęciu widać kilka szminek i błyszczyk, to nie noszę ich wszystkich ze sobą. Ich wybór jest przypadkowy, a może i nie. Używam ich naprzemiennie, do kosmetyczki też wkładam naprzemiennie. Poza domem rzadko poprawiam makijaż, ale korektor pod oczy i tusz do rzęs muszą być. Tak na wszelki wypadek. 

Nie zawsze zabieram ze sobą cały flakon perfum, najczęściej zamieniam je na próbki, które mieszczą się w kieszonce, ale zdarza się, że zabieram też ze sobą ulubiony flakonik. 




W mojej kosmetyczce nie może zabraknąć oprócz kremu do rąk, czegoś do ich oczyszczania. Mogą to być chusteczki czy płyn antybakteryjny. Zwykłe chusteczki higieniczne też mają swoje miejsce. 

Nie noszę  już okularów korekcyjnych do dali, ale często muszę używać okularów do czytania. Na zewnątrz noszę okulary przeciwsłoneczne, kiedy jest słońce i wtedy przydają się chusteczki do ich czyszczenia. Krople nawilżające do oczu też lubię mieć na wszelki wypadek.



Nie wiążę włosów pod czapkę, ale gumkę do włosów też muszę mieć pod ręką. Nie zawsze się przydaje, ale bywa, że tak. Mini szczotka z lusterkiem do poprawienia fryzury też zawsze musi być. Jest jeszcze pilniczek oraz pęseta, których zapomniałam pokazać. I to już by było wszystko na dzisiaj.

Pozdrowienia! ✨

50 powodów, dla których warto się śmiać

          

         Śmiech to nie jest żaden nowy pomysł z kołczerskich poradników o ty. Śmiech to coś starego jak świat. Wystarczy zajrzeć do komedii Arystofanes, żeby zobaczyć, że ludzie śmiali się z polityki, z siebie, z codzienności już dwa i pół tysiąca lat temu. Znany  nam również Charlie Chaplin bez jednego słowa potrafił rozśmieszyć pół świata i jednocześnie powiedzieć prawdę o człowieku.

Śmiech nie jest infantylny. Jest dojrzały. To znak, że mimo wszelkich niedogodności człowiek się nie poddaje.

Oto 50 powodów, dla których warto się śmiać.

  1. Bo śmiech rozładowuje napięcie szybciej niż najmądrzejsza przemowa.
  2. Bo po kłótni jedno parsknięcie potrafi skruszyć mur.
  3. Bo organizm przy śmiechu produkuje endorfiny – i to za darmo.
  4. Bo rozluźnia mięśnie, o których nawet nie wiedziałaś, że są spięte.
  5. Bo poprawia krążenie lepiej niż siedzenie z ponurą miną.
  6. Bo kiedy się śmiejesz, oddychasz głębiej.
  7. Bo twarz łagodnieje i człowiek od razu wygląda młodziej.
  8. Bo śmiech skraca dystans między ludźmi.
  9. Bo buduje wspomnienia, a te zostają na lata.
  10. Bo dzieci śmieją się kilkadziesiąt razy dziennie. Może coś w tym jest.
  11. Bo śmiech nie kosztuje ani grosza.
  12. Bo nie wymaga idealnych warunków.
  13. Bo można śmiać się z drobiazgów, co w zupełności wystarczy.
  14. Bo pomaga spojrzeć na problem z innej strony.
  15. Bo kiedy śmiejesz się z siebie, nikt nie ma nad Tobą władzy.
  16. Bo rozładowuje wstyd.
  17. Bo łagodzi stres przed ważnym spotkaniem.
  18. Bo scala rodzinę przy jednym stole.
  19. Bo w pracy tworzy atmosferę współpracy, a nie wyścigu.
  20. Bo śmiech to sygnał, że jesteś bezpieczna.
  21. Bo w trudnych chwilach bywa jak wentyl bezpieczeństwa.
  22. Bo przypomina, że świat nie kręci się wyłącznie wokół naszych zmartwień.
  23. Bo poprawia odporność.
  24. Bo sprzyja kreatywności.
  25. Bo dzięki niemu rozmowa przestaje być przesłuchaniem.
  26. Bo zmniejsza poziom kortyzolu.
  27. Bo przyciąga ludzi, którzy mają podobne poczucie humoru.
  28. Bo łagodzi napięcia w związku.
  29. Bo pozwala przetrwać niezręczność.
  30. Bo czasem ratuje honor lepiej niż poważna mina.
  31. Bo przypomina, że nie wszystko trzeba brać śmiertelnie serio.
  32. Bo po śmiechu łatwiej przeprosić.
  33. Bo daje energię.
  34. Bo zmienia perspektywę z „katastrofa” na „no dobrze, dam radę”.
  35. Bo śmiech w grupie buduje poczucie przynależności.Bo uwalnia napięcie w ciele.
  36. Bo chroni przed zgorzknieniem.
  37. Bo pomaga przetrwać długą zimę, nie tylko tę pogodową, ale i życiową.
  38. Bo po nim lepiej się śpi.
  39. Bo przypomina, że jesteśmy tylko ludźmi.
  40. Bo daje dystans do własnych ambicji.
  41. Bo pozwala nie wpaść w przesadną powagę.
  42. Bo otwiera serce.
  43. Bo czyni rozmowę cieplejszą.
  44. Bo wspólne żarty budują historię rodziny.
  45. Bo śmiech to oznaka siły, a nie słabości.
  46. Bo pomaga przetrwać porażkę.
  47. Bo uczy pokory wobec życia.
  48. Bo sprawia, że dzień nie jest zmarnowany.
  49. Bo kiedy śmiejesz się szczerze, żyjesz naprawdę.

