Featured

31 grudnia 2013

Maska Algowa, Organique


Witam w ten Sylwestrowy wieczór! Ale zanim złożę Wam życzenia noworoczne, wspomnę krótko o maseczce którą dostałam do wypróbowania od córki. Wymieniając się doświadczeniami kosmetycznymi Organique dała mi do wypróbowania maseczkę. Zachwalała, zachwalała i poleciła spróbować. No więc nie patrząc dla jakiej cery jest stworzona maseczka, wypróbowałam. Było z tym niemało zamieszania i zzdziwienia, maska nie jest akurat specjalnie dla mojego typu cery, ale jak Was interesuje moje doświadczenie z nią, zapraszam do czytania.


Zdjęcie wypożyczone ze strony http://www.organiquecosmetics.pl ponieważ saszetka była już rozpoczęta. Jest tu mowa o maseczce algowej marki Organique, przeznaczonej do cery trądzikowej, nie mojej. Ale że ciekawość babska zasłoniła mi oczy i zapomniało się spojrzeć na etykietkę, to druga sprawa.

Na saszetce są naklejone dwie etykiety, z przodu i z tyłu. Są informacje o producencie i opis maseczki oraz jej skład. Są także symbole i data ważności. Maseczka liczy sobie pojemność 30g. Nie jest duża, ale za to wydajna.


Wszystko napisane jak byk, ale czytać się nie chciało.. 
Paćnęłam sobie więc proszku do miseczki..

Było tego więcej bo nie chciało się czytać. 
Ale na twarz nie trzeba wiele, dlatego tu jest pojemność dużej łyżki. 
Wymieszać trzeba z odrobiną wody, dolałam więc trochę z czajnika. 


Po wymieszaniu, zrobiła się taka paćka. 
Za pierwszym razem nałożyłam tego więcej i nie miałam pojęcia jak mam to zutylizować. 
Z braku pomysłu, nałożyłam też na dłonie. 
Podczas robienia zdjęć, maseczka robiona jest drugi raz, więc ilość jest bardziej rozsądna. 
Ale spokojnie, na dłonie, też wystarczyło. :)


To że upaćkałam trochę włosy, mogłam zgonić na panujący remont. 
Maseczka jednak szybko zastyga i można było resztki maski wyczesać. 


  1. Po wyznaczonym czasie (15 minut) maseczkę ściągamy palcami.
  2. Broń Boże wyrzucać maskę do umywalki, bardzo łatwo można ją zatkać.
  3. Ściągnięte płaty maski wywalamy do kosza.
Mimo, że nie mam cery trądzikowej, a już tym bardziej młodej cery, maseczka sprawiła jak bym cofnęła ją w czasie. Skóra dłoni zrobiła się również niesamowicie gładka. No i co najważniejsze, maseczka nie wysuszyła mojej skóry. 

A co obiecuje producent?

Wspomaga leczenie stanów zapalnych skóry trądzikowej. Działa antyseptycznie, ściąga rozszerzone pory, oczyszcza skórę i absorbuje nadmiar sebum. Olejek z drzewa herbacianego działa bakteriobójczo, cynk reguluje aktywność gruczołów łojowych, a naturalny kwas salicylowy zmniejsza oznaki trądziku. Maska nie powoduje przesuszenia skóry, zapewnia elastyczność i odpowiedni stopień nawilżenia.


Doskonała jest na trądzikowe stany zapalne skóry: działa antyseptycznie, ściąga rozszerzone pory, oczyszcza skórę i absorbuje nadmiar łoju. Dzięki bakteriobójczym właściwościom zawartego w masce Olejek z drzewa herbacianego działa bakteriobójczo, cynk reguluje aktywność gruczołów łojowych, a obecność naturalnego kwasu salicylowego wpływa na zmniejszenie oznak trądziku. Maska zapewnia także skórze odpowiedni stopień nawilżenia.


ALGINAT


100% ekstrakt z alg brunatnych, bogaty w łatwo przyswajalne alginiany, polisacharydy, aminokwasy, witaminy, związki jodu, krzemu, wapnia i magnezu oraz mikroelementy. Wzmacnia skórę, głęboko ją nawilża, redukuje zaczerwienienia i podrażnienia.


MUŁ MORSKI





Zawiera proteiny, polisacharydy, polifenole, lipidy, witaminy oraz mikro i makroelementy. Zawiera także chlorofil, chinony, fito sterole i poliaminy. Stanowi unikalne źródło nawilżenia, regeneracji i witalności.



BIAŁA WIERZBA


Ekstrakt stosowany jest w kosmetykach pielęgnacyjnych skóry ze względu na właściwości przeciwzapalne oraz keratolityczne, ułatwiające złuszczanie warstwy rogowej naskórka, ściągające, bakteriostatyczne, uszczelniające naczynia włosowate.


OLEJ Z DRZEWA HERBACIANEGO


Łatwo przenika przez skórę i działa bakteriobójczo na bakterie beztlenowe wywołujące zmiany trądzikowe.

