Featured

28 lutego 2014

Kosmetyczni ulubieńcy lutego.


Żeby nie zapomnieć, wspomnę o swoich ulubieńcach minionego miesiąca. Do włosów i do makijażu nic się nie zmieniło, nic też nowego poza dwoma lakierami do paznokci nie dokupiłam. Dziś będzie parę słów o tym co mi sprawia przyjemność w codziennych rytuałach pięlęgnacyjnych.

Pat&Rub, Mgiełka różana do twarzy i ciała: Była moim ulubionym kosmetykiem pół roku, będzie pewnie nadal. Mam nadzieję że tak zostanie na dłużęj. Recenzja.

Mary Cohr, Perfekcyjny żel do mycia twarzy: Nigdy nie przepadałam za żelami do mycia skóry twarzy, ale ten akurat uwielbiam. Tu się dowiesz,  dlaczego. Recenzja.


Eternal Gold, Organique: Złoty krem na dzień, przeciwzmarszczkowy. Uwielbiam. Mam go jeszcze sporo w słoiczku i cieszę się nim, dopóki nie trafię na kolejnego ulubieńca. Recenzja.

Make Me BIO. krem robiony ręcznie. Jeszcze nie pisałam recenzji ale przyjdzie jak przyjdzie czas na to, napiszę. krem stosuję na noc, choć można też na dzień. Krem jednak ma tłustawą konsystencję i na razie póki co, smaruję się nim tylko na noc. Konsystencja krem jest nieco dziwna, ale nie ma wątpliwości że to krem na bazie składników naturalnych.
Uwielbiam go za wspaniały zapach i za to jak pięknie nawilża i odżywia moją skórę.

Mary Cohr, niektóre próbeczki które eylosowałam na spotkaniu blogerek. To tyko mała część upominku. Niektórych mam po dwie sztuki, i dzięki nim, mam okazję poznać kosmetyki tej firmy. Jest tu próbka kremu do szyi oraz dekoltu, maseczka liftingująca, krem podoczny i serum liftingujące. Mimo że to są próbeczki, da się zobaczyć efekty. Chętnie zakupię produktu pełnowymiarowe.

Lierac, Krem pod oczy, Diopticreme: Jak już mowa o kremie pod oczy, wspomnę jeszcze o poczciwym Lieracu. Towarzyszy mi już kilka miesięcy, nie zawiódł do tej pory, jak widać jeszcze posłuży kilka tygodni. Stosuję go na dzień ze względu na konsystencję.  Recenzja.

Organique, Piankowa maseczka do twarzy i ciała: Uwielbiam się nią smarować,często używam jej zamiast kremu, także pod makijaż. Recenzja.


Organique, Maseczka algowa, papaya: Nie przepadam za maseczkami które wymagają mieszania i babrania się, ale ta daje takie efekty że wszystkie niedogodności wybaczam. Recenzja.


L'Occitane, Różane masło do ciała: Pachnie cudownie, jest aksamitne, delikatne, wydajne i wszechstronne. Uwielbiam. Recenzję dopiero napiszę bo dopiero niedawno zaczęłam je używać.

Zostały jeszcze ulubione kremy do rąk, które wyłażą z każdego kąta w torebce. L'Occitane z masłem shea. Był jeszcze Organique ale zdążyłam już zdenkować.

Są jeszcze ulubione żele do mycia rąk Bath&Body Works, które wygrałam w rozdaniu u Cathy. Zapomniałam zrobić fotki, dołączę przy najbliższej okazji. Wszystkie te płyny pachną tak cudownie że chciałoby się myć rączki co kilka minut.

To wszystko na dziś, mam nadzieję że niczego nie pominęłam. Znacie któregoś z moich ulubieńców?


A to przewrotna Gryzeldina która wywołała dziś swoim skokiem, atak śmiechu u listonosza. Tu pilnuje mojego telefonu.

Miłego weekendu. :)



27 lutego 2014

Lutowe denko.


Nie uzbierałam dużego denka w lutym, ale też zakupów dużych nie robiłam. Nie chce mi się zbierać na kolejny miesiąc bo nie mam też dużo miejsca. Pokażę to co udało mi się zużyć w tym krótkim miesiącu.

