Featured

31 grudnia 2013

Do czego prowadzi babska ciekawość, czyli Maska Algowa, Organique.


Witam w ten Sylwestrowy wieczór! Ale zanim złożę Wam życzenia noworoczne, wspomnę krótko o maseczce którą dostałam do wypróbowania od córki. Wymieniając się doświadczeniami kosmetycznymi Organique dała mi do wypróbowania maseczkę. Zachwalała, zachwalała i poleciła spróbować. No więc nie patrząc dla jakiej cery jest stworzona maseczka, wypróbowałam. Było z tym niemało zamieszania i zzdziwienia, maska nie jest akurat specjalnie dla mojego typu cery, ale jak Was interesuje moje doświadczenie z nią, zapraszam do czytania.


Zdjęcie wypożyczone ze strony http://www.organiquecosmetics.pl ponieważ saszetka była już rozpoczęta. Jest tu mowa o maseczce algowej marki Organique, przeznaczonej do cery trądzikowej, nie mojej. Ale że ciekawość babska zasłoniła mi oczy i zapomniało się spojrzeć na etykietkę, to druga sprawa.

Na saszetce są naklejone dwie etykiety, z przodu i z tyłu. Są informacje o producencie i opis maseczki oraz jej skład. Są także symbole i data ważności. Maseczka liczy sobie pojemność 30g. Nie jest duża, ale za to wydajna.
Wszystko napisane jak byk, ale czytać się nie chciało.. 
Paćnęłam sobie więc proszku do miseczki..

Było tego więcej bo nie chciało się czytać. 
Ale na twarz nie trzeba wiele, dlatego tu jest pojemność dużej łyżki. 
Wymieszać trzeba z odrobiną wody, dolałam więc trochę z czajnika. 


Po wymieszaniu, zrobiła się taka paćka. 
Za pierwszym razem nawaliłam tego więcej i nie miałam pojęcia jak mam to zutylizować. 
Z braku pomysłu, nałożyłam też na dłonie. 
Podczas robienia zdjęć, maseczka robiona jest drugi raz, więc ilość jest bardziej rozsądna. 
Ale spokojnie, na dłonie, też wystarczyło. :) 

To że upaćkałam trochę włosy, mogłam zgonić na panujący remont. 
Maseczka jednak szybko zastyga i można było resztki maski wyczesać. 


Po wyznaczonym czasie (15 minut) maseczkę ściągamy palcami. 
Broń Boże wyrzucać maskę do umywalki, bardzo łatwo można ją zatkać. 
Ściągnięte płaty maski wywalamy do kosza. 

Mimo że nie mam trądzikowej, a już tym bardziej młodej cery, maseczka sprawiła że wyglądała jak bym cofnęła ją w czasie. Skóra dłoni zrobiła się również niesamowicie gładka. No i co najważniejsze, maseczka nie wysuszyła mojej skóry. 

A co obiecuje producent? 

Wspomaga leczenie stanów zapalnych skóry trądzikowej. Działa antyseptycznie, ściąga rozszerzone pory, oczyszcza skórę i absorbuje nadmiar sebum. Olejek z drzewa herbacianego działa bakteriobójczo, cynk reguluje aktywność gruczołów łojowych, a naturalny kwas salicylowy zmniejsza oznaki trądziku.  Maska nie powoduje przesuszenia skóry, zapewnia elastyczność i odpowiedni stopień nawilżenia.
Doskonała jest na trądzikowe stany zapalne skóry: działa antyseptycznie, ściąga rozszerzone pory, oczyszcza skórę i absorbuje nadmiar łoju.  Dzięki bakteriobójczym właściwościom zawartego w masce Olejek z drzewa herbacianego działa bakteriobójczo,  cynk reguluje aktywność gruczołów łojowych, a obecność naturalnego kwasu salicylowego wpływa na zmniejszenie oznak trądziku.  Maska zapewnia także  skórze odpowiedni stopień nawilżenia. 
ALGINAT
100% ekstrakt z alg brunatnych, bogaty w łatwo przyswajalne alginiany, polisacharydy, aminokwasy, witaminy, związki jodu, krzemu, wapnia i magnezu oraz mikroelementy. Wzmacnia skórę, głęboko ją nawilża, redukuje zaczerwienienia i podrażnienia. 
MUŁ MORSKI 