Z tego powodu firmy kosmetyczne wykorzystują go jako składnik preparatów do pielęgnacji skóry trądzikowej, takich jak środki do oczyszczania twarzy czy kremy pielęgnacyjne. Kosmetyki te są zwykle dobrze tolerowane przez skórę, nie powodują zbytniego wysuszenia i podrażnienia.







MENTOL


związek o charakterystycznym, silnym zapachu mięty. Jeden z głównych składników olejku miętowego. Wykazuje działanie chłodzące, odświeżające, kojące podrażnienia, a także lekko znieczulające.



Instrukcja użycia:

W każdej saszetce znajduje się porcja na twarz, szyję i dekolt. Porcję maski wymieszać z chłodną wodą do utrzymania jednolitej masy. Nałożyć równomiernie na skórę twarzy oraz szyi i dekoltu. Po ok 15 minutach zdjąć maskę w jednym kawałku, począwszy od dolnego brzegu.

Moje wnioski: 

Gdyby nie moja ciekawość i brak wnikliwości, pewnie bym jej nie użyła. Maseczka nie jest przeznaczona do mojej cery. Przez przypadek, udało mi się skorzystać i przekonać że nawet przy cerze suchej i wrażliwej, maseczka także czyni cuda. Mam bardzo suchą skórę, a maseczka nie pogorszyła jej stanu. Nie wysuszyła jej ani trochę. Dogłębnie ją oczyściła, dotleniła. Skóra zrobiła się gładka jak nie powiem co.

Cena saszetki 30g wynosi ok. 20zł, ale jest bardzo wydajna. Wystarczy na kilka użyć. Według mnie cena jest bardzo przystępna jak na kosmetyk o tej jakości.

Przyszedł czas na pożegnanie starego roku.
Z tej okazji życzę Wam żeby spełniły się Wasze marzenia,
Dużo zdrowia, dużo radości,
oraz spełnienia marzeń.
I super pomysłów, oraz sukcesów w blogowaniu. :)

28 grudnia 2013

Organique, Krem do rąk - SPA dla dłoni


Witam po Świętach. Choinka rozebrana na potrzeby remontu, koty pochowane gdzieś w kartonach. Ja gdzieś między miotłą, łazienką a inhalatorem i laptopem. Brak mi tylko osobistego kartonu.
Krem do rąk, Organique sprawiłam sobie dla odmiany w prezencie gwiazdkowym.

26 grudnia 2013

Organique, Kula kąpielowa - Domowe SPA


Uwielbiam kąpiele z różnymi takimi dodatkami. Kula kąpielowa, Organique to coś co pewnie bym sobie ciągle odmawiała ze względu na cenę i inne potrzeby.
Ktoś, czyli Mikołaj o tym wiedział i sprawił mi prezent. Cały kąpielowy zestaw.


Po wielu świątecznych przygotowaniach, postanowiłam uprzyjemnić sobie kąpiel, postanowiłam się nie spieszyć. Wszystko zrobione, miałam więcej czasu dla siebie. Otworzyłam kulę, była rozdzielona już na pół. Jedną z połówek wrzuciłam do wanny. Kula o zapachu Różanego krzewu, zaczęła musować, wydzielając przy tym cudowny, delikatny zapach róż. Taki, jaki uwielbiam.
Wyglądało to jak rozpuszczająca się oranżada w proszku. Woda zabarwiła się na delikatny różowy kolor. Nie była mętna. Dało się zauważyć obecność olejków. Zapach roznosił się w całej łazience na długo jeszcze po kąpieli.


Z wanny wyszłam zrelaksowana, nawilżona, odżywiona i pachnąca. Skóra była wystarczająco nawilżona, żeby nie sięgać po balsam. Uzależniona jednak od smarowideł, po pewnym czasie jednak posmarowałam się, choć skóra nie wołała o to.

Kula była w folii, oklejona taką naklejką. Były na niej przydatne informacje o producencie, produkcie, data ważności oraz skład. 

Zajrzałam z ciekawości na stronę producenta i z ciekawości poczytałam więcej...
,,Unikalna receptura łagodnego pudru do kąpieli gwarantuje odżywienie, nawilżenie, a także
ochronę i pielęgnację skóry. Pudry do kąpieli polecane są do każdego rodzaju skóry, zwłaszcza do skóry przesuszonej, delikatnej oraz potrzebującej odżywienia i uelastycznienia.
Kąpiel łagodzi efekt przemęczenia, rozluźnia i sprawia, że skóra nabiera połysku, staje się gładka
i otulona pachnącą warstwą ochronną. Pudry mogą być stosowane również jako kąpiel przygotowująca dłonie i stopy do profesjonalnych zabiegów manicure i pedicure. "

Składniki aktywne:
  • oczar wirginijski — duży krzew, rosnący we wschodnich stanach USA i Kanadzie. Surowcem leczniczym i kosmetycznym są kora i liście. Wyciąg zawiera dużą ilość garbników, a także flawonoidy, kwasy galusowy i elagowy, leukoantocyjanidyny oraz saponiny. Wykazuje silne działanie przeciwzapalne, ściągające, przeciwkrwotoczne i przeciwbakteryjne. Doskonale oczyszcza skórę, wzmacnia naczynia krwionośne.
  • skrobia z pszenicy — działa odżywczo, nawilżająco, wygładzająco. Także łagodzi podrażnienia.
Działanie kul kąpielowych:
  • aromaterapia
  • pachnące odprężenie
  • ukojenie 