26 lutego 2014

ESSIE. Wiosennie i pokrętnie. Bond with Whomever 823, Where in it Together 812,


Niedawno pokazywałam Wam nowy komplet lakierów które kupiłam sobie w promocji. Pytałyście mnie też, gdzie znalazłam taką promocję. Otóż w swojej miejscowości w salonie kosmetyczno - fryzjerskim. Niestety wykupiłam ostatni komplet tej serii, ale czy było warto, jak chcesz się dowiedzieć, zapraszam do dalszej części postu.

25 lutego 2014

Perfect Gel Cleanser, Mary Cohr. Perfekcyjny żel do demakijażu. Moje pierwsze wrażenia.


Po niedawnym Spotkaniu Blogerek w Gorzowie Wlkp mam okazję przetestować mnóstwo wspaniałych próbek oraz miniaturek Mary Cohr, które otrzymałam dzięki losowaniu. Kosmetyczkę z próbkami Mary Cohr i eleganckim lusterkiem do losowania, zafundowała firma All-Prof.

Na początek wprowadzenie  i trochę historii o marce Mary Cohr.  

Mary Cohr powstało w 1975 r. w efekcie nawiązania współpracy między Jean Daniel Moundin, doktorem farmacji, a francuską kosmetyczką Mary Cohr, wiceprezes francuskiego stowarzyszenia kosmetycznego, jednocześnie właścicielką najlepszej szkoły kosmetycznej w Bordeaux.
Szerokie zaplecze w postaci doskonałych laboratoriów badawczych, unikalnej biotechnologii, najnowocześniejszych linii produkcyjnych i wysoko wykwalifikowanych specjalistów pozwoliło na połączenie potężnych sił natury z najnowszymi zdobyczami technologii, co zaowocowało stworzeniem preparatów posiadające rewolucyjne formuły.
W ten sposób spotkały się NAUKA z KOSMETYKĄ proponując klientom spełnienie marzenia o pięknie: ekskluzywną i osobistą pielęgnację dającą optymalne rezultaty. 
Mary Cohr to profesjonalna marka aromaterapeutyczna z ponad 30 letnim doświadczeniem. Zaawansowane technologicznie formuły są podstawą działań ekspertów, badaczy i kosmetyczek. 
Mary Cohr  jest inteligentną marką; receptury zostały przemyślane tak, by zdecydowanie połączyć efektywność oraz bezpieczeństwo poprzez użycie kompleksu fitoaromaterapeutycznych olejków esencjonalnych oraz niezmodyfikowanych genetycznie składników.
Pielęgnacja Mary Cohr została stworzona z myślą o jak najbliższym kontakcie z naturą , bez GMO i bez parabenów. Pozwala ona czerpać skórze składniki odżywcze z najbezpieczniejszych źródeł -  wyselekcjonowanych roślin.
Specjalnie dobrane Olejki Esencjonalne skomponowano tak, aby przywrócić życie, blask i energię nawet najbardziej wymagającej skórze.
Od stycznia 2010 r. firma może pochwalić się najważniejszym w branży kosmetycznej certyfikatem ISO 22 716 
Mary Cohr współpracuje z ponad 6 000 Autoryzowanych Salonów Piękności w 54 krajach świata (Azja, Ameryka, Europa).
Każda kosmetyczka Mary Cohr może liczyć na profesjonalne, bezpłatne szkolenia, dzięki czemu informowana jest na bieżąco o nowościach rynkowych, zabiegach pielęgnacyjnych, wprowadzanych przez firmę. 

Wracamy do tematu, mowa dziś będzie o Perfekcyjnym żelu do demakijażu, Mary Cohr.

Moja miniaturka jest w tubie o pojemności 50 ml, i zdążyłam ją przetestować na tyle, żeby cokolwiek o niej napisać. Pełnowymiarowe opakowanie jest o pojemności 125 ml i wygląda tak. Zdjęcie wypożyczone zostało ze strony sklepu All-Prof. 
Moja miniaturka jak wspomniałam jest w miękkiej plastykowej tubce zamykanej na klik. 


