Święto kobiet, czy jest ważne dla nas?


Zima, chociaż trwa tak samo długo jak inne pory roku, służy się niemiłosiernie, dlatego starałam się ją umilać na wszelkie sposoby. Chociaż w lutym doszło bardzo niewiele ulubionych kosmetyków to i tak nie mogę narzekać na ich ilość.
Jak zawsze zaczynam od pielęgnacji twarzy, która też nie grzeszy ilością, ale też nie inwestowałam w ilość.
Krem do twarzy Ceramide Treatment Herla otrzymałam od znajomej. Tej samej, której poleciłam. Nawilżał, ale nie tak skutecznie jak moje ulubione kremy Nuxe. Przypuszczam, że kupiła w promocji na zapas i też się u niej średnio sprawdził. Kremu nie kupię, wróciłam do swoich ulubionych Nuxe.
Maska w płachcie Collagen Essential Mediheal za to sprawdziła się doskonale i chętnie bede do niej wracać.
Micelarna pianka oczyszczająca Very Rose Nuxe to mój ideał w tej dziedzinie. Myje delikatnie, skutecznie, jest niesamowicie wydajna. Jeszcze jest trochę na dnie, używam ją od października zeszłego roku, chętnie kupię ponownie.
Pasta do zębów Biorepair polubiłam, ale przez pewien czas nie mogłam na niego trafić, wróciłam do Blanx, ale chętnie wrócę ponownie.
Żel pod prysznic o zapachu limonki i cytryny Isana otrzymałam w upominki od Rossmana, ale do niego nie wrócę. Zapach przypominał mi zapach kostki do toalety, skóra po umyciu alarmowała o natychmiastowe nawilżenie. Dla mnie to po prostu bubel.
Mydło w kostce DOVE kupuję od lat i do niego powróciłam.
Odżywka do włosów Heart of Glass Davines była w moich ulubieńcach, ale nie mam już włosów blond, raczej siwy blond i póki co, nie zamierzam farbować, dlatego nie potrzebuję żadnego ochładzania. Włosy po tej odżywce były miękkie, błyszczące, polecam.
Podkład do twarzy Les Beiges Chanel to po prostu mistrz wydajności. Używam go od czerwca zeszłego roku i już mam kolejne opakowanie. Pięknie wygładza skórę, ujednolica, delikatnie rozswietla, nawilża, uwielbiam go mieć na twarzy.
Pomadka do ust Phyto Rouge Shine Sheer Flamingo 23 Sisley była moją ulubioną przez prawie 2 i pół roku i chętnie do niej wrócę. Szminka dawała przepiękny efekt, przepiękny kolor, chętnie wypróbuję też inne tej marki. Opakowania nie wyrzucam.
Świeca zapachowa Hidden Label Herbal Lavender była w moich ulubieńcach, o których dopiero napiszę. Nie przepadam za zapachem lawendy, ale ten był tak delikatny, elegancki, miał w sobie coś magicznego, co uzależnia. Tę świeczkę otrzymałam w prezencie. Szukałam opisu w internecie, ale bezskutecznie, dlatego nic na jej temat nie napisałam. Wiem tylko, że marka tworzy swoje świece z wosku sojowego. Jeśli miałabym kupić, to właśnie coś w tym stylu. Ta mała świeczuszka była bardzo wydajna. Opakowanie zachowałam sobie do innych celów
Wszystkie te próbki zużyłam z przyjemnością. Serum Sublimage i krem Le Lift Chanel wystarczyły mi na kilka dni. Saszetka z chusteczką zapachową Fleur d’Oranger Intense Fragonard pachnie nadal. Zapach Mutiny Maison Margiela opisałam na blogu. Oba zapachy są na mojej liście zakupowej.
To wszystko z mojego denka. Cieszę się, że mogłam używać tyle świetnych produktów i Wam też je polecam.
Pozdrowienia! ☀️

Marzec często przychodzi z poczuciem lekkiego przebudzenia. Dni są dłuższe, światło łagodniejsze, a organizm powoli wychodzi z zimowego trybu oszczędzania energii. Nie trzeba od razu wykonywać wielkich planów i rewolucji. Wystarczy kilka prostych rzeczy, które robisz tylko dla siebie. Świadomie, bez presji, za to z większą uważnością.
To jest właśnie dobry moment, żeby świadomie zadbać o siebie. Małymi krokami, ale konsekwentnie. Poniżej znajdziesz 40 prostych rzeczy, które nie mają nic wspólnego z presją. Za to mają dużo wspólnego z oddechem, przyjemnością i powolnym wchodzeniem w wiosnę.
Chociaż na zdjęciu widać kilka szminek i błyszczyk, to nie noszę ich wszystkich ze sobą. Ich wybór jest przypadkowy, a może i nie. Używam ich naprzemiennie, do kosmetyczki też wkładam naprzemiennie. Poza domem rzadko poprawiam makijaż, ale korektor pod oczy i tusz do rzęs muszą być. Tak na wszelki wypadek.
Nie zawsze zabieram ze sobą cały flakon perfum, najczęściej zamieniam je na próbki, które mieszczą się w kieszonce, ale zdarza się, że zabieram też ze sobą ulubiony flakonik.