Zawiera proteiny, polisacharydy, polifenole, lipidy, witaminy oraz mikro i makroelementy. Zawiera także chlorofil, chinony, fito sterole i poliaminy. Stanowi unikalne źródło nawilżenia, regeneracji i witalności. 
BIAŁA WIERZBA 
Ekstrakt stosowany jest w kosmetykach pielęgnacyjnych skóry ze względu na właściwości przeciwzapalne oraz keratolityczne, ułatwiające złuszczanie warstwy rogowej naskórka, ściągające, bakteriostatyczne, uszczelniające naczynia włosowate.
OLEJ Z DRZEWA HERBACIANEGO 

Łatwo przenika przez skórę i działa bakteriobójczo na bakterie beztlenowe wywołujące zmiany trądzikowe. 
Z tego powodu firmy kosmetyczne wykorzystują go jako składnik preparatów do pielęgnacji skóry trądzikowej, takich jak środki do oczyszczania twarzy czy kremy pielęgnacyjne. Kosmetyki te są zwykle dobrze tolerowane przez skórę, nie powodują zbytniego wysuszenia i podrażnienia. 

MENTOL 
związek o charakterystycznym, silnym zapachu mięty. Jeden z głównych składników olejku miętowego. Wykazuje działanie chłodzące, odświeżające, kojące podrażnienia, a także lekko znieczulające. 



Instrukcja użycia: 

W każdej saszetce znajduje się porcja na twarz, szyję i dekolt. Porcję maski wymieszać z chłodną wodą do utrzymania jednolitej masy. Nałożyć równomiernie na skórę twarzy oraz szyi i dekoltu. Po ok 15 minutach zdjąć maskę w jednym kawałku, począwszy od dolnego brzegu. 

Moje wnioski: 

Gdyby nie moja ciekawość i brak wnikliwości, pewnie bym jej nie użyła. Maseczka nie jest przeznaczona do mojej cery. Przez przypadek, udało mi się skorzystać i przekonać że nawet przy cerze suchej i wrażliwej, maseczka także czyni cuda. Mam bardzo suchą skórę, a maseczka nie pogorszyła jej stanu. Nie wysuszyła jej ani trochę. Dogłębnie ją oczyściła, dotleniła. Skóra zrobiła się gładka jak nie powiem co. 

Cena saszetki 30g wynosi ok. 20zł, ale jest bardzo wydajna. Wystarczy na kilka użyć. Według mnie cena jest bardzo przystępna jak na kosmetyk o tej jakości. 

Oceniam ją na 6+/6  i szczerze gorąco polecam! :)



Przyszedł czas na pożegnanie starego roku.
Z tej okazji życzę Wam żeby spełniły się Wasze marzenia,
Dużo zdrowia, dużo radości,
oraz spełnienia marzeń.
I super pomysłów, oraz sukcesów w blogowaniu. :)







30 grudnia 2013

Grudniowe pożegnania.


  Grudzień dobija końca, i choć napisałam post denkowy już wcześniej znalazło się jeszcze parę rzeczy. Postanowiłam jak najszybciej pozbyć się pustych opakowań więc proszę. :)

Balea, Żel do kąpieli: Zapach tylko na początku wydawał się ładny, niestety jest jakiś nie mój. Nie kupię go więcej, ale kupiłam o zapachu limonkowym. Sam żel jako żel nie jesy zły, choć mógłby lepiej się pienić.

Revitabrow, Odżywka stymulująca wzrost brwi: Cena zabójcza, ale z moimi brwiami uczynił cuda. Cieszę się że miałam możliwość go przetestować. Jak trafi mi się większa gotówka, będzie mój.

Lierac, Płyn micelarnyJako płyn micelarny da się lubić, dobrze wszystko zmywa, nie podrażnia, ale tani nie jest. Może kiedyś wrócę do niego. Na razie korzystam z mleczka NUXE. 

Pat&Rub, Krem do twarzy 40+ : Krem jest bardzo łagodny dla skóry, dobrze nawilża ale cudów nie uczynił. Zapach który na początku kojarzyłam z zapachem owoców, stawał się coraz bardziej nieznośny. Z trudem go wykończyłam, ostatnio używałam na noc choć jest na dzień. Pod koniec ciężko było resztę wydłubać, pompka przestała działać. Otworzyłam i wydłubywałam szpatułką. Jeszcze została końcówka, ale do twarzy go nie użyję, do rąk też nie. Nie mogę znieść już tego zapachu. Nie rozumiem jak krem za taką cenę może mieć tak niemiły zapach. Na szczęście szybko znika, ale i tak mam go już dość. Resztki zużywam do pięt, jak najdalej od nosa.

