Featured

31 stycznia 2014

Organique, Maska Algowa Papaya


Postanowiłam mimo wszystko pisać, bez względu na to co się dzieje. Tak mi jest po prostu lepiej niż ciągłe rozpamiętywanie, czy się to komu podoba czy nie. Zdjęcia do tej recenzji robiłam jeszcze przed tym tragicznym wydarzeniem, stąd radosny uśmiech na mojej twarzy. Jednak nie wszyscy muszą oglądać mnie smutną, dlatego zmieniać nic nie będę. 
Tematem dzisiejszego postu będzie Maska algowa z papayą, Organique.  

27 stycznia 2014

Moi styczniowi ulubieńcy, część I


Kicia usnęła mi na rękach, a ja resztkami kończyn chciałabym napisać co nieco o swoich ulubieńcach, Podzieliłam na dwie części, bo mam lenia i zero energii, i nie chce mi się tyle pisać. Dziś będą ulubione kosmetyki do ciała i włosów, a druga część do twarzy, dojrzewa do napisania postu.

Zacznę od kosmetyków do włosów, szampon Loreal Professionnel z serii Mythic Oil, znacie, pisałam o nim recenzję. Skład może długi, ale jako jeden z niewielu pozostawia moje włosy nie poplątane i błyszczące. Problem z czesaniem ucieka, no może trochę bo są coraz dłuższe, i więcej czasu trzeba im poświęcić. Recenzja.


Odżywka do włosów farbowanych, z serii Mythic Oil, mogę powiedzieć że jest akurat dla mnie, lenia co nie lubi długo paprać się z tym i owym. Nakładam odrobinkę na końcówki i cześć, po sprawie. Włosy są miękkie, błyszczące i rozczesują się nawet zwykłą szczotką. Jak nie przesadzę to nawet nie obciąży włosów jak inne oleje, maski, odżywki. Recenzję dopiero napiszę.

Do rozczesywania moich niesfornych włosów, służy osławiona przez blogerki szczotka Tangle Tezer. Nie wiem dlaczego zwlekałam tak z jej kupnem. :) Recenzja.


O kremie do rąk, Organique pisałam TU. Jest wydajny i jeszcze go zostało na jakiś czas. Zobaczymy na jaki, póki co mam go już z półtora miesiąca. Pięknie pachnie, i działa na trochę dłużej jak na chwilę.


Krem do rąk LOccitane z masłem Shea podobnie. Cudownie pachnie, działa i jest wydajny. Używam je na zmianę. Recenzja. Wybaczcie że się powtarzam, już pisałam o nim kilka razy. Oszczędzam go bo jest go niedużo, ale za to jest ze mną już dwa miesiące, została połowa.

I dobiliśmy do masełka do ulubionego masełka do ciała, Organique. Chciałam pokazać jeszcze balsam, ale właśnie dobija denka. Masełko jest rewelacyjne. Jest go tylko 150g ale wystarczy odrobina żeby wysmarować całe ciało. O nim recenzję dopiero napiszę, ale już je lubię za piękny, subtelny zapach, konsystencję i działanie na moją sucharkową skórę. :)

Nie mogę też ominąć mydełka cytrusowego, które chciałoby się ugryźć. Sama przyjemność mycia. Na długo zagości w mojej łazience. :) Recenzja.

Znacie któreś z moich ulubieńców? Jak Wam się podobają?

Pozdrawiam serdecznie i życzę miłego tygodnia. :)

26 stycznia 2014

Pod jedwabną maską Orientany. Egzotyczna Luffa Azjatycka

Niedawno ze sklepu http://www.orientana.pl/otrzymałam propozycję przetestowania maski z jedwabnej tkaniny, Orientany. Maskę miałam wybrać sobie sama. Wybrałam więc maskę o nazwie Lufa Azjatycka, która jest nasączona wyciągiem z luffy azjatyckiej oraz peptydem przeciwzmarszczkowym.

Maska znajduje się w foliowej saszetce na której jest nazwa, logo i zapewnienie że jest w 100% naturalna. 
Na tylnej stronie saszetki, znajduje się etykieta z opisem, danymi o producencie, kosmetyku i skład oraz data ważności. Jest też instrukcja, jak ją należy użyć.

