Tłusty czwartek – słodka tradycja z długą historią

Jest w roku taki dzień, kiedy nikt nie udaje, że jeśli kawa, to tylko bez cukru. W tłusty czwartek pachnie w domach i cukierniach świeżym, smażonym na złoty kolor ciastem drożdżowym z nadzieniem z róży, śliwki albo adwokatu. Pączek nie jest wtedy zachcianką jest tradycją. I bardzo przyjemnym obowiązkiem.
Skąd się wzięła ta tradycja?
Korzenie tłustego czwartku sięgają jeszcze czasów pogańskich. Dawniej świętowano w ten sposób odejście zimy i nadejście wiosny. Ucztowano tłusto i konkretnie. Jedzono mięso, pito wino, a pączki… wcale nie były słodkie. Były twarde, nadziewane słoniną lub boczkiem. Taki pączek potrafił nawet wybić ząb, jeśli trafił się zbyt dosadnie usmażony.
Dopiero w XVI wieku pojawiła się słodka wersja, bliższa tej, którą znamy dziś. Cukier stawał się coraz bardziej dostępny, a wyroby cukiernicze zaczęły przypominać to, co dziś uznajemy za klasykę.
Tłusty czwartek przypada w ostatni czwartek przed Wielkim Postem. W tradycji chrześcijańskiej był to ostatni moment na solidne najedzenie się przed kilkutygodniowym okresem wyrzeczeń. I choć dziś mało kto traktuje post tak surowo jak dawniej, zwyczaj przetrwał.
Dlaczego „trzeba” zjeść pączka?
Według przesądu, kto w tłusty czwartek nie zje choć jednego pączka, temu nie będzie się wiodło przez cały rok. Dawniej w domach piekło się je samodzielnie, dziś częściej ustawiają się kolejki w cukierniach. Sens tylko pozostaje ten sam: wspólne świętowanie, chwila beztroski połączona z czymś smacznym na talerzu.
W Polsce w ten dzień zjada się podobno nawet kilkanaście milionów pączków. I to jest statystyka, która mówi więcej o naszej naturze niż niejeden raport społeczny.
Czy pączek ma jakąkolwiek wartość odżywczą?
Nie ma jednak co udawać, bo pączek nie jest daniem dietetycznym. Jest to wypiek z mąki pszennej, drożdży, jajek, mleka, cukru i tłuszczu, smażony w głębokim oleju lub smalcu. Jeden klasyczny pączek z nadzieniem różanym i lukrem to około 250–350 kcal, w zależności od wielkości i receptury.
Ale… nie jest to też wyłącznie „pusta kaloria”, ponieważ taki pączek dostarcza:
- węglowodanów (szybkie źródło energii),
- niewielkiej ilości białka z jaj i mleka,
- tłuszczu, który daje uczucie sytości,
- śladowych ilości witamin z grupy B (z mąki i drożdży),
- minerałów takich jak żelazo czy magnez – w małych ilościach.
Czy to produkt, na którym warto budować codzienną dietę? Oczywiście, że nie. Ale jeden czy dwa pączki w roku nie są katastrofą. Organizm poradzi sobie z takim wyskokiem, zwłaszcza jeśli na co dzień jemy rozsądnie. Problemem nie jest pączek. Problemem bywa brak umiaru.
Ciekawostki, o których mało kto pamięta
🍩W dawnej Polsce do jednego z pączków wkładano migdał lub orzech. Osoba, która na niego trafiła, miała cieszyć się szczęściem i dostatkiem.
🍩Najbardziej tradycyjne nadzienie to konfitura z płatków róży – i to nie przypadek. Jej lekko kwaskowy smak przełamuje słodycz ciasta.
Tłusty czwartek na pewno nie jest świętem liczenia kalorii. To dzień, w którym tradycja spotyka się z przyjemnością. W świecie, gdzie wszystko liczymy, ważymy i analizujemy, taki jeden dzień przypomina, że jedzenie to nie tylko tabela wartości odżywczych, ale też wspomnienia, zapach domu i wspólny stół. A skoro zwyczaj przetrwał setki lat, to znaczy, że coś w nim jest. I jednego pączka naprawdę nie trzeba się bać.
Ale jest też druga strona medalu.
Przez setki lat ludzie jedli pączki, pili wino, wkładali migdały do środka, a i tak jednemu się wiodło, drugiemu nie. Los naprawdę nie prowadzi zeszytu z odhaczonymi pączkami.
Kawa bez cukru? To akurat bardzo w porządku. Smak kawy powinno się czuć, a nie zagłuszać. A jeśli w tłusty czwartek masz ochotę na coś innego, albo nawet na nic, to też jest w porządku. Tradycja jest po to, żeby ją szanować, ale nie po to, żeby się nią batować.
Zresztą… dawniej też bywało różnie. Nie w każdym domu było na smażenie, nie każdy miał dostęp do cukru czy mąki dobrej jakości. I jakoś świat się nie zawalił.
Powiem Ci coś przewrotnie: większe szczęście w życiu przynosi umiar niż przymus. A jeśli kiedyś najdzie Cię ochota na porządnego, świeżego pączka z różą czy adwokatem, to zjesz go bez wyrzutów. I to będzie ten najlepszy moment.
W czasach, gdy wszystko dzieje się szybko i pod presją, największym luksusem staje się wybór. Zjeść wtedy, kiedy ma się ochotę. Kupić tam, gdzie jakość jest ważniejsza niż marketing. Albo usmażyć samemu, jak dawniej, jeśli ktoś ma na to czas i cierpliwość.
Bo prawdziwa wartość tłustego czwartku nie tkwi w liczbie zjedzonych pączków, ale w tym, że potrafimy cieszyć się małymi rzeczami we właściwym dla siebie momencie.
Pozdrowienia! 🍩





