Śmiech to nie jest żaden nowy pomysł z kołczerskich poradników o ty. Śmiech to coś starego jak świat. Wystarczy zajrzeć do komedii Arystofanes, żeby zobaczyć, że ludzie śmiali się z polityki, z siebie, z codzienności już dwa i pół tysiąca lat temu. Znany nam również Charlie Chaplin bez jednego słowa potrafił rozśmieszyć pół świata i jednocześnie powiedzieć prawdę o człowieku.
Śmiech nie jest infantylny. Jest dojrzały. To znak, że mimo wszelkich niedogodności człowiek się nie poddaje.
Oto 50 powodów, dla których warto się śmiać.
Nie trzeba wielkich okazji. Czasem wystarczy przypomnieć sobie coś zabawnego z dawnych lat, obejrzeć starą komedię, usiąść z bliskimi przy stole i pozwolić, żeby rozmowa potoczyła się swoim rytmem. Śmiech to nie fanaberia. To zdrowy odruch człowieka, który mimo wszystko chce żyć dobrze. I warto o nim pamiętać, zwłaszcza wtedy, gdy najłatwiej o nim zapomnieć. Kiedy się ostatnio śmialiście?
Pozdrowienia! 😀

Zima w naszym klimacie nigdy nie była łaskawa dla obuwia. Mróz, śnieg, błoto pośniegowe i sól drogowa potrafią przez te kilka miesięcy zniszczyć nawet porządne, skórzane buty. Ale czy tak było zawsze? Kiedyś jedna para służyła latami. Oddawało się ją do szewca, czyściło pastą, suszyło przy piecu, ale z głową. Dziś wiele osób po sezonie po prostu odkłada przemoknięte buty do szafy i jesienią dziwi się, że skóra pęka, pojawiają się białe zacieki, odchodzi podeszwa. Wystarczy jednak odrobina staranności, by obuwie spokojnie przetrwało do następnej zimy.
Największym wrogiem jest sól. Wnika w skórę, wysusza ją i rozpycha włókna, przez co materiał traci elastyczność. Białe wykwity to nie tylko kwestia estetyki. To sygnał, że skóra została odwodniona. Po ostatnim wyjściu na śnieg nie warto odkładać czyszczenia na później. Buty należy najpierw dokładnie osuszyć w temperaturze pokojowej, ale nie przy kaloryferze, nie przy kominku. Gwałtowne ciepło sprawia, że skóra kurczy się i twardnieje. Wnętrze buta dobrze jest wypchać papierem, który wyciągnie wilgoć, pomoże też zachować kształt.
Gdy buty wyschną, trzeba usunąć sól. W przypadku skóry licowej sprawdza się przetarcie wilgotną ściereczką, natomiast przy trudniejszych zaciekach powinien pomóc specjalny preparat odsalający. Skóra zamszowa czy nubuk wymagają większej ostrożności. Najpierw szczotka z odpowiednim włosiem, potem ewentualnie preparat przeznaczony wyłącznie do tego typu materiału. Tarcie na mokro może zostawić trwałe plamy.
Najważniejszy etap przychodzi po oczyszczeniu. Skóra po kontakcie z solą i wilgocią jest spragniona tłuszczu. Dobra pasta, krem odżywczy albo wosk nie są tu zbędnym luksusem, ale koniecznością. Preparat trzeba wmasować spokojnie, cienką warstwą, pozwolić mu wniknąć, dopiero potem wypolerować. To przywraca elastyczność i tworzy warstwę ochronną. Zamsz wymaga impregnacji w sprayu, ale dopiero gdy jest całkowicie suchy i wyczyszczony.
Jeśli podeszwa zaczyna się odklejać albo szwy puszczają, nie ma sensu czekać do kolejnej zimy. Szewc nadal jest zawodem bardzo potrzebnym, choć wielu o nim zapomniało. Niewielka naprawa wykonana teraz uchroni przed większym problemem później. Kiedyś to było oczywiste, że buty się reperowało, ja z tego nigdy nie zrezygnuję.
Przed schowaniem obuwia na kilka miesięcy warto jeszcze raz je natłuścić, włożyć prawidła albo przynajmniej papier, by nie straciły formy, i przechowywać w suchym, przewiewnym miejscu. Plastikowa torba czy tego typu pudełka nie jest dobrym pomysłem. Wszyscy dobrze wiemy, że skóra musi oddychać.
Dobre buty zimowe nie są jednorazowe. Jeśli zostały wykonane z porządnych materiałów i były regularnie pielęgnowane, odwdzięczą się kolejnym sezonem bez pęknięć i przebarwień. Tak naprawdę jest to kwestia szacunku do rzeczy, do pracy rzemieślnika i do własnych pieniędzy, co zawsze się opłaca.
Pozdrowienia! ✨

