Featured

31 stycznia 2014

Organique, Maska Algowa Papaya


Postanowiłam mimo wszystko pisać, bez względu na to co się dzieje. Tak mi jest po prostu lepiej niż ciągłe rozpamiętywanie, czy się to komu podoba czy nie. Zdjęcia do tej recenzji robiłam jeszcze przed tym tragicznym wydarzeniem, stąd radosny uśmiech na mojej twarzy. Jednak nie wszyscy muszą oglądać mnie smutną, dlatego zmieniać nic nie będę. 
Tematem dzisiejszego postu będzie Maska algowa z papayą, Organique.  

Maskę otrzymujemy w saszetce z folii metalowej,  o pojemności 30g. Na opakowaniu, oprócz logo oraz informacji o producencie są nazwa, opis, skład, kody no i data ważności.
Słowa od producenta:  

Stymulująca maska polecana szczególnie dla cery zmęczonej oraz skłonnej do tworzenia się zmarszczek, przebarwień czy drobnych zaskórników. Dzięki zawartości enzymu papainy, powoduje delikatne złuszczenie obumarłych komórek naskórka i aktywację procesu odnowy komórkowej. Zmniejsza niedoskonałości skóry, wygładza ją i rozjaśnia, silnie nawilża.
Wyjątkowa maska algowa dla cery szarej, zmęczonej i pozbawionej witalności. Łączy w sobie właściwości regeneracyjne i eksfoliujące, intensywnie stymuluje.  Dzięki zawartości papainy - obecnego w owocach papai enzymu, powoduje rozmiękczenie warstwy rogowej naskórka i złuszczenie obumarłych komórek. Wpływa również na aktywację proliny i argininy, aminokwasów przyspieszających odnowę komórkową. Nadaje skórze jędrność, świeżość i promienny wygląd. 

Składniki aktywne

Alginat:  100% ekstrakt z alg brunatnych, bogaty w łatwo przyswajalne alginiany, polisacharydy, aminokwasy, witaminy, związki jodu, krzemu, wapnia i magnezu oraz mikroelementy. Wzmacnia skórę, głęboko ją nawilża, redukuje zaczerwienienia i podrażnienia.
Papaja:  jest bogata w karoteny i witaminy C, A i z grupy B. Zawiera też cynk, potas, magnez 
i żelazo. W liściach i owocach papai znajduje się enzym papaina. Rozpuszcza on połączenia pomiędzy martwymi komórkami naskórka, powodując enzymatyczne złuszczanie, oraz rozjaśnienie, odświeżenie i wygładzenie skóry. Może być również wykorzystywany w kosmetykach antycellulitowych. Proteolityczne właściwości papai są dobrze znane i cenione w krajach tropikalnych. Stosuje się tam wyciąg z papai do czyszczenia ran, co przyspiesza proces gojenia. Wykorzystuje się również jej działanie przeciwzapalne oraz wspomagające usuwanie martwiczych zmian na skórze
Arginina: aminokwas, prekursor tlenku azotu, którego synteza ma wiele ważnych dla skóry funkcji, miedzy innymi ma znaczenie w walce z bakteriami, wirusami i komórkami nowotworowymi. Zwiększa ukrwienie oraz miejscowo podnosi temperaturę skóry, co może być wykorzystane np. przy syndromie zimnych łapek. 

Sposób użycia.
Maska jest w formie proszku którego porcję należy wymieszać z  chłodną wodą do utrzymania jednolitej masy. Nałozyć równomiernie na skórę twarzy oraz szyi i dekoltu. Po ok 15 minutach zdejmujemy maskę w jednym kawałku, począwszy od dolnego brzegu. Zużytej maski nie wyrzucamy do umywalki, bo można zatkać odpływ. .

 Moja opinia.