Mikołaj wie co tygryski kochają najbardziej. Moja skóra i zmysły zostały dopieszczone. Przekonałam się że warto czasem ulec takiej rozpuście i sprawiać przyjemności. Słowa producenta się sprawdziły, ja jestem zachwycona. Ceny nie znam bo to prezent, ale z pewnością sobie nie raz sprawię też w innych wersjach zapachowych. Tym którzy mają wannę, polecam! :)

Miłego Świątecznego popołudnia! :)

24 grudnia 2013

Gwiazdkowe prezenty


Witam serdecznie w ten wigilijny wieczór. Jestem objedzona i zmęczona przygotowaniami do świąt. 
Na szczęście już skończyły się wyścigi z czasem i mogę chwilkę zrelaksować się na blogu. 
Nie będę dużo pisać ale pochwalę się swoimi prezentami. 
Powyżej zestaw kąpielowy Organique. 
Pachnie niesamowicie pięknie, teraz tylko wskakiwać do wanny, i wylegiwać się w niej. :)


Cień do powiek, Collistara. Piękny kolor i blask. 


Podkład Extra -Comfort, Clarins -  dbający o dojrzałą skórę. 
Efekt niesamowity, cera zawsze wygląda świeżo.

Zostawiam Was ze zdjęciami, a ja wybieram się na Pasterkę.

Radosnych Świąt! :)

21 grudnia 2013

Organique, trochę przyjemności


Kiedy jest nam wszystko jedno, dostajemy od życia same kopniaki, a od Mikołaja same rózgi, nie pozostaje nam nic innego jak samej się nagrodzić. Za wszystko co zrobiłyśmy, nieważne co się komu wydaje, ważne żebyśmy same się z tym dobrze czuły. Seria pechów które się ze mną ścigają, sprawiła że musiałam się zasłonić pewną dawką endorfin.

11 grudnia 2013

MAC, Eye Shadow - Swish


Natchniona przez blogerki, skusiłam się na cienie, a właściwie pojedynczy cień marki MAC, Swish. Kupowałam przez internet z perfumerii interetowej iperfumy.pl czyli tak jakby w ciemno. Czy jestem zadowolona, jeśli jesteście ciekawe,  zapraszam do przeczytania tej recenzji.

4 grudnia 2013

Nuxe, Comforting Cleansing Milk - Mleczko do demakijażu z płatkami róży


Po ukończeniu mleczka Pat&Rub, postanowiłam zrobić małą zmianę na Mleczko do demakijażu z płatkami róż, Nuxe. Miałam je też wcześniej, moja skóra je polubiła i postawiłam na powrót do niego. Lubię zmiany, ale co jakiś czas wracam do ulubionego kosmetyku.

1 grudnia 2013

Organique, Orchidea&Curacao - Aksamitny balsam do ciała


Ostatnio miałam szczęście trafić, i to niedaleko mojego domu na zachwalany kosmetyk do ciała firmy Organique. A trafiło mi się, gdy trafiłam do ulubionego salonu fryzjerskiego, gdzie od niedawna są też fajne zabiegi na pazurkach i również sprzedają te cudowne kosmetyki.
Wybrałam więc Aksamitny balsam do ciała z serii Botanic Garden o zapachu Orchid&Curacao, Organique. Myślałam o kupnie masełka ale nie było dużego wyboru, a obawiałam się  że zapach czekoladowy czy kawowy, zwiększy jeszcze bardziej mój apetyt.
Zdecydowałam się więc na wersję kwiatową, do tego w balsamie, bo masełka o tym zapachu nie było. Jeśli chcecie wiedzieć czy jestem zadowolona ze swojego wyboru, zapraszam do czytania.

5 listopada 2013

Październik, miesiącem maseczek - Podsumowanie

Akcja z maseczkami była bardzo udana, zachęcała nas do szczególnego dbania o swoją cerę. Październik, jako wyznaczony miesiąc do tej akcji szybko się skończył, ale zmobilizował nas do używania maseczki częściej niż raz kiedyś.

Przyszedł też czas na podsumowanie. U mnie nie będzie ono jakieś wielkie bo maseczek miałam  niewiele. Wszystkie maseczki wystarczyły na co najmniej dwa razy i nie widziałam potrzeby kupowania ich więcej. Miałam nawet jedną próbkę, też na dwa razy ale starym zwyczajem
o próbkach recenzji nie piszę.


Zacznę od maseczek L'Biotica, Dermomask, było ich aż trzy.

1. Maseczka odmładzająca: Recenzja Nic specjalnego, ohydny zapach i zero działania. Użyłam ją na twarz raz, a reszta wylądowała na piętach. Też nie skorzystały, trudno się mówi. Na błędach się uczymy.

