Moja jesienna rutyna pielęgnacyjna twarzy




Jesień to czas, kiedy natura obdarowuje nas bogactwem składników nie tylko do kuchni, ale także do pielęgnacji skóry. Warto sięgać po naturalne surowce, które wspierają regenerację, nawilżenie oraz ochronę cery w chłodniejsze dni. Dynia, żurawina, miód, jabłko, owoce dzikiej róży i hibiskus to przykładowe jesienne skarby o wyjątkowych właściwościach kosmetycznych
Lubię balsamy, które można stosować bez żadnego problemu. Po prostu po kąpieli nakładamy go na skórę i gotowe, nic się nie lepi. Balsam do ciała CB3 Ziaja z dodatkiem witaminowego kompleksu wyróżnia ten balsam na tle wielu zwykłych kosmetyków do ciała. Balsam ten kupiłam podczas promocji w Rossmanie i przyznam, że pozytywnie mnie zaskoczył nie tylko pod tym względem.
Charakterystyczne dla marki Ziaja opakowanie nie wyróżnia się niczym szczególnym. Zwyczajna tuba z miękkiego tworzywa zamykana na zatrzask zawiera 200 ml białego balsamu o lekkiej konsystencji i delikatnym zapachu. Prosta szata graficzna na jaskrawo żółtym tle przedstawia wszystkie przydatne dla nas informacje.
Sam balsam ma lekką konsystencję, łatwo rozprowadza się na skórze i jest przeznaczony do codziennego stosowania. Producent wskazuje go szczególnie do skóry suchej i szorstkiej, której potrzebne jest nawilżenie, wygładzenie i odżywienie.
Według producenta Balsam do ciała CB3 intensywnie nawilża i wygładza skórę, odżywia ją, redukuje szorstkość oraz pozostawia ją miękką w dotyku. Jest to lekki balsam, po który można sięgać regularnie. W składzie znajdziemy witaminę C, niacynamid, czyli witaminę B3, witaminę B5, B6 i E, a także wygładzający kompleks peptydów pochodzenia naturalnego. Ten właśnie witaminowy charakter formuły jest największym wyróżnikiem tego produktu.
Skład INCI:
Aqua (Water), Octyldodecanol, Glycerin, Glyceryl Stearate, PEG-100 Stearate, Cetearyl Alcohol, Dimethicone, Hydrogenated Coco-Glycerides, Niacinamide, Calcium Pantothenate, Sodium Ascorbyl Phosphate, Tocopheryl Acetate, Pyridoxine HCl, Maltodextrin, Sodium Starch Octenylsuccinate, Silica, Hydrolyzed Rice Protein, Camellia Japonica Seed Oil, Carbomer, Xanthan Gum, Phenoxyethanol, Hydroxyacetophenone, Parfum (Fragrance), Linalool, Geraniol, Limonene, Citronellol, Sodium Hydroxide.
Balsam do ciała CB3 Ziaja stosuję już od wielu tygodni i muszę przyznać, że oprócz tego, że jest zupełnie bezproblemowy, to nawet nieźle nawilża, delikatnie odżywia, pozostawiając skórę gładką i przyjemną w dotyku. Balsam nie lepi się, pozwala na działanie w pośpiechu, szybkie nałożenie ubrania od razu po zastosowaniu. Oprócz tego, co tu wymieniłam, plusem jest również imponująca wydajność tego balsamu.
Balsam ten, to ciekawa propozycja dla osób, które lubią lekkie balsamy i jednocześnie zwracają uwagę na obecność składników witaminowych. Wygodna aplikacja i formuła nastawiona na nawilżenie oraz wygładzenie sprawiają, że dobrze wpisuje się w codzienną pielęgnację ciała za niewielką cenę.
Pozdrowienia! ✨

Kiedy temperatura spada, skóra staje się bardziej wymagająca. Chłód, wiatr i suche powietrze w ogrzewanych pomieszczeniach osłabiają jej naturalną barierę ochronną. Często wtedy sięgamy po gęste, tłuste kremy w nadziei, że stworzą tarczę przed mrozem. Efekt jednak nie zawsze bywa pomocny, często jest odwrotny. Skóra jest obciążona, zanieczyszczona, a mimo to wciąż sucha. Skuteczna ochrona nie zależy od konsystencji kremu, lecz od jego składu i równowagi między nawilżeniem a natłuszczeniem.