Estee Lauder, Revitalizing Supreme: Krem pod oczy, miniaturka. Jeden z najlepszych kremów pod oczy, pozostawiał super efekty. Miło się używało, ale już się skończył. Jaka szkoda, szkoda że nie kupiłam więcej tych miniaturkowych zestawów. Bardziej się opłacało niż pełnowymiarowe opakowania.

Organique, Kula do kąpieli: Druga połówka poszła dziś do wanny. Zapewnia miłe chwile podczas kąpieli, oraz dobrze nawilżoną skórę. Czasami sprawię sobie taką przyjemność.

Wszystkie zdenkowane kosmetyki są podlinkowane do recenzji, wystarczy na nie kliknąć. Zapraszam do czytania, komentowania, a ja postaram nadrobić odwiedziny Waszych blogów.
Dziękuję że pamiętacie o mnie, mimo ostatniego zaniedbania w odwiedzinach.

Koniec roku, koniec grudnia i na razie koniec remontu. Znów przerwa na jakiś miesiąc. Od wczoraj, późnego wieczoru, sprzątam. Końca nie widać. Są też i szkody.
 Stłuczona przez Gryzeldę donica z porcelany, stłuczony klosz żyrandola, zwarcie na całą chatę, dobrze że jest coś takiego jak pogotowie energetyczne. Doładowałam nie ten telefon co chciałam, trudno się mówi. Zmęczona jestem, nie będę robić nic na siłę. Podejrzewam że jutro długo nie wytrwam.

Miłego wieczoru, miłego Sylwestra. Z życzeniami noworocznymi poczekam do jutra. Miejmy nadzieję że nic nie zepsuję i zwarcia nie zrobię. :)





28 grudnia 2013

Organique, Krem do rąk - SPA dla dłoni


Witam po Świętach. Choinka rozebrana na potrzeby remontu, koty pochowane gdzieś w kartonach. Ja gdzieś między miotłą, łazienką a inhalatorem i laptopem. Brak mi tylko osobistego kartonu. :p
Krem do rąk, Organique sprawiłam sobie dla odmiany w prezencie gwiazdkowym.

Krem do rąk zamknięty jest w plastikowym pudełeczku, z metalową nakrętką o pojemności 100ml.
Nie było zabezpieczenia w postaci folii, ale krem nie wylewał się z pojemniczka. Krem jest dość gęsty i choć higiena w aplikacji pozostawia trochę do życzenia, jestem w stanie wybaczyć.
Opakowanie oklejone jest etykietą ze śliskiego papieru, który się nie brudzi. Prosta, estetyczna szata graficzna przedstawia logo, dane o firmie, wyczerpujący opis, skład oraz symbole.

Konsystencja jak wspominałam jest dość gęsta, bardzo przyjemna i lekko się rozsmarowuje, choć trzeba lekko wmasować.
Zapach cudowny i choć producent wspomina o zapachu różanym, ja tu żadnych róż nie czuję. Ale mimo że jestem fanką woni róż, nie przeszkadza mi to. Zapach jak wspomniałam jest cudowny.
Wszystko to sprawia że chciałoby się smarować co chwilę, choć nie ma takiej potrzeby. 


Od producenta
Zawarte w kremie, wyselekcjonowane składniki aktywne gwarantują natychmiastowe wygładzenie, regenerację oraz długotrwałe nawilżenie i ochronę przed czynnikami zewnętrznymi.
Krem do rąk posiada działanie nawilżające, regenerujące i wygładzające.
Kompleks  COLHIBIN bogaty w proteiny ryżowe, hamuje procesy degradacji kolagenu w skórze
i aktywuje procesy naprawcze.
Zawarte w kremie składniki aktywne jak jedwab, perła, wyciąg z nagietka i kwasem hialuronowy intensywnie nawilżają, przyspieszają regenerację i widocznie odmładzają zmęczoną, szorstką  i przesuszoną skórę dłoni.
Krem doskonale zabezpiecza przed promieniowaniem UV i szkodliwymi czynnikami zewnętrznymi.
Ze względu na swoją unikalną formułę krem polecany również dla osób ze skórą atopową.



Zalecane stosowanie
  • skóra sucha
  • skóra wymagająca wzmocnienia
  • skóra szorstka
  • skóra zniszczona
  • dla osób dbających o estetyczny i atrakcyjny wygląd
  • zniszczone dłonie i paznokcie 
Składniki aktywne

Perła — bogata w aminokwasy, sole mineralne i morskie mikroelementy. Odżywia i nawilża suchą skórę i włosy, spowalnia procesy starzenia, ponadto rozjaśnia i zmiękcza blizny. Chroni skórę przed uszkodzeniami, działa jak naturalny filtr UV, delikatnie rozświetla.

