50 powodów, dla których warto się śmiać

          

         Śmiech to nie jest żaden nowy pomysł z kołczerskich poradników o ty. Śmiech to coś starego jak świat. Wystarczy zajrzeć do komedii Arystofanes, żeby zobaczyć, że ludzie śmiali się z polityki, z siebie, z codzienności już dwa i pół tysiąca lat temu. Znany  nam również Charlie Chaplin bez jednego słowa potrafił rozśmieszyć pół świata i jednocześnie powiedzieć prawdę o człowieku.

Śmiech nie jest infantylny. Jest dojrzały. To znak, że mimo wszelkich niedogodności człowiek się nie poddaje.

Oto 50 powodów, dla których warto się śmiać.

  1. Bo śmiech rozładowuje napięcie szybciej niż najmądrzejsza przemowa.
  2. Bo po kłótni jedno parsknięcie potrafi skruszyć mur.
  3. Bo organizm przy śmiechu produkuje endorfiny – i to za darmo.
  4. Bo rozluźnia mięśnie, o których nawet nie wiedziałaś, że są spięte.
  5. Bo poprawia krążenie lepiej niż siedzenie z ponurą miną.
  6. Bo kiedy się śmiejesz, oddychasz głębiej.
  7. Bo twarz łagodnieje i człowiek od razu wygląda młodziej.
  8. Bo śmiech skraca dystans między ludźmi.
  9. Bo buduje wspomnienia, a te zostają na lata.
  10. Bo dzieci śmieją się kilkadziesiąt razy dziennie. Może coś w tym jest.
  11. Bo śmiech nie kosztuje ani grosza.
  12. Bo nie wymaga idealnych warunków.
  13. Bo można śmiać się z drobiazgów, co w zupełności wystarczy.
  14. Bo pomaga spojrzeć na problem z innej strony.
  15. Bo kiedy śmiejesz się z siebie, nikt nie ma nad Tobą władzy.
  16. Bo rozładowuje wstyd.
  17. Bo łagodzi stres przed ważnym spotkaniem.
  18. Bo scala rodzinę przy jednym stole.
  19. Bo w pracy tworzy atmosferę współpracy, a nie wyścigu.
  20. Bo śmiech to sygnał, że jesteś bezpieczna.
  21. Bo w trudnych chwilach bywa jak wentyl bezpieczeństwa.
  22. Bo przypomina, że świat nie kręci się wyłącznie wokół naszych zmartwień.
  23. Bo poprawia odporność.
  24. Bo sprzyja kreatywności.
  25. Bo dzięki niemu rozmowa przestaje być przesłuchaniem.
  26. Bo zmniejsza poziom kortyzolu.
  27. Bo przyciąga ludzi, którzy mają podobne poczucie humoru.
  28. Bo łagodzi napięcia w związku.
  29. Bo pozwala przetrwać niezręczność.
  30. Bo czasem ratuje honor lepiej niż poważna mina.
  31. Bo przypomina, że nie wszystko trzeba brać śmiertelnie serio.
  32. Bo po śmiechu łatwiej przeprosić.
  33. Bo daje energię.
  34. Bo zmienia perspektywę z „katastrofa” na „no dobrze, dam radę”.
  35. Bo śmiech w grupie buduje poczucie przynależności.Bo uwalnia napięcie w ciele.
  36. Bo chroni przed zgorzknieniem.
  37. Bo pomaga przetrwać długą zimę, nie tylko tę pogodową, ale i życiową.
  38. Bo po nim lepiej się śpi.
  39. Bo przypomina, że jesteśmy tylko ludźmi.
  40. Bo daje dystans do własnych ambicji.
  41. Bo pozwala nie wpaść w przesadną powagę.
  42. Bo otwiera serce.
  43. Bo czyni rozmowę cieplejszą.
  44. Bo wspólne żarty budują historię rodziny.
  45. Bo śmiech to oznaka siły, a nie słabości.
  46. Bo pomaga przetrwać porażkę.
  47. Bo uczy pokory wobec życia.
  48. Bo sprawia, że dzień nie jest zmarnowany.
  49. Bo kiedy śmiejesz się szczerze, żyjesz naprawdę.

Nie trzeba wielkich okazji. Czasem wystarczy przypomnieć sobie coś zabawnego z dawnych lat, obejrzeć starą komedię, usiąść z bliskimi przy stole i pozwolić, żeby rozmowa potoczyła się swoim rytmem. Śmiech to nie fanaberia. To zdrowy odruch człowieka, który mimo wszystko chce żyć dobrze. I warto o nim pamiętać, zwłaszcza wtedy, gdy najłatwiej o nim zapomnieć. Kiedy się ostatnio śmialiście?

Pozdrowienia! 😀

Buty po sezonie zimowym. Co zrobić, by nie nadawały się do wyrzucenia

 

        Zima w naszym klimacie nigdy nie była łaskawa dla obuwia. Mróz, śnieg, błoto pośniegowe i sól drogowa potrafią przez te kilka miesięcy zniszczyć nawet porządne, skórzane buty. Ale czy tak było zawsze? Kiedyś jedna para służyła latami. Oddawało się ją do szewca, czyściło pastą, suszyło przy piecu, ale z głową. Dziś wiele osób po sezonie po prostu odkłada przemoknięte buty do szafy i jesienią dziwi się, że skóra pęka, pojawiają się białe zacieki, odchodzi podeszwa. Wystarczy jednak odrobina staranności, by obuwie spokojnie przetrwało do następnej zimy.

Największym wrogiem jest sól. Wnika w skórę, wysusza ją i rozpycha włókna, przez co materiał traci elastyczność. Białe wykwity to nie tylko kwestia estetyki. To sygnał, że skóra została odwodniona. Po ostatnim wyjściu na śnieg nie warto odkładać czyszczenia na później. Buty należy najpierw dokładnie osuszyć w temperaturze pokojowej, ale nie przy kaloryferze, nie przy kominku. Gwałtowne ciepło sprawia, że skóra kurczy się i twardnieje. Wnętrze buta dobrze jest wypchać papierem, który wyciągnie wilgoć, pomoże też zachować kształt.



Gdy buty wyschną, trzeba usunąć sól. W przypadku skóry licowej sprawdza się przetarcie wilgotną ściereczką, natomiast przy trudniejszych zaciekach powinien pomóc specjalny preparat odsalający. Skóra zamszowa czy nubuk wymagają większej ostrożności. Najpierw szczotka z odpowiednim włosiem, potem ewentualnie preparat przeznaczony wyłącznie do tego typu materiału. Tarcie na mokro może zostawić trwałe plamy.

Najważniejszy etap przychodzi po oczyszczeniu. Skóra po kontakcie z solą i wilgocią jest spragniona tłuszczu. Dobra pasta, krem odżywczy albo wosk nie są tu zbędnym luksusem, ale koniecznością. Preparat trzeba wmasować spokojnie, cienką warstwą, pozwolić mu wniknąć, dopiero potem wypolerować. To przywraca elastyczność i tworzy warstwę ochronną. Zamsz wymaga impregnacji w sprayu, ale dopiero gdy jest całkowicie suchy i wyczyszczony.

Jeśli podeszwa zaczyna się odklejać albo szwy puszczają, nie ma sensu czekać do kolejnej zimy. Szewc nadal jest zawodem bardzo potrzebnym, choć wielu o nim zapomniało. Niewielka naprawa wykonana teraz uchroni przed większym problemem później. Kiedyś to było oczywiste, że buty się reperowało, ja z tego nigdy nie zrezygnuję.



Przed schowaniem obuwia na kilka miesięcy warto jeszcze raz je natłuścić, włożyć prawidła albo przynajmniej papier, by nie straciły formy, i przechowywać w suchym, przewiewnym miejscu. Plastikowa torba czy tego typu pudełka nie jest dobrym pomysłem. Wszyscy  dobrze wiemy, że skóra musi oddychać.