2. Redukcja przebarwień:  Recenzja. Wydajna i przyjemna, choć na efekty trzeba zaczekać. Działa doraźnie na kilka godzin jako dobry nawilżacz. Została mi jeszcze na raz i może do niej wrócę.

3. Efektywna regeneracja: Recenzja. Wystarczyła na trzy razy. Przyjemna, efekty nawet zauważalne na cały dzień. Pewnie jeszcze skorzystam.

4. Thalgo, Freshness Exfoliator: Recenzja. Nieduża ale bardzo wydajna tubka. Świetnie czyści, wygładza, odświeża i dotlenia. Różnie u mnie jest, moja cera jest kapryśna ale tą akurat lubi.
Jeszcze mi wystarczy na długo, ale później pewnie jeszcze do niej wrócę.
 
5. Montagne Jeunesse, Chocolate Mud Masque (maseczka czekoladowa): Recenzja. Kusi apetycznym zapachem czekolady. Działa na węch i na apetyt, nic poza tym. Żadnego zbawiennego efektu nie zauważyłam poza chwilą relaksu. Do tego dużo zachodu z myciem, usuwaniem resztek
z włosów i dekoltu, najlepiej ją nałożyć przed prysznicem i myciem głowy. Czekoladę wolę spożyć wewnętrznie, co najwyżej zemdli a relaks zapewnię sobie w inny sposób. Maseczki wystarczyło na dwa razy i wystarczy, więcej nie kupię.

6. Maseczka odżywcza Clarins, Multi-Intensive: Recenzji nie było bo miałam tylko próbkę na dwa razy, jak większość maseczek w saszetkach. Mimo niewielkiej ilości, sprawdziła się najlepiej ze wszystkich, Efekty było widać od razu i to nie byle jakie. Było widać twarz gładką jak po długim relaksie. Nakładało się bez problemu, wsiąkała jak krem, resztę można było zmyć lub zetrzeć chusteczką i robić makijaż. Muszę ją mieć. Wcześniej czy później sobie ją sprawię.

To wszystko co dotyczyło moich październikowych maseczek. Pamiętam jeszcze inne które miło wspominam, ale chciałam poznać też nowe.

A jak Wasze podsumowania? Polubiłyście swoje maseczki?

3 listopada 2013

Nowa współlokatorka


Dziś nie będzie recenzji ani kosmetyków. Przedstawiam Wam naszą nową lokatorkę, Gryzeldę. Gryzeldę bo gryzie, co znajdzie na swej drodze, w nocy także mój nos i moje ucho.  Przywiozłami ją wnusia, ich kotka została mamą.

1 listopada 2013

Guerlain, Meteorites Perles Iluminating Powder 03 - Puder w kulkach


Puder w kuleczkach Guerlain, Meteorites Perles Iluminating Powder 03 kupiłamm już dawno temu, nie pamiętam dokładnie kiedy. Kuleczki są bardzo wydajne i na początku wspominałam
o nich, ale to nie była jeszcze recenzja. Ostatnio kiedy pokazywałam swoich kosmetycznych ulubieńców, prosiłyście mnie o recenzję więc zapraszam do czytania..

20 października 2013

Chloe, Roses de Chloe - Otulona płatkami róż


         Od zapachów z serii Chloe jestem uzależniona. Wody perfumowane czy toaletowe są wpisane w mój życiorys jak kod genetyczny, jak facet, ten jedyny na całe życie. Począwszy od pierwszego flakonika, moja miłość do tych zapachów jest tak silna, że mimo że mój nos ma ochotę na skoki w bok, to i tak wraca do zapachu Chloe. Niedawno weszła nowa wersja z różą w roli głównej. O tej wersji marzyłam całe lato, ale ciągle inne potrzeby uniemożliwiały mi to spotkanie. Lato się skończyło, przyszły krótsze dni, wprawiające w depresyjny nastrój a ja nie lubię się poddawać. Postanowiłam zatrzymać lato, nie chcę pozwolić mu odejść ot tak zwyczajnie. Uwielbiam zapach kwiatów, szczególnie róż i będę trzymać to lato za mankiet jak zakochana dziewczyna.

16 października 2013

Delikatny dotyk z Bogatym Balsamem do Dłoni Home Spa, Pat&Rub

Lubię kiedy moje dłonie są idealnie gładkie, nie drapią, nie niszczą rajstop, kiedy ich dotyk
u innych sprawia radość. Nie zawsze jednak tak było. Bywało że pomimo stosowania jakichś tam mazideł one i tak były przesuszone i szorstkie. Mało które sprawiały że są takie jak teraz, gładkie
i delikatne. Czasem wydawało się że krem coś robił z moją skórą na dłoni, jednak to były tylko pozory.
Od czasu kiedy zaczęłam systematycznie smarować balsamami do rąk Pat&Rub, ten problem zniknął.
Stosowałam z tej firmy różne balsamy i naprawdę oprócz ratowania skóry moich dłoni sprawiają raj dla zmysłu węchu.
Ponieważ niedawno do mojej kosmetyczki trafił Bogaty Balsam do Dłonie Home Spa w wersji mini, jako upominek, postanowiłam i o nim napisać parę słów bo na to zasługuje.