Jedwab — naturalne włókno z kokonu jedwabnika. Jedwabna nić, mimo iż jest niezmiernie cienka, charakteryzuje się dużą wytrzymałością i sprężystością. Głównymi składnikami jedwabiu są dwa białka: fibroina (ok. 70%) i serycyna (30%). Proteiny jedwabiu mają bardzo dużą zdolność wiązania wody, są więc doskonałym składnikiem nawilżającym.
Jedwab tworzy na skórze hypoalergiczną warstwę ochronną, która chroni ją przed niekorzystnymi czynnikami zewnętrznymi i zapobiega wysuszeniu naskórka. Jedwab poprawia także elastyczność skóry, wygładza i niweluje uczucie szorstkości. W przypadku włosów jego działanie sprowadza się do nawilżenia i wygładzenia łuski włosa, nadając jej połysk i sprężystość. Zawarte w nim proteiny otaczają włosy niewidoczną otoczką, która działa ochronnie, równocześnie regenerując zniszczone włosy.

Colhibin — kompleks oparty na hydrolizowanych proteinach ryżowych. Hamuje degradację włókien kolagenowych, wzmacnia strukturę skóry, zmniejsza nierówności i zmarszczki. Hamuje procesy starzenia, związane z fotostarzeniem i tzw. „stresem cywilizacyjnym”. Posiada właściwości nawilżające i wygładzające.

Kwas hialuronowy - polisaharyd, występujący we wszystkich organizmach żywych, także ciele człowieka, stąd jego doskonała tolerancja przez skórę. Wiąże wodę w naskórku, jest też składnikiem macierzy międzykomórkowej skóry właściwej. Z wiekiem ilość kwasu maleje, co powoduje zwiększenie suchości, osłabienie struktury skóry oraz pojawianie się zmarszczek. Jedna cząsteczka kwasu hialuronowego jest w stanie związać ok. 250 cząsteczek wody, dzięki czemu posiada on bardzo dobre własności nawilżające i chroniące naskórek przed utratą wody. Bardzo dobrze ją ujędrnia i nawilża. Działa także filmotwórczo i ochronnie przed niekorzystnym wpływem czynników klimatycznych.

Nagietek -  wyciąg zawiera wiele substancji aktywnych biologicznie: flawonoidy, karotenoidy, fitosterole, saponiny trójterpenowe, śluzy, kwasy organiczne, witaminę C, olejek eteryczny oraz składniki mineralne (m. in. magnez).
Bogactwo tych substancji sprawia, iż kwiat nagietka ma właściwości antyoksydacyjne, regeneracyjne oraz wzmacniające. Działa przeciwzapalnie, przyspiesza gojenie, pobudza procesy immunologiczne.

Alantoina - Ułatwia gojenie się ran, łagodzi objawy łuszczycy, działa przeciwzapalnie i ściągająco, przyśpiesza regenerację skóry. Alantoina występuje w przyrodzie w korzeniu żywokostu lekarskiego, ale ta, która jest używana do produkcji kosmetyków ma pochodzenie syntetyczne.

Moje wrażenia

Na razie to są pierwsze moje wrażenia, bo krem używam niedługo, jakiś tydzień.  Trudno żeby cokolwiek powiedzieć o regeneracji czy odmłodzeniu po tygodniu używania. Jednak da się zauważyć, że krem bardzo dobrze sobie radzi w ekstremalnych sytuacjach jak brudna robota przy remoncie. Coś w tym musi być, bo po wysmarowaniu tym kremem mam tak miękkie dłonie, że aż miło samej sobie je dotykać. Skóra jest jedwabiście miękka, super nawilżona, aksamitna, wygląda jak nowo narodzona. No i dłonie tak pięknie pachną, że chciałoby się je ciągle wąchać i smarować. Zapach utrzymuje się dość długo o ile dłoni nie zabrudzimy, nie robimy czegoś co ten zapach zatrze. Przyznam też, że zadrapania kotki nie są tak widoczne. Co do regeneracji paznokci trudno się wypowiedzieć, bo remont oraz problemy z tarczycą, makabrycznie niszczą moje pazurki.
Jeśli chodzi o wydajność, liczę że na miesiąc mi wystarczy przy tak częstym używaniu.

Mimo ceny 30zł będę na pewno do niego wracać. Nie żal mi na niego żadnej złotówki. Z całego serca polecam. Znacie go?

 Jak Wam minęły Święta?



