
W ostatnich latach coraz częściej mówi się o sile odżywiania od wewnątrz. O tym, że to, co jemy, widać na naszej skórze. I rzeczywiście, dieta ma ogromny wpływ na kondycję cery, jej elastyczność, koloryt jak również odporność na podrażnienia. Jednak przekonanie, że zdrowe jedzenie może całkowicie zastąpić codzienną pielęgnację, jest złudne.
Skóra jest jak strażnik, który codziennie stawia czoło wpływom zewnętrznym. Chroni przed promieniowaniem słonecznym, wiatrem, zanieczyszczeniem. Nawet jeśli w diecie nie brakuje witamin, minerałów czy zdrowych tłuszczów, one same nie ochronią skóry przed tym, co dzieje się na zewnątrz. Zdrowe odżywianie daje siłę, ale codzienna pielęgnacja daje tarczę. Kremy nawilżające, serum z antyoksydantami, ochrona przeciwsłoneczna, nie wspominając o innych składnikach, to wszystko ma swoje zadanie. Bez właściwej pielęgnacji skóra może wyglądać zmęczona, szara, a drobne linie, jak również przesuszenie pojawią się szybciej.
Codzienna rutyna pielęgnacyjna i dieta działają w idealnej symbiozie. Zdrowa żywność przygotowuje skórę, dostarczając składników budulcowych i odżywczych, dzięki czemu lepiej reaguje na kosmetyki. Krem nawilżający szybciej i skuteczniej wnika, skóra lepiej wykorzystuje antyoksydanty, a cera dłużej utrzymuje jędrność. Z kolei pielęgnacja zewnętrzna pozwala utrzymać efekt zdrowego odżywienia, chroni przed utratą wilgoci i działaniem czynników, na które sama dieta nie ma wpływu.
Pomyśl o tym jak o pracy w ogrodzie. Dieta to gleba – jeśli jest bogata, rośliny rosną zdrowo, kwiaty kwitną. Pielęgnacja to podlewanie, przycinanie, ochrona przed szkodnikami – bez tego nawet najbardziej żyzna gleba nie da oczekiwanego efektu. W praktyce osoby, które dbają tylko o dietę, często zauważają poprawę kondycji skóry, ale brakuje im promiennego blasku jak również pełnej ochrony. Natomiast ci, którzy łączą zdrowe odżywianie z systematyczną pielęgnacją, mają cerę, która wygląda świeżo, jędrnie i naturalnie, niezależnie od pory roku czy warunków atmosferycznych.
Ostatecznie nie chodzi o wybór między dietą a pielęgnacją. Oba te elementy są niezbędne, wzajemnie się uzupełniają. Dieta daje skórze wewnętrzną siłę, natomiast pielęgnacja ochronę oraz komfort na tu i teraz. Razem tworzą zdrową, promienną i odporną cerę, której nie da się osiągnąć, stosując tylko jedno z tych podejść.
Pozdrowienia! ✨
Perfumy to temat, który od lat fascynuje zarówno kolekcjonerów, jak i osoby szukające codziennych inspiracji. Ostatnio miałam okazję przetestować jeden z zapachów z kolekcji Private Blend - Tom Ford Mandarino di Amalfi.

Jest w roku taki dzień, kiedy nikt nie udaje, że jeśli kawa, to tylko bez cukru. W tłusty czwartek pachnie w domach i cukierniach świeżym, smażonym na złoty kolor ciastem drożdżowym z nadzieniem z róży, śliwki albo adwokatu. Pączek nie jest wtedy zachcianką jest tradycją. I bardzo przyjemnym obowiązkiem.
Skąd się wzięła ta tradycja?
Korzenie tłustego czwartku sięgają jeszcze czasów pogańskich. Dawniej świętowano w ten sposób odejście zimy i nadejście wiosny. Ucztowano tłusto i konkretnie. Jedzono mięso, pito wino, a pączki… wcale nie były słodkie. Były twarde, nadziewane słoniną lub boczkiem. Taki pączek potrafił nawet wybić ząb, jeśli trafił się zbyt dosadnie usmażony.