Informacje od producenta. 
Maska wykonana jest  z naturalnego japońskiego jedwabiu dzięki czemu doskonale przylega do twarzy, równomiernie przekazując odpowiednią ilość substancji. Nie wymaga leżenia. Przy produkcji tej jedwabnej tkaniny, nie używa się jedwabników. 
Tkanina ta, jest wykonywana w Japonii z włókien celulozowych, pozyskiwanych z łykowej warstwy kory morwy papierniczej. Maska daje natychmiastowy efekt. 
Działanie: kojące, oczyszczające, silnie nawilżające oraz przeciwzmarszczkowe.
Zawdzięcza się to składnikom aktywnym: 


Luffa Azjatycka - Bogata jest w proteiny, cytruliny, ksylanty, witaminy B i C, minerały i kwas linolowy. Ekstrakt z luffu stosowany był do pielęgnowania cery już w czasach starożytnych w Japonii.  Jej działanie jest trójstopniowe. 

  1. oczyszcza i regeneruje komórki naskórka, 
  2. niweluje stany zapalne i koi skórę, 
  3. wzmacnia, ujędrnia i mocno nawilża.

Biopeptyd Acetyl  Hexapeptide-3 głęboko wnikając w skórę, redukuje zmarszczki i ujędrnia.
Skład INCI: Aqua, Luffa Cylindrica Fruit Extract, Butylene Glycol, Hydroxyethyl Urea, Collagen, Acetyl Hexapeptide-3, Xanthan Gum, Euxyl PE-9010, Allantoin, Euxyl K-220, Dipotassium Glycyrrhizinate. 
Zaleca się stosować maksymalnie 2 razy w tygodniu. 

Maska przeznaczona jest zarówno dla kobiet jak i dla mężczyzn. 
Ostrożnie wyciągamy maseczkę z saszetki i rozkładamy ją delikatnie. Maseczka składa się z jedwabnego płatu, przypominającej cieniutką flizelinę, zabezpieczonej białą folią. Wycięte są w niej oczywiście otwory na oczy, nos i usta.
Maskę nie zawsze da się dokładnie dopasować do kształtu twarzy, ale otwory można powiększyć sobie nożyczkami. Tego jednak nie zdążyłam uczynić przed założeniem maski. Miałam nadzieję że będzie dopasowana idealnie do mojej twarzy. Maskę nakładałam w godzinach popołudniowych, nie chciało się też zmywać tuszu z rzęs i trochę się rozmazał podczas nakładania maski co widać na zdjęciu.

Maskę nakładamy na oczyszczoną skórę białą stroną na zewnątrz, a jedwabną do skóry, lekko ją dociskając, po czym ściągamy z wierzchu białą folię.

Trzeba to robić ostrożnie, bo inaczej można mieć problemy z jej rozłożeniem. Maska jest nasączona obficie płynem i może się sklejać.
Jak już nałożymy maseczkę na twarz, resztę płynu z saszetki wsmarowujemy w szyję i dekolt.

Jak już mamy maskę na twarzy, nie możemy zapomnieć o ściągnięciu folii z płatu tkaniny. Maskę trzymamy na twarzy 25-30 minut, bez obawy że nam spadnie. Nie musimy też leżeć, można w tym czasie na przykład, wypić spokojnie kawę czy sprawić sobie domowe SPA, albo wykonywać inne czynności.

W miarę upływu czasu, płat przyklejony do twarzy wysycha, a cały płyn z maski zostaje wchłonięty przez skórę. Na szyi oraz dekolcie również.

Teraz już bez problemu ściągamy ją całkowicie suchą. 

Po odsłonięciu, buzia wygląda tak. 
Moje spostrzeżenia i uwagi. 

Nakładanie maski nie należy do najłatwiejszych, trzeba ją dobrze dopasować, doprzyciskać, ale za to trzymanie jej na twarzy nie jest już problemem. Maseczka ma delikatny, ledwo wyczuwalny zapach.