Wybaczcie mi jakość zdjęcia, wcale nie łatwo było zrobić błyszczącej tubce dobre zdjęcie. Ale nie będę się rozpisywać na temat moich umiejętności fotograficznej. Wspomnę tylko iż amatorzy zbudowali Arkę Noego, Titanica zaś profesjonaliści... I ja się nauczę wszystkiego ale potrzebuję czasu...


Wspomniany Bogaty balsam do dłonie HOME SPA otrzymałam w wersji mini, czyli w tubeczce
o pojemności 50ml. Wcale nie taka mała i nie taka mini. Pojemność ta, jest idealna do mojej torebki.
Tubeczka jest półprzezroczysta, oklejona zieloną błyszczącą etykietą, ale nie do końca.
Jest z boku nieoklejona szczelina przez którą widać ile jeszcze zostało. Tubka zamykana jest na zatrzask czyli klik. Zamknięcie jest solidne, nie ma mowy żeby coś wyciekło.
Opakowanie ma jak u Pat&Rub prostą i elegancką szatę graficzną która przedstawia oprócz danych o firmie dokładny opis i oznakowanie produktu, datę ważności, symbole i skład.


Niestety, lepiej mi się nie udało. Tylko tyle udało mi się uchwycić za co bardzo przepraszam.
Skład INCI: Aqua, Cetearyl Glucoside, Cetearyl Alcohol, Decyl Cocoate, Isostearyl Isostearate, Lycium Barbarum (Goji) Fruit Extract, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Glyceryl Stearate, Glycerin, Betaine, Mangifera Indica ( Mango) Seed Butter, Vitis Vinifera (Grape) Seed Oil, Oenothera Biennis Oil, Dehydroacetic Acid, Benzyl Alcohol, Sodium Stearoyl Glutamate, Sodium Phytate, Xanthan Gum, Tocopherol (mixed), Beta-Sitosterol, Squalene, Parfum, Chondrus Crispus (Carrageenan) Extract, Citral, Limonene, Linalol 

Konsystencja jest kremowa, bardziej treściwa i tłustawa niż u pozostałych balsamów do rąk tej firmy. Nie utrudnia to wchłanianiu się. Balsam idealnie się rozsmarowuje i stopniowo wnika w skórę dłoni pozostawiając delikatną, ochronną powłokę. Zapach przyjemny, nuta lekko cytrusowa choć nie tak intensywna jak np. w linii rewitalizującej. Nie powinien drażnić, chyba że ktoś wybitnie nie znosi zapachu cytrusów.

A co obiecuje producent? 

Seria HOME SPA to kosmetyki naturalne do zadań specjalnych i relaksujących zabiegów SPA
w domowej łazience.

Bogaty Balsam do Dłoni HOME SPA odżywia, nawilża, koi i naprawia skórę. Skutecznie pielęgnuje, jak i pozwala na chwilę odprężenia.
Zawiera kombinację substancji  o właściwościach naprawczych i zwalczających wolne rodniki oraz  kompozycję olei i maseł roślinnych, skutecznie odbudowujących warstwę lipidową skóry. 
W naturalnym balsamie do rąk HOME SPA znajdują się substancje ochronne, które zabezpieczają skórę dłoni na długie godziny.
Idealnie się wchłania. Pachnie słodko i cytrusowo. Aromat jest mieszaniną olejków eterycznych.
Seria HOME SPA/Domowe Spa powstała z myślą o chwilach relaksu i dogłębnej pielęgnacji  w domowej łazience. Kosmetyki Spa do zadań specjalnych dokładnie zajmą się ciałem, 
a aromaty zmysłami. Kosmetyki naturalne z linii HOME SPA należy stosować wszechstronnie korzystając z ich rozbudowanej mocy.
  • Sok z Aloe Vera* - łagodzi, wspiera wzrost komórkowy
  • Ekstrakt z goji* - bardzo silnie zwalcza wolne rodniki
  • Masło mango* - ma działanie silnie nawilżające, chroni i odbudowuje naskórek, wygładza i ujędrnia skórę
  • Olej z wiesiołka*  – ma zdolność  kumulowania się w głębszych warstwach skóry, zapobiegając jej wysychaniu; łagodzi podrażnienia i stany zapalne skóry,  opóźnia procesy  starzenia; wygładza drobne zmarszczki
  • Olej winogronowy* – zwalcza wolne rodniki, hamując proces starzenia skóry, działa przeciwzapalnie i kojąco
  • Betaina roślinna* - nawilża
  • Gliceryna roślinna* - nawilża
  • Naturalna witamina E –  zwalcza wolne rodniki oraz chroni  przed działaniem niekorzystnych czynników środowiskowych
  • Emolienty roślinne* - nawilżają 
 *surowce naturalne z certyfikatem ekologicznym 

Sposób użycia:
Balsam należy delikatnie wmasować w skórę dłoni. Balsam można też stosować jako maskę dla dłoni - nakładamy wtedy więcej tego kosmetyku na skórze rąk i zakładamy bawełniane rękawiczki. Pozostawiamy tak przez kilka godzin lub na całą noc.