Dopiero w XVI wieku pojawiła się słodka wersja, bliższa tej, którą znamy dziś. Cukier stawał się coraz bardziej dostępny, a wyroby cukiernicze zaczęły przypominać to, co dziś uznajemy za klasykę.
Tłusty czwartek przypada w ostatni czwartek przed Wielkim Postem. W tradycji chrześcijańskiej był to ostatni moment na solidne najedzenie się przed kilkutygodniowym okresem wyrzeczeń. I choć dziś mało kto traktuje post tak surowo jak dawniej, zwyczaj przetrwał.
Dlaczego „trzeba” zjeść pączka?
Według przesądu, kto w tłusty czwartek nie zje choć jednego pączka, temu nie będzie się wiodło przez cały rok. Dawniej w domach piekło się je samodzielnie, dziś częściej ustawiają się kolejki w cukierniach. Sens tylko pozostaje ten sam: wspólne świętowanie, chwila beztroski połączona z czymś smacznym na talerzu.
W Polsce w ten dzień zjada się podobno nawet kilkanaście milionów pączków. I to jest statystyka, która mówi więcej o naszej naturze niż niejeden raport społeczny.
Czy pączek ma jakąkolwiek wartość odżywczą?
Nie ma jednak co udawać, bo pączek nie jest daniem dietetycznym. Jest to wypiek z mąki pszennej, drożdży, jajek, mleka, cukru i tłuszczu, smażony w głębokim oleju lub smalcu. Jeden klasyczny pączek z nadzieniem różanym i lukrem to około 250–350 kcal, w zależności od wielkości i receptury.
Ale… nie jest to też wyłącznie „pusta kaloria”, ponieważ taki pączek dostarcza:
Czy to produkt, na którym warto budować codzienną dietę? Oczywiście, że nie. Ale jeden czy dwa pączki w roku nie są katastrofą. Organizm poradzi sobie z takim wyskokiem, zwłaszcza jeśli na co dzień jemy rozsądnie. Problemem nie jest pączek. Problemem bywa brak umiaru.
Ciekawostki, o których mało kto pamięta
🍩W dawnej Polsce do jednego z pączków wkładano migdał lub orzech. Osoba, która na niego trafiła, miała cieszyć się szczęściem i dostatkiem.
🍩Najbardziej tradycyjne nadzienie to konfitura z płatków róży – i to nie przypadek. Jej lekko kwaskowy smak przełamuje słodycz ciasta.
Tłusty czwartek na pewno nie jest świętem liczenia kalorii. To dzień, w którym tradycja spotyka się z przyjemnością. W świecie, gdzie wszystko liczymy, ważymy i analizujemy, taki jeden dzień przypomina, że jedzenie to nie tylko tabela wartości odżywczych, ale też wspomnienia, zapach domu i wspólny stół. A skoro zwyczaj przetrwał setki lat, to znaczy, że coś w nim jest. I jednego pączka naprawdę nie trzeba się bać.
Ale jest też druga strona medalu.
Przez setki lat ludzie jedli pączki, pili wino, wkładali migdały do środka, a i tak jednemu się wiodło, drugiemu nie. Los naprawdę nie prowadzi zeszytu z odhaczonymi pączkami.
Kawa bez cukru? To akurat bardzo w porządku. Smak kawy powinno się czuć, a nie zagłuszać. A jeśli w tłusty czwartek masz ochotę na coś innego, albo nawet na nic, to też jest w porządku. Tradycja jest po to, żeby ją szanować, ale nie po to, żeby się nią batować.
Zresztą… dawniej też bywało różnie. Nie w każdym domu było na smażenie, nie każdy miał dostęp do cukru czy mąki dobrej jakości. I jakoś świat się nie zawalił.
Powiem Ci coś przewrotnie: większe szczęście w życiu przynosi umiar niż przymus. A jeśli kiedyś najdzie Cię ochota na porządnego, świeżego pączka z różą czy adwokatem, to zjesz go bez wyrzutów. I to będzie ten najlepszy moment.
