
Kobiecość to codzienna obecność w sobie, świadomość własnego ciała i umysłu, jak również troska o drobne detale, które nadają każdemu dniu lekkość i harmonię. To umiejętność celebrowania siebie poprzez gesty, pielęgnowanie własnej energii, a także dbanie o to, co w jest w nas delikatne, a jednocześnie silne.
Dbanie o siebie jakkolwiek to jest rozumiane nie jest żadną wymyśloną fanaberią wymyśloną przez kobiety, ale jedną z podstawowych potrzeb każdego człowieka. Fanaberią jest odbieranie nam takiej możliwości. Dbam o to, aby się wysypiać bez względu na wszystko. Bez wystarczającej ilości snu, nie wspominając o wyglądzie nie jestem sobą, zapominam, popełniam mnóstwo błędów. Nie pozwalam na zakłócanie go błahymi powiadomieniami czy czymkolwiek.
Po obudzeniu się muszę mieć chwilę dla siebie. Czas na wypicie kawy w ciszy i spokoju, a przy okazji krótkim przeglądzie, co tam się dzieje na świecie. Wiedząc, że media lubią w nas wzbudzać trwogę i niezdrową ciekawość, staram się za bardzo nie wnikać w szczegóły, nie wchodzić w każdy tego typu link, nie wczuwać za bardzo w politykę, poza tym, co wiedzieć powinnam. Spokój i kawa są dla mnie priorytetem.
Priorytetem dla mnie jest również zdrowie. Lata minęły od czasu, kiedy poświęcałam zdrowie dla pracy, dla czegokolwiek. Czas na emeryturze nie jest żartem. Zbyt wiele przeszłam, żeby poświęcić choć jeden włos dla tego, co może zaszkodzić mojemu zdrowiu. Pomijając wykonywanie różnych czynności, pilnuję też zdrowego odżywiania. Nie powiem, że nie skuszę się na coś niezdrowego, zwłaszcza na słodycze, ale wolę wiedzieć, co znajduje się w składzie tego, co jem, nakładam na siebie czy na skórę
Lata problemów z cerą sprawiły, że bardzo istotne jest dla mnie, co nakładam na skórę, czy to jest kosmetyk pielęgnacyjny, czy do makijażu. Lubię testować nowe produkty, ale muszę mieć do nich pełne zaufanie. Nie znaczy to, że musi być to wszystko tak wielce naturalne, nawet nie za bardzo mi służą takie kosmetyki, ważne jest jednak, by moja skóra nie reagowała podrażnieniem czy alergią. Oprócz upiększania wymagam od nich by nie sprawiały jakichkolwiek problemów, były przyjemne w użyciu, miały przyjemny zapach.
Dbanie o swoją kobiecość, to również nie porównywanie się do żadnych kanonów urody czy mody, to akceptacja siebie i własnych niedoskonałości. Nie doczepiam sobie żadnych protez typu rzęsy, włosy paznokcie, bo nie widzę w tym potrzeby. Nie powiększam ust, bo nie chcę się upodobnić do tysięcy klonów. Rozumiem, kiedy ktoś potrzebuje wyrównać subtelnie z powodu asymetrii, ale to co widzę na co dzień, przypomina mi postacie z Muppet Show a nie kobietę. Jestem jaka jestem, ale jestem sobą. Nigdy nie marzyłam o powiększaniu biustu, odsysaniu tłuszczu, i tym podobnych cyrkach.
Lubię mieć zawsze świeże, ładnie ułożone włosy, dopasowaną fryzurę. Nie lubię za to fryzjerskich eksperymentów, które niby mają być uzgodnione, ale efekt na to nie wskazuje. Włosy odrastają co prawda, ale nie od razu, dlatego nie mam sentymentów, żeby powiedzieć, co myślę i zmienić usługodawcę. Włosy, to jeden z moich atutów, dlatego podarowuję im to co najlepsze. Nic tak jak włosy nie chłonie zapachu, co sprawia że jestem do bólu wybredna.
Wspominając znów o zapachu, można się domyślić jak bardzo jest on dla mnie ważny. Zapach kosmetyków to bardzo delikatna sprawa, bo mogą podrażniać, ale perfum nie może u mnie zabraknąć. Ulubione zapachy używam do znudzenia, ale rzadko kiedy te ulubione się nudzą, wtedy zostają na lata. Testuję też nowe perfumy, do których też lubię wracać. Chętnie odpalam też zapachowe świece, ale lubię też zapach świeżych kwiatów. Nie czekam, aż mi ktoś przyniesie, kupuję je sobie sama.
