Treść większego napisu

Główne kategorie

Treść mniejszego napisu

NA BLOGU

50 powodów, dla których warto się śmiać

          

         Śmiech to nie jest żaden nowy pomysł z kołczerskich poradników o ty. Śmiech to coś starego jak świat. Wystarczy zajrzeć do komedii Arystofanes, żeby zobaczyć, że ludzie śmiali się z polityki, z siebie, z codzienności już dwa i pół tysiąca lat temu. Znany  nam również Charlie Chaplin bez jednego słowa potrafił rozśmieszyć pół świata i jednocześnie powiedzieć prawdę o człowieku.

Śmiech nie jest infantylny. Jest dojrzały. To znak, że mimo wszelkich niedogodności człowiek się nie poddaje.

Oto 50 powodów, dla których warto się śmiać.

  1. Bo śmiech rozładowuje napięcie szybciej niż najmądrzejsza przemowa.
  2. Bo po kłótni jedno parsknięcie potrafi skruszyć mur.
  3. Bo organizm przy śmiechu produkuje endorfiny – i to za darmo.
  4. Bo rozluźnia mięśnie, o których nawet nie wiedziałaś, że są spięte.
  5. Bo poprawia krążenie lepiej niż siedzenie z ponurą miną.
  6. Bo kiedy się śmiejesz, oddychasz głębiej.
  7. Bo twarz łagodnieje i człowiek od razu wygląda młodziej.
  8. Bo śmiech skraca dystans między ludźmi.
  9. Bo buduje wspomnienia, a te zostają na lata.
  10. Bo dzieci śmieją się kilkadziesiąt razy dziennie. Może coś w tym jest.
  11. Bo śmiech nie kosztuje ani grosza.
  12. Bo nie wymaga idealnych warunków.
  13. Bo można śmiać się z drobiazgów, co w zupełności wystarczy.
  14. Bo pomaga spojrzeć na problem z innej strony.
  15. Bo kiedy śmiejesz się z siebie, nikt nie ma nad Tobą władzy.
  16. Bo rozładowuje wstyd.
  17. Bo łagodzi stres przed ważnym spotkaniem.
  18. Bo scala rodzinę przy jednym stole.
  19. Bo w pracy tworzy atmosferę współpracy, a nie wyścigu.
  20. Bo śmiech to sygnał, że jesteś bezpieczna.
  21. Bo w trudnych chwilach bywa jak wentyl bezpieczeństwa.
  22. Bo przypomina, że świat nie kręci się wyłącznie wokół naszych zmartwień.
  23. Bo poprawia odporność.
  24. Bo sprzyja kreatywności.
  25. Bo dzięki niemu rozmowa przestaje być przesłuchaniem.
  26. Bo zmniejsza poziom kortyzolu.
  27. Bo przyciąga ludzi, którzy mają podobne poczucie humoru.
  28. Bo łagodzi napięcia w związku.
  29. Bo pozwala przetrwać niezręczność.
  30. Bo czasem ratuje honor lepiej niż poważna mina.
  31. Bo przypomina, że nie wszystko trzeba brać śmiertelnie serio.
  32. Bo po śmiechu łatwiej przeprosić.
  33. Bo daje energię.
  34. Bo zmienia perspektywę z „katastrofa” na „no dobrze, dam radę”.
  35. Bo śmiech w grupie buduje poczucie przynależności.Bo uwalnia napięcie w ciele.
  36. Bo chroni przed zgorzknieniem.
  37. Bo pomaga przetrwać długą zimę, nie tylko tę pogodową, ale i życiową.
  38. Bo po nim lepiej się śpi.
  39. Bo przypomina, że jesteśmy tylko ludźmi.
  40. Bo daje dystans do własnych ambicji.
  41. Bo pozwala nie wpaść w przesadną powagę.
  42. Bo otwiera serce.
  43. Bo czyni rozmowę cieplejszą.
  44. Bo wspólne żarty budują historię rodziny.
  45. Bo śmiech to oznaka siły, a nie słabości.
  46. Bo pomaga przetrwać porażkę.
  47. Bo uczy pokory wobec życia.
  48. Bo sprawia, że dzień nie jest zmarnowany.
  49. Bo kiedy śmiejesz się szczerze, żyjesz naprawdę.

