Treść większego napisu

Główne kategorie

Treść mniejszego napisu

NA BLOGU

Mediheal Medacassoside Essential Mask – maska dla skóry, która potrzebuje ukojenia

       

             Lubię maski w płachcie, szczególnie wtedy, kiedy skóra jest przesuszona i zamiast kolejnego skomplikowanego kosmetyku potrzebuje po prostu porządnej dawki nawilżenia oraz komfortu. Medacassoside Essential Mask Mediheal zainteresowała mnie przede wszystkim obecnością madekasozydu – składnika kojarzonego z pielęgnacją skóry wymagającej ukojenia.

Medacassoside Essential Mask zamknięta jest w pojedynczej saszetce. Szata graficzna charakterystyczna dla marki Mediheal jak zawsze jest przejrzysta, jak również skoncentrowana na przedstawieniu najważniejszych informacji dotyczących produktu. Na opakowaniu od razu zwraca uwagę nazwa Medacassoside oraz informacje dotyczące składnika aktywnego. Nie jest to opakowanie, które próbuje przyciągnąć uwagę nadmiarem ozdobników. Wygląda raczej jak kosmetyk nastawiony na konkretną pielęgnację.

Po otwarciu saszetki płachta jest sowicie nasączona esencją, a mimo to esencja nie spływa po szyi podczas nakładania. Materiał jest cienki i miękki, dobrze ponacinany, dzięki czemu łatwo dopasowuje się do twarzy. Po przyłożeniu do skóry dobrze się układa i przylega, co pozwala na spokojny relaks podczas zabiegu.

Dla mnie jest to ważne, bo dobra maska w płachcie powinna być przede wszystkim wygodna. Nie mam ochoty co kilka minut poprawiać jej na twarzy.

Esencja jest lekka, płynna i dobrze rozprowadza się po skórze. Płachta pozostaje wilgotna przez cały czas aplikacji, a po jej zdjęciu na twarzy zostaje jeszcze trochę esencji, którą można delikatnie wklepać. Zapach jest subtelny i nie przytłacza. 


Maska w płachcie Medacassoside Essential Mask Mediheal nasączona skoncentrowaną esencją z madekasozydem oraz kompleksem składników aktywnych według producenta intensywnie regeneruje, łagodzi podrażnienia, wspiera także odbudowę skóry. Przywraca skórze zdrowy, promienny wygląd.

Obiecane dzialanie maski:
  • łagodzi i regeneruje
  • nawilża skórę 
  • redukuje niedoskonałości, zmniejsza przebarwienia
  • pomaga skórze odzyskać elastyczność
  • rozświetla cerę oraz przywraca jej promienny wygląd
Za obiecane w masce działanie odpowiada bogata zawartość składników aktywnych:

Madekasozyd (madecassoside – 50 ppm, 98% czystości) składnik pozyskiwany z wąkrotki azjatyckiej (Centella asiatica). Jest ceniony ze względu na właściwości kojące i wspierające naturalne procesy regeneracyjne skóry. To właśnie obecność tego składnika sprawia, że maska jest ciekawą propozycją dla skóry, która potrzebuje przede wszystkim wyciszenia i poprawy komfortu.

Niacynamid – wzmacnia barierę skóry, pomaga ograniczyć utratę wody i poprawia jej wygląd.

Niskocząsteczkowy kwas hialuronowy – intensywnie nawilża, pomaga również utrzymać wodę w skórze.

Ekstrakt z wąkroty azjatyckiej (Centella asiatica) – działa kojąco, wspiera regenerację, poprawia komfort skóry.

Woda morska – dostarcza skórze składników mineralnych i wspiera jej nawilżenie.

Hydrolat z róży damasceńskiej – odświeża, nawilża i działa łagodząco.

Ekstrakt z melona – pomaga nawilżać i chronić skórę przed działaniem wolnych rodników.



Skład INCI:

Aqua, Propanediol, Dipropylene Glycol, Niacinamide, Glycerin, 1, 2-Hexanediol, Trehalose, Hydroxyacetophenone, Arginine, Carbomer, Polyglyceryl-10 Laurate, Ethylhexylglycerin, Polyglyceryl-4 Laurate, Xanthan Gum, Disodium EDTA, Octyldodeceth-16, Juniperus Virginiana Oil, Madecassoside (50 ppm), Pyrus Communis (Pear) Fruit Extract, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil, Rosa Damascena Flower Water, Pogostemon Cablin Oil, Glyceryl Acrylate/Acrylic Acid Copolymer, Iris Florentina Root Extract, Cucumis Melo (Melon) Fruit Extract, Artemisia Vulgaris Oil, Hedera Helix (Ivy) Leaf/Stem Extract, Rosmarinus Officinalis (Rosemary) Leaf Oil, Butylene Glycol, Sea Water, Sodium Hyaluronate, Centella Asiatica Extract, Sodium Hyaluronate Crosspolymer, Hydrolyzed Glycosaminoglycans, Hydrogenated Lecithin, Cyperus Rotundus Root Extract, Benzyl Glycol, Hydrolyzed Hyaluronic Acid, Hyaluronic Acid, Panthenol, Ceramide NP
  1. Nałóż płachtę na oczyszczoną skórę twarzy, zaczynając od czoła, następnie policzki, do brody. 
  2. Naciągnij w stronę uszu, następnie dokładnie dopasuj. 
  3. Wyciśnij z opakowania pozostałość esencji, wmasuj ją w szyję oraz dekolt. 
  4. Po około 10 – 20 minutach zdejmij płachtę.