Nie trzeba wielkich okazji. Czasem wystarczy przypomnieć sobie coś zabawnego z dawnych lat, obejrzeć starą komedię, usiąść z bliskimi przy stole i pozwolić, żeby rozmowa potoczyła się swoim rytmem. Śmiech to nie fanaberia. To zdrowy odruch człowieka, który mimo wszystko chce żyć dobrze. I warto o nim pamiętać, zwłaszcza wtedy, gdy najłatwiej o nim zapomnieć. Kiedy się ostatnio śmialiście?

Pozdrowienia! 😀

Buty po sezonie zimowym. Co zrobić, by nie nadawały się do wyrzucenia

 

        Zima w naszym klimacie nigdy nie była łaskawa dla obuwia. Mróz, śnieg, błoto pośniegowe i sól drogowa potrafią przez te kilka miesięcy zniszczyć nawet porządne, skórzane buty. Ale czy tak było zawsze? Kiedyś jedna para służyła latami. Oddawało się ją do szewca, czyściło pastą, suszyło przy piecu, ale z głową. Dziś wiele osób po sezonie po prostu odkłada przemoknięte buty do szafy i jesienią dziwi się, że skóra pęka, pojawiają się białe zacieki, odchodzi podeszwa. Wystarczy jednak odrobina staranności, by obuwie spokojnie przetrwało do następnej zimy.

Największym wrogiem jest sól. Wnika w skórę, wysusza ją i rozpycha włókna, przez co materiał traci elastyczność. Białe wykwity to nie tylko kwestia estetyki. To sygnał, że skóra została odwodniona. Po ostatnim wyjściu na śnieg nie warto odkładać czyszczenia na później. Buty należy najpierw dokładnie osuszyć w temperaturze pokojowej, ale nie przy kaloryferze, nie przy kominku. Gwałtowne ciepło sprawia, że skóra kurczy się i twardnieje. Wnętrze buta dobrze jest wypchać papierem, który wyciągnie wilgoć, pomoże też zachować kształt.



Gdy buty wyschną, trzeba usunąć sól. W przypadku skóry licowej sprawdza się przetarcie wilgotną ściereczką, natomiast przy trudniejszych zaciekach powinien pomóc specjalny preparat odsalający. Skóra zamszowa czy nubuk wymagają większej ostrożności. Najpierw szczotka z odpowiednim włosiem, potem ewentualnie preparat przeznaczony wyłącznie do tego typu materiału. Tarcie na mokro może zostawić trwałe plamy.

Najważniejszy etap przychodzi po oczyszczeniu. Skóra po kontakcie z solą i wilgocią jest spragniona tłuszczu. Dobra pasta, krem odżywczy albo wosk nie są tu zbędnym luksusem, ale koniecznością. Preparat trzeba wmasować spokojnie, cienką warstwą, pozwolić mu wniknąć, dopiero potem wypolerować. To przywraca elastyczność i tworzy warstwę ochronną. Zamsz wymaga impregnacji w sprayu, ale dopiero gdy jest całkowicie suchy i wyczyszczony.

Jeśli podeszwa zaczyna się odklejać albo szwy puszczają, nie ma sensu czekać do kolejnej zimy. Szewc nadal jest zawodem bardzo potrzebnym, choć wielu o nim zapomniało. Niewielka naprawa wykonana teraz uchroni przed większym problemem później. Kiedyś to było oczywiste, że buty się reperowało, ja z tego nigdy nie zrezygnuję.



Przed schowaniem obuwia na kilka miesięcy warto jeszcze raz je natłuścić, włożyć prawidła albo przynajmniej papier, by nie straciły formy, i przechowywać w suchym, przewiewnym miejscu. Plastikowa torba czy tego typu pudełka nie jest dobrym pomysłem. Wszyscy  dobrze wiemy, że skóra musi oddychać.