Dobrze dobrany krem na chłodne dni nie musi przypominać maści. Skóra potrzebuje przede wszystkim humektantów, czyli składników wiążących wodę w naskórku. Należą do nich gliceryna, kwas hialuronowy czy betaina. To one odpowiadają za elastyczność i świeży wygląd. Obok nich powinny znaleźć się emolienty, które zapobiegają odparowywaniu wilgoci. W tej roli świetnie sprawdzają się naturalne lipidy: skwalan, olej makadamia, masło shea czy ceramidy. Warto też zwrócić uwagę na obecność antyoksydantów, np. witaminy E lub koenzymu Q10, ponieważ zimowe powietrze sprzyja stresowi oksydacyjnemu, który przyspiesza starzenie skóry.
Problemem wielu popularnych kremów ochronnych są składniki tworzące zbyt szczelną warstwę okluzyjną jak na przykład parafina, wazelina, lanolina czy ciężkie silikony. Zatrzymują nie tylko wilgoć, ale też sebum i zanieczyszczenia, przez co cera może się zapychać i tracić blask. W efekcie pojawia się błędne koło: im bardziej przesuszona skóra, tym więcej tłustych kremów, które dodatkowo ją obciążają.
Jak więc znaleźć złoty środek? Warto wybierać kremy oparte na nowoczesnych, lekkich emolientach, które tworzą film ochronny, ale pozwalają skórze oddychać. Skwalan, ceramidy czy olej jojoba działają jak naturalna tarcza lipidowa. Wzmacniają barierę hydrolipidową, nie zatykając porów. Dobrze, jeśli w składzie pojawi się też niacynamid lub pantenol, które łagodzą podrażnienia i wspierają regenerację po ekspozycji na zimno.
Rodzaj kremu najlepiej dopasować do typu cery. Skóra sucha doceni formuły bogatsze w lipidy i ceramidy, cera mieszana lekkie kremy z dodatkiem humektantów i skwalanu, natomiast cera tłusta chętnie przyjmie preparaty beztłuszczowe z ceramidami i niacynamidem, które będą chronić bez efektu zapychania. Przy cerze wrażliwej najważniejsze jest unikanie substancji zapachowych i olejków eterycznych, choćby dlatego, że zimą skóra jest szczególnie podatna na nieprzyjemne reakcje.
Zimą na przykład, najwięcej szkody robi nie mróz, lecz zbyt suche powietrze i nieprawidłowa pielęgnacja. Dlatego kluczowe jest regularne stosowanie kremu rano i wieczorem, najlepiej na lekko wilgotną skórę. Wtedy to składniki nawilżające działają skuteczniej. Jeśli jednak cera mimo wszystko traci komfort, warto sięgnąć po serum z ceramidami lub pantenolem jako dodatkową warstwę wzmacniającą.
Jesienna czy zimowa pielęgnacja nie wymaga ciężkich konsystencji. Skóra nie potrzebuje grubej warstwy tłuszczu, ale rozsądnego wsparcia. Chłodna pora roku, sezon grzewczy to dobry moment, by przyjrzeć się swojej pielęgnacji i uprościć ją do tego, co naprawdę działa. Zamiast sięgać po coraz bogatsze formuły, warto nauczyć się słuchać swojej skóry, która często potrzebuje mniej, niż nam się wydaje. A dobrze dobrany krem nie tylko ochroni ją przed chłodem, ale też pomoże zachować zdrowy, naturalny blask mimo kapryśnej pogody.
Pozdrowienia! ✨

Są perfumy, które pojawiają się na rynku na chwilę, robią zamieszanie, a później ustępują miejsca kolejnym nowościom. Są też takie, do których wraca się po latach i które mimo upływu czasu nadal mają swój charakter. Chloé Eau de Parfum zdecydowanie należy do tej drugiej grupy. To zapach rozpoznawalny, elegancki i mocno kojarzący się z kobiecą, kwiatową klasyką. To zapach legenda, do którego chętnie wracam.
Jak pachnie Chloé?
Chloé Eau de Parfum to przede wszystkim zapach różany i kwiatowy. Kompozycja rozpoczyna się od świeżych nut piwonii, liczi i frezji. Po chwili coraz wyraźniej pojawia się róża, która pozostaje jednym z najważniejszych elementów całej kompozycji.
