Przed Wielkanocnymi świętami otrzymałam od Ines niedużą, ale jakże mi cenna paczuszkę. Oczywiscie, zaraz się do niej dorwałam jak wygłodniała tygrysica i w pół minuty zdążyłam obwąchać całą zawartość pastelowego pudełeczka. Były w nim nieznanej mi jeszcze marki - Rose & Co, miniaturki Patisserie de Bain z
przepięknie pachnącą zawartością, o ktorych grzechem byłoby nie napisać chociaż kilku slow i pochwalić w blogerskim, kolorowym świecie. No to z
apraszam kto chętny...