Nie trzeba wielkich okazji. Czasem wystarczy przypomnieć sobie coś zabawnego z dawnych lat, obejrzeć starą komedię, usiąść z bliskimi przy stole i pozwolić, żeby rozmowa potoczyła się swoim rytmem. Śmiech to nie fanaberia. To zdrowy odruch człowieka, który mimo wszystko chce żyć dobrze. I warto o nim pamiętać, zwłaszcza wtedy, gdy najłatwiej o nim zapomnieć. Kiedy się ostatnio śmialiście?

Pozdrowienia! 😀

Buty po sezonie zimowym. Co zrobić, by nie nadawały się do wyrzucenia

 

        Zima w naszym klimacie nigdy nie była łaskawa dla obuwia. Mróz, śnieg, błoto pośniegowe i sól drogowa potrafią przez te kilka miesięcy zniszczyć nawet porządne, skórzane buty. Ale czy tak było zawsze? Kiedyś jedna para służyła latami. Oddawało się ją do szewca, czyściło pastą, suszyło przy piecu, ale z głową. Dziś wiele osób po sezonie po prostu odkłada przemoknięte buty do szafy i jesienią dziwi się, że skóra pęka, pojawiają się białe zacieki, odchodzi podeszwa. Wystarczy jednak odrobina staranności, by obuwie spokojnie przetrwało do następnej zimy.

Największym wrogiem jest sól. Wnika w skórę, wysusza ją i rozpycha włókna, przez co materiał traci elastyczność. Białe wykwity to nie tylko kwestia estetyki. To sygnał, że skóra została odwodniona. Po ostatnim wyjściu na śnieg nie warto odkładać czyszczenia na później. Buty należy najpierw dokładnie osuszyć w temperaturze pokojowej, ale nie przy kaloryferze, nie przy kominku. Gwałtowne ciepło sprawia, że skóra kurczy się i twardnieje. Wnętrze buta dobrze jest wypchać papierem, który wyciągnie wilgoć, pomoże też zachować kształt.



Gdy buty wyschną, trzeba usunąć sól. W przypadku skóry licowej sprawdza się przetarcie wilgotną ściereczką, natomiast przy trudniejszych zaciekach powinien pomóc specjalny preparat odsalający. Skóra zamszowa czy nubuk wymagają większej ostrożności. Najpierw szczotka z odpowiednim włosiem, potem ewentualnie preparat przeznaczony wyłącznie do tego typu materiału. Tarcie na mokro może zostawić trwałe plamy.

Najważniejszy etap przychodzi po oczyszczeniu. Skóra po kontakcie z solą i wilgocią jest spragniona tłuszczu. Dobra pasta, krem odżywczy albo wosk nie są tu zbędnym luksusem, ale koniecznością. Preparat trzeba wmasować spokojnie, cienką warstwą, pozwolić mu wniknąć, dopiero potem wypolerować. To przywraca elastyczność i tworzy warstwę ochronną. Zamsz wymaga impregnacji w sprayu, ale dopiero gdy jest całkowicie suchy i wyczyszczony.

Jeśli podeszwa zaczyna się odklejać albo szwy puszczają, nie ma sensu czekać do kolejnej zimy. Szewc nadal jest zawodem bardzo potrzebnym, choć wielu o nim zapomniało. Niewielka naprawa wykonana teraz uchroni przed większym problemem później. Kiedyś to było oczywiste, że buty się reperowało, ja z tego nigdy nie zrezygnuję.



Przed schowaniem obuwia na kilka miesięcy warto jeszcze raz je natłuścić, włożyć prawidła albo przynajmniej papier, by nie straciły formy, i przechowywać w suchym, przewiewnym miejscu. Plastikowa torba czy tego typu pudełka nie jest dobrym pomysłem. Wszyscy  dobrze wiemy, że skóra musi oddychać.

Dobre buty zimowe nie są jednorazowe. Jeśli zostały wykonane z porządnych materiałów i były regularnie pielęgnowane, odwdzięczą się kolejnym sezonem bez pęknięć i przebarwień. Tak naprawdę jest to kwestia szacunku do rzeczy, do pracy rzemieślnika i do własnych pieniędzy, co zawsze się opłaca.


Pozdrowienia! ✨

Czego unikać w kosmetykach dla skóry dojrzałej?

 

       Skóra dojrzała wymaga wyjątkowego podejścia. Jest cieńsza, bardziej sucha, mniej elastyczna i często bardziej wrażliwa. Dlatego warto świadomie czytać składy i dobierać produkty, które nie tylko nie zaszkodzą, ale wręcz będą wspierać jej kondycję. Poniżej znajdziesz listę składników, formuł i błędów, których lepiej unikać.