Moje wrażenia po zastosowaniu

Po zdjęciu płachty skóra jest wyraźnie bardziej nawilżona, miękka i przyjemna w dotyku. Zmniejsza się uczucie suchości i ściągnięcia, a twarz wygląda na bardziej wypoczętą.Nie jest to oczywiście efekt, którego można oczekiwać po jednym użyciu produktu regenerującego skórę na dłuższą metę. To przede wszystkim szybki zabieg pielęgnacyjny, który daje skórze porcję nawilżenia i poprawia jej komfort.Podoba mi się również to, że po zastosowaniu nie pozostaje na skórze ciężka, lepka warstwa. Pozostałą esencję można spokojnie wklepać i kontynuować pielęgnację.

Czy warto ją wypróbować?

Tak, szczególnie jeśli lubicie maski w płachcie i szukacie produktu nastawionego na nawilżenie oraz ukojenie skóry.

Medacassoside Essential Mask Mediheal jest wygodna w użyciu, dobrze nasączona, przyjemnie przylega do twarzy, a po zastosowaniu skóra jest miękka, nawilżona czuje się bardziej komfortowo. Dla mnie to przede wszystkim prosty sposób na chwilę pielęgnacji wtedy, gdy skóra domaga się dodatkowego nawilżenia i ukojenia. Bez wielkich obietnic i bez komplikowania codziennej rutyny. Jest to po prostu przyjemny zabieg, który przywraca komfort zmęczonej, podrażnionej, przesuszonej skórze.

Pozdrawiam ✨

Ujędrniająca maska w płachcie z kompleksem E.G.T Mediheal

             

           Maseczki w płachcie Mediheal od dawna cieszą się popularnością, natomiast E.G.T. Derma Ampoule Mask to maska nastawiona przede wszystkim na nawilżenie, wygładzenie, ale również poprawę wyglądu skóry pozbawionej jędrności. Jak sprawdziła się na mojej skórze?

Saszetka ma bardzo charakterystyczny dla Mediheal wygląd. W tym przypadku dominuje intensywny róż, który mocno kontrastuje z białym tłem. Duży napis na przedniej stronie maski E.G.T. informuje o rodzaju maski, jest  też nazwa producenta. Na odwrocie opakowania jak zawsze znajduje się mnóstwo informacji na temat maski, instrukcji obsługi, oraz skład.

Nazwa E.G.T. oznacza Enriched Glowing Tension™. Producent łączy tę linię z pielęgnacją ukierunkowaną na wygląd jędrności, elastyczności i „sprężystości” skóry. W przypadku tej maski wskazuje również na E.G.T. Liposome 5000 ppm.

Wewnątrz saszety znajduje się 26 ml bezbarwnej esencji o lekkiej, żelowej konsystencji. Jest ona przyjemna, nie lepi się na skórze, można wyczuć bardzo subtelny, ale przyjemny zapach. Płachta jest odpowiednio powycinana, czyli pasuje do kształtu twarzy.

Ujędrniająca maska w płachcie z kompleksem E.G.T Liposome (Enriched Glowing Tension™) jest odpowiednia dla wszystkich typów skóry, także dla skóry bardzo suchej i wrażliwej. Dzięki zawartości w swoim składzie składników aktywnych takich jak kolagen, retinol oraz kompleks 5 rodzajów peptydów, wygładza drobne zmarszczki, nadając skórze młodszy i bardziej promienny wygląd, intensywnie nawilża, odżywia i poprawia napięcie skóry.

Składniki aktywne:

Niacynamid – wspiera funkcjonowanie bariery skóry, pomaga poprawić jej wygląd i wyrównać koloryt.

Gliceryna i Glycereth-26 – składniki nawilżające, pomagające wiązać wodę w naskórku.Kwas hialuronowy (Sodium Hyaluronate) – pomaga zwiększyć nawilżenie skóry.

Adenozyna – składnik stosowany w pielęgnacji skóry dojrzałej, wspierający działanie wygładzające.

Hydrolizowany kolagen – działa przede wszystkim jako składnik kondycjonujący i nawilżający.

Peptydy – w formule znajdziemy m.in.

Ekstrakt z liści pachnotki i ekstrakt z korzenia mniszka lekarskiego – składniki roślinne uzupełniające formułę.

Skład INCI:

Water, Glycerin, Glycereth-26, Niacinamide, 12-Hexanediol, Butylene Glycol, Hydroxyacetophenone, Arginine, Carbomer, Aminobutyric Acid, Xanthan Gum, Adenosine, Polyglyceryl-10 L Laurate, Dipropylene Glycol Polyglyceryl-4 Laurate, Disodium EDTA,Sodium Hyaluronate, Glyceryl Citrate/Lactate/Linoleate/Oleate, Lavandula Angustifolia (Lavender) Lavender) Oil, Glycine, Glutamic Acid, Aspartic Acci Hydrogenated Lecithin, Polyglyceryl-10 Myristate, Sodium Polyacrylate, Perilla Frutescens Leaf Extract, Taraxacum Officinale (Dandelion) Rhizome Root Extract, Sodium Chloride, Hydrolyzed Collagen, Fragrance, Cyperus RotundusRoot Extract, Histidine, Serine, Alanine, Proline, Threonine, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Magnesium Chloride, Calcium Chloride, Acetyl Hexapeptide-8, Copper Tripeptide-1 Hexapeptide-9, Palmitoyl Pentapeptide-4. Retinal, Tripeptide-1


Jak sprawdziła się maska na mojej suchej i dojrzałej skórze? Maskę trzymałam na swojej skórze dłużej. Tak długo, dopóki trzymała wilgoć na mojej twarzy. Cały ten czas dawała wrażenie przyjemnego relaksu, dobrze nawilżyła moją suchą skórę, rozświetliła, delikatnie ją wygładziła i o to mi chodziło 
Skład jest ciekawy pod kątem nawilżenia i wygładzenia, natomiast obecność niacynamidu, kwasu hialuronowego, adenozyny, kolagenu i kilku peptydów sprawia, że jest to zdecydowanie bardziej rozbudowana formuła niż zwykła maska nawilżająca.
Ale jest jedna bardzo istotna rzecz: aktualnie podawany przez producenta skład zawiera retinal. Retinal nie jest tym samym co retinol, ale należy do retinoidów. Jeśli ktoś unika retinoidów w pielęgnacji, tej maski bym nie wybierała.