Nie miałam stanów zapalnych skóry, ale że mam ją dość wrażliwą, dla pewności wybrałam maskę
o delikatnym, kojącym działaniu.
W pierwszych minutach poczułam jednak lekkie swędzenie skóry. Pomyślałam że tak działa maska więc dałam jej szansę, i pozwoliłam jej się wykazać. Swędzenie skóry szybko jednak minęło. Czy działanie było kojące? Nie miałam okazji tego zauważyć, ponieważ nie miałam podrażnień, ale swoim działaniem też nie podrażniła mojej wrażliwej skóry.
Maska miała za zadanie oczyszczać, łagodzić, regenerować, mocno nawilżać i działać przeciwzmarszczkowo oraz ujędrniająco. Trudno powiedzieć żeby po jednorazowym użyciu maski, można było zauważyć działanie przeciwzmarszczkowe czy ujędrniające. Na to potrzeba systematyczności, oraz więcej masek. 

Po ściągnięciu maski, skóra jednak była dobrze nawilżona, możliwe że została też oczyszczona. Moja skóra jest sucha i nie widać na niej żadnych zmian, ale powiedzmy że tak, że została oczyszczona. Po ściągnięciu jedwabnej tkaniny, musiałam skórę spryskać mgiełką i przetrzeć wacikiem, ponieważ płyn z maski sprawiał wrażenie lekko lepiącego. Mam wrażenie że skóra została lekko rozjaśniona i rozświetlona, oraz delikatnie wzrosło jej napięcie. Czy została wzmocniona, trudno zauważyć po jednorazowym użyciu. Efekt działania maski utrzymuje się cały dzień. 

Minusem jest to że trzeba znaleźć odrobinę czasu dla siebie żeby bezstresowo trzymać ją pół godziny, bez obaw że ktoś w tym czasie nawiedzi nasz dom. :) Nie lubię też uczucia lepkości na twarzy, ale to czasami jest nieuniknione, wystarczy przemyć wodą, czy tonikiem.

Maskę i jej działanie na pewno warto wypróbować. Jak na jednorazowe użycie, nie jest też tania, ale składniki naturalne, do tego z dalekiej Azji też mają swoją cenę.
Cena: 17zł
Można ją kupić TU 
Moja ocena jest subiektywna, wiadomo że każda cera ma inne wymagania i różnie reaguje na składniki.
Nie wiem jak spełniłoby się u mnie działanie długofalowe, ale po użyciu jednorazowym, mogę spokojnie ją ocenić na 4/5.

Maskę otrzymałam ze sklepu internetowego http://www.orientana.pl/ za co serdecznie dziękuję. 

Cieszę się że miałam okazję przetestować tą maskę, jednakże moja opinia przez to że ją otrzymałam za recenzję, nie ma na nią wpływu a jest zgodna z moimi faktycznymi odczuciami.



 Mieliście do czynienia z tą maską? Jak się u Was sprawdziła? 

Pozdrawiam serdecznie i zapraszam do komentowania. :)


25 stycznia 2014

Cytrus i pomarańcza, umyć się czy zjeść? Mydło glicerynowe, Organique


Mróz mamy nadal, chociaż świeciło dziś słońce. Gryzelda nauczyła się otwierać drzwi do łazienki, oraz rozrabiać i tam. Nie pomaga straszenie prysznicem, tzn. pomaga ale tylko na chwilę. Strach zostawiać szaloną kotkę samą w domu. No ale nie o tym miało być. Natchnęło mnie bo co chwilę słyszę jakiś hałas spowodowany demolką małej kotki.

Przypomniało mi się że nie pisałam o tym mydełku, choć pisałam o różanym mydełku od Organique.
Dzisiaj napiszę trochę o mydełku glicerynowym też Organique, ale tym razem jest to Cytrus z pomarańczą.

20 stycznia 2014

Gorące szaleństwo w błyszczyku IsaDory. Color Chock, Cabaret Red 54.


Dziś napiszę o błyszczyku od IsaDory, który wygląda z pozoru bardzo niewinnie. Opakowanie jest różowe tak?
Też tak myślałam, nie przyszło mi do głowy popatrzeć jaki jest rzeczywisty kolor tego niewiniątka. Wygląda tu tak niewinnie jak moja Gryzelda kiedy śpi. W rzeczywistości kolor jest zupełnie inny. Piękny, nie powiem. Intensywny jak wściekły burak, że bez rozjaśnienia innym błyszczykiem nie da się spokojnie chodzić po ulicy. Zaraz Wam wszystko wyjaśnię  dlaczego. :)
Mowa tu o błyszczyku - pomadce o wdzięcznej nazwie Cabarat Red 54. Otrzymałam go jak wiecie jako wygraną z konkursu Saurii.