Skóra dojrzała wymaga wyjątkowego podejścia. Jest cieńsza, bardziej sucha, mniej elastyczna i często bardziej wrażliwa. Dlatego warto świadomie czytać składy i dobierać produkty, które nie tylko nie zaszkodzą, ale wręcz będą wspierać jej kondycję. Poniżej znajdziesz listę składników, formuł i błędów, których lepiej unikać.

W codziennych wyborach bardzo często pojawia się dylemat: czy lepiej mieć więcej, czy lepiej postawić na coś lepszego. Jakość oraz ilość to dwa różne podejścia do kupowania, które wpływają nie tylko na portfel, ale też na komfort życia. Chociaż ilość bywa często kusząca, to właśnie jakość częściej okazuje się rozsądniejszym rozwiązaniem.
Ilość oznacza szybki wybór i natychmiastowy efekt. Pozwala kupić więcej za mniejsze pieniądze i daje poczucie, że zyskujemy. Jakość działa wolniej. Nie zawsze przyciąga ceną, ale oferuje trwałość, wygodę i przewidywalność. Różnica ujawnia się dopiero z czasem, gdy jedne rzeczy trzeba wymieniać, a inne po prostu nadal spełniają swoją funkcję. Kiedyś kupowałam parasolki w Rossmanie. Jedna przetrwała kilka miesięcy, z kolejnej powstały strzępy przy pierwszym większym wietrze. Kolejnej już nie kupiłam w tym sklepie, ani za podobną cenę, ale wybrałam w innym sklepie. Używam ją już kilka lat i cały czas wygląda jak nowa. Tak samo podchodzę do zakupu innych rzeczy. Tanie, byle jakie przedmioty nie tylko nie dają zadowolenia, to na dodatek szybko się psują.
Decydując się na tańsze opcje, często zakładamy, że w razie potrzeby kupimy kolejne. Tak naprawdę oznacza to powtarzanie tego samego wydatku, stratę czasu, a w efekcie rosnącą frustrację. Wyższa cena jednorazowa chociaż nie jest tak łatwa do zaakceptowania, to jednak w dłuższej perspektywie często okazuje się bardziej opłacalna, bo eliminuje konieczność częstych zakupów.
Jakość to także komfort codziennego użytkowania. Dobrze wykonane przedmioty nie wymagają ciągłej uwagi, napraw ani zastępowania. Dają poczucie stabilności i pewności, że wybór był przemyślany. W efekcie mniej myślimy o samym produkcie, a bardziej o tym, do czego faktycznie jest nam potrzebny.
Jakość wcale nie musi być synonimem luksusu. Bardziej chodzi o rozsądek i przewidywanie. Jeśli coś ma służyć długo, warto zapłacić więcej, by nie kupować tego samego kilka razy częściej. Porządne buty, solidne ubranie czy też jakikolwiek lepszej jakości przedmiot codziennego użytku dają komfort i spokój. Dawne powiedzenie że tanie rzeczy tak naprawdę są drogie, ciągle jest aktualne.
Warto też zauważyć, że wybór jakości porządkuje przestrzeń i decyzje zakupowe. Kupując rzadziej, łatwiej zachować umiar i uniknąć nadmiaru rzeczy, które szybko tracą znaczenie. Nie chodzi tu o rezygnację, lecz o świadome decydowanie, co naprawdę ma dla nas wartość.
Nie każda sytuacja wymaga jednak sięgania po droższe rozwiązania. Są zakupy, które mają charakter chwilowy lub okazjonalny i wtedy ilość może być wystarczająca. Ważne jest rozpoznanie, kiedy cena idzie w parze z realną wartością, a kiedy jest jedynie pozorną oszczędnością.
Jakość kontra ilość to temat, który dotyczy codziennych, prostych wyborów. Czasem wyższa cena nie oznacza przepłacania, ale inwestowanie w spokój, wygodę i poczucie, że nie trzeba wracać do tego samego problemu po raz kolejny. Ostatecznie liczy się nie to, ile rzeczy posiadamy, ale jak dobrze sprawdzają się one w naszym życiu.
Pozdrowienia! ✨