W sercu znajdują się również konwalia, magnolia i róża. Dzięki nim zapach jest świeży, kobiecy i lekki, ale jednocześnie ma swoją wyrazistość. Róża nie jest tutaj ciężka ani staromodna. Ma raczej lekki i świeży charakter.
W bazie pojawiają się bursztyn i cedr Virginia. Dzięki nim kwiatowa kompozycja zyskuje cieplejsze i bardziej zdecydowane wykończenie. Cedr dodaje jej odrobinę drzewnej głębi, natomiast bursztyn ociepla zapach.
Chloé jest elegancka, ale nie przesadnie oficjalna. Można ją nosić na co dzień, do pracy, na spotkanie czy wyjście wieczorem. To jeden z tych zapachów, które dobrze pasują do kobiety, która lubi wyglądać schludnie i stylowo, ale nie potrzebuje mocnych, krzykliwych akcentów.
Najbardziej podoba mi się w nim róża, taka świeża, czysta i kobieca. Nie dominuje jednak całkowicie pozostałych nut. Kwiatowa kompozycja jest dobrze zrównoważona, a baza sprawia, że zapach nie pozostaje wyłącznie delikatnym bukietem.
To również perfumy, które mają w sobie coś bardzo charakterystycznego. Nie są anonimowym, kolejnym kwiatowym zapachem. Po prostu wiadomo, że to Chloé.
Dla kogo?
Chloé Eau de Parfum przypadnie do gustu osobom, które lubią różane, eleganckie i kobiece kompozycje, szczególnie jeśli nie przepadają za bardzo ciężkimi i słodkimi perfumami. To zapach, który dobrze wpisuje się w styl klasyczny, romantyczny i ponadczasowy. Zapach ten to kwiatowa elegancja z wyraźnym podpisem róży. Nie próbuje być ekstrawagancka ani szokować. Jej siłą jest właśnie charakterystyczna, kobieca kompozycja, która przez lata nie straciła swojej rozpoznawalności, i może właśnie dlatego wciąż chce się do niej wracać.
A Wy jak uważacie? Chloé to dla Was ponadczasowa klasyka czy zapach, który już nie robi takiego wrażenia jak kiedyś?
Pozdrowienia! ✨
Jak zawsze, najwięcej zdjęć dotyczy pielęgnacji twarzy, więc od nich zacznijmy. Oczyszczanie skóry to podstawa i w tym najczęściej towarzyszyły mi kosmetyki Nuxe. Tak długo, aż mi się samej znudziły.
Pianka do mycia twarzy i Kremowe mleczko do demakijażu z serii Very Rose Nuxe, jak wiecie, moje ulubione. Uwielbiałam i nadal uwielbiam, ale ileż można używać to samo. Co teraz stosuję? Dowiecie się niebawem, cierpliwości.
Krem do twarzy Nuxuriance Ultra Nuxe jak wyżej. Uwielbiam, mam jeszcze trochę w drugim słoiczku, ale kolejny kupiłam już inny. Dowiecie się niebawem.
Krem ochronny Sun Beauty Face Cream Spf 50 Lancaster również uwielbiam, kończę kolejne opakowanie, ale nie wiem czy znów kupię ten sam, chociaż cena na Notino była całkiem przyzwoita. Zobaczymy.
Hydrożelowe multi płatki Efektima – i tu już chyba przesadziłam do reszty, bo na zdjęciu są dwa puste opakowania, a na półce jedno kończące się i kolejne całe w oczekiwaniu. Nie robią cudów, nie łudźcie się proszę, ale łagodzą moją skórę pod oczami i czasami używam ich nawet dwa razy dziennie. One odświeżają spojrzenie, ale też łagodzą moją palącą skórę po lekach na jaskrę, które oprócz obniżania ciśnienia w oku mają też skutki uboczne. Nie słuchajcie bzdur, same płatki kremu nie zastąpią. One mogą tylko ukoić, odświeżyć, zmniejszyć objawy zmęczenia.
Maska regenerująca do ust na noc Laneige to po prostu mój must have, zmieniam tylko smaki. Żaden balsam do ust nie radzi sobie z moimi ustami tak jak ten kosmetyk.
Jak widać, zużyłam pewnie milion masek w płachcie, koreańskich.Ich resztki zużywałam jako serum. Każda z tych masek działała na ogół dwa dni, ale pozostałe serum też swoje robiło. Na pewno do nich wrócę, jak tylko trafi się promocja. Poza promocją też warto.