19 stycznia 2014

Wystrzałowa para od Isadory.


Jak Wam mija niedziela? Mi nieco sennie, aura mimo że mroźna, nie dodaje energii ani na trochę. Parę chwil temu wróciłam z odwiedzin, spojrzałam na swoje paznokcie i postanowiłam napisać o tym, co dziś na nich mam. Jeszcze mam, bo lakiery są bardzo trwałe, ale jak zmyję to zapomnę o recenzji lakierów które wygrałam w konkursie u Saurii. Po spotkaniu z siostrzenicą, stwierdziłam że te lakiery bardziej przydadzą się jej jak mi. Nie dlatego żebym była niezadowolona, o nie! Po prostu doskonale pasują do jej stylizacji, a ja uwielbiam sprawiać komuś przyjemność, więc z przyjemnością podarowałam. :)

18 stycznia 2014

Z czym się pożegnam, za czym zatęsknię, czyli przyspieszone styczniowe denko.


   Pewnie będziecie zdziwieni że tak szybko, ale wybaczcie, nie lubię chomikować pustych opakowań. Cała radość jest w tym, że mogę wywalić puste opakowanie i zaczynać coś od początku. Uzbierało się trochę ostatnio, niedużo tego, ale zawsze trochę szafkę mi zagraca. Dziś będzie trochę inaczej niż zawsze. Zużyte kosmetyki oznaczę kolorami.

17 stycznia 2014

Złoto z Organique. Sprawiłam prezent swojej skórze.


Wczorajszy dzień był pod znakiem migreny, przyznam że nie było łatwo. Jednak blog, nawet taki kobiecy
i kosmetyczny, to jest coś co sprawia, że człowiek nawet cierpiący zapomina o wszystkim.
Ile mi się udało, połaziłam po blogach,(nadal mam zaległości), poczytałam gazetki (trochę, nadal mam zaległości), przemyślałam to i owo,  poprawiłam sobie humor nagrodą.
Nikt mnie nie nagradza, muszę dbać o to sama.
Sprawiłam sobie nowy krem Eternal Gold, Organique. Poczytałam o nim na blogach i zapragnęłam go mieć. Tym bardziej że skończył mi się ulubiony krem od Irenki, po którym efekty są niesamowite. Dziś rano wymaziałam paluchem ostatnie resztki, i zostały już tylko próbki, niekoniecznie ulubione przez moją skórę.

Krem zaczynam testować od razu, recenzję oczywiście napiszę za jakiś czas. :)


Dziękuję Wam za miłe słowa i za cenne porady, także w mailu, na pewno się jeszcze przydadzą. :)
Przyznam że bardzo się wzruszyłam czytając tyle życzliwych komentarzy.
Czasami człowiek myśli i martwi się więcej niż powinien. No ale w końcu oczekuję na bardzo ważny wynik,
zostało jeszcze tylko parę dni niepewności.

Dziś tylko krótka notka, myślę że jutro wysilę się na więcej. Pozdrawiam serdecznie i życzę miłego weekendu. :)

13 stycznia 2014

Co lubię w szczotce Tangle Tezer.


Można powiedzieć że czytanie blogów kształci, bo człowiek dowiaduje się tu dużo rzeczy. Wcześniej tej szczotki nie znałam, nie słyszałam nic o niej. Musiałam założyć blog i zacząć czytać inne. Na pierwszy rzut oka wygląda trochę jak zabawka, trochę śmiesznie, ale ciekawie. Na tyle ciekawie że postanowiłam poczytać o niej, co to takiego jest, dlaczego tak wygląda i co w niej takiego jest,że tyle kosztuje.

Szkoda mi było trochę wydać ok 40-50zł na szczotkę do włosów, jeszcze z jakiegoś plastiku. Co to takiego że większość blogerek ją tak chwali? Broniłam się przed decyzją kupna, ale czesząc się codziennie szczotką z Rossmana, dosłownie się męczyłam. Męczyłam się i swoje włosy, które sięgają już do łopatek. Szampony niby dobre, odżywki też, i o ile na mokro dawałam sobie z nimi radę, to na sucho masakra. Weź tu popraw fryzurę w dzień, na suchych włosach. Plączą, szarpią i rwą się nieubłaganie, jakby chciały się bronić przed czesaniem.