W czasach, gdy wszystko dzieje się szybko i pod presją, największym luksusem staje się wybór. Zjeść wtedy, kiedy ma się ochotę. Kupić tam, gdzie jakość jest ważniejsza niż marketing. Albo usmażyć samemu, jak dawniej, jeśli ktoś ma na to czas i cierpliwość.
Bo prawdziwa wartość tłustego czwartku nie tkwi w liczbie zjedzonych pączków, ale w tym, że potrafimy cieszyć się małymi rzeczami we właściwym dla siebie momencie.
Pozdrowienia! 🍩
Są takie kosmetyki, które niby nie są niezbędne, ale kiedy wypróbuje się raz, to nie da się przestać o nich myśleć. Wystarczy jedna kropla, by podkreślić skórę delikatnym złotym światłem i dodać jej nie tylko szlachetnego blasku połączonego z przecudnym kwiatowym aromatem. Prodigieuse Or Florale Nuxe to suchy olejek, który łączy pielęgnację z subtelną elegancją.
Nie jest to taki zwykły olejek, ale prawdziwy luksus w szklanym flakoniku zamkniętym metalową nakrętką z wygrawerowanym logo przypominającym drzewo. Postawiony gdziekolwiek zawsze przypomina perfumy. Mój flakonik zawiera 50 ml olejku zawierającego mnóstwo perłowych drobinek, które dają na skórze złoto różową satynową poświatę i świeży kwiatowy, bardzo elegancki zapach.
Huile Prodigieuse Or Florale Nuxe to suchy olejek do twarzy, ciała i włosów, który łączy pielęgnację z delikatnym efektem rozświetlenia. Skóra po nim jest miękka, wygładzona i wygląda zdrowo, ale bez tłustej warstwy i bez narzucającego połysku.
Połysk jaki daje Or Florale jest subtelny, różowo-złoty, i wygląda bardziej jak skóra w dobrym świetle niż jak posypana brokatem. Pięknie wygląda na dekolcie, ramionach, nogach, ale też na końcówkach włosów, kiedy chce się im dodać miękkości i lekkiego połysku. Wyjątkowy, pełen radości uwodzicielski zapach zawiera nuty kwiatów pomarańczy, magnolii i wanilii.
Formuła wzbogacona naturalnymi perłami zawiera 96% składników pochodzenia naturalnego w tym 7 olejów roślinnych, które tworzą na powierzchni naskórka film chroniący go przed nadmierną utratą wody, nawilżają, regenerują. Na uwagę zasługuje również fakt, że jest to produkt wegański.
Dom od zawsze był miejscem prywatnym, spokojnym, przeznaczonym do odpoczynku. To jednak nie znaczy, że musi być przestrzenią bylejakości. Przez lata panowało przekonanie, że po przekroczeniu progu własnych czterech ścian można pozwolić sobie na wszystko: stare dresy, rozciągnięte swetry, przypadkowe koszulki. A przecież o o schludny wygląd dba się nie dla innych, ale z szacunku do siebie i do codzienności.
Elegancja domowa nie ma nic wspólnego ze sztywnością czy strojem na pokaz. To raczej umiejętność wyboru rzeczy prostych, wygodnych, no i estetycznych. Wygodna sukienka z miękkiej dzianiny, ulubione spodnie, bawełniana koszula czy kardigan narzucony na ramiona potrafią całkowicie zmienić samopoczucie na cały dzień. Ubrania noszone w domu również mogą mieć fason, kolor i jakość, które nie męczą oka ani ciała.
Nie jest też obojętny materiał domowego ubrania, bo to też od niego zależy czy będziemy czuć się wygodnie i miło. Naturalne tkaniny takie jak bawełna, wiskoza, wełna, len dużo lepiej się układają, lepiej skóra w nich oddycha, przede wszystkim zawsze wyglądają porządnie, nawet po wielu godzinach noszenia. To one sprawiają, że nie wyglądamy w nich tak, jak byśmy nie chciały, by ktoś przypadkowo nas zobaczył.