Na opakowaniu są wszystkie przydatne informacje o firmie, dacie ważności, symbole, logo, krótki opis w języku francuskim, angielskim no i skład dla zainteresowanych.



Słowami producenta: 

Żel o przepięknym kameliowym zapachu, który podczas masażu zamienia się w olejek, a po dodaniu wody przeistacza się w emulsję. Jego wielopostaciowość pozwala na zmycie nawet wodoodpornego makijażu. Przeznaczony do każdego typu skóry. Nałóż na twarz, szyję i dekolt, masuj aż zamieni się w olejek i dodaj odrobinę wody. Po chwili zmyj obficie wodą. Skóra pozostanie gładka, oczyszczona i przepięknie pachnąca. 




Konsystencja jak nazwa wskazuje, jest żelowa w perłowym, jasnoróżowym kolorze. 
Zapach rzeczywiście jest piękny, kwiatowy i delikatny. Nie wyczuwam w nim żadnej sztuczności. Po nałożeniu na twarz, konsystencja zmienia się na oliwkową, a kiedy dołączam do lekkiego masażu jeszcze wodę, oliwka zamienia się w białą emulsję. 
Cały rytuał demakijażu jest niezwykle przyjemny i przyjemnie pachnący. 

Nie przepadałam nigdy za myciem twarzy żelami, ze względu że moja skóra jest bardzo sucha, woda wysusza ją jeszcze bardziej. Z tym kosmetykiem jest zupełnie inaczej. Najpierw żel zamienia się w oliwkę, żeby w połączeniu z wodą powstała lekka emulsja która delikatnie i skutecznie zmywa cały makijaż. O ile podkład, cienie, pomadkę i zanieczyszczenia zmywa szybko i skutecznie, już nieco gorzej radzi sobie z tuszem do rzęs. Jednak nie powoduje pieczenia ani zamglenia oczu. Musimy poświęcić przy zmywaniu mascary po prostu odrobinę więcej czasu. Przy demakijażu oczu nasączam płatek wodą, przykładam na oko, no i trzymam tak przez chwilę. Nie muszę trzeć żeby zmyć cały tusz. 
Żel ten nie wysusza ani nie podrażnia i nie uczula skóry, nawet takiej wrażliwej jak moja. Mam wrażenie że dobrze ją nawilża i koi, także bardzo dobrze odświeża. 
Trudno powiedzieć czy ten kosmetyk jest wydajny, myślę że średnio, jednak w ostateczności okaże się  przy zdenkowaniu go. Na obecną chwilę śmiało mogę go zaliczyć do moich ulubieńców. Żel sprawdza się perfekcyjnie także na mojej skórze. 

Przyznam, przyjemność nie należy do tanich, za 125 ml żelu zapłacimy około 131 zł ale jest to kosmetyk z linii profesjonalnej, bezpieczny, wykonany na podstawie wielu najnowocześniejszych badań, z użyciem bezpiecznych dla naszej skóry i zdrowia składników. 
Polecam go osobom, dla których liczy się komfort w używaniu oraz wysoka jakość. 

Możemy go kupić na przykład TU



Pozdrawiam serdecznie. :) 

24 lutego 2014

Wielkie próbkowanie z Pat&Rub

Dzisiejszy dzień jest dla mnie bardzo leniwy. Cały dzień świeciło słoneczko, ale moja energia spadła jak tylko zrobiło się ciemno. Przygotowałam zdjęcia do recenzji jednego z lakierów Essie, ale z tego co widzę, dziś nie dam rady bo oczy zamykają się same. Pochwalę się tylko zakupem w sklepie Pat&Rub. Kupiłam tylko mgiełkę do twarzy, a Pat&Rub dołączył aż 10 próbek i kilka nadprogramowwych. Promocja na dodawanie tylu próbek już się skończyła, ale Pat&Rub ma w zanadrzu jeszcze nowe promocje. I na pewno nas rozpieści przy kolejnych zakupach. :)


Jak pamiętacie, mgiełkę do twarzy i ciała kupiłam pół roku temu i już jest prawie zdenkowana. Używałam je codziennie po kilka razu na twarz do odświeżania i jako tonik, cały czas sprawiała się genialnie. Mgiełka mnie uzależniła do tego stopnia, że musiałam kupić ją znów. Jej recenzja jest TU.