No dobra, bez rozpisywania się, zaczęłam o niej marzyć. Postanowiłam że kupię sobie słynną, magiczną szczotkę  Tangle Tezer. No i kupiłam. I pewnie myślisz co o niej myślę, czy warto ją mieć i wydać tyle.
Ok, już piszę o tym. :)


Szczotkę sobie zamówiłam ze sklepu internetowego i otrzymałam w przezroczystym pudełku z tworzywa.
W środku była  ulotka. Na pudełku są opisy, na ulotce też logo i opisy. O producencie i o tym panu fryzjerze który szczotkę dla nas wymyślił. Wszystko to w obcych językach.

Szczotka jako szczotka, jest wykonana z kauczuku, bardzo wytrzymałego tworzywa. Odporna jest na upadek np. na kafelki. Oczywiście zdążyłam ją już kilka razy upuścić. Odporna jest też na działanie wody. Szczotka ma wypustki o dwóch różnych długościach, dłuższych i krótszych. Trzeba jednak uważać bo wypustki lubią się wyginać. Zabrałam ją dziś w ciasnej torebce na dłuższy spacer. Do tych celów, warto sobie jednak sprawić wersję kompaktową.



Co nam obiecuje producent?

  • szczotka ma zapewnić delikatność w czesaniu, bez rwania, szarpania i ciągnięcia włosów
  • ma je ładnie rozczesywać, rozplątywać, nie ciągnąć, nie naruszać ich struktury 
  • specjalnie zaprojektowane wypustki mają dobrze masować naszą głowę i pobudzać porost włosów. 
  • dłuższe stosowanie ma przyczyniać się do połysku naszych włosów. 
  • szczotka Tangle Tezer jest wodoodporna i wykonana z niezwykle trwałego materiału.
  • dostępna jest w różnych kolorach. 

Cena szczotki ok 30 - 50zł. Rozpiętość cen jest duża, zależy w którym sklepie ją kupimy.
Szczotkę można kupić w sklepach internetowych, także stacjonarnych, choć nie wiem dokładnie gdzie. Nie trafiłam jeszcze na taką w sklepie stacjonarnym, ale może Wam się uda.


No i jak już doczytałyście do tego momentu, ciekawe jesteście czy się sprawdziła u mnie. Nie odpowiem od razu na wszystkie pytania co do obietnic producenta. Chodzi tu o połysk i przyspieszony porost włosów, co okaże się później. Szczotka jest wytrzymała na upadki, odporna na wodę, niestety musimy uważać na wypustki, bo lubią się wyginać jak widać na zdjęciu odwróconej szczotki. Po prostu, nie nosimy bez ochrony w ciasnej torebce. Chyba że mamy wersję kompaktową, co uważam za świetną opcję do torebki.

Zgodzę się z tym, że czesanie jest dużo bardziej przyjemne i bezstresowe niż zwykłą szczotką. Fajnie masuje skórę głowy. Jeśli jednak macie włosy długie i gęste, nie liczcie że szczotka rozczesze Wam włosy w pół minuty. Trzeba rozdzielać pasma i trochę się nią pobawić przy rozczesywaniu, niestety coś za coś. Nie rwie, nie szarpie ale też natychmiast nie rozczesze jeśli mamy włosy gęste i długie. Mi to jednak nie przeszkadza, wolę to niż szarpaninę i mnóstwo wyrwanych włosów. Czesanie włosów tą szczotką, to sama przyjemność. Mimo to że nie trwa to pół minuty jak obiecuje producent.
Uważam że świetnie się sprawdzi u małych dziewczynek, czemu sprzyjają też bajeczne kolory tych szczotek. Polecam i życzę miłego tygodnia. :)


Oczka niewinne a w kociej główce same psoty.


Z pozdrowieniami dla Was również moja szalona kicia Gryzelda.

9 stycznia 2014

Moi ulubieńcy roku 2013. Pielęgnacja ciała.



Tak jak większość blogerek kosmetycznych, chciałam pokazać Wam co najbardziej polubiłam w ubiegłym roku. Zaczynam od pielęgnacji ciała.