Tak samo ważna jest dbałość o siebie. Uczesane włosy, czysta skóra, odrobina kremu do rąk czy delikatny zapach potrafią przywrócić poczucie zadbania. Nie chodzi o makijaż ani stylizację jak na wyjście na miasto, ale to, jaki sygnał wysyłany samej sobie. Każdy dzień ma swoją wartość, nawet jeśli spędzamy go w domu.
Elegancja domowa to także pewna postawa. To sposób bycia, poruszania się, siadania przy stole, parzenia herbaty w ulubionej filiżance zamiast w pierwszym lepszym kubku. Gdy dbamy o estetykę w drobnych sprawach, codzienność przestaje być byle jaka. Staje się spokojna, uporządkowana i bardziej nasza.
Wyglądać dobrze w domu nie oznacza rezygnowania z wygody. Wręcz przeciwnie. Wybieramy wszystko to, co wygodne i jednocześnie godne noszenia. Bo dom, choć prywatny, jest najważniejszym miejscem, w którym warto czuć się dobrze nie tylko fizycznie, ale i estetycznie.
Pozdrowienia! ✨
Nie każdy zapach ma ambicję stać się podpisem ani manifestem stylu. Czasem perfumy pełnią prostszą rolę. Są obecne, ale nie dominujące, rozpoznawalne, ale nie narzucające się. Balmain Extatic Eau de Toilette to zapach osadzony w codzienności, zaprojektowany w duchu klasycznej elegancji, bez potrzeby udowadniania czegokolwiek trendami czy głośnymi deklaracjami.
Na początek trochę historii
Dom mody Balmain, założony w 1945 roku przez Pierre’a Balmaina, od lat budował swoją tożsamość wokół elegancji, porządku i wyraźnych form. Perfumy zawsze były uzupełnieniem tej wizji. Miały współgrać ze stylem, ale nie dominować nad nim.
Linia Extatic została wprowadzona w 2014 roku, w okresie odświeżania wizerunku marki. Najpierw pojawiła się woda perfumowana, po niej dopiero woda toaletowa zaprojektowana przez Emilie Coppermann i Sonię Constant jako lżejsza, bardziej codzienna wersja tego zapachu. Miała być to bardziej prosta i użytkowa propozycja, odpowiadającą klasycznemu rozumieniu wody toaletowej.
Extatic Eau de Toilette otwiera się świeżo i jasno. Na początku wyczuwalne są liczi i czarna porzeczka. Nuty owocowe, nie są przesłodzone, są bardziej świeże niż deserowe. Zielona mandarynka dodaje lekkości i sprawia, że zapach od pierwszych minut jest łatwy w odbiorze.
W sercu kompozycji pojawiają się kwiaty. Z gracją i lekkością wchodzi róża turecka, następnie magnolia i jaśmin, które jednak nie dominują w tej kompozycji. Jest to etap zapachu najbardziej stonowany i uporządkowany.
Baza opiera się na piżmie, cedrze i ambroxanie. Dzięki nim zapach stopniowo się wycisza pozostając blisko skóry. Jest czysto, lekko drzewnie i bardzo neutralnie. Nie ma tu intensywnego ogona ani mocnej trwałości.
Extatic Eau de Toilette jest to zapach codzienny, nienarzucający się, jest też przewidywalny. Sprawdza się tam, gdzie perfumy mają być tylko dodatkiem, a nie głównym elementem stylu.
Według mnie jest to zapach bardziej na co dzień, niż większe okazje, chociaż według mnie każda okazja jest warta celebrowania. Można go używać na co dzień do szkoły czy do pracy, wszędzie tam, gdzie mocniejsze zapachy nie są dobrze tolerowane. Jest to zapach bliskoskórny, słabo projektujący, bardziej na cieplejszą porę roku. Zapach jest bardzo przyjemny, ale raczej nie skuszę się na pełnowymiarowy flakonik. Według mnie bardziej będzie pasował spokojnej grzecznej nastolatce, niż dojrzałej kobiecie. Znacie ten zapach? Jak go oceniacie?
Pozdrowienia! 🌸