Ważny jest dla mnie mój codzienny ubiór, trochę mody, ale pod warunkiem, że się w nim dobrze czuję, że jestem sobą, a nie przypominam kogoś innego. Z trendów modowych wybieram to, co jest mi najbardziej bliskie, najczęściej jednak wybieram rzeczy ponadczasowe z naturalnym składem, które posłużą mi latami a nie do następnego sezonu czy o zgrozo, tylko do następnego prania. W swoim ubraniu chcę się czuć nie tylko pięknie, kobieco, ale też swobodnie. Nie dam sobie wmówić, że plastik na grzbiecie czy na nogach to nic takiego. Moda jest fajna, ale tylko wtedy gdy mi służy, a nie czuję się jak przebrana.
Jak już wspomniałam na początku, ważna jest chwila dla siebie. Sposób spędzenia czasu, hobby, ale nie takie wymuszone. Nie pod czyjś szablon, bo wypada przeczytać, obejrzeć, być czy mieć. Nie zmuszam się do czytania wielce ambitnych tekstów, oglądania filmów, które nie bardzo są w zgodzie ze mną, trudne ,,do strawienia", ale inni to już znają i polecają. Wolny czas lubię spędzać z przyjemnością, choćby to było nawet sprzątanie łazienki. Robię coś, bo tak chcę, a nie dlatego, że tak wypada.
Chociaż kobiecość oznacza też siłę, nie okazuję światu, że jestem wszechmocna. Z niektórymi rzeczami trudno jest sobie poradzić zwłaszcza schorowanej emerytce. Kiedy jest okazja skorzystać z pomocy, nie odnawiam, a czasami proszę też o pomoc, dzięki czemu panowie czują się jak rycerze. Pozwalam się przepuszczać w drzwiach, na drodze, przenieść coś cięższego, podnieść coś, kiedy spadnie na podłogę.
Trochę tajemniczości też nie zaszkodzi, dlatego nie wszystko musi być znane wszem i wobec. Marzenia, plany, życie osobiste są odgrodzone szlabanem od ciekawskich, Wyjawienie ich nigdy nic dobrego mi nie przyniosło. Sama też nie zadaję tego typu pytań, chyba że ktoś sam chce o nich opowiedzieć.
Ale się rozpisałam! A i tak nie jestem pewna czy to już jest wszystko, co chciałam powiedzieć. Jeśli doczytaliście do końca, dziękuję za cierpliwość. Jestem ciekawa jak Wy dbacie o swoją kobiecość.
Pozdrowienia! ☀️


Zima, chociaż trwa tak samo długo jak inne pory roku, służy się niemiłosiernie, dlatego starałam się ją umilać na wszelkie sposoby. Chociaż w lutym doszło bardzo niewiele ulubionych kosmetyków to i tak nie mogę narzekać na ich ilość.
Jak zawsze zaczynam od pielęgnacji twarzy, która też nie grzeszy ilością, ale też nie inwestowałam w ilość.
Krem do twarzy Ceramide Treatment Herla otrzymałam od znajomej. Tej samej, której poleciłam. Nawilżał, ale nie tak skutecznie jak moje ulubione kremy Nuxe. Przypuszczam, że kupiła w promocji na zapas i też się u niej średnio sprawdził. Kremu nie kupię, wróciłam do swoich ulubionych Nuxe.
Maska w płachcie Collagen Essential Mediheal za to sprawdziła się doskonale i chętnie bede do niej wracać.
Micelarna pianka oczyszczająca Very Rose Nuxe to mój ideał w tej dziedzinie. Myje delikatnie, skutecznie, jest niesamowicie wydajna. Jeszcze jest trochę na dnie, używam ją od października zeszłego roku, chętnie kupię ponownie.
Pasta do zębów Biorepair polubiłam, ale przez pewien czas nie mogłam na niego trafić, wróciłam do Blanx, ale chętnie wrócę ponownie.
Żel pod prysznic o zapachu limonki i cytryny Isana otrzymałam w upominki od Rossmana, ale do niego nie wrócę. Zapach przypominał mi zapach kostki do toalety, skóra po umyciu alarmowała o natychmiastowe nawilżenie. Dla mnie to po prostu bubel.
Mydło w kostce DOVE kupuję od lat i do niego powróciłam.