Jak wiecie, moja skóra jest bardzo sucha, czasami potrafiła być tak sucha że aż się łuszczyła. Stosowałam różne mazidła, balsamy, niewiele pomagało. Tak naprawdę zadowolona byłam tylko z balsamów aptecznych, Vichy czy LRP czy z podobnej półki. Muszą to być kosmetyki o bogatej konsystecji, lekkie kompletnie na mnie nie działają. Drogeryjne bardziej szkodzą jak pomagają, skórę mam po nich jak tarka.

Od kiedy zaczęłam czytać blogi kosmetyczne, trafiałam na coraz ciekawsze i z fajnym składem balsamy
i masełka. I tak trafiłam na przykład, na przepięknie pachnące i cudownie odżywcze masełka Pat&Rub, oraz podobnie działający na moje zmysły, Aksamitny balsam do ciała Organique. 



Wymienione wyżej polecam z całego serca wszystkim z suchą skórą, oraz wymagającym zmysłem węchowym. Pachną  obłędnie, jeszcze długo po nałożeniu na skórę i tak samo nawilżają i odżywiają.

Podobnie pięknie pachnie Rewitalizująca Mgiełka do ciała Pat&Rub, choć konsystencja jest dużo lżejsza.

Jest idealna dla leniuszków i pań żyjących w pośpiechu. Idealna jest również na lato. Polecam! :)
Ta jedyna z lekkich konsystencji, dobrze nawilża moją skórę i jest bardzo wydajna.

Do kąpieli i codziennej higieny polecam wspaniałości Organique i Mydełko Marsylskie, L'Occitane



Mydła glicerynowe, Organique można nabyć w różnych wersjach zapachowych, każdy znajdzie coś dla siebie. Sól do kąpieli, Organique, to nie jest taka zwykła sól jak z kuchni.
Zawiera tyle mikroelementów i tak działa na skórę, że nie trzeba już niczym się smarować. Polecam! :)

Do włosów polecam
Zestaw pielęgnacyjny: szampon i odżywczy krem do włosów farbowanych który jest przeznaczony także do stylizacji włosów, hiszpańskiej firmy TAHE, niezawodną maskę Vitamino Color do włosów farbowanych, Loreal Professionnel, oraz Szampon regeneracyjny L'Occitane. Wszystkie wymienione kosmetyki są bardzo wydajne. Może wydają się drogie, ale tylko na pozór. Byłam z nich bardzo zadowolona.

Ostatnio też odkryłam doskonały dla moich włosów szampon również firmy Loreal Professionnel, Mythic Oil. Rewelacja, również polecam.


Do utrzymania świeżości ciała, doskonały antyperspirant, Vichy. Jestem mu wierna od lat. Tylko ten nie podrażnia mi skóry, mogę go używać też bezpośrednio po depilacji. Tylko ten jest skuteczny, niezależnie od pory roku. Polecam! :) 


No i przyszła kolej na kremy do rąk. Jest to miłość od pierwszego posmarowania. 
Krem do rąk z masłem shea, aż 20% w składzie. Wersja klasyczna i o zapachu różanym, L'Occitane. 

Wszystkie idealnie ratują moje dłonie przed niszczeniem detergentami, przed wysuszeniem, przed upływem czasu. Nie da się ich nie uwielbiać. Polecam! 

Dziękuję że wytrzymałyście do końca. Znacie te kosmetyki? Lubicie? 

Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za każdy komentarz. :)







8 stycznia 2014

Ultimate Lift Age-Correcting Creme, ReNutriv Estee Lauder. Twarzowy ulubieniec


         Wszyscy prawie podsumowują poprzedni rok, a ja przyszłam napisać o kremie który czyni moją twarz młodszą, i który ukradł moje serce oraz złagodził rysy twarzy. 
Krem, a właściwie sporą miniaturkę bo aż 15ml kremu otrzymałam w konkursie od Irenki. Kiedy zobaczyłam go w pudełeczku z innymi wspaniałościami, na mojej zmęczonej podczas remontu twarzy, zawitał szczery, radosny uśmiech od ucha do ucha. Jest to krem Estee Lauder: Re-Nutriv, Ultimate Lift Age-Correcting Creme.Co w nim takiego jest że porwał moje serce? Jeśli jesteście ciekawi, zapraszam do czytania części dalszej.