E.G.T. Derma Ampoule Mask Mediheal to maska dla osób, które szukają połączenia nawilżenia, wygładzenia i pielęgnacji ukierunkowanej na jędrność skóry. Maska w płachcie jak wspominam za każdym razem działa, ale nie jest to działanie długofalowe, chyba że stosujecie regularnie przez dłuższy czas tę samą maskę. Ja ciągle testuję nowe, zmieniam, najlepiej więc przetestować na sobie.

Pozdrawiam! ✨

Veoli Botanica Cleaning Me Softly – łagodny żel do mycia twarzy

             Oczyszczanie twarzy jest podstawą pielęgnacji, ale przy suchej i wrażliwej skórze nie chodzi o to, żeby po umyciu czuć nieprzyjemne ściągnięcie i przesuszenie. Dlatego bardzo chętnie sięgnęłam po nawilżająco-łagodzący żel do mycia twarzy Cleaning Me Softly poznanej już mi wcześniej, i ulubionej marki Veoli Botanica.

Cleaning Me Softly Veoli Botanica to żel przeznaczony do codziennego oczyszczania, który według producenta usuwa zanieczyszczenia, nadmiar sebum i resztki makijażu, jednocześnie dbając o komfort skóry i jej naturalną barierę ochronną. Żel może być stosowany rano samodzielnie, natomiast wieczorem do oczyszczania skóry z resztek makijażu. 

Produkt znajduje się w minimalistycznej butelce z bezbarwnego szkła o pojemności 190 ml, zaopatrzonej w pompkę. Opakowanie utrzymane jest w charakterystycznym dla Veoli Botanica prostym, eleganckim stylu. Nie ma tu przesadnej ilości ozdobników – całość jest estetyczna i sprawia wrażenie produktu dopracowanego.

Pompka jest bardzo praktyczna podczas codziennego stosowania, ponieważ pozwala łatwo dozować odpowiednią ilość kosmetyku. Sama butelka jest solidna, choć przez szklane opakowanie warto zachować ostrożność przy umywalce.

Oprócz szklanej butelki mamy tu dodatkowo kartonik z prostą szatą graficzną, dzięki której poznamy wszystkie przydatne mam informacje.

Cleaning Me Softly ma żelową konsystencję i dobrze rozprowadza się na wilgotnej skórze. Podczas mycia tworzy delikatną, miękką pianę, dzięki czemu oczyszczanie jest niezwykle przyjemne i nie wymaga mocnego pocierania skóry.

Ten żel stosuję również podczas wieczornego oczyszczania. Przy  moim codziennym makijażu dobrze radzi sobie samodzielnie, natomiast przy mocniejszym wcześniej stosuję również mleczko do demakijażu.

Po spłukaniu już żelu wodą skóra jest oczyszczona, ale nie pozostawia charakterystycznego uczucia „skrzypiącej” czystości, co jest  bardzo słuszne, ponieważ zwłaszcza sucha i dojrzała skóra tego nie potrzebuje, natomiast odczucie takie jest wołaniem skóry o ratunek przy zniszczonej barierze hydrolipidowej. Zanim opowiem dalsze odczucia co do używania tego żelu, wspomnijmy jeszcze słowa producenta.

Cleaning Me Softly Veoli Botanica to nawilżający, łagodzący i głęboko oczyszczający żel do mycia twarzy o pobudzającym zapachu nuty zielonej herbaty i matchy. Dzięki delikatnym składnikom aktywnym pochodzenia naturalnego, doskonale oczyszcza skórę z zanieczyszczeń, nadmiaru sebum, pozostałości makijażu, także SPF. Dzięki zawartości łagodnych substancji myjących żel ten nie zaburza pH oraz równowagi hydrolipidowej skóry, natomiast intensywnie nawilża i ogranicza występowanie podrażnień skóry. Żel ten zapewnia upragnione ukojenie, bez uczucia ściągnięcia skóry. Polecany jest szczególnie dla skóry suchej i wrażliwej. Nadaje cerze witalność i zdrowy wygląd. To skoncentrowane bogactwo składników aktywnych.

Co znajdziemy w składzie?

Formuła jest oparta na łagodnych substancjach myjących, a dodatkowo zawiera składniki, które mają wspierać nawilżenie, ukojenie i równowagę mikrobiomu skóry. Producent podaje, że 99% składników jest pochodzenia naturalnego, natomiast sam produkt jest wegański.

Naturalny prebiotyk - pozyskiwany z korzenia cykorii, wspiera równowagę mikrobioty.

Postbiotyk - wpływa na stymulację procesów odnowy, poprawia stan skóry.

Naturalna betaina – pochodna aminokwasu, otrzymywana z buraków cukrowych. Poprzez nawilżenie spowalnia proces starzenia się skóry.

Ekstrakt z wąkroty azjatyckiej – łagodzi i ogranicza występowanie podrażnień skóry.