Polecam fajny konkurs u Łukasza http://lukaszmakeup.blogspot.com/2013/12/rozdanie-z-dolarem.html


26 grudnia 2013

Organique, Kula kąpielowa - Domowe SPA



Uwielbiam kąpiele z różnymi takimi dodatkami. Kula kąpielowa, Organique to coś co pewnie bym sobie ciągle odmawiała ze względu na cenę i inne potrzeby.
Ktoś, czyli Mikołaj o tym wiedział i sprawił mi prezent. Cały kąpielowy zestaw.
Po wielu świątecznych przygotowaniach, postanowiłam uprzyjemnić sobie kąpiel, postanowiłam się nie spieszyć. Wszystko zrobione, miałam więcej czasu dla siebie. Otworzyłam kulę, była rozdzielona już na pół. Jedną z połówek wrzuciłam do wanny. Kula o zapachu Różanego krzewu, zaczęła musować, wydzielając przy tym cudowny, delikatny zapach róż. Taki, jaki uwielbiam.
Wyglądało to jak rozpuszczająca się oranżada w proszku. Woda zabarwiła się na delikatny różowy kolor. Nie była mętna. Dało się zauważyć obecność olejków. Zapach roznosił się w całej łazience na długo jeszcze po kąpieli.


Z wanny wyszłam zrelaksowana, nawilżona, odżywiona i pachnąca. Skóra była wystarczająco nawilżona, żeby nie sięgać po balsam. Uzależniona jednak od smarowideł, po pewnym czasie jednak posmarowałam się, choć skóra nie wołała o to.

Kula była w folii, oklejona taką naklejką. Były na niej przydatne informacje o producencie, produkcie, data ważności oraz skład. 


Zajrzałam z ciekawości na stronę producenta i z ciekawości poczytałam więcej...
,,Unikalna receptura łagodnego pudru do kąpieli gwarantuje odżywienie, nawilżenie, a także
ochronę i pielęgnację skóry. Pudry do kąpieli polecane są do każdego rodzaju skóry, zwłaszcza do skóry przesuszonej, delikatnej oraz potrzebującej odżywienia i uelastycznienia.
Kąpiel łagodzi efekt przemęczenia, rozluźnia i sprawia, że skóra nabiera połysku, staje się gładka
i otulona pachnącą warstwą ochronną. Pudry mogą być stosowane również jako kąpiel przygotowująca dłonie i stopy do profesjonalnych zabiegów manicure i pedicure. "

Składniki aktywne:
  • oczar wirginijski — duży krzew, rosnący we wschodnich stanach USA i Kanadzie. Surowcem leczniczym i kosmetycznym są kora i liście. Wyciąg zawiera dużą ilość garbników, a także flawonoidy, kwasy galusowy i elagowy, leukoantocyjanidyny oraz saponiny. Wykazuje silne działanie przeciwzapalne, ściągające, przeciwkrwotoczne i przeciwbakteryjne. Doskonale oczyszcza skórę, wzmacnia naczynia krwionośne.
  • skrobia z pszenicy — działa odżywczo, nawilżająco, wygładzająco. Także łagodzi podrażnienia.
Działanie kul kąpielowych:
  • aromaterapia
  • pachnące odprężenie
  • ukojenie 

Mikołaj wie co tygryski kochają najbardziej. Moja skóra i zmysły zostały dopieszczone. Przekonałam się że warto czasem ulec takiej rozpuście i sprawiać przyjemności. Słowa producenta się sprawdziły, ja jestem zachwycona. Ceny nie znam bo to prezent, ale z pewnością sobie nie raz sprawię też w innych wersjach zapachowych. Tym którzy mają wannę, polecam! :)

Miłego Świątecznego popołudnia! :)

Wyniki rozdania z Firmoo są tu: KLIK

24 grudnia 2013

Gwiazdkowe prezenty


Witam serdecznie w ten wigilijny wieczór. Jestem objedzona i zmęczona przygotowaniami do świąt. 
Na szczęście już skończyły się wyścigi z czasem i mogę chwilkę zrelaksować się na blogu. 
Nie będę dużo pisać ale pochwalę się swoimi prezentami. 
Powyżej zestaw kąpielowy Organique. 
Pachnie niesamowicie pięknie, teraz tylko wskakiwać do wanny, i wylegiwać się w niej. :)


Cień do powiek, Collistara. Piękny kolor i blask. 


Podkład Extra -Comfort, Clarins -  dbający o dojrzałą skórę. 
Efekt niesamowity, cera zawsze wygląda świeżo.

Zostawiam Was ze zdjęciami, a ja wybieram się na Pasterkę.
Radosnych Świąt! :)

23 grudnia 2013

Grudniowe rozstania i kilka świątecznych refleksji.