6 stycznia 2014

Różane Mydełko Glicerynowe, Organique



Jak mija weekend? U mnie leniwie. Niestety poremontowe sprzątanie przyczyniło się do bólu kręgosłupa. Korzystając z weekendowego odpoczynku,przypomniało mi się, że jeszcze nie napisałam nic o swoim prezencie gwiazdkowym, mydełku glicerynowym, Organique. Jest to mydełko o zapachu róży co nie każdemu może odpowiadać, ale wersji zapachowych jest tyle, że każdy znajdzie coś dla siebie.

Mydełko jest tworzone ręcznie i występuje w kostce okrągłej czy prostokątnej. Urozmaicone jest, jak to naturalne mydełko naturalnymi dodatkami, w tym przypadku zasuszonymi płatkami róż.

Było oklejone etykietką, ale moja ciekawość była tak daleko posunięta, że z rozpędu opakowanie foliowe zostało wywalone wraz z etykietką, której nie zdążyłam sfotografować. Patrząc na etykietkę podobnego mydełka, powiem tylko że były tam tylko krótkie informacje: o firmie, krótko o mydełku, data ważności
i jego skład.

Zapach jest bardzo naturalny, nie wyczuwam żadnej chemii. Różany zapach mydełka, czuje się już przez folię. W połączeniu z wodą, pieni się dość intensywnie. Mydło jest bardzo delikatne dla skóry, piana sprawia wrażenie delikatnego kremu. Dobrze myje, nie wysusza skóry i nie podrażnia jej. Mam wrażenie że nawilża skórę, nie woła o szybkie smarowanie balsamem. Pięknie pachnie jeszcze długo po kąpieli.

Słowa od producenta. 


Pachnące i kolorowe mydła posiada zawartość nawilżającej gliceryny. 
Mydła glicerynowe intensywnie się pienią, dokładnie myją skórę. Wspomagają utrzymanie odpowiedniego nawilżenia skóry.
Pozwalają na relaks i odrobinę przyjemności na co dzień. 
Różnorodność zapachów, wzorów, feeria barw, nadadzą unikalny charakter Twojej kąpieli. 
Cena 100g mydła wynosi około 14zł. 

Minusem jest dostępność kosmetyków tej firmy, można je kupić tylko w firmowych sklepach Organique, które są w większych miastach, albo w sklepach internetowych.

Jak wspominałam, mydło glicerynowe, Organique można kupić nie tylko o zapachu róży, ale są też dostępne różne inne wspaniałe wersje zapachowe tych mydeł. 

Podsumowanie.

Mydło dość intensywnie się pieni, ale wystarczy trochę namydlić gąbkę, żeby dokładnie umyć całe ciało. Wydajność, pozwolicie że ocenię po wymydleniu mydła do końca. Póki co, cieszę się jego zapachem, kremową delikatnością.

Kto nie miał tego mydła w rękach, nie wie jaka to przyjemność i delikatność dla skóry. U mnie w kolejce czeka już mydełko o zapachu cytrusowym. Już nie mogę się doczekać kiedy i je wypróbuję.

Pozdrawiam serdecznie i życzę miłego, weekendowego wieczoru. :)

4 stycznia 2014

W poszukiwaniu idealnego podkładu. Clarins, Extra Comfort.


Miałam różne podkłady, z których byłam zadowolona mniej czy bardziej. Chętnie zostałabym przy ulubionym, ale moja ciekawość ciągle prowadzi do nowości.
Tak też było ostatnio po wykończeniu Skin Illusion, Clarinsa. Jako gwiazdkowy prezent, sprawiłam sobie podkład Extra - Comfort 07 beige, również ulubioej marki jaką jest Clarins. 
Zaczęłam używać go już wcześniej, czy jestem z niego zadowolona?  Jeśli jesteście ciekawe, zapraszam do dalszej części tego wpisu.

Podkład był zapakowany w czerwonym, podwójnym kartoniku. Trudno było uchwycić odpowiednie światło, dlatego zdjęcia robiłam w różnym czasie i na różnym tle jak widzicie.  Ale to też ma swój urok. ;) Opakowanie zawiera wszystkie przydatne informacje w języku francuskim i angielskim. Była też dołączona ulotka, niestety w trakcie remontu zaginęła pewnie w śmieciach. Jest tu umieszczona nazwa kosmetyku, jego kolor, informacje o firmie, kosmetyku, symbole i kody z datą ważności.