Dobre buty zimowe nie są jednorazowe. Jeśli zostały wykonane z porządnych materiałów i były regularnie pielęgnowane, odwdzięczą się kolejnym sezonem bez pęknięć i przebarwień. Tak naprawdę jest to kwestia szacunku do rzeczy, do pracy rzemieślnika i do własnych pieniędzy, co zawsze się opłaca.


Pozdrowienia! ✨

Czego unikać w kosmetykach dla skóry dojrzałej?

 

       Skóra dojrzała wymaga wyjątkowego podejścia. Jest cieńsza, bardziej sucha, mniej elastyczna i często bardziej wrażliwa. Dlatego warto świadomie czytać składy i dobierać produkty, które nie tylko nie zaszkodzą, ale wręcz będą wspierać jej kondycję. Poniżej znajdziesz listę składników, formuł i błędów, których lepiej unikać.

Jakość kontra ilość, czyli dlaczego czasem warto zapłacić więcej

 

                W codziennych wyborach bardzo często pojawia się dylemat: czy lepiej mieć więcej, czy lepiej postawić na coś lepszego. Jakość oraz ilość to dwa różne podejścia do kupowania, które wpływają nie tylko na portfel, ale też na komfort życia. Chociaż ilość bywa często kusząca, to właśnie jakość częściej okazuje się  rozsądniejszym rozwiązaniem.

Ilość oznacza szybki wybór i natychmiastowy efekt. Pozwala kupić więcej za mniejsze pieniądze i daje poczucie, że zyskujemy. Jakość działa wolniej. Nie zawsze przyciąga ceną, ale oferuje trwałość, wygodę i przewidywalność. Różnica ujawnia się dopiero z czasem, gdy jedne rzeczy trzeba wymieniać, a inne po prostu nadal spełniają swoją funkcję. Kiedyś kupowałam parasolki w Rossmanie. Jedna przetrwała kilka miesięcy, z kolejnej powstały strzępy przy pierwszym większym wietrze. Kolejnej już nie kupiłam w tym sklepie, ani za podobną cenę, ale wybrałam w innym sklepie. Używam ją już kilka lat i cały czas wygląda jak nowa. Tak samo podchodzę  do zakupu innych rzeczy. Tanie, byle jakie przedmioty nie tylko nie dają zadowolenia, to na dodatek szybko się psują. 


Decydując się na tańsze opcje, często zakładamy, że w razie potrzeby kupimy kolejne. Tak naprawdę oznacza to powtarzanie tego samego wydatku, stratę czasu, a w efekcie rosnącą frustrację. Wyższa cena jednorazowa chociaż nie jest tak łatwa do zaakceptowania, to jednak w dłuższej perspektywie często okazuje się bardziej opłacalna, bo eliminuje konieczność częstych zakupów.

Jakość to także komfort codziennego użytkowania. Dobrze wykonane przedmioty nie wymagają ciągłej uwagi, napraw ani zastępowania. Dają poczucie stabilności i pewności, że wybór był przemyślany. W efekcie mniej myślimy o samym produkcie, a bardziej o tym, do czego faktycznie jest nam potrzebny.

Jakość wcale nie musi być  synonimem luksusu. Bardziej chodzi o rozsądek i przewidywanie. Jeśli coś ma służyć długo, warto zapłacić więcej, by nie kupować tego samego kilka razy częściej. Porządne buty, solidne ubranie czy  też jakikolwiek lepszej jakości przedmiot codziennego użytku dają komfort i spokój. Dawne powiedzenie że tanie rzeczy tak naprawdę są drogie, ciągle jest aktualne.

Warto też zauważyć, że wybór jakości porządkuje przestrzeń i decyzje zakupowe. Kupując rzadziej, łatwiej zachować umiar i uniknąć nadmiaru rzeczy, które szybko tracą znaczenie. Nie chodzi tu o rezygnację, lecz o świadome decydowanie, co naprawdę ma dla nas wartość.

Nie każda sytuacja wymaga jednak sięgania po droższe rozwiązania. Są zakupy, które mają charakter chwilowy lub okazjonalny i wtedy ilość może być wystarczająca. Ważne jest rozpoznanie, kiedy cena idzie w parze z realną wartością, a kiedy jest jedynie pozorną oszczędnością.

Jakość kontra ilość to temat, który dotyczy codziennych, prostych wyborów. Czasem wyższa cena nie oznacza przepłacania, ale inwestowanie w spokój, wygodę i poczucie, że nie trzeba wracać do tego samego problemu po raz kolejny. Ostatecznie liczy się nie to, ile rzeczy posiadamy, ale jak dobrze sprawdzają się one w naszym życiu. 

Pozdrowienia! ✨


Dylan Turquoise Versace EDT - turkusowa świeżość i elegancja

 .    

              Chociaż dotychczas miałam tylko jeden ulubiony zapach Versace, chętnie poznaję też inne. Wodę toaletową Dylan Turquoise poznałam całkiem niedawno. Kiedy za oknem panuje jeszcze zima, zapach ten przywołuje wspomnienia lata, urlop w nadmorskim kurorcie.

Za powstanie kompozycji odpowiada Sophie Labbé, perfumiarka o wyczuciu świeżych, typowo kobiecych nut. Jej celem było stworzenie zapachu, który łączy w sobie rześkość, lekkość oraz owocowo-kwiatową harmonię, a jednocześnie zachowuje elegancję i dyskretną zmysłowość. Dylan Turquoise zadebiutował w roku 2020 jako bardziej rześka forma wcześniejszej linii. Zapach wody toaletowej został stworzony tak, by od pierwszego kontaktu ze skórą czuć było lato, świeżość i energię, a jednocześnie spokojną, klasyczną aurę Versace.

Już sam flakon przyciąga wzrok. Przezroczyste szkło wypełnione delikatnym turkusem, lekko zaokrąglone kształty, proste, eleganckie linie. Logo i nazwa zapachu umieszczone są dyskretnie, a dopasowany korek wieńczy całość w harmonijnym tonie. Wszystko jest przemyślane tak, by flakon służył zapachowi, nie dominując go, a jednocześnie budził skojarzenia z błękitem wód i spokojem letnich dni, skąd pochodzi nazwa Turquoise oraz subtelny kolor wnętrza.


Otwarcie zapachu jest rześkie i energetyczne. Soczysta mandarynka łączy się z klarowną cytryną, natomiast delikatny różowy pieprz dodaje całości lekko pikantnego charakteru. To moment, w którym Dylan Turquoise niemal budzi zmysły, przywołując obraz porannych spacerów przy morskiej bryzie.

Serce kompozycji rozwija się w bogatą, owocowo-kwiatową esencję. Egzotyczna gujawa wnosi soczystą, owocową słodycz, frezja i jaśmin dodają klasycznej, kobiecej elegancji, a czarna porzeczka wprowadza subtelną, cierpką głębię. Serce jest radosne, lekkie i kobiece, pozostaje harmonijnie zbalansowane i wciąga swoją naturalnością, nie przytłaczając zmysłów.

Baza zapachu opiera się na ciepłych akordach cedru i delikatnego Clearwood, które nadają kompozycji trwałość, oraz miękkim piżmie, które pozostawia subtelną i elegancką woń na skórze. To właśnie baza sprawia, że Dylan Turquoise nie znika po kilku godzinach. Jest to zapach, który towarzyszy w sposób dyskretny, a jednocześnie pozostawia w pamięci swój charakter.

  • Nuta głowy: Pieprz, Mandarynka, Cytryna
  • Nuta serca: Porzeczka, Jaśmin, Frezja, Czarna porzeczka
  • Nuta bazy: Piżmo, Drewno, Clearwood®


ÕDylan Turquoise EDT jest zapachem wielowymiarowym. Rześki i energetyczny w pierwszej chwili, kobiecy i owocowo-kwiatowy w sercu, a na końcu ciepły, spokojny i elegancki. To perfumy, które idealnie nadają się na ciepłe dni, spacery, spotkania w świetle dnia, wszędzie tam, gdzie świeżość i harmonijna elegancja są mile widziane.

Inspiracją dla tego zapachu była wolność i lekkość wakacyjnych dni spędzanych nad błękitnymi wodami. Flakon, nuty jak również charakter kompozycji łączą w sobie nowoczesną świeżość z klasyczną estetyką, natomiast całość daje wrażenie dopracowanej harmonii. Takiej, którą można nosić z pewnością siebie i poczuciem stylu.