Hydrolat z liści zielonej herbaty – działa antyoksydacyjnie, zapobiegając przedwczesnemu starzeniu się skóry. Zielona odmiana herbaty nie podlega procesowi fermentacji, dzięki czemu pozostaje w niej bogactwo polifenoli 

Wąkrota azjatycka – znany składnik o właściwościach łagodzących. Pomaga zmniejszyć dyskomfort skóry oraz wspiera jej regenerację.

Skład INCI:

Aqua, Decyl Glucoside, Glycerin, Disodium Cocoyl Glutamate, Polyglyceryl-3 Caprate, Betaine, Camellia Sinensis Leaf Water, Inulin, Alpha-Glucan Oligosaccharide, Lactococcus Ferment Lysate, Centella Asiatica Extract, Xanthan Gum, Citric Acid, Lactic Acid, Sodium Chloride, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Parfum.


Cleaning Me Softly Veoli Botanica to jeden z tych produktów do oczyszczania, przy których naprawdę doceniam prostą rzecz: robi to, co powinien, bez niepotrzebnego przesuszania skóry.

Podoba mi się łagodna formuła i to, że po umyciu twarz nie jest napięta ani nieprzyjemnie ściągnięta. Żel dobrze sprawdza się zarówno podczas porannego odświeżenia, jak i wieczorem, podczas oczyszczania skóry z makijażu. Na plus zaliczam również skład – mamy tutaj nie tylko substancje myjące, ale także betainę, wąkrotę azjatycką, zieloną herbatę, a także prebiotyki jak również postbiotyk. 

Dla mnie największą zaletą jest właśnie połączenie skutecznego oczyszczania z delikatnością. Przy suchej, dojrzałej skórze nie potrzebuję kosmetyku, który będzie ją dodatkowo wysuszał. Potrzebuję dobrego oczyszczenia i zachowania komfortu. I w tym przypadku Cleaning Me Softly sprawdza się bardzo dobrze.

Czy warto wypróbować? Tak, szczególnie jeśli szukacie łagodnego żelu do codziennego oczyszczania i macie skórę suchą, wrażliwą lub skłonną do uczucia ściągnięcia po myciu.

To nie jest kosmetyk, który obiecuje spektakularne efekty pielęgnacyjne. I dobrze. Jego zadaniem jest przede wszystkim delikatnie, ale skutecznie oczyścić skórę i nie pogorszyć jej kondycji. Moim zdaniem właśnie z tego zadania wywiązuje się bardzo dobrze. Żel ten polecam każdemu, komu zależy na delikatnym oczyszczaniu skóry.

Pozdrawiam ☀️



Tonik mikrobiotyczny Sensum Mare

               Tonik to jeden z tych kosmetyków, które zawsze są stałym elementem pielęgnacji, ale czasem się słyszy, że jest zbędnym produktem, wymysłem marketingowym i takie tam. Miałam okazję stosować różne toniki, miałam też okazję przez długie tygodnie nie stosować żadnego. Algotonic mikrobiotyczny Sensum Mare  to propozycja dla osób, które po oczyszczeniu skóry chcą nie tylko ją odświeżyć, ale również zapewnić jej dodatkową porcję nawilżenia oraz składników pielęgnacyjnych.


Tonik znajduje się w plastikowej butelce i jest dostępny w dwóch pojemnościach. Do pierwszego przetestowania wybrałam mniejszą pojemności 100 ml. Smukłe opakowanie wykonane z tworzywa wyposażone zostało w atomizer, dzięki czemu nie muszę używać płatków kosmetycznych. Delikatna mgiełka bez trudu dotrze do każdej części twarzy szyi i dekoltu. 

Producent zaleca aplikację z odległości około 30 cm na oczyszczoną skórę. Tonik można również nanieść na płatek kosmetyczny i przetrzeć nim twarz. W ciepłe dni może być stosowany także w ciągu dnia, również na makijaż, aby odświeżyć i nawilżyć skórę.


Szata graficzna jest taka sama dla wszystkich toników Sensum Mare, wyróżnia je tylko kolor etykiety. Nie brak tu wyczerpujących informacji na temat producenta, produktu, jest także podany pełen skład.

Zapomniałabym jeszcze dodać, że tonik wyróżnia dodatkowo przyjemny, jakby kwiatowy zapach, który nie jest intensywny, nie powinien przeszkadzać, ale substancja zapachowa jest.

Tonik mikrobiotyczny Sensum Mare przeznaczony jest przede wszystkim do codziennej pielęgnacji skóry wymagającej nawilżenia i odżywienia. Producent deklaruje, że kosmetyk:

  • nawilża i odżywia skórę,
  • koi ją i łagodzi podrażnienia,
  • pomaga zmniejszyć zaczerwienienie,
  • wspiera równowagę mikrobiomu,
  • odświeża skórę,
  • wspiera kolejne etapy pielęgnacji.

Producent podaje również wyniki badania konsumenckiego: 

100% badanych potwierdziło efekt ukojenia, łagodzenie podrażnień i nawilżenie skóry; 93% zauważyło efekt odżywienia skóry, a 93% redukcję dyskomfortu wywołanego jej suchością. 86% badanych potwierdziło wsparcie regeneracji skóry. Są to wyniki badania konsumenckiego przeprowadzonego na grupie ochotników, więc warto traktować je jako deklaracje dotyczące odczuć uczestników badania, a nie jako gwarancję identycznego efektu u każdej osoby.


Składniki aktywne 

Najciekawszym elementem receptury jest kompleks mikrobiomowy, na który składają się prebiotyki i postbiotyki. Połączenie to wspiera barierę mikrobiologiczną skóry, pomaga łagodzić podrażnienia i dodatkowo nawilża.