    Chociaż grudzień jeszcze się nie zakończył, jestem zmuszona do wywalenia opakowań zużytych kosmetyków. Nie lubię zbierać śmieci, więc pozbywam się ich tak szybko jak to możliwe.

U mnie jest tak, że jeśli zaprzyjaźniam z kosmetykiem zużywam go do końca. Jeśli nie sprawdzi się u mnie przez kilka podejść, żegnam się bez żalu oddając dalej lub znajduję mu inne zastosowanie. Z tymi, które dzisiaj przedstawiam nie żegnam się na długo. Chętnie do nich powrócę.

Makijażowy ulubieniec- Blush Subtil Palete, Lancome.


W tej przedświątecznej gonitwie, postanowiłam na chwilę usiąść i napisać jeszcze jedną recenzję. Dziś będzie o paletce róży do policzków.
Blush Subtil Palete-Lancome jak pamiętacie otrzymałam w konkursowej paczce od Syrenki. :)

Blush Subtil Palete-Lancome mieści się w czarnej kasetce z tworzywa sztucznego, z malutką złoconą różyczką na wieczku, znakiem firmowym Lancome. Wewnątrz jak widzicie, jest wygrawerowane logo firmy. W środku opakowania jest umieszczone dość pokaźne lusterko. Jedyny mankament opakowania to brak dołączonego aplikatora. Mam do tego przeznaczone pędzle, ale miło by było gdyby producent chciał ułatwić nam aplikację. Mimo wszystko nie widzę problemu, małe aplikatory zwykle są mało poręczne. 




Na spodzie opakowania mieści się etykietka z informacją o firmie, produkcie i datą ważności, oraz symbolami.




Cienie w paletce zabezpieczone są przed zabrudzeniem sztywną folią. Zapach jest niewyczuwalny.


Paleta mieści w sobie zestaw róży w trzech kolorach, potrzebnych do podkreślenia konturu, rumieńców oraz policzków. Cała pojemność liczy 4,5 g. Moja wersja kolorystyczna to 02 Nectar Lace.

Słowa od producenta: 


  • 3w1 róż do konturu, rumieńców i podkreślenia policzków
  • Doskonale rzeźbi i podnosi rysy twarzy
  • Jedwabna i kremowa formuła z łatwością sunie po skórze
  • Nie pozostawia zagnieceń i wyglądu pudru
  • Umożliwia warstwowanie
  • Długotrwały efekt noszenia aż do 8 godzin 



Moja opinia:

Powiem tylko jedno, producent nie kłamie. Róż jest idealny i można nim konturować jak się chce i na wszystkie możliwe sposoby.
Można doskonale wyrzeźbić swoje kontury twarzy, używając każdego koloru z osobna, a także sunąc pędzlem przez wszystkie kolory jednocześnie. Róż ma bardzo delikatną i miękką formułę, którą bez problemu, sunąc miękko pędzlem po twarzy, można nadawać kolory w wybranym przez nas stopniu.
Róż nie pozostawia widocznych śladów pudru na twarzy, za to nadaje idealnie naturalny efekt. W tym makijażu nie ma mowy żebyśmy czuły się sztucznie, odczuwały tapetę na twarzy,  o nie! Nasz makijaż jest niewyczuwalny przez skórę, ani nawet kiedy dotkniemy nasze lico dłonią. Tak jakby to były nasze naturalne kolory, które trwają od pomalowania do demakijażu. Przynajmniej u mnie tak jest że wytrzymuje dłużej jak 8 godzin. Mam skórę suchą, nie wiem jak sprawdza się na innym rodzaju skóry. Zawsze można go wypróbować w Douglasie czy Sephorze, czy innej perfumerii.


Blush Subtil Palete pozwala nam na wymarzony makijaż, nie czyniąc naszej skórze szkód. Nie podrażnił mojej wrażliwej skóry, ani nie uczulił. Nie ma problemów przy demakijażu, ani płynem micelarnym, ani mleczkiem. Jest to moja wymarzona paletka róży. Miałam już różne z wyższych półek, tego nie znałam. Wygrana u Syrenki pozwoliła mi się zaprzyjaźnić z tą czarującą paletką.

Co do zdjęcia makijażu, nie jestem profesjonalistką, wyszło jak wyszło. Sweet fotka robiona z własnej dłoni. Zmęczenie na twarzy ogromne, święta z przyczyn logistycznych przygotowuję sama, miotając się między porządkami śródremontowymi, i zwariowaną kotką. Bycie singielką jest fajne, ale czasami męczy.
Zrozumcie proszę jeśli przez chwilę się nie odezwę. :) Obiecuję jednak że zaglądać będę, moje uzależnienie od tego bloga, jak i Waszej obecności nie pozwoli mi stąd uciec na dłużej.