Dla mnie jedna porcja to płaska łyżka stołowa, którą zmieszałam z niewielką ilością wody i od razu nałożyłam na twarz. Rozrobiona maska ma konsystencję gęstej papki i nakłada się bez trudu, nie spływa z twarzy, nie ocieka. Należy ją nakładać szybko, ponieważ maska szybko zastyga. Trzymałam ją na twarzy 15 minut i ściągnęłam może nie w całości od razu ale bez problemu.
Maska jest bardzo łagodna dla mojej wrażliwej skóry, nie podrażnia, ani nie uczula jej i nie wysusza. Na mojej twarzy schnie bardzo szybko, dlatego ściągam ją jeszcze zanim upłynie 15 minut, żeby nie zastygła jak skorupa.


Muszę przyznać że maska bardzo dobrze wpływa na moją skórę, oczyszcza, rozjaśnia, odświeża i sprawia że skóra wygląda na wypoczętą. Na ocenę dotyczącą rozjaśnienia przebarwień i spłycania zmarszczek, wiadomo że jest za wcześnie. Wiadomo że na to potrzeba systematyczności, spróbuję to ocenić po dłuższym czasie używania, choć trudno ocenić stosując jeszcze inne kosmetyki pielęgnacyjne. Załóżmy że tak może być, dzięki aktywnym składnikom.
Wydajność maski: jak dla mnie 6 użyć.  Zapach neutralny, nie wyczuwa się, nie drażni węchu.

Cena saszetki 30g: około 20zł 
Dostępna jest w sklepach firmowych Organique, także w niektórych gabinetach kosmetycznych, oraz sklepach internetowych. 

Muszę przyznać że mimo ceny, (komuś może wydawać się droga) maska jest warta uwagi oraz zakupu. Jest na składnikach naturalnych, nie drażni zapachem, nie sprawia problemów przy nakładaniu.
Efekty są zauważalne i trwałe. Jak wiecie, należy do moich ulubionych kosmetyków.

Znacie tą maseczkę? Jak się u Was sprawdziła?

Miłego weekendu. :)


Jeśli podoba Ci się mój blog,
i chcesz na niego zagłosować, to wystarczy wysłać sms o treści o treści  
D00023 na numer 7122 
 Koszt sms: 1,23 zł.  
Po literce D są trzy zera bez spacji. 

30 stycznia 2014

Styczniowi ulubieńcy, część 2.


Bardzo Wam dziękuję za ciepłe słowa i wyrazy współczucia w imieniu swoim i rodziny. Mimo wszystko,mimo ogromnego smutku i nieogarnięcia, postanowiłam skonstruować jakiś post, o tak żeby nie zaniedbać bloga. Za wszelkie niedociągnięcia, od razu z góry przepraszam.
To jest moja druga część styczniowych ulubieńców i ostatnia, bo jeśli chodzi o makijaż, nic się nie zmieniło, nic nowego nie kupiłam ani nie otrzymałam w styczniu.

Zacznę od tego co już się kończy. Jest to mgiełka do twarzy, Pat&Rub która mi służy już prawie pół roku. Stosuję ją jako tonik, także do odświeżania twarzy, sprawdza się genialnie. Mam zamiar kupić nowe opakowanie.

Drugi denkujący się pomału kosmetyk to mleczko do twarzy z płatkami róż, Nuxe. Często do niego wracam, pewnie nie przestanę lubić. .

Kolejny ulubieniec do pielęgnacji twarzy to maska algowa z papayą, Organique. Mam przygotowane zdjęcia do recenzji, ale muszę pozbierać myśli po ostatnim wypadku.
Maska jednym słowem również jest warta polecenia. Bardzo dobrze oczyszcza i wygładza skórę.
Recenzja w przygotowaniu.


Piankowa maseczka do twarzy i ciała, Organique nie dość że kusi pięknym zapachem to super nawilża i odżywia, zostawia twarz wygładzoną i delikatną jak u dziecka.Stosuję ją jako maseczkę i krem jednocześnie. Moja skóra już kremu wtedy nie potrzebuje.
Krem pod oczy Diopticreme, Lierac też jest moim ulubionym kremem pod oczy. Po niedospanych oczach, zapominam o cieniach i zmarszczkach pod oczami. Jakich cieniach, jakich zmarszczkach? Wszystko znika w oka mgnieniu.