Zużyłam też pastę do zębów Biorepair Pro White Filler, całkiem dobra ta pasta.

Balsam do ciała Bath and Body Works o zapachu Lovely Dreamer było fantastyczne, świetnie nawilżało, odżywiało, pozostawiając cudowny zapach, i na pewno do niego wrócę, ale w tej chwili używam Ziaję.
Mydła w kostce Dove zużyłam pewnie ze 3.

Pielęgnacja mojej skóry pod oczami nie należy do łatwych. Jej stan pogarszają moje leki na jaskrę, dzięki czemu moja skóra jest regularnie narażona na dyskomfort, ulega rekordowemu przesuszaniu. Nie chciałam już przypadkowego kremu, natomiast wybrałam dawno już sprawdzony Benefiance Wrinkle Smoothing Eye Cream Shiseido. Jest to krem przeznaczony do pielęgnacji delikatnej skóry wokół oczu, nastawiony przede wszystkim na intensywne nawilżenie, zmniejszenie cieni i obrzęków, także wygładzenie zmarszczek, jakkolwiek to można pojąć
Krem znajduje się w niewielkim, eleganckim słoiczku z grubego szkła, o charakterystycznym dla linii Benefiance luksusowym wyglądzie. Perłowe wykończenie połączone ze złotymi elementami prezentuje się klasycznie i bardzo elegancko. W środku znajduje się 15 ml aksamitnej konsystencji kremu. Krem zapakowany był również w kartonik koloru czerwonego, na którym można znaleźć najwięcej przydatnych informacji dotyczących kremu, ale również producenta.
Nie można pominąć faktu, że do kremu tego dołączona została odpowiedniej wielkości wykonana z tworzywa szpatułka. Kupując kremy rzadko zdarza się ich obecność, a to przecież powinno być oczywiste.
Benefiance Wrinkle Smoothing to bogaty i aksamitny krem. Nie jest on ani lekki ani żelowy, natomiast wyraźnie czuć, że został stworzony z myślą o bardziej wymagającej, suchej skórze. Dobrze rozprowadza się wokół oczu i pozostawia skórę miękką oraz wygładzoną. Producent zaleca ilość odpowiadającą mniej więcej ziarnku ryżu na okolice jednego oka najlepiej dwa razy dziennie.
Benefit Wrinkle Smoothing Shiseido to krem pod oczy nastawiony na pielęgnację kilku problemów jednocześnie: zmarszczek, suchości, cieni oraz obrzęków pod oczami. Zapobiega przedwczesnemu starzeniu się skóry, nadając jej młodzieńczy wygląd. Dokładnie i głęboko nawilża skórę, przenikając w najdrobniejsze linie, minimalizując zmarszczki.
Producent informuje nas, że krem ten działa na 5 rodzajów zmarszczek wokół oczu: zmarszczki w wewnętrznym kąciku, pod oczami, kurze łapki, wokół oczu oraz linie mimiczne. Producent podaje również, że w badaniu konsumenckim po 7 dniach 96% uczestniczek zauważyło zmniejszenie widoczności zmarszczek i cieni, a 90% – zmniejszenie opuchnięcia i worków pod oczami. Było to badanie konsumenckie przeprowadzone na 110 kobietach, więc wyniki warto traktować właśnie jako deklarowany efekt testu, a nie gwarancję działania u każdej osoby.
Składniki aktywne:
Zawarta w kremie formuła ReNeura+TM wzmacnia procesy samoodnowy skóry, by walczyć ze zmarszczkami zawiera kilka składników, które dobrze wpisują się w potrzeby dojrzałej skóry:
Krem stosuję od kilku dobrych tygodni i widzę, że najbardziej zauważalnym efektem jego działania jest wygładzenie i porządne nawilżenie mojej cienkiej i umęczonej skóry. Bogata konsystencja sprawia tu, że okolica oczu wygląda na bardziej miękką, wypoczętą, również zadbaną.
Bardzo ważna w pielęgnacji twarzy jest znacznie cieńsza skóra pod oczami. Ponieważ jest ona cienka, to jest też znacznie delikatniejsza, dlatego tu najszybciej powstają podrażnienia, dużo szybciej powstają też zmarszczki. Oprócz zmarszczek pojawiają się też zasinienia i worki pod oczami, które nie wyglądają estetycznie, nie są też zależne od samej pielęgnacji. Jak temu zapobiec, jak zachować młodość piękną skórę w tych okolicach?