Podkład zapakowany jest w eleganckim choć ciężkim, nie nadającym się do noszenia w torebce, szklanym słoiczku o pojemności 30ml. Słoiczek zakręcony jest nakrętką w kolorze złotym i zabezpieczony białą, plastikową nakładką z logo. Na słoiczku, również znajdziemy napisy z informacjami o firmie i kosmetyku.


Do opakowania została dołączona plastikowa szpatułka, która zapewnia higieniczną aplikację podkładu.
Jest ona w małej kopercie z logo, ze sztywnego, błyszczącego papieru.
Każda szanująca się firma, dba o takie dodatki zapewniające komfort w nakładaniu kosmetyku.

Konsystencja podkładu jest kremowa, gęsta. Podkład nie należy do lekkich, osoby z mieszaną czy tłustą cerą, oraz młode dziewczyny mogą być niezadowolone z takiej konsystencji. Podkład ten kierowany jest raczej do dojrzałej, suchej skóry. Moja akurat do takiej należy, więc konsystencja ta spełnia jej wymogi. Dzięki właśnie tej konsystencji, zawdzięczać możemy słoiczek nie flakonik jako opakowanie, inaczej wydobycie byłoby niemożliwe. Pompka mogłaby się zatykać, zacinać, i mimo że nie bardzo pasuje mi takie opakowanie, tu akurat jest do wybaczenia.



Zapach jest bardzo przyjemny i bardzo delikatny. Nie narzuca się swoją obecnością, po nałożeniu już się go nie odczuwa.
Po nałożeniu, podkład doskonale stapia się ze skórą, robi się niewidoczny, czyni ją gładką, wypoczętą
i ładnie rozświetloną. Bardzo dobrze kryje, nie widać mniejszych przebarwień.


Słowa od producenta 

Clarins Extra Comfort Foundation SPF 15 Teint Jeunesse Eclat, Confort, Nutrition / Anti-Ageing Foundation Replenishes, Illuminates - kremowy podkład odmładzający zapewniający komfort skóry. Napina i wygładza zmarszczki. Rozświetla cerę a niedoskonałości stają się mniej widoczne. 
Dzięki technologii „Globalny Kompleks Odmładzający” zwiększa produkcję kolagenu. Zawartość organicznego olejku arganowego wpływa na doskonałe nawilżenie skóry. Dodatkowo podkład chroni przed wolnymi rodnikami i szkodliwym działaniem promieni UV. 




Podkład występuje w 6 odcieniach. 


  • 103 Ivory
  • 105 Nude
  • 107 Beige
  • 108 Sand
  • 110 Honey
  • 112 Amber 
Cena 180zł nie należy do niskich, niestety za jakość i lata badań sporo się płaci. Można też poszukać 
w sklepach internetowych gdzie jest taniej, ale tu dochodzą koszty przesyłki. 

Dostępny jest w sklepach perfumeryjnych, stacjonarnych oraz internetowych na terenie całego kraju, także na strawberrynet.com, gdzie nie płaci się kosztów przesyłki, niezależnie od ceny łącznego zamówienia. 

Podsumowanie. 

Podkład używam dopiero dwa tygodnie więc trudno powiedzieć o działaniu odmładzającym, aczkolwiek po nałożeniu go, wszystkie niedoskonałości i zmęczony wygląd skóry natychmiast znikają z zasięgu wzroku. Podkład nie podrażnia mojej wrażliwej skóry, nie uczula, nie powoduje przykrych niespodzianek jakimi są zmiany skórne. W makijażu czuję pełen komfort przez cały dzień, aż do demakijażu. Podkład bardzo łatwo się nakłada, łatwo też zmywa płynem micelarnym czy mleczkiem do demakijażu. Jest trwały, nie zauważyłam ubytków w ciągu dnia. 
Podkład wydaje się być wydajny, co okaże się po wykończeniu opakowania. Mimo mało higienicznej aplikacji, jest moim ulubieńcem. 
Jest to podkład również pielęgnacyjny, na pielęgnacji swojej skóry nie zamierzam oszczędzać, 
Zadbana skóra i twarz, jest wizytówką na całe życie, niezależnie od trendów mody i sezonu. 

Znacie ten podkład? Zapraszam do komentowania. 

Pozdrawiam serdecznie i życzę miłego weekendu. :)



Copyright © 2015 W Blasku Marzeń.
Szablon dostosowany przez: KAROGRAFIA