Versace Dylan Turquoise to zapach dla kobiet, które cenią jednocześnie subtelność, świeżość połączoną z elegancją. To zapach, który nie dominuje, ale towarzyszy jak przyjemny, turkusowy ślad lata. Zapach należy do tych świeżych, bardzo subtelnych. Nie przytłacza, nie zostawia ogona, z pewnością sprawdzi się latem, czy późniejszą wiosną.

Pozdrowienia! ✨

Problemy z paznokciami, co mogą zwiastować


             Post ten publikowałam już dawno,  ale temat jest ciągle aktualny. Lubimy mieć zadbane paznokcie, by móc bez żenady się nimi chwalić, ale  nic po pięknym manicure, jeśli paznokcie stwarzają problemy. Po wyglądzie paznokci można też poznać, co się dzieje w naszym organizmie. 

Których składników kosmetycznych nie należy łączyć?

 

              W pielęgnacji skóry liczy się nie tylko to, czego używamy, ale jak to łączymy. Niektóre składniki aktywne wzajemnie się wykluczają, drażnią skórę lub znoszą swoje działanie. Poznaj najczęstsze połączenia, których lepiej unikać – zwłaszcza jeśli zależy Ci na skutecznej i bezpiecznej pielęgnacji.

Błyskawiczne nawilżenie z Collagen Essential Mediheal

 

             Chciałoby się powiedzieć, że maski są moim stałym rytuałem w pielęgnacji twarzy, ale nie będę tu fantazjować. Mimo wszystko staram się po nie sięgać tak często jak to możliwe, zwłaszcza, kiedy nie da się ograniczyć ogrzewania. Tym razem wybrałam dla siebie Collagen Essential Mediheal, chociaż każdy inny wybór też byłby dobry. Są to maski w płachcie sprawdzone u mnie i spokojnie mogłabym je kupować na chybił trafił.

Wybrałam tę w uroczej jasnoróżowej sądzicie, bo przecież to mój ulubiony kolor. Ale nie tylko dlatego. Maska ta przeznaczona jest do cery dojrzałej, suchej i odwodnionej jak moja, pozbawionej jędrności. Maseczka ma wygładzać, poprawić jędrność i elastyczność, intensywnie nawilżać, o co mi głównie chodziło.

Foliowa saszetka jest nie tylko urocza pod względem szaty graficznej, ale zawiera niezbędne informacje. Jest też graficzna instrukcja użycia. Z boku jest nacięcie ułatwiające otwarcie saszety, a wewnątrz maska zatopiona w bogatej konsystencji bezbarwnej esencji (24 ml). Maska była tak obficie nasączona tą esencją, że naprawdę ciężko było znaleźć brzegi, żeby ją prawidłowo rozłożyć. Nie było sensu robić zdjęć w takim stanie, musiałam bardzo uważać, żeby się nie ochlapać.


Maska wykonana ze 100% celulozy z bambusa nie jest zbyt duża, powiedziałabym nawet, że ledwo zasłoniła moją brodę, ale dało się dopasować do wszystkich kształtów mojej twarzy, także w spokoju nosić ją ponad 30 minut. Samo noszenie jest bardzo komfortowe. Maska ma przyjemny subtelny zapach, dobrze trzema się skóry, nie klei się, ani nie zsuwa. Takie maski uwielbiam. Ściągnęłam dopiero, kiedy maska zaczęła tracić swoją wilgotność, inaczej wyciągnęłaby wilgoć z mojej skóry. Jeszcze przypomnę informacje od producenta i zdradzę efekty jej działania.



Maska w płachcie Collagen Essential Mediheal jak już wspomniałam, przeznaczona jest cery dojrzałej, pozbawionej jędrności, suchej i odwodnionej. Według producenta wygładza, poprawia elastyczność, jędrność, także mocno nawilża. Działanie to zawdzięcza bogatej zawartości składników aktywnych jak: hydrolizowany kolagen, elastyna, kwas hialuronowy, aminokwasy i ekstrakt z hibiskusa.

Składniki aktywne:
  • Kolagen (Hydrolyzed Collagen) – tworzy film na powierzchni skóry, wygładza, ogranicza utratę wilgoci.
  • Elastyna (Hydrolyzed Elastin) – wspiera elastyczność powierzchni sk

  • óry.
  • Kwas hialuronowy (Sodium Hyaluronate) – wiąże wodę, nawilża, poprawia napięcie skóry.
  • Gliceryna  – zatrzymuje wilgoć w naskórku.
  • Ekstrakt z hibiskusa  – działa antyoksydacyjnie, delikatnie wygładza.
  • Aminokwasy – wspomagają nawilżenie i kondycję naskórka.
Skład INCI


Płachta maski wykonana jest z celulozy pochodzącej z bambusa, która zapewnia tkaninie miękkość i jedwabistość oraz eliminuje ryzyko podrażnienia. Delikatna struktura oraz wielkość oczek materiału wspomaga maksymalne wchłanianie składników aktywnych.

Maska idealnie dopasowuje się do twarzy dając efekt drugiej skóry. Jej wyjątkowo cienka struktura idealnie przylega do twarzy, dając efekt „drugiej skóry”, co pozwala na noszenie maski podczas codziennych czynności. W Korei noszona jest nawet w drodze do pracy czy do szkoły.


Sposób użycia:

  1. Nałóż maskę na oczyszczoną i stonizowaną skórę twarzy, zaczynając od czoła, w kierunku uszu i brody.
  2. Dokładnie dopasuj do kształtu twarzy
  3. Pozostałą esencję wmasuj w szyję i dekolt.
  4. Zdejmij maskę po 10-20 minutach.
  5. Niewchłoniętą esencję wmasuj w skórę


Działanie maski Collagen Essential Mediheal jakie zauważyłam na mojej skórze, daje się zauważyć już po zdjęciu maski. Skóra jest bardzo dobrze nawilżona, ukojona, delikatnie wygładzona, także delikatnie napięta, efekt ten utrzymuje się wiele godzin, do następnego dnia. Wspomnę jeszcze, że najbardziej kłopotliwe było jej rozłożenie, natomiast cała reszta, wraz z komfortem używania, jej działanie wynagradza to wszystko. 
Maskę polecam wszystkim z problemem suchej skóry, przed ważnym wyjściem, dla poprawy kondycji skóry, dla siebie i własnego komfortu. 

Pozdrowienia! ✨



Czy zdrowa dieta może zastąpić pielęgnację skóry?

         

               W ostatnich latach coraz częściej mówi się o sile odżywiania od wewnątrz. O tym, że to, co jemy, widać na naszej skórze. I rzeczywiście, dieta ma ogromny wpływ na kondycję cery, jej elastyczność, koloryt jak również odporność na podrażnienia. Jednak przekonanie, że zdrowe jedzenie może całkowicie zastąpić codzienną pielęgnację, jest złudne.

Skóra jest jak strażnik, który codziennie stawia czoło wpływom zewnętrznym. Chroni przed promieniowaniem słonecznym, wiatrem, zanieczyszczeniem. Nawet jeśli w diecie nie brakuje witamin, minerałów czy zdrowych tłuszczów, one same nie ochronią skóry przed tym, co dzieje się na zewnątrz. Zdrowe odżywianie daje siłę, ale codzienna pielęgnacja daje tarczę. Kremy nawilżające, serum z antyoksydantami, ochrona przeciwsłoneczna, nie wspominając  o innych składnikach, to wszystko ma swoje zadanie. Bez właściwej pielęgnacji skóra może wyglądać zmęczona, szara, a drobne linie, jak również przesuszenie pojawią się szybciej.