Życzę Wam miłych przygotowań świątecznych, wspaniałych i bezstresowych Świąt.


21 grudnia 2013

Organique, czyli jak się nie poddawać przeciwnościom losu.


Kiedy jest nam wszystko jedno, dostajemy od życia same kopniaki, a od Mikołaja same rózgi, nie pozostaje nam nic innego jak samej się nagrodzić. Za wszystko co zrobiłyśmy, nieważne co się komu wydaje, ważne żebyśmy same się z tym dobrze czuły. Seria pechów które się ze mną ścigają, sprawiła że musiałam się zasłonić pewną dawką endorfin.


Maseczka do twarzy i ciała z melonem Organique, oraz tej samej marki mydełko glicerynowe o zapachu cytrusowym powinny mi to zapewnić. Ich zapach jest po prostu genialny, najchętniej nie odciągałabym od nich swojego nosa. :)


Aż żal że nie mogę podzielić się z Wami zapachem przez monitor. 
Zapewniam że efekt jest równie niesamowity. 
Z pewnością napiszę o nich recenzję. 

Mydełko było dołożone jako gratis co mnie dodatkowo skusiło. 
Na razie nie rozpakowuję, wącham przez folię. 
Zapach jest cudowny, chciałoby się zjeść. 

Zostawiam Was z moimi prezentami i zapraszam do komentowania, 
a ja zmykam do dalszych przygotowań. Przez ten remont i zepsutą pralkę jestem w lesie. 
A jak u Was z przygotowaniami do Świąt? 
Pozdrawiam serdecznie i życzę miłych przygotowań świątecznych. :)

20 grudnia 2013

Moja wygrana ze sklepu Blisko Natury.


Chciałam się pochwalić że dziś doszła do mnie moja wygrana z konkursu 
Bardzo mnie to ucieszyło, bo pokończyły mi sie olejki: kokosowy i z pestek dzikiej róży,
o których już pisałam. 



Z niecierpliwością oczekuję kiedy je otworzę i zastosuję. 
Tych olejków jeszcze nie miałam, oczekujcie więc nowych recenzji. :) 

Sklepowi http://bliskonatury.pl serdecznie dziękuję za wygraną i możliwość testowania. :) 

Znacie te olejki? Jak się u Was sprawdzają? Mam nadzieję że dobrze. :)



18 grudnia 2013

Krótki post, czyli nie ma to jak być swoim własnym Mikołajem.


Może to egoistyczne, ale jak człowiek sam nie zadba o swoje chciejstwa, to mało kto się domyśli, czego kobieta potrzebuje i oczekuje. Ponieważ krem do rąk idzie u mnie jak woda, a ulubiony różany L'Occitane jest niewielki i szkoda mi się nim maziać co chwilę podczas remontu, postanowiłam dopomóc mu innym kremem. Sprawiłam sobie krem rodem z ORGANIQUE, Kwas hialuronowy- Jedwab- Perła.
Otworzyłam go już i posmarowałam swoje suche na wiór dłonie, jednak jedna aplikacja to zdecydowanie za mało żeby coś o nim powiedzieć czy napisać. Mogę tylko zaznaczyć że zapach ma obłędny.
Resztę opiszę później. Zobaczymy jak się sprawdzi w ekstremalnych warunkach podczas remontu, sprzątania i przygotowań świątecznych. Znacie go? Też sprawiacie sobie samej/samym prezenty? Pozdrawiam serdecznie. :)


Lancome, L'Absolu Rouge - Dotyk luksusu.


Wczoraj pisałam o błyszczyku który otrzymałam w prezencie od Syrenki, dziś opowiem o pomadce Lancome, L'Absolu Rouge, a właściwie o jej miniaturce.

Miniaturka jest dość spora jak na miniaturkę i na pewno wystarczy mi na długo. Jest w ślicznym, czarnym, plastikowym opakowaniu, ze złotkowym symbolem róży, charakterystycznym  dla marki Lancome. Na opakowaniu nie ma dużo informacji. Jest tylko na spodzie nazwa produktu, numer świadczący o kolorze, symbol produkcji, oraz informacje o producencie.



Konsystencja cudowna, miękka, gładko sunie po ustach, pozostawiając usta o jedwabistym połysku. Na tą porę roku jest idealna, nie potrzeba używać pod nią żadnych innych smarowideł do ust, bo chroni je idealnie. Oprócz kremowej konsystencji, pomadka ma przepiękny, ale delikatny różany smak. Smarowanie nią usta to czysta przyjemność.