Dobre buty zimowe nie są jednorazowe. Jeśli zostały wykonane z porządnych materiałów i były regularnie pielęgnowane, odwdzięczą się kolejnym sezonem bez pęknięć i przebarwień. Tak naprawdę jest to kwestia szacunku do rzeczy, do pracy rzemieślnika i do własnych pieniędzy, co zawsze się opłaca.


Pozdrowienia! ✨

Czego unikać w kosmetykach dla skóry dojrzałej?

 

       Skóra dojrzała wymaga wyjątkowego podejścia. Jest cieńsza, bardziej sucha, mniej elastyczna i często bardziej wrażliwa. Dlatego warto świadomie czytać składy i dobierać produkty, które nie tylko nie zaszkodzą, ale wręcz będą wspierać jej kondycję. Poniżej znajdziesz listę składników, formuł i błędów, których lepiej unikać.

Jakość kontra ilość, czyli dlaczego czasem warto zapłacić więcej

 

                W codziennych wyborach bardzo często pojawia się dylemat: czy lepiej mieć więcej, czy lepiej postawić na coś lepszego. Jakość oraz ilość to dwa różne podejścia do kupowania, które wpływają nie tylko na portfel, ale też na komfort życia. Chociaż ilość bywa często kusząca, to właśnie jakość częściej okazuje się  rozsądniejszym rozwiązaniem.

Ilość oznacza szybki wybór i natychmiastowy efekt. Pozwala kupić więcej za mniejsze pieniądze i daje poczucie, że zyskujemy. Jakość działa wolniej. Nie zawsze przyciąga ceną, ale oferuje trwałość, wygodę i przewidywalność. Różnica ujawnia się dopiero z czasem, gdy jedne rzeczy trzeba wymieniać, a inne po prostu nadal spełniają swoją funkcję. Kiedyś kupowałam parasolki w Rossmanie. Jedna przetrwała kilka miesięcy, z kolejnej powstały strzępy przy pierwszym większym wietrze. Kolejnej już nie kupiłam w tym sklepie, ani za podobną cenę, ale wybrałam w innym sklepie. Używam ją już kilka lat i cały czas wygląda jak nowa. Tak samo podchodzę  do zakupu innych rzeczy. Tanie, byle jakie przedmioty nie tylko nie dają zadowolenia, to na dodatek szybko się psują. 


Decydując się na tańsze opcje, często zakładamy, że w razie potrzeby kupimy kolejne. Tak naprawdę oznacza to powtarzanie tego samego wydatku, stratę czasu, a w efekcie rosnącą frustrację. Wyższa cena jednorazowa chociaż nie jest tak łatwa do zaakceptowania, to jednak w dłuższej perspektywie często okazuje się bardziej opłacalna, bo eliminuje konieczność częstych zakupów.

Jakość to także komfort codziennego użytkowania. Dobrze wykonane przedmioty nie wymagają ciągłej uwagi, napraw ani zastępowania. Dają poczucie stabilności i pewności, że wybór był przemyślany. W efekcie mniej myślimy o samym produkcie, a bardziej o tym, do czego faktycznie jest nam potrzebny.

Jakość wcale nie musi być  synonimem luksusu. Bardziej chodzi o rozsądek i przewidywanie. Jeśli coś ma służyć długo, warto zapłacić więcej, by nie kupować tego samego kilka razy częściej. Porządne buty, solidne ubranie czy  też jakikolwiek lepszej jakości przedmiot codziennego użytku dają komfort i spokój. Dawne powiedzenie że tanie rzeczy tak naprawdę są drogie, ciągle jest aktualne.

Warto też zauważyć, że wybór jakości porządkuje przestrzeń i decyzje zakupowe. Kupując rzadziej, łatwiej zachować umiar i uniknąć nadmiaru rzeczy, które szybko tracą znaczenie. Nie chodzi tu o rezygnację, lecz o świadome decydowanie, co naprawdę ma dla nas wartość.

Nie każda sytuacja wymaga jednak sięgania po droższe rozwiązania. Są zakupy, które mają charakter chwilowy lub okazjonalny i wtedy ilość może być wystarczająca. Ważne jest rozpoznanie, kiedy cena idzie w parze z realną wartością, a kiedy jest jedynie pozorną oszczędnością.

Jakość kontra ilość to temat, który dotyczy codziennych, prostych wyborów. Czasem wyższa cena nie oznacza przepłacania, ale inwestowanie w spokój, wygodę i poczucie, że nie trzeba wracać do tego samego problemu po raz kolejny. Ostatecznie liczy się nie to, ile rzeczy posiadamy, ale jak dobrze sprawdzają się one w naszym życiu. 

Pozdrowienia! ✨


Dylan Turquoise Versace EDT - turkusowa świeżość i elegancja

 .    