Moje zdanie: 
Mimo że opakowanie pełnowymiarowe bardzo mi się podoba pod każdym względem, wersja mini jest idealna do torebki, czy jako wersja podróżna. Zarówno delikatny zapach jak
i puszysta konsystencja sprawiają że używanie tego balsamu należy do przyjemności i powiem więcej: uzależnia. Nie trzeba go nabierać nie wiadomo ile bo już jego odrobinka pozwala na dokładne wysmarowanie obu dłoni. Sprawia to że krem jest bardzo wydajny. Nie trzeba go wsmarowywać po każdym umyciu rąk, choć przyjemność w używaniu kusi do tego. Krem jednak pozostawia miłą, ochronną warstwę na dłoni, co sprawia że ręce są gładkie po umyciu nawet bez dodatkowego smarowania. Myślę że nie mam więcej nic do dodania. Wszystkie obietnice producenta spełnione, nie ma się czego uczepić.

Można uczepić się ceny:
wersja mini, 50ml - 28zł
wersja pełnowymiarowa 100ml - 55zł, obecnie podczas promocji: 46,75 zł.

Jednak mimo wszystko warto, krem jest w całości ze składników naturalnych, nie wyczujemy tu ani chemicznego zapachu, a krem naprawdę nie udaje że pielęgnuje ale doskonale spełnia się w swej roli. Jeśli ktoś ma zniszczoną, wymagającą skórę dłoni i chce ją naprawić, zregenerować, z czystym sumieniem polecam ten krem.  Mimo wysokiej ceny warto go wypróbować.
Oceniam go 5+/6, pół punktu odejmuję za cenę.
Mimo bogatego składu, krem mógłby aż tak ceną nie przebijać. Choć mimo wszystko
w dbałości o dłonie, nie pożałowałabym im tej dobroci.

Ze zmęczenia i z powodu dzisiejszych wrażeń, zapomniałabym dodać. Bogaty Balsam do Dłoni otrzymałam jako upominek od sklepu https://www.patandrub.pl co nie wpływa na treść mojej recenzji.  

Mieliście ten krem?

Dziś liczba moich obserwatorów sięgnęła magicznej liczby 500. Czyż to nie piękny widok? :)

Bardzo Wam dziękuję i pozdrawiam! :)

10 października 2013

Pat&Rub, Krem na dzień 40+ : czyli godnie walczę ze zmarszczkami

Korzystając z promocji wrześniowych na kosmetyki pielęgnacyjne do twarzy, po wcześniejszym przetestowaniu próbek kremu Pat&Rub z serii AOx skusiłam się na coś mocniejszego, czyli na krem pełnowymiarowy, tym razem Krem na dzień 40+.
Zapomniałabym dodać że krem posiada naturalne filtry SPF 10, jak widać, jest to dla mnie bardzo oczywiste że je ma.

8 października 2013

Miesiąc z maseczkami, dziś Thalgo: Wrinkle Control Eye Patch Mask

Pamiętam, to już było kiedyś ale spojrzałam na tamtą recenzję i nie spodobała mi się. Była to recenzja, a właściwie nie recenzja a powierzchowny opis początkującej blogerki. Nie znajdziecie już go bo wykasowałam, a że został mi jeszcze jeden komplet płatków pod oczy więc postanowiłam napisać recenzję ponownie. Kiedyś wygrałam mały zestaw miniaturek i między innymi też płatki pod oczy Wrinkle Control Eye Patch Mask firmy Thalgo.


Płatki są zamknięte w małej saszetce z folii metalowej. Na opakowaniu jest prosta szata graficzna, jak zawsze logo, krótkie informacje o firmie, nazwa produktu, instrukcja obrazkowa
jak i skład maseczki.




Są to fliselinowe płatki, ułożone w plastykowym przezroczystym pojemniczku, rozdzielone przezroczystym segregatorkiem z grubej, dziurkowanej folii. Niestety, tym razem pospieszyłam się z otwarciem i nałożeniem płatków, więc zdjęcie będzie nie za dobrej jakości.
Nie udało się zrobić poprawnie zdjęć samych płatków i przezroczystych elementów. Jedno zdjęcie wyciągnięte z poprzedniego postu, pozostałe też nie najlepszej jakości za co przepraszam.


Jak widać były nasączone przezroczystym płynem który szybko wsiąknął w skórę i po użyciu, wyschnięte na wiór.


Parę słów od producenta: Maseczka bogata jest w morskie składniki aktywne co pozwala nam na błyskawiczną kurację przeciwzmarszczkowo -wygładzającą i przywraca młodzieńcze spojrzenie
w 10 minut.  
W skład maseczki wchodzą:

Liftline: Białko pszeniczne, które ma zdolność tworzenia cienkiego filmu na skórze modelującego 
i rzeźbiącego owal twarzy. Daje efekt napinający i wygładzający. Redukuje szorstkość skóry 
i poprawia mechanizmy obronne.
mukopolisacharydy: pozyskane z alg morskich zapewniają odpowiednie odżywienie, nawilżenie
i napięcie oraz pomagają spowolnić proces starzenia się skóry
alantoina: nawilża, wygładza, zmiękcza skórę, ma działanie przeciwzapalne, łagodzi podrażnienia.