Drugą ważną grupę stanowią składniki pochodzące z wąkroty azjatyckiej: kwas madekasowy, madekasozyd, azjatykozyd i kwas azjatykowy – wykazują one działanie regenerujące, łagodzące, zmniejszające zaczerwienienie oraz przeciwzmarszczkowe.

W składzie znajduje się także niskocząsteczkowy kwas hialuronowy, który działa jako humektant oraz intensywnie nawilża skórę.

Uzupełnieniem formuły jest kompleks pięciu alg morskich: Enteromorpha compressa, Fucus vesiculosus, Lithothamnion calcareum, Porphyra umbilicalis i Undaria pinnatifida. Mają one właściwości pielęgnujące i wspierające łagodzenie podrażnień.

W formule znajduje się również woda z lodowca norweskiego uznawana za wyjątkowo czystą i cenną dla skóry.

Na górze składu znajduje się jeszcze gliceryna, która zatrzymuje wodę w naskórku.

Jak stosować?

Tonik można stosować rano i wieczorem, po oczyszczeniu skóry. Producent zaleca rozpylanie go z odległości około 30 cm od twarzy.

Można go również reaplikować w ciągu dnia, aby odświeżyć i ukoić skórę. To praktyczne rozwiązanie szczególnie wtedy, gdy skóra w ciągu dnia zaczyna dawać oznaki przesuszenia lub dyskomfortu.

Mikrobiotyczny Algotonic to kosmetyk, którego głównym kierunkiem działania jest ukojenie, nawilżenie i wsparcie równowagi mikrobiomu skóry. Nie jest to po prostu taki zwykły tonik nawilżający. Wyróżnia go kompleks pre- i postbiotyków, uzupełniony o składniki aktywne pochodzące z wąkroty azjatyckiej, kwas hialuronowy oraz pięć alg morskich.

Na plus zdecydowanie można zaliczyć również wygodną formę aplikacji. Atomizer pozwala szybko nanieść produkt bez używania płatka kosmetycznego, natomiast możliwość stosowania go w ciągu dnia, zwłaszcza podczas gorących dni to jego dodatkowa zaleta.

W pielęgnacji skóry suchej i wrażliwej liczy się nie tylko dostarczenie jej wilgoci. Równie ważne jest ograniczenie uczucia dyskomfortu i dbanie o jej naturalną równowagę. I właśnie na tym skupia się Algotonic mikrobiotyczny Sensum Mare.

To propozycja dla osób, które od toniku oczekują czegoś więcej niż odświeżenia. Oczekują  również nawilżenia, ukojenia i pielęgnacji ukierunkowanej na mikrobiom skóry. Polecam!

Pozdrowienia! ☀️ 


Hydrożelowa maska regenerująca PDRN SOQU

 

           Maski w płachcie stały się moją stałą rutyną pielęgnacyjną, latem stosuję je jeszcze częściej, niż wcześniej. Ostatnio podczas promocji w Hebe trafiły mi w ręce dwie, jedna z nich, to Hydrożelowa maska regenerująca PDRN SOQU. Jeśli jesteście ciekawi jak się u mnie sprawdziła, to zapraszam.

Opakowanie niczym specjalnym nie różni się od innych masek w płachcie.jak zwykle jest to saszeta z folii aluminiowej z przyjemną i łagodną dla oka grafiką, oraz wszystkimi przydatnymi dla nas informacjami. Nie brakuje też instrukcji oraz składu. Wewnątrz znajduje się 34 g bezbarwnej przezroczystej esencji o lekkiej konsystencji i delikatnym, ale bardzo przyjemnym aromacie, oraz dwóch części maski zabezpieczonych folią.

Oprócz tych dwóch głównych części maski, umieszczone są jeszcze płatki na powieki i usta. Płaty przykrywają wszystkie części twarzy, są dość dobrze dopasowane i po nałożeniu dają przyjemne uczucie relaksu. Nie jest to jednak maska,w której da się cokolwiek zrobić, o nie. Nie pozwoli nawet obejrzeć ulubionego serialu, ani porozmawiać, ponieważ oczy i usta są przykryte. Według producenta należy ją trzymać na twarzy 30-60 minut, więc najlepiej wysłać wszystkich domowników w tym czasie na spacer.

Maska  Ginseng PDRN Regenerating Hydrogel Mask SOQU polecana jest do skóry suchej, odwodnionej, zmęczonej, poszarzałej, o nierównym kolorycie, z utratą blasku oraz pierwszymi oznakami starzenia. Sprawdzi się także jako pielęgnacja regenerująca po intensywnym dniu, przed ważnym wyjściem lub jako element wieczornej rutyny pielęgnacyjnej. Jest to intensywnie pielęgnująca maska hydrożelowa wzbogacona o składniki aktywne takie jak PDRN, wąkrotka azjatycka, niacynamid oraz ferment z korzenia żeń-szenia, dzięki czemu maska zapewnia ukierunkowaną pielęgnację skóry zmęczonej, poszarzałej i pozbawionej świeżości. Jej hydrożelowa struktura dobrze przylega do twarzy, stopniowo oddając składniki pielęgnujące. W miarę działania maska stopniowo staje się transparentna, co świadczy o tym, że esencja jest  wchłaniana. 

Składniki aktywne:

  • PDRN – wspiera procesy regeneracyjne skóry i poprawia jej kondycję.
  • Wąkrotka azjatycka – działa łagodząco i wspiera regenerację skóry.
  • Niacynamid – wzmacnia barierę skóry, pomaga utrzymać nawilżenie i wyrównuje koloryt.
  • Ferment z korzenia żeń-szenia – działa antyoksydacyjnie i wspiera kondycję skóry.
  • Panthenol – nawilża, łagodzi podrażnienia, wspiera barierę ochronną.
  • Kwas hialuronowy – wiąże wodę w skórze i zapewnia jej nawilżenie.
  • Alantoina – koi i łagodzi skórę.