Wybaczcie zdjęcie, nie wyszło mi zbyt dobrze, ale postaram się poprawić. :)

Pozdrawiam serdecznie i życzę miłego wieczoru. :)

23 lutego 2014

Krem ujędrniająco-wygładzający na dzień, Bioliq 45+


Niedawno w ramach współpracy z apteką internetową i-apteka.pl otrzymałam do testowania krem firmy Bioliq. Tym razem był to Krem ujędrniająco-wygładzający na dzień, Bioliq 45+.
Wcześniej czytałam mnóstwo obiecujących słów na temat kosmetyków tej firmy, więc z ochotą
i zaciekawieniem zgodziłam się na testowanie. Jednak okazuje się że słowa z reklam czy zdanie innych, nie zawsze musi pokrywać się z naszymi odczuciami.
Przyznaję że moje spotkanie z tym kremem było krótkie i burzliwe. Używałam go nawet bardzo krótko, ale jak dla mnie, to i tak za długo. Jeśli chcesz wiedzieć dlaczego i co o nim myślę, zapraszam do czytania dalszej części postu..

Krem znajduje się w plastykowej miękkiej tubce o pojemności 50ml zamykanej białą, plastykową nakrętką. Dodatkowo tubka zapakowana jest w kartoniku.


Szata graficzna jest minimalistyczna i elegancka. Oprócz informacji o firmie, okresie ważności, przydatności są jeszcze opisy. Opisy umieszczone są na tubce i kartoniku, bardzo obszernie i obiecująco napisane.


Zapach jest dość przyjemny, słabo wyczuwalny. Kolor kremu biały, konsystencja bardzo lekka, bardziej przypomina balsam niż krem. Rozsmarowuje się łatwo i bardzo szybko wnika w skórę, pozostawiając jednak na początku lepki film. Po chwili znika ta lepkość i nie czuje się nic, przynajmniej u mnie. Jak dla mojej bardzo suchej skóry, konsystencja jest stanowczo za lekka, ta lepka powłoka, delikatnie mówiąc denerwowała mnie, ale po chwili nie było ani śladu po kremie czy lepkości. 






Słowa od producenta: 

Linia dla kobiet po 45 roku życia. Kremy z linii 45+ zapewniają widoczne wygładzenie zmarszczek, porawiają jędrność i gęstość skóry dojarzałej. 


  • Dzięki ekstraktowi z lilii wodnej  (Nymphaea alba) neutralizuje szkodliwe działanie wolnych rodników oraz poprawia metabolizm kolagenu i elastyny, przywracając skórze gładkość i prawidłową gęstość.
Krem zapewnia widoczny efekt liftingujący, wyrównuje zmarszczki oraz poprawia owal twarzy. Działa rozjaśniająco, redukuje powstawanie plamek melaninowych oraz wyrównuje koloryt cery. Dodatkowo wspomaga regenerację, nawilża oraz łagodzi podrażnienia. 
Moje wrażenia: 
Jak pisałam na początku, krem u mnie się nie sprawdził. Stosowałam go bardzo krótko, ale i na dzień i na noc. Jako krem na dzień, dobrze współpracuje z podkładem i makijażem i to jedyny plus jaki zauważyłam. Krem mojej skóry nie nawilżył, chociaż na początku było odczucie nawilżenia, ale tylko pozorne. Krem natomiast moją skórę wysuszył na wiór, do tego pozostawił ją chropowatą jak tarka. Skóra po posmarowaniu zaczęła mnie swędzieć. Przestałam go stosować, nie chciałam dłużej ryzykować. Krem miał regenerować moją skórę, zamiast tego ją podrażnił. 
Pozostałych obietnic nie miałam okazji sprawdzić z wiadomych powodów. Tyle było mojego testowania, może na innej skórze sprawdzi się inaczej. 
Na chwilę obecną jednak, moja ocena wygląda tak: 2/5
Można kupić go TU oraz w innych aptekach stacjonarnych czy internetowych. 
Cena około 17,00 - taniutki, ale ja już ryzykować nie będę. 
To są jednak moje subiektywne odczucia, moja skóra jest sucha i wrażliwa. Na Waszej skórze, krem może sprawdzić się zupełnie inaczej. 