Codzienna rutyna pielęgnacyjna i dieta działają w idealnej symbiozie. Zdrowa żywność przygotowuje skórę, dostarczając składników budulcowych i odżywczych, dzięki czemu lepiej reaguje na kosmetyki. Krem nawilżający szybciej i skuteczniej wnika, skóra lepiej wykorzystuje antyoksydanty, a cera dłużej utrzymuje jędrność. Z kolei pielęgnacja zewnętrzna pozwala utrzymać efekt zdrowego odżywienia, chroni przed utratą wilgoci i działaniem czynników, na które sama dieta nie ma wpływu.

Pomyśl o tym jak o pracy w ogrodzie. Dieta to gleba – jeśli jest bogata, rośliny rosną zdrowo, kwiaty kwitną. Pielęgnacja to podlewanie, przycinanie, ochrona przed szkodnikami – bez tego nawet najbardziej  żyzna gleba nie da oczekiwanego efektu. W praktyce osoby, które dbają tylko o dietę, często zauważają poprawę kondycji skóry, ale brakuje im promiennego blasku jak również pełnej ochrony. Natomiast ci, którzy łączą zdrowe odżywianie z systematyczną pielęgnacją, mają cerę, która wygląda świeżo, jędrnie i naturalnie, niezależnie od pory roku czy warunków atmosferycznych.

Ostatecznie nie chodzi o wybór między dietą a pielęgnacją. Oba te elementy są niezbędne, wzajemnie się uzupełniają. Dieta daje skórze wewnętrzną siłę, natomiast pielęgnacja ochronę oraz komfort na tu i teraz. Razem tworzą zdrową, promienną i odporną cerę, której nie da się osiągnąć, stosując tylko jedno z tych podejść.

Pozdrowienia! ✨

Mandarino di Amalfi - cytrusy Toma Forda

 

           Perfumy to temat, który od lat fascynuje zarówno kolekcjonerów, jak i osoby szukające codziennych inspiracji. Ostatnio  miałam okazję przetestować jeden z zapachów z kolekcji Private Blend - Tom Ford Mandarino di Amalfi.


Zapach Mandarino di Amalfi powstał w 2014 roku w ramach ekskluzywnej kolekcji Private Blend domu mody Tom Ford, którego inspiracją było włoskie wybrzeże Amalfi, cytrusowe gaje, tarasy skąpane w słońcu i lekka, morska bryza unosząca aromaty ziół i owoców. Kompozycję stworzyła Calice Becker, perfumiarka znana z wyważonych, eleganckich zapachów, które łączą świeżość z głębią i subtelnością. Jej ręka nadała Mandarino di Amalfi lekki, promienny, jednocześnie dojrzały i harmonijny charakter, aby zapach był zarówno pogodny, jak i trwały.



Flakon Mandarino di Amalfi wygląda nowocześnie i stylowo, natomiast jego estetyka jest raczej ponadczasowa. Nawiązuje do włoskiego wybrzeża, a jednocześnie zachowuje elegancję charakterystyczną dla wspomnianej wcześniej kolekcji Private Blend. Butelka o prostych liniach, tworzy solidną, wyraźnie zarysowaną bryłę, która daje poczucie jakości oraz wyraźnego wyczucia ciężaru w dłoni. Kolor szkła to delikatny odcień turkusu przypominający spokojną taflę wody kojarzy się z morzem i niebem nad Amalfi.

Dopasowane kolorystycznie do całości korek oraz metalowa etykieta zachowują prostotę połączoną z luksusem, a ich wykonanie podkreśla wysoką jakość. Całość ma spójny, prestiżowy charakter, który dobrze komponuje się na półce. 

Jak wygląda zapach?

Mandarino di Amalfi otwiera się świeżo i wyraźnie, z wyczuwalną cytrusową jasnością grejpfruta i cytryny. To świeżość czysta, ale też lekko gorzka, nie ma tu krzty słodyczy. W tle pojawiają się subtelne nuty ziół jak bazylia, mięta i estragon, które nadają zapachowi strukturę i chłodny ton, nie ma tu żadnej dominacji. 
W sercu kompozycja ta łagodnieje, wprowadzając akordy kwiatu pomarańczy i jaśminu, które lekko ocieplają świeżość, ale nie zmieniają jej wytrawnego charakteru. 
Baza jest tu sucha i czysta, oparta na piżmie, wetywerii i bursztynie, co pozostawia delikatny, niemal skórny ślad na skórze. 
Całość jest lekka, uporządkowana i elegancka, świeża, ale nie krzykliwa, z umiarkowaną projekcją i spokojną trwałością.

Nuta głowy: cytryna, czarna porzeczka, estragon, grejpfrut, mięta, bazylia
Nuta serca: jaśmin, kolendra, kwiat pomarańczy, pachnotka, szałwia muszkatołowa, czarny pieprz
Nuty bazy: cywet, labdanum, piżmo, wetyweria, bursztyn


Mandarino di Amalfi to zapach, który łączy świeżość cytrusów z wytrawnym, lekko ziołowym tłem, tworząc kompozycję jasną, uporządkowaną i elegancką. Nie jest ciężki ani słodki, pozostaje subtelny, a jednocześnie wyraźnie obecny na skórze przez cały dzień. To perfumy dla osób, które szukają wyrafinowanej świeżości w klasycznej  - lekkiej, ale zdecydowanej, jasnej, lecz nie krzykliwej formie.
Zapach na pewno świetnie sprawdzi się w cieplejsze dni, ale dzięki uporządkowanej strukturze i harmonii nut można go nosić także w chłodniejsze miesiące, kiedy potrzebna jest lekka, czysta kompozycja. To propozycja przemyślana w każdym detalu, od otwarcia po subtelną bazę, która pozostawia elegancki, dyskretny ślad.

Mandarino di Amalfi nie każdemu może odpowiadać, na pewno nie dla fanów ciepłych czy słodkich zapachów z wyraźną kwiatową nutą. Mam tylko odlewkę tych perfum i raczej nie jestem pewna czy skusiłabym się na wersję pełnowymiarową, ale nie mówię, że nigdy go nie kupię, tym bardziej, że kobieta zmienną jest. Znacie ten zapach? 

Pozdrowienia! ✨

Najlepsze składniki aktywne w pielęgnacji skóry dojrzałej


           Skóra jako największy organ ludzkiego ciała, chroni go przed czynnikami zewnętrznymi, natomiast znajdujący się na jej powierzchni płaszcz hydrolipidowy chroni przed utratą wody z głębszych warstw. Z wiekiem skóra dzięki wielu czynnikom traci na swojej jakości oraz wyglądzie. Odwodnieniu naskórka towarzyszy zanik jędrności, na skórze często pojawiają się przebarwienia. Pisałam już na temat wpływu pożywienia na skórę, wspominałam też jak skóra reaguje na choroby organizmu, dziś wspomnę na temat godnych uwagi składników aktywnych w pielęgnacji skóry dojrzałej. Zapraszam.

Tłusty czwartek – słodka tradycja z długą historią

 

            Jest w roku taki dzień, kiedy nikt nie udaje, że jeśli kawa, to tylko bez cukru. W tłusty czwartek pachnie w domach i cukierniach świeżym, smażonym na  złoty kolor ciastem drożdżowym z nadzieniem z róży, śliwki albo adwokatu. Pączek nie jest wtedy zachcianką jest tradycją. I bardzo przyjemnym obowiązkiem.

Skąd się wzięła ta tradycja?

Korzenie tłustego czwartku sięgają jeszcze czasów pogańskich. Dawniej świętowano w ten sposób odejście zimy i nadejście wiosny. Ucztowano tłusto i konkretnie. Jedzono mięso, pito wino, a pączki… wcale nie były słodkie. Były twarde, nadziewane słoniną lub boczkiem. Taki pączek potrafił nawet wybić ząb, jeśli trafił się zbyt dosadnie usmażony.

Dopiero w XVI wieku pojawiła się słodka wersja, bliższa tej, którą znamy dziś. Cukier stawał się coraz bardziej dostępny, a wyroby cukiernicze zaczęły przypominać to, co dziś uznajemy za klasykę.

Tłusty czwartek przypada w ostatni czwartek przed Wielkim Postem. W tradycji chrześcijańskiej był to ostatni moment na solidne najedzenie się przed kilkutygodniowym okresem wyrzeczeń. I choć dziś mało kto traktuje post tak surowo jak dawniej, zwyczaj przetrwał. 