Odżywka do włosów Heart of Glass Davines była w moich ulubieńcach, ale nie mam już włosów blond, raczej siwy blond i póki co, nie zamierzam farbować, dlatego nie potrzebuję żadnego ochładzania. Włosy po tej odżywce były miękkie, błyszczące, polecam.
Podkład do twarzy Les Beiges Chanel to po prostu mistrz wydajności. Używam go od czerwca zeszłego roku i już mam kolejne opakowanie. Pięknie wygładza skórę, ujednolica, delikatnie rozswietla, nawilża, uwielbiam go mieć na twarzy.
Pomadka do ust Phyto Rouge Shine Sheer Flamingo 23 Sisley była moją ulubioną przez prawie 2 i pół roku i chętnie do niej wrócę. Szminka dawała przepiękny efekt, przepiękny kolor, chętnie wypróbuję też inne tej marki. Opakowania nie wyrzucam.
Świeca zapachowa Hidden Label Herbal Lavender była w moich ulubieńcach, o których dopiero napiszę. Nie przepadam za zapachem lawendy, ale ten był tak delikatny, elegancki, miał w sobie coś magicznego, co uzależnia. Tę świeczkę otrzymałam w prezencie. Szukałam opisu w internecie, ale bezskutecznie, dlatego nic na jej temat nie napisałam. Wiem tylko, że marka tworzy swoje świece z wosku sojowego. Jeśli miałabym kupić, to właśnie coś w tym stylu. Ta mała świeczuszka była bardzo wydajna. Opakowanie zachowałam sobie do innych celów
Wszystkie te próbki zużyłam z przyjemnością. Serum Sublimage i krem Le Lift Chanel wystarczyły mi na kilka dni. Saszetka z chusteczką zapachową Fleur d’Oranger Intense Fragonard pachnie nadal. Zapach Mutiny Maison Margiela opisałam na blogu. Oba zapachy są na mojej liście zakupowej.
To wszystko z mojego denka. Cieszę się, że mogłam używać tyle świetnych produktów i Wam też je polecam.
Pozdrowienia! ☀️

Marzec często przychodzi z poczuciem lekkiego przebudzenia. Dni są dłuższe, światło łagodniejsze, a organizm powoli wychodzi z zimowego trybu oszczędzania energii. Nie trzeba od razu wykonywać wielkich planów i rewolucji. Wystarczy kilka prostych rzeczy, które robisz tylko dla siebie. Świadomie, bez presji, za to z większą uważnością.
To jest właśnie dobry moment, żeby świadomie zadbać o siebie. Małymi krokami, ale konsekwentnie. Poniżej znajdziesz 40 prostych rzeczy, które nie mają nic wspólnego z presją. Za to mają dużo wspólnego z oddechem, przyjemnością i powolnym wchodzeniem w wiosnę.
Chociaż na zdjęciu widać kilka szminek i błyszczyk, to nie noszę ich wszystkich ze sobą. Ich wybór jest przypadkowy, a może i nie. Używam ich naprzemiennie, do kosmetyczki też wkładam naprzemiennie. Poza domem rzadko poprawiam makijaż, ale korektor pod oczy i tusz do rzęs muszą być. Tak na wszelki wypadek.
Nie zawsze zabieram ze sobą cały flakon perfum, najczęściej zamieniam je na próbki, które mieszczą się w kieszonce, ale zdarza się, że zabieram też ze sobą ulubiony flakonik.

Śmiech to nie jest żaden nowy pomysł z kołczerskich poradników o ty. Śmiech to coś starego jak świat. Wystarczy zajrzeć do komedii Arystofanes, żeby zobaczyć, że ludzie śmiali się z polityki, z siebie, z codzienności już dwa i pół tysiąca lat temu. Znany nam również Charlie Chaplin bez jednego słowa potrafił rozśmieszyć pół świata i jednocześnie powiedzieć prawdę o człowieku.
Śmiech nie jest infantylny. Jest dojrzały. To znak, że mimo wszelkich niedogodności człowiek się nie poddaje.
Oto 50 powodów, dla których warto się śmiać.
Nie trzeba wielkich okazji. Czasem wystarczy przypomnieć sobie coś zabawnego z dawnych lat, obejrzeć starą komedię, usiąść z bliskimi przy stole i pozwolić, żeby rozmowa potoczyła się swoim rytmem. Śmiech to nie fanaberia. To zdrowy odruch człowieka, który mimo wszystko chce żyć dobrze. I warto o nim pamiętać, zwłaszcza wtedy, gdy najłatwiej o nim zapomnieć. Kiedy się ostatnio śmialiście?
Pozdrowienia! 😀