Dziękuję aptece i-apteka.pl za możliwość przetestowania tego kremu. :) 

22 lutego 2014

Spotkanie lubuskich blogerek, część2. Upominki

Dziś zgodnie z obietnicą, pochwalę się upominkami jakie otrzymałyśmy na spotkaniu blogerek w Gorzowie Wlkp. Było ich tak dużo, że postanowiłam przenieść na dzisiejszy post.

21 lutego 2014

Spotkanie lubuskich blogerek. Moja pierwsza relacja.

    W minioną sobotę, 15.02.2014 byłam na pierwszym w swojej historii życia, spotkaniu blogerek. Było to Spotkanie blogerek lubuskich w Gorzowie. To jest też moja pierwsza relacja, więc proszę o spuszczenie zasłony miłosierdzia i darowanie moich niedociągnięć w tej dziedzinie, czyli w relacji ze spotkania.

Pachnąca paczka.


Dziś przyszła do mnie paczka, wygrana w rozdaniu na blogu www.juststayclassy.pl Otworzyłam ostrożnie pudełko według wskazówek Kasi i oto co zobaczyłam. Oniemiałam z zachwytu. Uśmiech był od ucha do ucha. Oprócz wygranej: trzech pachnących mydełek do rąk w piance, firmy Bath&Body Works, Kasia wysłała mi mnóstwo wspaniałości, próbeczki, maseczkę i sól do kąpieli. 


Żal było rozpakowywać, tak pięknie wszystko zapakowane. Jednak co ma się marnować, wyciągnęłam, obwąchałam i wypróbowałam. Zapachy są obłędne! :)

Teraz pozostaje intensywnie myć łapki i testować te wszystkie słodkości. Dziękuję Kasiu! :) 

20 lutego 2014

Wiosennie z Essie



Wiosna zbliża się coraz szybciej i szybciej. Potrzebowałam też lakieru w spokojnej, pastelowej tonacji, trafiłam na ESSIE w promocji, dwa za cenę jednego. Jeszcze myślałam, bo mam podobne, ale wkurzyłam się. W końcu i tak kupiłam ten zestaw. Moje lakiery nie dość że schną w nieskończoność, z wysuszaczem jeszcze dłużej, to brakuje im połysku czy w ogóle czegoś w nich brak. Po prostu nie spełniają moich oczekiwań. 

Odkreślone chciejstwa, spełnianie marzeń.



Przyszedł czas na zrealizowanie kolejnego marzenia. Jednym z nich było masło do ciała ,,Czuła Róża", firmy L'Occitane. Najpierw je oglądałam na firmowej stronie, później obmacałam w sklepie i przepadłam. Zapach tak mi się spodobał, że padłam od strzały Amorka, ale w innym kierunku. Musiałam je koniecznie zamówić. A że sklep L'Occitane ciągle kusi promocjami to udało mi się załapać na kolejne cukiereczki.


Do zakupu w gratisie otrzymałam zestaw miniaturek  z serii Immortelle. W skład nich wchodzą:
Drogocenna Woda Esencjonalna 30ml i Krem pod oczy Immortelle o pojemności 5ml.

Doszedł jeszcze zestaw trzech miniaturek kremów do rąk z masłem shea w malutkim wełnianym woreczku.


Wszystko to przy zakupie jednego masła do ciała. L'Occitane kusi i rozpieszcza prezentami.
Co wchodzę na stronę sklepu, widzę jakieś promocje. Robię sobie odwyk na jakiś czas. :)

Pozdrowienia! :)

19 lutego 2014

Organique. Eternal Gold, Złoty krem na dzień przeciw zmarszczkom i na dobry humor.