Dlaczego „trzeba” zjeść pączka?

Według przesądu, kto w tłusty czwartek nie zje choć jednego pączka, temu nie będzie się wiodło przez cały rok. Dawniej w domach piekło się je samodzielnie, dziś częściej ustawiają się kolejki w cukierniach. Sens tylko pozostaje ten sam: wspólne świętowanie, chwila beztroski połączona z czymś smacznym na talerzu.

W Polsce w ten dzień zjada się podobno nawet kilkanaście milionów pączków. I to jest statystyka, która mówi więcej o naszej naturze niż niejeden raport społeczny.

Czy pączek ma jakąkolwiek wartość odżywczą?

Nie ma jednak co udawać, bo pączek nie jest daniem dietetycznym. Jest to wypiek z mąki pszennej, drożdży, jajek, mleka, cukru i tłuszczu, smażony w głębokim oleju lub smalcu. Jeden klasyczny pączek z nadzieniem różanym i lukrem to około 250–350 kcal, w zależności od wielkości i receptury.

Ale… nie jest to też wyłącznie „pusta kaloria”, ponieważ taki pączek dostarcza:

  • węglowodanów (szybkie źródło energii),
  • niewielkiej ilości białka z jaj i mleka,
  • tłuszczu, który daje uczucie sytości,
  • śladowych ilości witamin z grupy B (z mąki i drożdży),
  • minerałów takich jak żelazo czy magnez – w małych ilościach.

Czy to produkt, na którym warto budować codzienną dietę? Oczywiście, że nie. Ale jeden czy dwa pączki w roku nie są katastrofą. Organizm poradzi sobie z takim wyskokiem, zwłaszcza jeśli na co dzień jemy rozsądnie. Problemem nie jest pączek. Problemem bywa brak umiaru.

Ciekawostki, o których mało kto pamięta

🍩W dawnej Polsce do jednego z pączków wkładano migdał lub orzech. Osoba, która na niego trafiła, miała cieszyć się szczęściem i dostatkiem.

🍩Najbardziej tradycyjne nadzienie to konfitura z płatków róży – i to nie przypadek. Jej lekko kwaskowy smak przełamuje słodycz ciasta.

🍩Pączek idealny powinien mieć jasną obrączkę wokół środka. To znak, że był dobrze wyrośnięty i prawidłowo usmażony.

🍩W niektórych regionach Polski większą popularnością niż pączki cieszyły się faworki, czyli chrust.


Tłusty czwartek na pewno nie jest świętem liczenia kalorii. To dzień, w którym tradycja spotyka się z przyjemnością. W świecie, gdzie wszystko liczymy, ważymy i analizujemy, taki jeden dzień przypomina, że jedzenie to nie tylko tabela wartości odżywczych, ale też wspomnienia, zapach domu i wspólny stół. A skoro zwyczaj przetrwał setki lat, to znaczy, że coś w nim jest. I jednego pączka naprawdę nie trzeba się bać.

Ale jest też druga strona medalu.

Przez setki lat ludzie jedli pączki, pili wino, wkładali migdały do środka, a i tak jednemu się wiodło, drugiemu nie. Los naprawdę nie prowadzi zeszytu z odhaczonymi pączkami.

Kawa bez cukru? To akurat bardzo w porządku. Smak kawy powinno się czuć, a nie zagłuszać. A jeśli w tłusty czwartek masz ochotę na coś innego, albo nawet na nic, to też jest w porządku. Tradycja jest po to, żeby ją szanować, ale nie po to, żeby się nią batować.

Zresztą… dawniej też bywało różnie. Nie w każdym domu było na smażenie, nie każdy miał dostęp do cukru czy mąki dobrej jakości. I jakoś świat się nie zawalił.

Powiem Ci coś przewrotnie: większe szczęście w życiu przynosi umiar niż przymus. A jeśli kiedyś najdzie Cię ochota na porządnego, świeżego pączka z różą czy adwokatem, to zjesz go bez wyrzutów. I to będzie ten najlepszy moment.

W czasach, gdy wszystko dzieje się szybko i pod presją, największym luksusem staje się wybór. Zjeść wtedy, kiedy ma się ochotę. Kupić tam, gdzie jakość jest ważniejsza niż marketing. Albo usmażyć samemu, jak dawniej, jeśli ktoś ma na to czas i cierpliwość.

Bo prawdziwa wartość tłustego czwartku nie tkwi w liczbie zjedzonych pączków, ale w tym, że potrafimy cieszyć się małymi rzeczami we właściwym dla siebie momencie.


Pozdrowienia! 🍩

Nuxe Prodigieuse Or Florale - gdy klasyka spotyka świeżość


               Są takie kosmetyki, które niby nie są niezbędne, ale kiedy wypróbuje  się raz, to nie da się przestać o nich myśleć. Wystarczy jedna kropla, by podkreślić skórę delikatnym złotym światłem i dodać jej nie tylko szlachetnego blasku połączonego z przecudnym kwiatowym aromatem. Prodigieuse Or Florale Nuxe to suchy olejek, który łączy pielęgnację z subtelną elegancją. 


Nie jest to taki zwykły olejek, ale prawdziwy luksus w szklanym flakoniku zamkniętym metalową nakrętką z wygrawerowanym logo przypominającym drzewo. Postawiony gdziekolwiek zawsze przypomina perfumy. Mój flakonik zawiera 50 ml olejku zawierającego mnóstwo perłowych drobinek, które dają na skórze złoto różową satynową poświatę i świeży kwiatowy, bardzo elegancki zapach. 


Huile Prodigieuse Or Florale Nuxe to suchy olejek do twarzy, ciała i włosów, który łączy pielęgnację z delikatnym efektem rozświetlenia. Skóra po nim jest miękka, wygładzona i wygląda zdrowo, ale bez tłustej warstwy i bez narzucającego połysku.

Połysk jaki daje Or Florale jest subtelny, różowo-złoty, i wygląda bardziej jak skóra w dobrym świetle niż jak posypana brokatem. Pięknie wygląda na dekolcie, ramionach, nogach, ale też na końcówkach włosów, kiedy chce się im dodać miękkości i lekkiego połysku. Wyjątkowy, pełen radości uwodzicielski zapach zawiera nuty kwiatów pomarańczy, magnolii i wanilii.

Formuła wzbogacona naturalnymi perłami zawiera 96% składników pochodzenia naturalnego w tym 7 olejów roślinnych, które tworzą na powierzchni naskórka film chroniący go przed nadmierną utratą wody, nawilżają, regenerują. Na uwagę zasługuje również fakt, że jest to produkt wegański.

Składniki aktywne:

  • Olej makadamia - szybko się wchłania, wygładza skórę i włosy
  • Olej ze słodkich migdałów - zmiękcza i chroni skórę przed przesuszeniem. 
  • Olej z orzechów laskowych - jest lekki, nieobciążający. Pomaga utrzymać elastyczność skóry i nadaje jej gładkość.
  • Olej arganowy - odżywia i wzmacnia barierę skórną. Odżywia suchą skórę i końcówki włosów.
  • Olej z kamelii (Camellia oleifera) - poprawia miękkość skóry, nadaje połysk włosom. 
  • Olej tsubaki (Camellia japonica) - wspiera nawilżenie i poprawia wygląd skóry oraz włosów.
  • Olej z ogórecznika - zmniejsza uczucie ściągnięcia i szorstkości, ogranicza nadmierne odparowywanie wody ze skóry, poprawia jej elastyczność.
  • Witamina E - niweluje szkodliwe działanie wolnych rodników, spowalnia procesy starzenia się skóry,
  • Ekstrakt z liści rozmarynu - zmniejsza stany zapalne, łagodzi podrażnienia,
  • Witamina C - rozjaśnia, działa antyoksydacyjnie i przeciwzapalnie, wyrównuje koloryt skóry.