Maseczka doskonale się sprawdza przed wyjściem, dając natychmiastowe i trwałe efekty. 

Skład z parabenami jednak zachęcający nie jest, jest ich tu aż 4. Wcześniej nie zwracałam na to uwagi, teraz bardziej. No ale czego się nie robi dla uwodzicielskiego spojrzenia. Został mi ten komplet więc nie może się zmarnować. Poświęciłam się dla nauki.



Nałożyłam płatki na skórę pod oczami i trzymałam tym razem dłużej niż 10minut. Płatki bardzo łatwo się aplikuje i wygodnie trzyma na skórze. Nie odklejają się od niej i można wykonywać w tym czasie swoje czynności.


Trzymałam tym razem do oporu, ile skóra wciągała substancji z płatków, a ciągnęła jak smok 
aż pół godziny. Płatki z początku ładnie przylegały, przyklejone tą substancją  do skóry, z czasem jak wysychały zaczęły się odklejać.
Jakie jest moje zdanie o nim? Płatki przez cały ten czas dostarczały mojej skórze wszystkie swoje dobroczynne składniki. Skóra w tym czasie została nawilżona i odżywiona, maseczka ją również wygładziła. Przez cały ten czas co trzymałam płatki na skórze, czułam na niej lekki i przyjemny chłód. Zdjęć skóry po zabiegu już nie zdążyłam zrobić, po prostu spieszyłam się i zapomniałam.  Skóra pod oczami była nawilżona i wygładzona przez resztę dnia i mimo że zmarszczki nie zniknęły jak za machnięciem czarodziejskiej różdżki to nie rzucały się w oczy. Działanie przeciwzmarszczkowe jest długofalowe i niestety jedna maseczka nam ich nie ujmie.Maseczka za tą cenę cudów nie czyni. Nawilża, poprawia mikrokrążenie w skórze i poprawia jej wygląd na jakiś czas. Maseczka nie należy do tanich. Można ją kupić w komplecie 10x2 w cenie około 140zł 
w gabinetach kosmetycznych i sklepach internetowych, także na strawberrynet.com

Myślę że taki sam efekt sprawiła mi maseczka Beauty&Face którą niedawno testowałam. Tamtą maseczkę można kupić dużo taniej. Za tą cenę oczekiwałabym lepszego składu, chodzi tu 
o parabeny. 

Mimo to nie chcę jej skreślać, jeśli komuś nie przeszkadza cena i parabeny, i chce osiągnąć ładne spojrzenie w 10minut polecam tą maseczkę. 

Dziś jako bardziej świadoma składu i po porównaniu do poprzedniej Beauty&Face, oceniam ją na 3+/5

Lubicie algi na swojej skórze? moja je uwielbia. :)

7 października 2013

Loccitane, Krem do rąk z mnóstwem masła shea - czyli rozpieszczamy dłonie

Niedawno znów miałam możliwość przetestować Krem do rąk z Masłem Shea, słynny bestseller Loccitane. Krem w miniaturce otrzymałam jako gratis i od razu trafił do mojej małej torebki.
Krem o takich parametrach świetnie się sprawdza, kiedy nie chcemy nosić przy sobie dużej, czy bardzo załadowanej torby. Możemy go mieć zawsze pod ręką. :)


Pełnowymiarowy krem zapakowany jest w srebrzystą tubeczkę przypominającą sreberko, które można zagnieść w miarę ubytku kremu, o pojemności 150ml i 30ml, zakręcaną plastykową, ośmiokątną nakrętką. Przyznam że opakowanie jest bardzo solidne, nakrętka trzyma się idealnie, nie ma mowy o jakimś poluzowaniu. Szata graficzna jest jak zawsze u L'occitane piękna i stylowa. Na opakowaniu jest logo, nazwa produktu, krótki opis o nim, krótkie dane o firmie, kod produkcji, symbole i data ważności. Wszystko napisane jest w języku angielskim.

Z tyłu podany jest skład kremu.


Producent obiecuje że krem chroni, odżywia i zmiękcza skórę, dzięki zawartości 20% masła shea.
,,Twoje ręce poczują się doskonale i nie będą się obawiać mrozu."

Krem do rąk z Masłem Shea to silnie wygładzająca, bestsellerowa - kombinacja Masła Shea
(aż w 20%) oraz wyciągów z miodu i słodkiego migdała, zmieszanych z aromatami jaśminu.
Jego miła konsystencja łatwo się rozprowadza po skórze, pomagając również w jej gojeniu
i ochronie. Zawarta w niej również witamina E, działa anty-oksydacyjnie i zapewnia skórze
dobre odżywianie.