Jakość kontra ilość, czyli dlaczego czasem warto zapłacić więcej

 

                W codziennych wyborach bardzo często pojawia się dylemat: czy lepiej mieć więcej, czy lepiej postawić na coś lepszego. Jakość oraz ilość to dwa różne podejścia do kupowania, które wpływają nie tylko na portfel, ale też na komfort życia. Chociaż ilość bywa często kusząca, to właśnie jakość częściej okazuje się  rozsądniejszym rozwiązaniem.

Ilość oznacza szybki wybór i natychmiastowy efekt. Pozwala kupić więcej za mniejsze pieniądze i daje poczucie, że zyskujemy. Jakość działa wolniej. Nie zawsze przyciąga ceną, ale oferuje trwałość, wygodę i przewidywalność. Różnica ujawnia się dopiero z czasem, gdy jedne rzeczy trzeba wymieniać, a inne po prostu nadal spełniają swoją funkcję. Kiedyś kupowałam parasolki w Rossmanie. Jedna przetrwała kilka miesięcy, z kolejnej powstały strzępy przy pierwszym większym wietrze. Kolejnej już nie kupiłam w tym sklepie, ani za podobną cenę, ale wybrałam w innym sklepie. Używam ją już kilka lat i cały czas wygląda jak nowa. Tak samo podchodzę  do zakupu innych rzeczy. Tanie, byle jakie przedmioty nie tylko nie dają zadowolenia, to na dodatek szybko się psują. 


Decydując się na tańsze opcje, często zakładamy, że w razie potrzeby kupimy kolejne. Tak naprawdę oznacza to powtarzanie tego samego wydatku, stratę czasu, a w efekcie rosnącą frustrację. Wyższa cena jednorazowa chociaż nie jest tak łatwa do zaakceptowania, to jednak w dłuższej perspektywie często okazuje się bardziej opłacalna, bo eliminuje konieczność częstych zakupów.

Jakość to także komfort codziennego użytkowania. Dobrze wykonane przedmioty nie wymagają ciągłej uwagi, napraw ani zastępowania. Dają poczucie stabilności i pewności, że wybór był przemyślany. W efekcie mniej myślimy o samym produkcie, a bardziej o tym, do czego faktycznie jest nam potrzebny.

Jakość wcale nie musi być  synonimem luksusu. Bardziej chodzi o rozsądek i przewidywanie. Jeśli coś ma służyć długo, warto zapłacić więcej, by nie kupować tego samego kilka razy częściej. Porządne buty, solidne ubranie czy  też jakikolwiek lepszej jakości przedmiot codziennego użytku dają komfort i spokój. Dawne powiedzenie że tanie rzeczy tak naprawdę są drogie, ciągle jest aktualne.

Warto też zauważyć, że wybór jakości porządkuje przestrzeń i decyzje zakupowe. Kupując rzadziej, łatwiej zachować umiar i uniknąć nadmiaru rzeczy, które szybko tracą znaczenie. Nie chodzi tu o rezygnację, lecz o świadome decydowanie, co naprawdę ma dla nas wartość.

Nie każda sytuacja wymaga jednak sięgania po droższe rozwiązania. Są zakupy, które mają charakter chwilowy lub okazjonalny i wtedy ilość może być wystarczająca. Ważne jest rozpoznanie, kiedy cena idzie w parze z realną wartością, a kiedy jest jedynie pozorną oszczędnością.

Jakość kontra ilość to temat, który dotyczy codziennych, prostych wyborów. Czasem wyższa cena nie oznacza przepłacania, ale inwestowanie w spokój, wygodę i poczucie, że nie trzeba wracać do tego samego problemu po raz kolejny. Ostatecznie liczy się nie to, ile rzeczy posiadamy, ale jak dobrze sprawdzają się one w naszym życiu. 

Pozdrowienia! ✨


Dylan Turquoise Versace EDT - turkusowa świeżość i elegancja

 .    

              Chociaż dotychczas miałam tylko jeden ulubiony zapach Versace, chętnie poznaję też inne. Wodę toaletową Dylan Turquoise poznałam całkiem niedawno. Kiedy za oknem panuje jeszcze zima, zapach ten przywołuje wspomnienia lata, urlop w nadmorskim kurorcie.