Długo się zbierałam dziś do pisania, miałam napisać zupełnie inny post, na temat innego kremu, ale dziś go nie opiszę. Krem tamten pochodzi ze współpracy, użyłam go aż dwa razy i o dwa za dużo, ale natchnienia do opisania bubla już mi dziś zabrakło. 

Mam na szczęście czas, a żeby poprawić sobie humor, napiszę o swoim ulubieńcu. Jest nim Krem Przeciwzmarszczkowy na Dzień, Eternal Gold, Organique. 

Krem kupiłam miesiąc temu, i po miesiącu muszę przyznać... że będę używała go nadal. Bo go po prostu uwielbiam. Jak chcecie wiedzieć dlaczego, zapraszam do czytania dalszej części postu. 

Nie wiem czy można nazwać ten post już recenzją, bo na działanie przeciwzmarszczkowe trzeba niestety czekać długo, cierpliwie i systematycznie, ale wiem też że jak krem dobrze nawilży i odżywi to skóra przed zmarszczkami i wszelkimi oznakami starości, chroni się skutecznie. Myślę jednak że za jakiś czas zaktualizuję ten post, a dziś napiszę za co go lubię. :) 

Ma fajne opakowanie, zacznę od kartonika. Jest elegancki z prostą i jednocześnie bogatą szatą graficzną, typową dla firmy Organique. Są na nim dość wyczerpujące informacje o firmie, o kosmetyku, data ważności, symbole, logo, obietnice producenta no i skład. Ma też przegródkę na szpatułkę do kremu. :)

Krem jest umieszczony w szklanym słoiczku o pojemności 50ml, zakręcanym białą nakrętką z logo. Na słoiczku znajdziemy tylko informacje o firmie, nazwę kosmetyku, oznakowanie z datą ważności, serią produkcji, no i fotkę z motywem roślinnym. 
Do słoiczka producent dołączył plastykową szpatułkę w celu zachowania higieny podczas aplikacji. Nie pamiętam żeby słoiczek był zabezpieczony folią aluminiową, ale pamiętam że pudełko było oklejone banderolą. Mamy pewność że nikt przed nami tam nie zaglądał. 


Obietnice producenta

Lekki, ultranawilżający krem przeciwzmarszczkowy na dzień, oparty jest, na naturalnych składnikach 
i ekstraktach roślinnych. 
Wykazuje szerokie działanie przeciwstarzeniowe, napinające i wygładzające. Zmniejsza widoczność zmarszczek, modeluje owal twarzy. 
Doskonale nawilża nawet najbardziej wymagającą skórę, zapewniając jej długotrwały komfort oraz ochronę przed czynnikami zewnętrznymi. 
Delikatnie rozjaśnia przebarwienia i subtelnie rozświetla skórę, nadając jej zdrowy, promienny wygląd. 
Doskonale się sprawdza jako baza pod makijaż. 


Składniki aktywne w kremie: 