Skład INCI 

Coco-Caprylate/Caprate, Macadamia Integrifolia Seed Oil, Dicaprylyl Ether, Caprylic/Capric Triglyceride, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Corylus Avellana (Hazel) Seed Oil, Parfum/Fragrance, Camellia Oleifera Seed Oil, Camellia Japonica Seed Oil, Tocopherol, Argania Spinosa Kernel Oil, Borago Officinalis Seed Oil, Tocopheryl Acetate, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Rosmarinus Officinalis (Rosemary) Leaf Extract, Polyglyceryl-3 Diisostearate, Ascorbic Acid, Limonene, Linalool, Citral, Citronellol, Hydroxycitronellal, Geraniol [N2216/A].


Olejek Prodigieuse Or Florale można używać na różne sposoby:
  • Opuszkami palców aplikuj na części twarzy, które chcesz rozświetlić: kości policzkowe, grzbiet nosa, czoło nad brwiami.
  • Rozgrzej odrobinę olejku w dłoniach, a następnie aplikuj na skórę ciała ciała.
  • Olejek można dodać również do kremu, balsamu lub kąpieli. 
  • Nałóż kilka kropel na włosy i końcówki, aby je ożywić i dodać im blasku

Suchy olejek Prodigieuse Or Florale rozświetla skórę i włosy opalizującym różowo-złotym blaskiem. Nawilża, odżywia, nadaje satynowe wykończenie. Sprawia, że  wygląda pięknie, jest miękka, jedwabista, bez tłustej warstwy. Olejek na bardzo lekką konsystencję, nie plami ubrania. Uwielbiam jego cudowny zapach, który równie dobrze może zastąpić perfumy.
Nie jest to niezbędny kosmetyk, ale prawdziwy luksus, który jeśli się raz użyje, nie chce się z nim rozstawać. Muszę też przyznać, że jest dość wydajny jak na taki olejek. Jeśli lubisz takie kosmetyki połączone z pięknym zapachem, serdecznie polecam.

Pozdrawiam! ✨















Jak czuć się pięknie, nie wychodząc z domu


        Dom od zawsze był miejscem prywatnym, spokojnym, przeznaczonym do odpoczynku. To jednak nie znaczy, że musi być przestrzenią bylejakości. Przez lata panowało przekonanie, że po przekroczeniu progu własnych czterech ścian można pozwolić sobie na wszystko: stare dresy, rozciągnięte swetry, przypadkowe koszulki. A przecież o o schludny wygląd dba się nie dla innych, ale z szacunku do siebie i do codzienności.

Elegancja domowa nie ma nic wspólnego ze sztywnością czy strojem na pokaz. To raczej umiejętność wyboru rzeczy prostych, wygodnych, no i estetycznych. Wygodna sukienka z miękkiej dzianiny, ulubione spodnie, bawełniana koszula czy kardigan narzucony na ramiona potrafią całkowicie zmienić samopoczucie na cały dzień. Ubrania noszone w domu również mogą mieć fason, kolor i jakość, które nie męczą oka ani ciała.

Nie jest też obojętny materiał domowego ubrania, bo to też od niego zależy czy będziemy czuć się wygodnie i miło. Naturalne tkaniny takie jak bawełna, wiskoza, wełna, len dużo lepiej się układają, lepiej skóra w nich oddycha, przede wszystkim zawsze wyglądają porządnie, nawet po wielu godzinach noszenia. To one sprawiają, że nie wyglądamy w nich tak, jak byśmy nie chciały, by ktoś przypadkowo nas zobaczył. 


Tak samo ważna jest dbałość o siebie. Uczesane włosy, czysta skóra, odrobina kremu do rąk czy delikatny zapach potrafią przywrócić poczucie zadbania. Nie chodzi o makijaż ani stylizację jak na  wyjście na miasto, ale to, jaki sygnał wysyłany samej sobie. Każdy dzień ma swoją wartość, nawet jeśli spędzamy go w domu.

Elegancja domowa to także pewna postawa. To sposób bycia, poruszania się, siadania przy stole, parzenia herbaty w ulubionej filiżance zamiast w pierwszym lepszym kubku. Gdy dbamy o estetykę w drobnych sprawach, codzienność przestaje być byle jaka. Staje się spokojna, uporządkowana i bardziej nasza.

Wyglądać dobrze w domu nie oznacza rezygnowania z wygody. Wręcz przeciwnie. Wybieramy wszystko to, co wygodne i jednocześnie godne noszenia. Bo dom, choć prywatny, jest najważniejszym miejscem, w którym warto czuć się dobrze nie tylko fizycznie, ale i estetycznie.

Pozdrowienia!

Extatic Eau de Toilette - świeżość dnia


               Nie każdy zapach ma ambicję stać się podpisem ani manifestem stylu. Czasem perfumy pełnią prostszą rolę. Są obecne, ale nie dominujące, rozpoznawalne, ale nie narzucające się. Balmain Extatic Eau de Toilette to zapach osadzony w codzienności, zaprojektowany w duchu klasycznej elegancji, bez potrzeby udowadniania czegokolwiek trendami czy głośnymi deklaracjami.

Na początek trochę historii 

Dom mody Balmain, założony w 1945 roku przez Pierre’a Balmaina, od lat budował swoją tożsamość wokół elegancji, porządku i wyraźnych form. Perfumy zawsze były uzupełnieniem tej wizji. Miały współgrać ze stylem, ale nie dominować nad nim.

Linia Extatic została wprowadzona w 2014 roku, w okresie odświeżania wizerunku marki. Najpierw pojawiła się woda perfumowana, po niej dopiero woda toaletowa zaprojektowana przez Emilie Coppermann i Sonię Constant jako lżejsza, bardziej codzienna wersja tego zapachu. Miała być  to bardziej prosta i użytkowa propozycja, odpowiadającą klasycznemu rozumieniu wody toaletowej.

Extatic Eau de Toilette otwiera się świeżo i jasno. Na początku wyczuwalne są liczi i czarna porzeczka. Nuty owocowe, nie są przesłodzone, są bardziej świeże niż deserowe. Zielona mandarynka dodaje lekkości i sprawia, że zapach od pierwszych minut jest łatwy w odbiorze.

W sercu kompozycji pojawiają się kwiaty. Z gracją i lekkością wchodzi róża turecka, następnie magnolia i jaśmin, które jednak nie dominują w tej kompozycji. Jest to etap zapachu najbardziej stonowany i uporządkowany.

Baza opiera się na piżmie, cedrze i ambroxanie. Dzięki nim zapach stopniowo się wycisza  pozostając blisko skóry. Jest czysto, lekko drzewnie i bardzo neutralnie. Nie ma tu intensywnego ogona ani mocnej trwałości. 

Extatic Eau de Toilette jest to zapach codzienny, nienarzucający się, jest też przewidywalny. Sprawdza się tam, gdzie perfumy mają być tylko dodatkiem, a nie głównym elementem stylu.

  • Nuty głowy: liczi, czarna porzeczka, zielona mandarynka
  • Nuty serca: róża turecka, magnolia, jaśmin
  • Nuty bazy: piżmo, cedr, ambroxan

Według mnie jest to zapach bardziej na co dzień, niż większe okazje, chociaż według mnie każda okazja jest warta celebrowania. Można go używać  na co dzień do szkoły czy do pracy, wszędzie tam, gdzie mocniejsze zapachy nie są dobrze tolerowane. Jest to zapach bliskoskórny, słabo projektujący, bardziej na cieplejszą porę roku. Zapach jest bardzo przyjemny, ale raczej nie skuszę się na pełnowymiarowy flakonik. Według mnie bardziej będzie pasował spokojnej grzecznej nastolatce, niż dojrzałej kobiecie. Znacie ten zapach? Jak go oceniacie?

 Pozdrowienia! 🌸

Mutiny Maison Margiela EDP - spokojny, wyraźny, unisex

              W świecie perfum są zapachy tworzone po to, by od razu zabłysnąć i takie, które powstają z potrzeby opowiedzenia historii. Stworzona w 2018 roku woda perfumowana Mutiny Eau de Parfum Maison Margiela należy do tej drugiej kategorii. Zapach stworzony przez Dominique Ropion i Claire Liégent. nie jest zapachem sezonowym, ani też dodatkiem do kolekcji. Jest to samodzielna kompozycja unisex wyraźnie określona pod względem charakteru z nowoczesnym podejściem do ponadczasowej klasyki.