Skład INCI:

Aqua, Glycerin, Cetyl Ethylhexanoate, Niacinamide, Ceratonia Siliqua (Carob) Gum, Lactobacillus/Panax Ginseng Root Ferment Filtrate, Dipropylene Glycol, Chondrus Crispus Extract, 1,2-Hexanediol, Chondrus Crispus Powder, Glyceryl Stearate, PEG-100 Stearate, Sucrose, Panthenol, Hydroxyacetophenone, Butyrospermum Parkii (Shea) Butter, Potassium Chloride, Caprylic/Capric Triglyceride, Sodium Polyacrylate, Allantoin, Polysorbate 60, Hydrogenated Polydecene, Butylene Glycol, Adenosine, Vitis Vinifera (Grape) Seed Oil, Disodium EDTA, Caprylyl Glycol, Parfum,Dipotassium Glycyrrhizate, Trideceth-6, Collagen Extract, Centella Asiatica Extract, Sodium Hyaluronate, C11-13 Isoalkane, Polyglyceryl-4 Caprate, Hydrogenated Lecithin, Tocopherol, Madecassoside,Madecassoside, Stearic Acid, Asiaticoside,Ethylhexylglycerin, Sodium DNA.

Sposób użycia:

  1. Po oczyszczeniu skóry wyjmij obie części hydrożelowej maski (górną i dolną), następnie usuń folię. 
  2. Nałóż górną część wokół oczu, a dolna część wokół ust. 
  3. Dociśnij aby przylegała do skóry. 
  4. Maskę zdejmij po 30-60 minutach. 
  5. Czas aplikacji dostosuj do kondycji swojej skóry.

Nie jest łatwo zrobić sobie zdjęcie z zamkniętymi oczami. 😉 Maski hydrożelowe mają to do siebie, że zawsze zjeżdżają i najlepiej w tym czasie być w pozycji leżącej. Ale są też plusy tej maski. Wytrzymałam tak całą godzinę relaksując się i udając, że nie wiem, co w tym czasie wyprawiają koty. Maska przez ten czas dobrze nawilżyła moją skórę, pięknie rozświetliła ją, dając ogromną dawkę relaksu. Pozostałą esencję wykorzystałam na szyję, dekolt, dłonie, esencji wystarczyło jeszcze co najmniej na 3 dni. 
Maska  Ginseng PDRN Regenerating Hydrogel Mask SOQU to świetny pomysł na chwilę relaksu, w którym dodatkowo zadbacie o skórę.

Czego nie lubią włosy? 11 błędów, które im szkodzą

 

                Piękne, zdrowe włosy to nie tylko efekt dobrze dobranej pielęgnacji, ale także unikania codziennych błędów. Często nie zdajemy sobie sprawy, że niektóre nawyki, nawet te pozornie zdrowe mogą włosom szkodzić bardziej, niż pomagają, co doświadczyłam też  na swojej głowie. Oto lista rzeczy, których włosy naprawdę nie lubią:

1. Mycie włosów codziennie (bez potrzeby)

Codzienne mycie może naruszyć naturalną barierę ochronną skóry głowy, co prowadzi do przesuszenia lub przetłuszczania. Lepiej dopasować częstotliwość do potrzeb skóry głowy oraz włosów. Czasem wystarczy, jeśli będziemy je myć co 2–3 dni. Nie będę tu jednak ściśle się trzymać tych zaleceń,  bo  wszystko zależy od potrzeb indywidualnych. 

2. Gorąca woda podczas mycia

Nie wiem czy da się umyć włosy gorącą wodą, ale może się zdarzyć, że ktoś nie potrafi wyregulować temperatury wody, albo uważa, że taka bardzo ciepła woda lepiej zmyje brud.  Zbyt wysoka temperatura rozchyla łuski włosa, co powoduje, że włosy stają  się matowe, szorstkie. Warto myć włosy letnią wodą, a na koniec spłukać chłodniejszym strumieniem, by domknąć łuski.

3. Intensywne pocieranie ręcznikiem

Mokre włosy są podatne na uszkodzenia. Zamiast je pocierać ręcznikiem bez litości, delikatnie odciśnij nadmiar wody i owiń włosy w miękki ręcznik lub bawełnianą koszulkę.

4. Wysoka temperatura suszarki, prostownicy i lokówki

Tak samo jak gorąca woda, również gorące powietrze osłabia strukturę włosa i przyczynia się do rozdwajania końcówek. Zawsze  wybieraj chłodniejszy nawiew, można też użyć kosmetyków termo ochronnych.

5. Spanie w mokrych włosach, zbyt długie suszenie w sposób naturalny.

To prosty przepis na łamliwość, plątanie włosów, ale także stany zapalne skóry głowy. Mokre środowisko sprzyja namnażaniu się bakterii i grzybów – zwłaszcza przy długich lub gęstych włosach. To samo tyczy się suszenia naturalnego włosów. Chociaż często kojarzy się to ze zdrowszą opcją, nie zawsze jest korzystne. Włosy schnące przez wiele godzin (szczególnie u nasady) tworzą wilgotne środowisko sprzyjające rozwojowi grzybów, łupieżu i podrażnień. Jeśli Twoje włosy długo schną – lepiej dosusz je suszarką z chłodnym nawiewem.