Za powstanie kompozycji odpowiada Sophie Labbé, perfumiarka o wyczuciu świeżych, typowo kobiecych nut. Jej celem było stworzenie zapachu, który łączy w sobie rześkość, lekkość oraz owocowo-kwiatową harmonię, a jednocześnie zachowuje elegancję i dyskretną zmysłowość. Dylan Turquoise zadebiutował w roku 2020 jako bardziej rześka forma wcześniejszej linii. Zapach wody toaletowej został stworzony tak, by od pierwszego kontaktu ze skórą czuć było lato, świeżość i energię, a jednocześnie spokojną, klasyczną aurę Versace.

Już sam flakon przyciąga wzrok. Przezroczyste szkło wypełnione delikatnym turkusem, lekko zaokrąglone kształty, proste, eleganckie linie. Logo i nazwa zapachu umieszczone są dyskretnie, a dopasowany korek wieńczy całość w harmonijnym tonie. Wszystko jest przemyślane tak, by flakon służył zapachowi, nie dominując go, a jednocześnie budził skojarzenia z błękitem wód i spokojem letnich dni, skąd pochodzi nazwa Turquoise oraz subtelny kolor wnętrza.


Otwarcie zapachu jest rześkie i energetyczne. Soczysta mandarynka łączy się z klarowną cytryną, natomiast delikatny różowy pieprz dodaje całości lekko pikantnego charakteru. To moment, w którym Dylan Turquoise niemal budzi zmysły, przywołując obraz porannych spacerów przy morskiej bryzie.

Serce kompozycji rozwija się w bogatą, owocowo-kwiatową esencję. Egzotyczna gujawa wnosi soczystą, owocową słodycz, frezja i jaśmin dodają klasycznej, kobiecej elegancji, a czarna porzeczka wprowadza subtelną, cierpką głębię. Serce jest radosne, lekkie i kobiece, pozostaje harmonijnie zbalansowane i wciąga swoją naturalnością, nie przytłaczając zmysłów.

Baza zapachu opiera się na ciepłych akordach cedru i delikatnego Clearwood, które nadają kompozycji trwałość, oraz miękkim piżmie, które pozostawia subtelną i elegancką woń na skórze. To właśnie baza sprawia, że Dylan Turquoise nie znika po kilku godzinach. Jest to zapach, który towarzyszy w sposób dyskretny, a jednocześnie pozostawia w pamięci swój charakter.

  • Nuta głowy: Pieprz, Mandarynka, Cytryna
  • Nuta serca: Porzeczka, Jaśmin, Frezja, Czarna porzeczka
  • Nuta bazy: Piżmo, Drewno, Clearwood®


ÕDylan Turquoise EDT jest zapachem wielowymiarowym. Rześki i energetyczny w pierwszej chwili, kobiecy i owocowo-kwiatowy w sercu, a na końcu ciepły, spokojny i elegancki. To perfumy, które idealnie nadają się na ciepłe dni, spacery, spotkania w świetle dnia, wszędzie tam, gdzie świeżość i harmonijna elegancja są mile widziane.

Inspiracją dla tego zapachu była wolność i lekkość wakacyjnych dni spędzanych nad błękitnymi wodami. Flakon, nuty jak również charakter kompozycji łączą w sobie nowoczesną świeżość z klasyczną estetyką, natomiast całość daje wrażenie dopracowanej harmonii. Takiej, którą można nosić z pewnością siebie i poczuciem stylu.

Versace Dylan Turquoise to zapach dla kobiet, które cenią jednocześnie subtelność, świeżość połączoną z elegancją. To zapach, który nie dominuje, ale towarzyszy jak przyjemny, turkusowy ślad lata. Zapach należy do tych świeżych, bardzo subtelnych. Nie przytłacza, nie zostawia ogona, z pewnością sprawdzi się latem, czy późniejszą wiosną.

Pozdrowienia! ✨

Problemy z paznokciami, co mogą zwiastować


             Post ten publikowałam już dawno,  ale temat jest ciągle aktualny. Lubimy mieć zadbane paznokcie, by móc bez żenady się nimi chwalić, ale  nic po pięknym manicure, jeśli paznokcie stwarzają problemy. Po wyglądzie paznokci można też poznać, co się dzieje w naszym organizmie. 

Których składników kosmetycznych nie należy łączyć?