Nie mam pełnowymiarowego flakonu Mutiny, ale ten zapach zaintrygował mnie na tyle, że pokusiłam się  go poznać choćby z odlewki.

Mutiny Eau de Parfum to zapach wyraźnie oparty na tuberozie, ale prowadzony w sposób spokojny i zdyscyplinowany. Otwarcie jest świeże, lekko cytrusowe, bez ostrej kwasowości. Zapach nie atakuje, pojawia się z subtelnością i daje czas na rozwinięcie.

W centrum kompozycji znajduje się tuberoza: czysta, kremowa, pozbawiona ciężkiej słodyczy. Nie jest dusząca ani też nie przytłacza. Towarzyszące jej delikatne nuty owocowe oraz przypraw dodają głębi, ale nie zmieniają charakteru zapachu w coś przesłodzonego. Całość jest uporządkowana i dobrze wyważona.


Baza nadaje ciepła i stabilności. Skóra, paczula i wanilia nadają zapachowi trwałość oraz elegancki charakter. Mutiny nie rozchodzi się agresywnie. Dobrze trzyma się skóry,  i nie dominuje otoczenia. To zapach, który zostaje blisko nas.

Całość jest wyraźna, ale nienachalna. Nie sprawia wrażenia efekciarstwa, nie próbuje też przypodobać się wszystkim. Mutiny to woda perfumowana dla osób, które lubią klasyczną konstrukcję zapachu i nie oczekują natychmiastowego wrażenia, natomiast spokojnego rozwoju w czasie.

  • Nuty głowy: Pomarańcza i Mandarynka;
  • Nuty serca: Tuberoza, Gruszka, Brzoskwinia, Kwiat pomarańczy, Jabłko, Różowy pieprz i Szafran;
  • Nuty podstawy: Wanilia, Skóra, Paczula i Agar.

To nie są perfumy tworzone z myślą o uniwersalnej atrakcyjności. Mutiny nosi się świadomie. Zapach ten wymaga czasu i uwagi, tak jak klasyczne kompozycje tworzone przed latami, które nie zdradzały całego charakteru w pierwszych minutach. 

Podobną logikę widać w kampanii tego zapachu. Maison Margiela zrezygnował z jednego symbolu czy jednej muzy, oddając głos grupie osób, które różni niemal wszystko poza silnym poczuciem tożsamości. W kampanii Mutiny pojawili się Willow Smith, Princess Nokia, Sasha Lane, Molly Bair, Hanne Gaby Odiele oraz Teddy Quinlivan. Nie pełnią oni roli klasycznych ambasadorów, są raczej punktami odniesienia, pokazującymi, że indywidualność nie ma jednego wzorca.

Zdjęcia Craiga McDeana nie ilustrują zapachu wprost, ani też nie próbują tłumaczyć go obrazem, ale zostawiają przestrzeń na własną interpretację, co dobrze koresponduje z samą konstrukcją perfum. Mutiny nie narzuca emocji ani nastroju, on raczej towarzyszy, pozostając blisko skóry i charakteru osoby, która go nosi.

W kontekście całego dorobku zapachowego Maison Margiela Mutiny zajmuje miejsce szczególne. Nie jest on eksperymentem, ani kompromisem. To kompozycja, która pokazuje, że klasyczne składniki i tradycyjna struktura wciąż mogą mówić współczesnym językiem, jeśli stoi za nimi jasna koncepcja. Zapach jest niepowtarzalny, wyjątkowy i bardzo trwały, ale bliskoskórny. Na ubraniu zapachu nie wyczuwam, nie proponuję  też  testowania go na papierku, zdecydowanie lepiej jest wyczuwalny na skórze. Można z nim iść wszędzie. Jest to zapach, który na pewno nie będzie nikomu przeszkadzał, zawsze natomiast będzie dobrze odbierany. Warto go poznać. 

Pozdrowienia! ✨


Skóra atopowa i skóra wrażliwa, ich problemy i pielęgnacja


         Chociaż skóra wrażliwa i skóra atopowa to dwie różne przypadłości, które różni chociażby przyczyna powstawania, to łączą je wspólne problemy oraz sposób pielęgnacji. Żeby nie dokuczały różne nieprzyjemne historie, warto wiedzieć na co zwrócić uwagę, a czego należy unikać, co znajdziecie w dzisiejszym wpisie. Zapraszam

SKÓRA WRAŻLIWA

Skóra wrażliwa występuje na twarzy, szyi oraz dekolcie, jest odpowiedzią na niesprzyjające warunki środowiska jak zanieczyszczone powietrze, konserwanty znajdujące się w pożywieniu czy kosmetykach, także niektóre składniki kosmetyków, klimatyzacja, centralne ogrzewanie, działanie detergentów, używki, ostre przyprawy, syntetyczne materiały ubrań, nadmiar stresu, zbyt twarda woda, źle dobrane kosmetyki. Na skutek uszkodzenia warstwy hydrolipidowej, pełniącej jednocześnie rolę ochronną skóry dochodzi do zmiany jej odczynu z kwaśnego na zasadowy, następnie do jej przesuszenia, pieczenia, powstawania na skórze czerwonych swędzących plam. Skóra wrażliwa jest napięta, na nieodpowiednie czynniki reaguje bardzo często swędzeniem lub pieczeniem.

Chociaż mówi się często, że skóra wrażliwa najczęściej występuje u osób z włosami jasnymi oraz rudzielców o jasnej karnacji, wcale to nie musi świadczyć, że ten rodzaj skóry nie wystąpi również u innych osób. Skóra wrażliwa może wystąpić nie tylko w przypadku skóry suchej jak do niedawna uważano, ale także u osób ze skórą tłustą czy mieszaną. Żeby nieprzyjemne objawy ustąpiły, wystarczy zastosować odpowiednie kosmetyki do potrzeb indywidualnych skóry, zmienić tryb życia, nawyki higieniczne czy dietę, zmniejszyć też  oddziaływanie czynników zewnętrznych. 

SKÓRA ATOPOWA 


W przypadku tego rodzaju skóry występuje już zupełnie inny problem, ponieważ jest to przewlekła choroba zapalna występująca z przyczyn autoimmunologicznych. Choroba ta ma również podłoże genetyczne. Na skutek  nawet niewielkiej ilości alergenów wywołana zostaje nadmierna produkcja przeciwciał IgE, która wywołuje charakterystyczną uciążliwą wysypkę.
Atopowe zapalenie skóry nazywane również egzemą charakteryzuje się występowaniem na skórze czerwonych, zgrubiałych silnie swędzących grudek o nieregularnym kształcie. Skóra  jest niedostatecznie nawilżona, swędząca. AZS charakteryzuje się fazami zaostrzenia kiedy występują zmiany skóry, oraz remisji, kiedy to zmiany zanikają i nie pojawiają się przez  dłuższy czas. Zmiany chorobowe najczęściej widoczne są na zgięciach łokciowych i kolanowych, mogą również wystąpić na twarzy, szyi i na całym ciele. Przewlekle utrzymujący się stan zapalny może doprowadzić do znacznego pogrubienia i rogowacenia skóry, czyli efektu rybiej łuski. Podczas zaostrzenia się choroby natomiast może pojawić się podwyższona temperatura oraz powiększenie węzłów chłonnych. Oprócz niezbędnej diagnozy, oraz specjalistycznej opieki lekarskiej, konieczna jest tu odbudowa bariery ochronnej skóry, jej optymalne nawodnienie, a co najważniejsze, unikanie czynników przyczyniających się do niszczenia  już i tak zaburzonej równowagi hydrolipidowej. 