XERADIN™
aktywny wyciąg z szałwii  muszkatołowej, uprawianej w ściśle monitorowanych warunkach tzw. „stresu wodnego”.Szałwia muszkatołowa to sucholubna roślina (kserofit), która wykształciła szereg cech, pozwalających przetrwać jej w środowisku braku wody oraz zmniejszyć i opóźnienie utratę wody. Xeradin posiada duże ilości flawonoidów, trójterpenów, kwasów fenolowych, olejków etrycznych i sacharydów. Jest doskonałym składnikiem nawilżającym, dobrze tolerowanym przez skórę. Cząsteczki Xeradinu są o wiele mniejsze od cząsteczek kwasu hialuronowego, dzięki czemu głębiej wnikają i nawilżają długotrwale (24 godziny) oraz na wielu poziomach. Wyciąg ten działa także ujędrniająco. 
STOECHIOL
Olej z hiszpańskiej lawendy. Aktywna substancja przeciwzmarszczkowa i przeciwstarzeniową. Kontroluje mikroskurcze, redukując w ten sposób napięcia mimiczne (efekt botox-like), modeluje owal twarzy. Działa natychmiastowo i długotrwale. Mimo wysokiej aktywności jest bardzo bezpieczny dla skóry – posiada certyfikat ECOCERT. 
ZŁOTO KOLOIDALNE
znane jest ze swoich właściwości estetycznych i upiększających już w starożytnych Chinach i Egipcie. Jako rzadko występujący pierwiastek jest surowcem luksusowym. Złoto jest bardzo dobrze tolerowane przez organizm człowieka. Spowalnia procesy starzenia, stymuluje syntezę kolagenu, tworzy w skórze siateczkę poprawiającą jej gęstość, działa przeciwzmarszczkowo. Wykazuje także właściwości przeciwzapalne, antybakteryjne i rozjaśniające przebarwienia. Wspomaga usuwanie toksyn z organizmu. 
POLYPLANT FRUIT
naturalny kompleks roślinny oparty na wyciągach owocowych z: malin, truskawek, kiwi, jabłek, brzoskwini, papai oraz ogórków. Ma szerokie działanie w zakresie produktów kosmetycznych o właściwościach nawilżających, przeciwstarzeniowych i zmiękczających. Kiwi, papaja, malina i jabłko dzięki aktywnym substancjom w nich zawartych (lipidy cukry, proteiny, witaminy A, E, C, B1, B2 B6, PP) są odpowiedzialne za właściwości przeciwstarzeniowe i nawilżające. Natomiast brzoskwinia, ogórek i truskawka zmiękczają skórę dzięki zawartości soli mineralnych, cukrów i flawonoidów. 

MASŁO SHEA (KARITE)
naturalny olej z afrykańskiego drzewa masłowego. Bogate źródło NNKT (niezbędnych, nienasyconych kwasów tłuszczowych) oraz witamin: A, E, F. Poprawia nawilżenie i elastyczność, wzmacnia cement międzykomórkowy, odnawia warstwę lipidową skóry. Doskonale chroni skórę przed działaniem czynników zewnętrznych oraz promieniowaniem UV (naturalny filtr)

OLEJ SOJOWY 
Lekki w konsystencji olej naturalny. Zawiera polifenole - przeciwutleniacze, chroniące komórki przed atakiem wolnych rodników, a więc przeciwdziała przedwczesnemu starzeniu się skóry. Ma właściwości nawilżające i wygładzające. 

PANTENOL
Prowitamina B5, która po wniknięciu w skore przekształca się w witaminę B5. Jest niezbędnym składnikiem do prawidłowego funkcjonowania skóry, jej niedobór objawia się nadmiernym łuszczeniem naskórka, rogowaceniem i depigmentacją. Wnikając bardzo głęboko w skórę, poprawia jej nawilżenie, ujędrnia oraz uelastycznia ją. Łagodzi wszelkie podrażnienia i stany zapalne a także przyspiesza regeneracje naskórka oraz gojenie ran.

Krem Eternal Gold jest o lekkiej, ale jednocześnie treściwej konsystencji, łatwo się rozsmarowuje i bardzo szybko wnika w skórę. Jego zapach jest piękny, trudno mi określić jaki, ale na pewno nie sztuczny. Bardzo przyjemnie aplikuje się go na skórę, jednak zapach nie jest długo wyczuwalny. Kolor kremu przypomina budyń waniliowy. :) 


Moja opinia 

Jak wspominałam, krem używam od miesiąca, smaruję się nim codziennie z największą przyjemnością dzięki wspaniałemu zapachowi, oraz miłej dla skóry konsystencji. 
Krem jest bardzo delikatny dla mojej wrażliwej i skłonnej do przesuszeń skóry. Ani razu jej nie uczulił, ani nie podrażnił. Nie spowodował też wystąpienia zmian skórnych, czytaj: nie zapychał. 
Świetnie współpracuje z makijażem, także z bardzo treściwym podkładem. 
Moja skóra jest po nim bardzo dobrze nawilżona, odżywiona, rozświetlona i wygładzona. 
Widzę też że moje dość duże przebarwienie na lewej kości policzkowej znacznie zbladło, liczę że tak jest naprawdę, nie iluzja, nie moja krótkowzroczność. 
Czy zniknęły jakieś zmarszczki, nie zwróciłam uwagi, twarz jednak wygląda na wypoczętą i zrelaksowaną. 
Krem jest bardzo wydajny, liczę że wystarczy mi jeszcze na co najmniej dwa miesiące, w razie czego wiem że chętnie do niego wrócę. 