 

              W pielęgnacji skóry liczy się nie tylko to, czego używamy, ale jak to łączymy. Niektóre składniki aktywne wzajemnie się wykluczają, drażnią skórę lub znoszą swoje działanie. Poznaj najczęstsze połączenia, których lepiej unikać – zwłaszcza jeśli zależy Ci na skutecznej i bezpiecznej pielęgnacji.

Błyskawiczne nawilżenie z Collagen Essential Mediheal

 

             Chciałoby się powiedzieć, że maski są moim stałym rytuałem w pielęgnacji twarzy, ale nie będę tu fantazjować. Mimo wszystko staram się po nie sięgać tak często jak to możliwe, zwłaszcza, kiedy nie da się ograniczyć ogrzewania. Tym razem wybrałam dla siebie Collagen Essential Mediheal, chociaż każdy inny wybór też byłby dobry. Są to maski w płachcie sprawdzone u mnie i spokojnie mogłabym je kupować na chybił trafił.

Wybrałam tę w uroczej jasnoróżowej sądzicie, bo przecież to mój ulubiony kolor. Ale nie tylko dlatego. Maska ta przeznaczona jest do cery dojrzałej, suchej i odwodnionej jak moja, pozbawionej jędrności. Maseczka ma wygładzać, poprawić jędrność i elastyczność, intensywnie nawilżać, o co mi głównie chodziło.

Foliowa saszetka jest nie tylko urocza pod względem szaty graficznej, ale zawiera niezbędne informacje. Jest też graficzna instrukcja użycia. Z boku jest nacięcie ułatwiające otwarcie saszety, a wewnątrz maska zatopiona w bogatej konsystencji bezbarwnej esencji (24 ml). Maska była tak obficie nasączona tą esencją, że naprawdę ciężko było znaleźć brzegi, żeby ją prawidłowo rozłożyć. Nie było sensu robić zdjęć w takim stanie, musiałam bardzo uważać, żeby się nie ochlapać.


Maska wykonana ze 100% celulozy z bambusa nie jest zbyt duża, powiedziałabym nawet, że ledwo zasłoniła moją brodę, ale dało się dopasować do wszystkich kształtów mojej twarzy, także w spokoju nosić ją ponad 30 minut. Samo noszenie jest bardzo komfortowe. Maska ma przyjemny subtelny zapach, dobrze trzema się skóry, nie klei się, ani nie zsuwa. Takie maski uwielbiam. Ściągnęłam dopiero, kiedy maska zaczęła tracić swoją wilgotność, inaczej wyciągnęłaby wilgoć z mojej skóry. Jeszcze przypomnę informacje od producenta i zdradzę efekty jej działania.



Maska w płachcie Collagen Essential Mediheal jak już wspomniałam, przeznaczona jest cery dojrzałej, pozbawionej jędrności, suchej i odwodnionej. Według producenta wygładza, poprawia elastyczność, jędrność, także mocno nawilża. Działanie to zawdzięcza bogatej zawartości składników aktywnych jak: hydrolizowany kolagen, elastyna, kwas hialuronowy, aminokwasy i ekstrakt z hibiskusa.

Składniki aktywne:
  • Kolagen (Hydrolyzed Collagen) – tworzy film na powierzchni skóry, wygładza, ogranicza utratę wilgoci.
  • Elastyna (Hydrolyzed Elastin) – wspiera elastyczność powierzchni sk

  • óry.
  • Kwas hialuronowy (Sodium Hyaluronate) – wiąże wodę, nawilża, poprawia napięcie skóry.
  • Gliceryna  – zatrzymuje wilgoć w naskórku.
  • Ekstrakt z hibiskusa  – działa antyoksydacyjnie, delikatnie wygładza.
  • Aminokwasy – wspomagają nawilżenie i kondycję naskórka.
Skład INCI


Płachta maski wykonana jest z celulozy pochodzącej z bambusa, która zapewnia tkaninie miękkość i jedwabistość oraz eliminuje ryzyko podrażnienia. Delikatna struktura oraz wielkość oczek materiału wspomaga maksymalne wchłanianie składników aktywnych.

Maska idealnie dopasowuje się do twarzy dając efekt drugiej skóry. Jej wyjątkowo cienka struktura idealnie przylega do twarzy, dając efekt „drugiej skóry”, co pozwala na noszenie maski podczas codziennych czynności. W Korei noszona jest nawet w drodze do pracy czy do szkoły.