Źródło


Zarówno w przypadku skóry atopowej jak i wrażliwej nieprzyjemne zmiany skórne może załagodzić odpowiednia pielęgnacja, ale także znajomość czynników wpływających na powstawanie ich objawów. Bardzo ważne jest przestrzeganie higieny

 W obu przypadkach należy unikać:

  • zbyt częstych kąpieli bez późniejszego nawilżenia skóry, 
  • kąpieli w chlorowanej wodzie,
  • Przebywanie w zbyt suchych i zanieczyszczonych pomieszczeniach,
  • nadmiernego stresu,
  • przegrzewania skóry, sauny, solarium
  • kontaktu z drażniącymi detergentami
  • kontaktu z wysuszającymi skórę kosmetykami np. żele pod prysznic, płyny do kąpieli, mydła alkaliczne,
  • twardej wody mogącej podrażnić skórę, warto zastosować specjalny filtr do wody,
  • unikanie nadmiernej ekspozycji na słońce, należy chronić skórę wysokimi filtrami, jednak ich skład należy skonsultować z lekarzem,
  • unikanie obcisłych ubrań i bielizny nieprzepuszczających powietrza, unikanie wełnianych ubrań.. 


Pielęgnacja skóry atopowej oraz skóry wrażliwej:

  • Regularna nawilżanie i natłuszczanie skóry od razu po kąpieli lub mycia samych rąk w celu utrzymania bariery ochronnej skóry,
  • Należy zwrócić szczególną uwagę na delikatny skład kosmetyków, także kosmetyków do makijażu,
  • kąpiel w krochmalu lub kisielu z siemienia lnianego w celu załagodzenia objawów dermatologicznych,
  • stosowanie kosmetyków o pH zbliżonym do odczynu skóry w celu odbudowy jej kwaśnego płaszcza ochronnego, 
  • stosowanie kosmetyków bezzapachowych, także bez sztucznych barwników, drażniących skórę konserwantów,
  • do pielęgnacji ciała warto stosować naturalne olejki np: olej z pszenicy, olej zwiesiołka, pierwiosnka, olej ze słodkich migdałów,
  • Nie zaleca się stosowanie kosmetyków z dodatkiem kitu pszczelego, co może skończyć się bardzo bolesnymi ranami oraz wizytą w szpitalu.

Składniki aktywne stosowane w pielęgnacji skóry atopowej, także skóry wrażliwej mają właściwości łagodzące, odbudowujące warstwę hydrolipidową skóry, niektóre z nich wchodzą w skład czynnika nawilżającego skóry NMF.

  • alantoina
  • mocznik
  • aminokwasy
  • związki cynku
  • pantenol
  • witaminy A, E, B5, D,
  • gliceryna
  • ceramidy
  • kwasy omega
  • wysokiej jakości wyciągi i ekstrakty roślinne np. z rumianku, lipy, aloesu, ekstrakt glicerynowy ze spiruliny
Oleje roślinne i emolienty bogate w NNKT
  • masło shea, 
  • olej konopny, 
  • olej z awokado
  • olej z czarnuszki
  • olej jojoba
  • olej arganowy
  • olej z pestek winogron


Makijaż

Bardzo często może podrażniać skórę, co wywoła odwrotny efekt, ale także dyskomfort. Tu także warto wiedzieć, czego najlepiej unikać, żeby nie oszpecić skóry, a ją upiększyć. Do makijażu należy używać kosmetyków wyłącznie atestowanych, wysokiej jakości, powinny pochodzić z wiadomych źródeł. Makijaż powinien być lekki, nie obciążający skóry. W makijażu skóry wrażliwej, także atopowej szczególnie należy unikać wysuszających kosmetyków, błyszczących drobinek, brokatu, perłowego różu, rozświetlaczy,  mocno kryjących podkładów. Odcieni wydobywających rumień. Kosmetyki te mogą pogłębić problemy skóry. Zamiast różu, bezpieczniej jest użyć brązera.  Tu również należy zwrócić uwagę na skład używanych kosmetyków, higienę, szczególnie pędzli i gąbeczek używanych do makijażu. Również nie poleca się korzystania z testerów podczas zakupów kosmetycznych, a także używania przeterminowanych kosmetyków.

Ubranie

Warto zwrócić uwagę na sposób ubierania się. Ubrania powinny być przewiewne, bawełniane. Nowe ubrania powinny być przed założeniem wyprane, co pozwoli pozbyć się dodawanych do produkcji ubrań szkodliwych substancji chemicznych. Należy korzystać ze środków piorących w płynie i dokładnie je wypłukać.

Oba problemy starałam się opisać  w jak najbardziej prosty sposób, dlatego nie znajdziecie tu dokładniejszych informacji. Zawsze warto i należy zwrócić się z tymi problemami do lekarza dermatologa w celu wykonania potrzebnych badań oraz wystawienia odpowiedniej diagnozy. Moim celem jest przybliżenie obu problemów skóry, a także wybranie odpowiedniej pielęgnacji. Jeśli macie jakieś dodatkowe uwagi lub doświadczenia, chętnie poczytam.

Pozdrawiam! 🙂

Jak przeżyć zimę bez udawania zachwytu

 


                Chociaż zima ma swoje uroki, to mimo wszystko nie wymaga od nas entuzjazmu. Nie trzeba jej koniecznie kochać ani na siłę się nią zachwycać. Według  mnie mogłaby się skończyć na grudniu, ale to też nie oznacza, że trzeba godzić się na szarość, bylejakość oraz jakiekolwiek obniżanie poprzeczki. Nawet przeciwnie. Im mniej ten trudny okres ma dla nas uroku, tym większe znaczenie ma to, jak wygląda nasza codzienność.

Przetrwanie zimy w zgodny dla nas sposób potrzebuje świadomej decyzji. Że chcemy na przykład mieć miło i ładnie, nawet jeśli na zewnątrz jest ponuro. Nie trzeba zaraz tworzyć bajkowej atmosfery ani zabiegać o sezonowe trendy. Nie ma również  potrzeby wykupywać dekoracji czyhających niemal na każdej sklepowej półce. Chodzi o zwykłe poczucie  estetyki oraz komfort, które dają poczucie normalności.

Zimą szczególnie ważne staje się otoczenie. Ciepłe, nie bijące po oczach światło, przyjemne dla oka kolory, miękkie i dobrej jakości tkaniny. Dom nie musi być pusty ani ascetyczny. Wręcz przeciwnie. Może być pełen rzeczy, które cieszą, dają  ukojenie i sprawiają, że chce się do niego wracać. Ulubiona kawa czy herbata w uroczej filiżance czy kubku. Nie mam też nic przeciwko, żeby sprawić sobie piękny bukiet kwiatów, czy dokupić kolejny storczyk w doniczce. Odpalanie tylko dla siebie zapachowej świecy też nie zaszkodzi.



Zima nie jest też powodem, by rezygnować z dobrego wyglądu. Ciepłe ubrania tak samo mogą być eleganckie, niekoniecznie też ciemne jak podczas żałoby. Dbajmy, aby nasz codzienny strój był dobrze dopracowany. Dbanie o siebie w tym czasie nie ma nic wspólnego z próżnością. To jest właśnie sposób na zachowanie dobrego samopoczucia i poczucia własnej wartości nawet, kiedy dni są zbyt krótkie, ciemne i nie do zniesienia. Zimą nigdy nie rezygnuję z depilacji nóg, a już szczególnie nigdy nie zrezygnuję z jasnych ubrań czy dodatków.

Przyjemności, które sprawiamy sobie zimą nie muszą krzyczeć ani być jakieś mocno spektakularne. Często kryją się one w ulubionym zapachu, oraz czymkolwiek, co może poprawić nam nastrój. Może to być kawa w ładnej filiżance, czy aromatyczna herbata podczas spokojnego wieczoru. To właśnie te drobne rzeczy sprawiają, że zima staje się do zniesienia, natomiast może być czasem całkiem przyjemna.

Nie trzeba wcale udawać zachwytu nad trudną dla siebie porą roku. Wystarczy  i nie warto rezygnować z dawnej estetyki. Zima nie musi być inspirująca. Wystarczy, żeby była przeżyta tak jak lubimy. W miłych warunkach i bez obniżania własnych standardów.

Pozdrowienia! ✨


Dziękuję za każdą kawę ☕

instagram

Copyright © W Blasku Marzeń.