Cena niezbyt miła, około 100zł za 50ml, ale jest wart każdej złotówki. Wiem że po użyciu nie zaznam szoku patrząc w lusterko, mogę mu w pełni zaufać, w przeciwieństwie do pewnego kremu który opiszę w innym poście. 

Dostępny jest w sklepach firmowych Organique, niektórych sklepach internetowych, salonach kosmetycznych. 

Oceniam go na 5/5 i polecam z całego serca. 

Pozdrawiam! :)



17 lutego 2014

Co robi blogerka, kiedy nie ma jej w sieci.


Czasami i blogerka musi zrobić małą przerwę od Internetu. Jak każdy normalny człowiek, czasami trzeba odpocząć od laptopa, od sieci, od blogowania, tym bardziej że w sobotę miałam niezwykle ważny dzień. Jechałam na spotkanie blogerek do Gorzowa.
Było szykowanie, myślenie w co się ubrać, żeby w końcu ubrać się jak co dzień, na luzie, bo człowiek wybiera się w daleką podróż. Przekazałam pod wieczór klucz sąsiadce żeby dopilnowała moje koty. Nakręciłam sobie włosy na papiloty i położyłam się spać na kilka godzin. Wstawanie o 5.00 rano, dla mnie w samym środku nocy nie było łatwe, chociaż jeszcze niedawno, wstawałam o 4.00 nad ranem żeby dojechać do pracy. Ale na spotkanie blogerek to zupełnie co innego, wstałam z przyjemnością, chociaż dla pewności ustawiłam sobie dwa budziki. Rano pozwoliłam sobie na tylko jedną drzemkę, wypiłam spory kubek kawy, wypindrowałam się i pojechałam już o 7.00 rano autobusem do Gorzowa. Podróż była dłuższa niż się spodziewałam, liczyłam że będę na miejscu około 10tej, jechałam godzinę dłużej.
Na relację ze spotkania przeznaczę specjalny post. Wspomnę tylko że było wspaniale, wróciłam późno, umęczona choć szczęśliwa i pełna miłych wrażeń, wykąpałam się, zajrzałam jeszcze na Facebook i położyłam się spać.
Noc była ciężka, Gryzelda mi dała porządnie w kość. Latała po mieszkaniu jak torpeda, zwaliła z parapetu dzbanuszek z nakrętkami od butelek, które zbieram dla chorych dzieci, żonglowała nimi po całym mieszkaniu, atakowała moje nieszczęsne stopy, próbowała atakować moje torby z prezentami, które na szczęście ustawiłam w zasięgu wzroku.
Po kilkakrotnym przebudzeniu przez Gryzeldę i broniącego się kociego seniora Maćka, mój sen przedłużył się do godzin nieprzyzwoitych. Resztę dnia spędziłam na niedzielnych odwiedzinach.


Zdążyłam porobić trochę zdjęć, jednak nie wszystkie wyszły mi tak jak bym chciała. Jak tylko ogarnę je wszystkie, zabiorę się do napisania przyzwoitej relacji. Było to moje pierwsze spotkanie, relacja też będzie pierwsza i choć będę starała się to zrobić jak najlepiej, poproszę o spuszczenie zasłony miłosierdzia ze względu na małe doświadczenie w tej dziedzinie. Kończę, bo Gryzelda atakuje moje palce wędrujące po klawiszach. :) 

Wybaczcie jakość zdjęć, robiłam je na szybko, jutro poświęcę im więcej czasu.

Spokojnej nocy i miłego poniedziałku. :)



Copyright © 2015 W Blasku Marzeń.
Szablon dostosowany przez: KAROGRAFIA