              Chociaż dotychczas miałam tylko jeden ulubiony zapach Versace, chętnie poznaję też inne. Wodę toaletową Dylan Turquoise poznałam całkiem niedawno. Kiedy za oknem panuje jeszcze zima, zapach ten przywołuje wspomnienia lata, urlop w nadmorskim kurorcie.

Za powstanie kompozycji odpowiada Sophie Labbé, perfumiarka o wyczuciu świeżych, typowo kobiecych nut. Jej celem było stworzenie zapachu, który łączy w sobie rześkość, lekkość oraz owocowo-kwiatową harmonię, a jednocześnie zachowuje elegancję i dyskretną zmysłowość. Dylan Turquoise zadebiutował w roku 2020 jako bardziej rześka forma wcześniejszej linii. Zapach wody toaletowej został stworzony tak, by od pierwszego kontaktu ze skórą czuć było lato, świeżość i energię, a jednocześnie spokojną, klasyczną aurę Versace.

Już sam flakon przyciąga wzrok. Przezroczyste szkło wypełnione delikatnym turkusem, lekko zaokrąglone kształty, proste, eleganckie linie. Logo i nazwa zapachu umieszczone są dyskretnie, a dopasowany korek wieńczy całość w harmonijnym tonie. Wszystko jest przemyślane tak, by flakon służył zapachowi, nie dominując go, a jednocześnie budził skojarzenia z błękitem wód i spokojem letnich dni, skąd pochodzi nazwa Turquoise oraz subtelny kolor wnętrza.


Otwarcie zapachu jest rześkie i energetyczne. Soczysta mandarynka łączy się z klarowną cytryną, natomiast delikatny różowy pieprz dodaje całości lekko pikantnego charakteru. To moment, w którym Dylan Turquoise niemal budzi zmysły, przywołując obraz porannych spacerów przy morskiej bryzie.

Serce kompozycji rozwija się w bogatą, owocowo-kwiatową esencję. Egzotyczna gujawa wnosi soczystą, owocową słodycz, frezja i jaśmin dodają klasycznej, kobiecej elegancji, a czarna porzeczka wprowadza subtelną, cierpką głębię. Serce jest radosne, lekkie i kobiece, pozostaje harmonijnie zbalansowane i wciąga swoją naturalnością, nie przytłaczając zmysłów.

Baza zapachu opiera się na ciepłych akordach cedru i delikatnego Clearwood, które nadają kompozycji trwałość, oraz miękkim piżmie, które pozostawia subtelną i elegancką woń na skórze. To właśnie baza sprawia, że Dylan Turquoise nie znika po kilku godzinach. Jest to zapach, który towarzyszy w sposób dyskretny, a jednocześnie pozostawia w pamięci swój charakter.

  • Nuta głowy: Pieprz, Mandarynka, Cytryna
  • Nuta serca: Porzeczka, Jaśmin, Frezja, Czarna porzeczka
  • Nuta bazy: Piżmo, Drewno, Clearwood®


ÕDylan Turquoise EDT jest zapachem wielowymiarowym. Rześki i energetyczny w pierwszej chwili, kobiecy i owocowo-kwiatowy w sercu, a na końcu ciepły, spokojny i elegancki. To perfumy, które idealnie nadają się na ciepłe dni, spacery, spotkania w świetle dnia, wszędzie tam, gdzie świeżość i harmonijna elegancja są mile widziane.

Inspiracją dla tego zapachu była wolność i lekkość wakacyjnych dni spędzanych nad błękitnymi wodami. Flakon, nuty jak również charakter kompozycji łączą w sobie nowoczesną świeżość z klasyczną estetyką, natomiast całość daje wrażenie dopracowanej harmonii. Takiej, którą można nosić z pewnością siebie i poczuciem stylu.

Versace Dylan Turquoise to zapach dla kobiet, które cenią jednocześnie subtelność, świeżość połączoną z elegancją. To zapach, który nie dominuje, ale towarzyszy jak przyjemny, turkusowy ślad lata. Zapach należy do tych świeżych, bardzo subtelnych. Nie przytłacza, nie zostawia ogona, z pewnością sprawdzi się latem, czy późniejszą wiosną.

Pozdrowienia! ✨

Problemy z paznokciami, co mogą zwiastować


             Post ten publikowałam już dawno,  ale temat jest ciągle aktualny. Lubimy mieć zadbane paznokcie, by móc bez żenady się nimi chwalić, ale  nic po pięknym manicure, jeśli paznokcie stwarzają problemy. Po wyglądzie paznokci można też poznać, co się dzieje w naszym organizmie. 

Tekst większego napisu nagłówka

Polecam

Tekst mniejszego napisu nagłówka

ciekawe wpisy

Sekcja - Polecane posty

Dziękuję za każdą kawę ☕

instagram

Copyright © W Blasku Marzeń.