Od producenta

Nawilżająca pomadka zawierająca olejki z winogron, witaminy (A i E) i składniki chroniące usta przed wysuszaniem. Uwodzicielska objętość i zmysłowa pielęgnacja - Le Rouge Absolu to pomadka, która jest uosobieniem czystego luksusu. 
Pomadka zawiera formułę z bardzo skuteczną, aktywną substancją przeciwstarzeniową Pro-Xylane. Sprawia ona, że usta wydają się powiększone i wygładzone, a ich kontur perfekcyjnie pomalowany. Intensywnie nawilża, dogłębnie pielęgnuje delikatną skórę i chroni ją dzięki filtrowi SPF 12 przed szkodliwym promieniowaniem UV. Daje piękne, pełne pokrycie ust oraz pielęgnuje suche usta.  

- Reconstructing HYDRA-COMPLEX*TM (opatentowana siateczka nawilżająco-odbudowywująca) nadaje ustom natychmiastowe i długotrwałe nawilżenie oraz odżywia przez 6 godzin.
- SPF 15 chroni delikatne usta przed promieniami UV.
- Usta są perfekcyjnie zdefiniowane.
- Czysty, promienny kolor z jedwabistym, satynowym wykończeniem, co daje nam niesamowity efekt nawilżenia. 

Tu przyznam że wszystkie obietnice są spełnione, producent nie ściemnia. 



Przyznam że dawno nie miałam pomadki marki Lancome, choć miło je wspominam. Kiedyś używałam je często, ale później mi się znudziły i próbowałam ciągle to innych. Nigdy nie miałam dużo pomadek naraz bo wolę kupić mniej, ale mieć pewność, że zawsze będę wyglądała w niej elegancko i bez skazy. Chociaż dawne pomadki nigdy mnie nie zawiodły i nie żal mi było wydać na ich jakość, ta wydaje mi się być jeszcze lepsza. Malując nią usta, nie muszę używać jak wspominałam odżywki, bo idealnie nawilża i odżywia usta. Kolor jak widzicie jest równie uniwersalny jak błyszczyk, bezpieczny w każdej sytuacji. Można go wyciągnąć w każdej chwili bez lusterka i pomalować bez obaw że będzie wędrować nie tam gdzie powinna.

Zapach i smak jest różany, taki jak lubię. Bez obaw że będzie przypominała zapach róż starej ciotki. Jest przyjemny i delikatny. Sprawia że chciałoby się dla niego sięgać po nią cały czas. Na szczęście nie ma takiej potrzeby bo pomadka mimo kremowej konsystencji jest dość trwała.

Aplikuję ją najczęściej bezpośrednio na usta co jest bardzo proste. Idzie bardzo gładko, pozostawiając usta jakby pod warstewką odżywczego kremu.

Trwałość pomadki L'Absolu Rouge, jest bez zarzutu jak na tą konsystencję. Trzyma się wytrwale na ustach dopóki nie zjemy posiłku, i mimo że działa jak dobry krem odżywczy, nie czuje się jej obecności. Połysk schodzi równomiernie, nie tracąc koloru. Pomadka nie zbiera się w załamaniach ust, i nie podkreśla suchych skórek.


Zdjęcia niestety nie wyszły w najlepszej jakości, robiłam je w różnym oświetleniu. 



Pomadka  L'Absolu Rouge jak widać, z powodzeniem może zastąpić nam dobrze kryjący błyszczyk, czy też odżywczy balsam do ust. Polecam ją paniom dojrzałym, oraz osobom  z tendencją do wysuszonych ust. Sprawia ona że usta oprócz jedwabistego połysku, zyskują też na wyglądzie. Wydają się też młodsze, większe i pełniejsze.

Dostępna jest w sklepach perfumeryjnych jak Douglas, czy Sephora jak również w sklepach internetowych na terenie całego kraju. Nie jest tania, ale warta każdej złotówki. Można też upolować taniej w różnych promocjach. Jest też idealnym pomysłem na prezent.


Pomadkę L'Absolu Rouge z czystym sumieniem Wam polecam, o ile macie ochotę wydać trochę większą gotówkę.

Remont stanął w miejscu, moje samopoczucie pozostawia trochę do życzenia, ale dzięki temu poświęcę Wam więcej chwil. Pozdrawiam serdecznie i zapraszam do komentowania. :)

Copyright © 2015 W Blasku Marzeń.
Szablon dostosowany przez: KAROGRAFIA