Muszę przyznać że krem jest bardzo przyjemny w swej konsystencji, która jest zwarta i treściwa.
Bardzo przyjemnie się rozsmarowuje po skórze, pozostawiając nietłustą warstwę która stanowi dla niej ochronny płaszczyk. Krem jest bardzo wydajny, bo wystarczy niewielka ilość żeby wysmarować całe dłonie. Ręce już wcześniej miałam wypięlęgnowane przez kremy P&R więc nie było czego goić, ale stosowałam też go dużo wcześniej i zawsze spełniał oczekiwania mojej suchej skóry rąk.
Zawsze po użyciu tego kremu, skóra jest świetnie nawilżona, odżywiona i delikatnie pachnąca.
Zapach jest delikatny, nienarzucający się, jeśli ktoś ma wymagania co do zapachu może wybrać
spośród kilku wersji zapachowych: subtelny fiołek, czuła róża i zmysłowy jaśmin.



Występuje jak wspominałam, w różnych pojemnościach i cenach:
150ml - 90zł
 30ml  - 29,90zł

Dostępny jest w sklepach firmowych Loccitane lub sklepie internetowym

Cena wydaje się być duża ale to tylko pozornie. Przedkładając na jego działanie i wydajność wcale nie jest taki drogi jak się wydaje, a nasze kobiece, a nawet męskie dłonie które chcą sprawić przyjemność dotykiem, są tego warte. :) Dostęp może nie jest zbyt duży ale przy odrobinie chęci można sięgnąć do sklepu internetowego na przykład czy choćby allegro jeśli nie mamy w pobliżu sklepu firmowego.

Jeśli komuś zależy na miłych, delikatnych dłoniach o miękkiej, dobrze nawilżonej i odżywionej skórze, polecam ten krem z czystym sumieniem.
Moja ocena to 6/6

Znacie go? Lubicie?

Pozdrawiam serdecznie. :)

4 października 2013

Październik miesiącem maseczek - Thalgo, Freshnes Exfoliator

Zacznę od maseczki którą mam już długo bo kilka miesięcy. Którą wygrałam w konkursie na Fb. Stoi sobie dzielnie w łazience, używana średnio raz w tygodniu. Nie wiem czy to można nazwać maseczką, jest to złuszczający krem: Freshnes Exfoliator. O maseczce pisałam już wcześniej, 
ale patrząc z perspektywy czasu było to raczej krótkie zapoznanie niż recenzja. 
Były to początki mojego blogowania. Kto jest ciekaw dokładniejszej recenzji, zapraszam do czytania.  


Maseczka zamknięta jest w plastikowej tubce o pojemności 30ml, zakręcana niebieską nakrętką. To był zestaw miniaturek, pełnowymiarowe opakowanie zawiera 50ml.
Miniaturki otrzymałam w kopercie, bez kartonika na którym pewnie było więcej informacji.
Na tubeczce jest logo i informacje o firmie, pojemność, symbole, kod produkcji, data ważności
i ważny skład INCI.


Maseczka czyli żel złuszczający ma przyjemny mentolowy zapach który nie każdemu może odpowiadać, ale w moim przypadku jestem zadowolona. Sprawia uczucie odprężenia i świeżości.

Konsystencja jest zwarta, kremowa i zawiera maleńkie, ledwo wyczuwalne drobinki które mimo swej wielkości doskonale spełniają swoją funkcję.



Producent zapewnia że: 
  • Łagodny, świeży, lekki krem złuszczający głęboko oczyszcza skórę, zmniejsza zanieczyszczenia, które osłabiają i poszarzają cerę. 
  • Zawiera przeciwutleniający ekstrakt z grejpfruta, który dodaje skórze energii oraz ją oczyszcza.
  • Ma przyjemny mentolowy zapach. 
  • Skóra staje się gładka, promienna, odświeżona.
  • Odpowiedni jest do skóry tłustej, mieszanej, suchej, normalnej, trądzikowej w każdym wieku.
  • Nie zawiera parabenów.  
Sposób użycia: Stosuje się jak peeling. Nakładamy palcami na oczyszczoną twarz, rozcieramy palcami i lekko masując, zmywamy twarz letnią wodą.


Moje wrażenia i wnioski: Maseczkę stosuję raz w tygodniu. Moja skóra jest sucha i wrażliwa, nie widzę potrzeby używania jej częściej. Jak wspominałam o zapachu jest świeży, mentolowy który działa na skórę orzeźwiająco. Zgadzam się że skóra jest po niej wygładzona, odświeżona, promienna. Małe rumieńce też są. :) Jest przeznaczona do każdego rodzaju skóry.
Na swoim przykładzie sprawdziłam że maseczka nie podrażnia, nie uczula i nie wysusza nawet tak wrażliwej skóry jak moja. Na mojej skórze nie ma jakichś dużych zanieczyszczeń więc nie wiem jak maseczka zachowa się w tym przypadku. Nie wiem czy mogę ją polecić osobom ze skórą tłustą z dużymi zmianami. Na pewno jednak mogę ją polecić osobom ze skórą taką jak moja.

Cena nie należy do przystępnych, za 50ml płacimy około 90zł, kupić możemy w salonach kosmetycznych oraz sklepach internetowych.

Jestem ciekawa Waszych opinii i ulubionych maseczek.

Pozdrawiam i życzę miłego weekendu! :)
Copyright © 2015 W Blasku Marzeń.
Szablon dostosowany przez: KAROGRAFIA