6. Zbyt ciasne upięcia i agresywne gumki

Mocno związywane włosy, są narażone na uszkodzenia mechaniczne, także na osłabienie cebulek. Unikaj gumek zawierających metalowe elementy, unikaj  też zawiązywania ciasnych kucyków. Lepiej wybieraj delikatne scrunchie lub jedwabne akcesoria. 

7. Brak ochrony przed słońcem

Promienie UV nie tylko przyspieszają  starzenie się skóry, nie wspominając o czerniaku skóry, ale również uszkadzają keratynową strukturę włosów. W efekcie powoduje to przesuszenie, blaknięcie koloru i osłabienie pasm, co miałam okazję zauważyć  po przebywaniu większości całego lata nad naszym morzem. Latem warto sięgnąć po kosmetyki z filtrami UV, także warto zaprzyjaźnić  się z kapeluszem.

9. Niewłaściwa dieta

Jak wiemy, nie wystarczą same odżywki, włosy odżywiają się od środka. Braki żelaza, cynku, biotyny czy kwasów omega-3 przekładają się na osłabienie cebulek, w efekcie ich wzmożone wypadanie. Tylko dobrze zbilansowana dieta może nam pozwolić na piękne, zdrowe włosy.

9. Źle dobrane kosmetyki 

Nie każda odżywka czy szampon działa tak samo na każde włosy. Produkty z alkoholem, silne detergenty, zbyt ciężkie formuły  mogą obciążać włosy i podrażniać skórę głowy. Tak samo potrafią doprowadzić do ich zwiększonego wypadania.

10. Zbyt częste zabiegi fryzjerskie (farbowanie, trwała, rozjaśnianie)

Chemiczne zabiegi osłabiają strukturę włosa, prowadząc do przesuszenia, łamliwości i utraty blasku, czego efektem jest fryzura przypominająca siano na głowie. Jeśli stosujesz te zabiegi, zadbaj o intensywną regenerację, odbudowę i dobre nawilżenie.

11. Zaniedbywanie skóry głowy

Zdrowe włosy zaczynają się od zdrowej skóry. Delikatne oczyszczanie włosów, peeling i masaż skóry głowy, poprawiają mikrokrążenie, dzięki czemu rosną mocniejsze pasma.

Włosy mają swoje potrzeby, mają  też swoje granice. Nie chodzi tylko o to, czego potrzebują, ale również o to, czego zdecydowanie nie lubią. Świadoma pielęgnacja zaczyna się od uważności, natomiast małe zmiany w codziennych nawykach mogą przynieść duże efekty. 

Pozdrowienia! ☀️

Różnice w makijażu po obu stronach twarzy, skąd się biorą?

 

    

              Nie wiem czy też tak macie, że robicie makijaż, i zauważacie, że po jednej stronie jest on mniej widoczny?Nie widać ślady różu czy brązera po tej jednej stronie? To bardzo częste zjawisko. Skąd może wynikać, że po jednej stronie twarzy makijaż wygląda delikatniej, mniej widocznie? Szukając odpowiedzi w sieci, znalazłam kilka powodów. 

Oświetlenie

Makijaż wykonywany w różnym świetle (np. z jednej strony okno, czy z drugiej cień) może wyglądać inaczej. Nawet dobrze nałożony podkład wydaje się bardziej kryjący lub jaśniejszy po stronie oświetlonej.

Nierówności skóry

Skóra nie jest identyczna po obu stronach. Mogą być różnice w porach, strukturze, zaczerwienieniu czy przebarwieniach. W efekcie podkład lub róż nie wygląda tak samo, „trzyma się” zupełnie inaczej.

Różnice w technice nakładania

Jeśli jesteś praworęczna, łatwiej  równomiernie pracować po jednej stronie twarzy, druga strona  natomiast wychodzi subtelniejsza lub mniej dopracowana.

Mimika i nawyki

Jedna strona twarzy może być bardziej aktywna (np. częściej opierasz się na dłoni, śpisz na jednym boku, częściej marszczysz jedną brew). To wpływa na to, jak makijaż się rozkłada po obu stronach utrzymuje.

Produkty i ich osadzanie się

Czasem po jednej stronie skóra szybciej wchłania krem lub podkład, szczególnie jeśli była tam bardziej sucha albo lepiej nawilżona.

Jak temu zaradzić?

Żeby wyrównać efekt, warto: 

  • sprawdzać makijaż w świetle dziennym, 
  • nakładać go cienkimi warstwami 
  • patrzeć w lusterko pod różnym kątem.
Macie jakieś sprawdzone sposoby na równy efekt w makijażu? Podzielcie się w komentarzu.

Pozdrowienia! 🌞


Skąd wzięły się maseczki w płachcie?

 

             Maska w płachcie. Wystarczy otworzyć szafkę z kosmetykami, żeby zobaczyć dziesiątki jej odmian. Bawełniana, celulozowa, biocelulozowa, hydrożelowa, nasączona kwasem hialuronowym, witaminą C, śluzem ślimaka czy ekstraktami roślinnymi. Są maseczki nawilżające, rozświetlające, kojące, ujędrniające, a nawet takie, które mają być zakładane przed wielkim wyjściem. Aż trudno uwierzyć, że jeszcze całkiem niedawno ta niepozorna maseczka w płachcie była kosmetyczną ciekawostką, a nie stałym elementem pielęgnacji.

I wcale nie zaczęło się od Korei

Kiedy mówimy o maseczkach w płachcie, najczęściej od razu pojawia się hasło ,, pielęgnacja koreańska". No i rzeczywiście, to właśnie koreański przemysł kosmetyczny odegrał ogromną rolę w spopularyzowaniu tego produktu na całym świecie.