Sposób użycia:

  1. Nałóż maskę na oczyszczoną i stonizowaną skórę twarzy, zaczynając od czoła, w kierunku uszu i brody.
  2. Dokładnie dopasuj do kształtu twarzy
  3. Pozostałą esencję wmasuj w szyję i dekolt.
  4. Zdejmij maskę po 10-20 minutach.
  5. Niewchłoniętą esencję wmasuj w skórę


Działanie maski Collagen Essential Mediheal jakie zauważyłam na mojej skórze, daje się zauważyć już po zdjęciu maski. Skóra jest bardzo dobrze nawilżona, ukojona, delikatnie wygładzona, także delikatnie napięta, efekt ten utrzymuje się wiele godzin, do następnego dnia. Wspomnę jeszcze, że najbardziej kłopotliwe było jej rozłożenie, natomiast cała reszta, wraz z komfortem używania, jej działanie wynagradza to wszystko. 
Maskę polecam wszystkim z problemem suchej skóry, przed ważnym wyjściem, dla poprawy kondycji skóry, dla siebie i własnego komfortu. 

Pozdrowienia! ✨



Czy zdrowa dieta może zastąpić pielęgnację skóry?

         

               W ostatnich latach coraz częściej mówi się o sile odżywiania od wewnątrz. O tym, że to, co jemy, widać na naszej skórze. I rzeczywiście, dieta ma ogromny wpływ na kondycję cery, jej elastyczność, koloryt jak również odporność na podrażnienia. Jednak przekonanie, że zdrowe jedzenie może całkowicie zastąpić codzienną pielęgnację, jest złudne.

Skóra jest jak strażnik, który codziennie stawia czoło wpływom zewnętrznym. Chroni przed promieniowaniem słonecznym, wiatrem, zanieczyszczeniem. Nawet jeśli w diecie nie brakuje witamin, minerałów czy zdrowych tłuszczów, one same nie ochronią skóry przed tym, co dzieje się na zewnątrz. Zdrowe odżywianie daje siłę, ale codzienna pielęgnacja daje tarczę. Kremy nawilżające, serum z antyoksydantami, ochrona przeciwsłoneczna, nie wspominając  o innych składnikach, to wszystko ma swoje zadanie. Bez właściwej pielęgnacji skóra może wyglądać zmęczona, szara, a drobne linie, jak również przesuszenie pojawią się szybciej.

Codzienna rutyna pielęgnacyjna i dieta działają w idealnej symbiozie. Zdrowa żywność przygotowuje skórę, dostarczając składników budulcowych i odżywczych, dzięki czemu lepiej reaguje na kosmetyki. Krem nawilżający szybciej i skuteczniej wnika, skóra lepiej wykorzystuje antyoksydanty, a cera dłużej utrzymuje jędrność. Z kolei pielęgnacja zewnętrzna pozwala utrzymać efekt zdrowego odżywienia, chroni przed utratą wilgoci i działaniem czynników, na które sama dieta nie ma wpływu.

Pomyśl o tym jak o pracy w ogrodzie. Dieta to gleba – jeśli jest bogata, rośliny rosną zdrowo, kwiaty kwitną. Pielęgnacja to podlewanie, przycinanie, ochrona przed szkodnikami – bez tego nawet najbardziej  żyzna gleba nie da oczekiwanego efektu. W praktyce osoby, które dbają tylko o dietę, często zauważają poprawę kondycji skóry, ale brakuje im promiennego blasku jak również pełnej ochrony. Natomiast ci, którzy łączą zdrowe odżywianie z systematyczną pielęgnacją, mają cerę, która wygląda świeżo, jędrnie i naturalnie, niezależnie od pory roku czy warunków atmosferycznych.

Ostatecznie nie chodzi o wybór między dietą a pielęgnacją. Oba te elementy są niezbędne, wzajemnie się uzupełniają. Dieta daje skórze wewnętrzną siłę, natomiast pielęgnacja ochronę oraz komfort na tu i teraz. Razem tworzą zdrową, promienną i odporną cerę, której nie da się osiągnąć, stosując tylko jedno z tych podejść.

Pozdrowienia! ✨

Tekst większego napisu nagłówka

Polecam

Tekst mniejszego napisu nagłówka

ciekawe wpisy

Sekcja - Polecane posty

Dziękuję za każdą kawę ☕

instagram

Copyright © W Blasku Marzeń.