Sama idea nakładania na twarz materiału nasączonego preparatem pielęgnacyjnym jest jednak starsza i wiąże się z azjatyckimi tradycjami pielęgnacyjnymi. Współczesna maseczka w płachcie jest więc raczej efektem stopniowego rozwoju kilku pomysłów niż wynalazkiem jednej osoby czy jednej marki. Swoje znaczenie miała tutaj Japonia, później dopiero Korea nadała pomysłowi zupełnie nową formę. To właśnie w Korei maseczka w płachcie stała się jednym z symboli nowoczesnej pielęgnacji i zaczęła być produkowana na ogromną skalę.

Dlaczego właśnie płachta?

Pomysł jest prosty, ale bardzo praktyczny. Zamiast nakładać kremową maseczkę grubą warstwą i później ją zmywać, przygotowano cienki materiał dopasowany do kształtu twarzy. Nasącza się go płynną formułą zawierającą składniki pielęgnacyjne, a następnie przykłada do skóry. 

Płachta ogranicza parowanie preparatu i utrzymuje go przy powierzchni skóry przez czas zabiegu. Dzięki temu możemy wykorzystać skoncentrowaną formułę bez konieczności nakładania jej bezpośrednio na twarz w dużej ilości. To rozwiązanie okazało się również niezwykle wygodne. Nie trzeba niczego mieszać, odmierzać ani zmywać. Wyjmujemy maseczkę z opakowania, rozkładamy, dopasowujemy do twarzy i po kilkunastu minutach zdejmujemy. Jakie to proste! Właśnie dlatego tak dobrze się przyjęło.


Korea zrobiła z maseczki rytuał

Koreański przemysł kosmetyczny bardzo mocno rozwinął ideę wieloetapowej pielęgnacji. Maseczka przestała być wyłącznie okazjonalnym zabiegiem, a stała się jednym z elementów domowego rytuału.

I tutaj pojawiła się różnorodność.

Jedna maseczka miała nawilżać, inna rozświetlać, kolejna koiła skórę, jeszcze inna maska miała poprawiać jej wygląd przed ważnym wydarzeniem. Zaczęto eksperymentować również z materiałem, który miał służyć powstawaniu płachty. Pojawiły się cienkie włókniny, bawełna, celuloza, później również bioceluloza oraz materiały hydrożelowe. Każdy z nich ma nieco inne właściwości i inaczej układa się na skórze.

Dlaczego maseczki zrobiły się tak popularne?

Bo odpowiadały na bardzo współczesną potrzebę: chcemy czegoś skutecznego, ale jednocześnie łatwego i przyjemnego w użyciu. Maseczka w płachcie zajmuje niewiele miejsca, jest gotowa do użycia i nie wymaga specjalnych umiejętności. Można ją zabrać w podróż, zastosować po nieprzespanej nocy albo potraktować jako mały domowy rytuał.

Nie bez znaczenia była również atrakcyjna forma maski. Kolorowe opakowania, ciekawe składniki i coraz bardziej pomysłowe kształty sprawiły, że maseczka stała się produktem, którym chciało się dzielić w mediach społecznościowych. Kiedy K-beauty zaczęło zdobywać popularność w Europie i Stanach Zjednoczonych, maseczki w płachcie szybko wyszły poza Azję. Z kosmetycznej ciekawostki stały się produktem dostępnym praktycznie wszędzie.

A co z tymi wszystkimi składnikami?

Tutaj warto zachować zdrowy rozsądek. Sama płachta nie jest magicznym składnikiem odmładzającym skórę. Jej zadaniem jest przede wszystkim stworzenie wygodnego sposobu aplikacji preparatu i utrzymanie go na powierzchni skóry przez określony czas.

O tym, co rzeczywiście zrobi maseczka, decyduje przede wszystkim jej skład.

Jeśli znajdziemy w niej humektanty, takie jak gliceryna czy kwas hialuronowy, możemy oczekiwać przede wszystkim efektu nawilżenia. Składniki łagodzące mogą być pomocne przy skórze potrzebującej ukojenia, a antyoksydanty czy substancje rozświetlające mogą uzupełniać pielęgnację nastawioną na poprawę wyglądu skóry. Dlatego przy wyborze maseczki znacznie ważniejszy od pięknego obrazka na opakowaniu jest jej skład.

Od azjatyckiego rytuału do kosmetycznej szuflady

Dziś trudno jest znaleźć osobę interesującą się pielęgnacją, która nie zna masek w płachcie. Ich droga do naszych łazienek jest jednak ciekawsza, niż mogłoby się wydawać. 

To połączenie azjatyckiej tradycji pielęgnacyjnej, rozwoju przemysłu kosmetycznego, nowych materiałów i bardzo prostego pomysłu: nasączyć odpowiednio przygotowaną płachtę kosmetykiem, przyłożyć ją do twarzy. Koreańska branża kosmetyczna potrafiła ten pomysł znakomicie rozwinąć i wypromować na całym świecie. Nic więc dziwnego, że dziś, kiedy myślimy o maseczkach w płachcie, pierwszym skojarzeniem jest właśnie K-beauty.

Za tym niepozornym kawałkiem materiału kryje się całkiem długa historia. I chyba właśnie to jest w kosmetykach najciekawsze, ponieważ wiele rzeczy, które dziś uważamy za całkiem oczywiste, jeszcze niedawno wcale oczywistymi nie były.

Pozdrowienia! ✨

Tekst większego napisu nagłówka

Polecam

Tekst mniejszego napisu nagłówka

ciekawe wpisy

Sekcja - Polecane posty

Dziękuję za każdą kawę ☕

instagram

Copyright © W Blasku Marzeń.