No i ostatni, krem do twarzy na dzień, Eternal Gold Organique używam go niecałe 2 tygodnie i zdążyłam polubić. Świetnie nawilża i nie podrażnia cery. Recenzja będzie, ale musicie jeszcze poczekać.

Znacie coś z moich ulubieńców? Lubicie?

I to by było na dzisiaj. W przygotowaniu mam jeszcze kolejne dwa posty, ale na razie myśli mam zajęte wiadomo czym. Może po pogrzebie choć odrobinę ból ulży.

Jeśli coś pokręciłam, nie obrażę się jeśli ktoś mi wytknie błędy.
Jeszcze raz dziękuję za słowa otuchy. :*****

Jeśli podoba Ci się mój blog,
i chcesz na niego zagłosować, to wystarczy wysłać sms o treści o treści  
D00023 na numer 7122 
 Koszt sms: 1,23 zł. 

27 stycznia 2014

Moi styczniowi ulubieńcy, część I


Kicia usnęła mi na rękach, a ja resztkami kończyn chciałabym napisać co nieco o swoich ulubieńcach, Podzieliłam na dwie części, bo mam lenia i zero energii, i nie chce mi się tyle pisać. Dziś będą ulubione kosmetyki do ciała i włosów, a druga część do twarzy, dojrzewa do napisania postu.

Zacznę od kosmetyków do włosów, szampon Loreal Professionnel z serii Mythic Oil, znacie, pisałam o nim recenzję. Skład może długi, ale jako jeden z niewielu pozostawia moje włosy nie poplątane i błyszczące. Problem z czesaniem ucieka, no może trochę bo są coraz dłuższe, i więcej czasu trzeba im poświęcić. Recenzja.


Odżywka do włosów farbowanych, z serii Mythic Oil, mogę powiedzieć że jest akurat dla mnie, lenia co nie lubi długo paprać się z tym i owym. Nakładam odrobinkę na końcówki i cześć, po sprawie. Włosy są miękkie, błyszczące i rozczesują się nawet zwykłą szczotką. Jak nie przesadzę to nawet nie obciąży włosów jak inne oleje, maski, odżywki. Recenzję dopiero napiszę.

Do rozczesywania moich niesfornych włosów, służy osławiona przez blogerki szczotka Tangle Tezer. Nie wiem dlaczego zwlekałam tak z jej kupnem. :) Recenzja.


O kremie do rąk, Organique pisałam TU. Jest wydajny i jeszcze go zostało na jakiś czas. Zobaczymy na jaki, póki co mam go już z półtora miesiąca. Pięknie pachnie, i działa na trochę dłużej jak na chwilę.


Krem do rąk LOccitane z masłem Shea podobnie. Cudownie pachnie, działa i jest wydajny. Używam je na zmianę. Recenzja. Wybaczcie że się powtarzam, już pisałam o nim kilka razy. Oszczędzam go bo jest go niedużo, ale za to jest ze mną już dwa miesiące, została połowa.

I dobiliśmy do masełka do ulubionego masełka do ciała, Organique. Chciałam pokazać jeszcze balsam, ale właśnie dobija denka. Masełko jest rewelacyjne. Jest go tylko 150g ale wystarczy odrobina żeby wysmarować całe ciało. O nim recenzję dopiero napiszę, ale już je lubię za piękny, subtelny zapach, konsystencję i działanie na moją sucharkową skórę. :)

Nie mogę też ominąć mydełka cytrusowego, które chciałoby się ugryźć. Sama przyjemność mycia. Na długo zagości w mojej łazience. :) Recenzja.

Znacie któreś z moich ulubieńców? Jak Wam się podobają?

Pozdrawiam serdecznie i życzę miłego tygodnia. :)

26 stycznia 2014

Pod jedwabną maską Orientany. Egzotyczna Luffa Azjatycka

Niedawno ze sklepu http://www.orientana.pl/otrzymałam propozycję przetestowania maski z jedwabnej tkaniny, Orientany. Maskę miałam wybrać sobie sama. Wybrałam więc maskę o nazwie Lufa Azjatycka, która jest nasączona wyciągiem z luffy azjatyckiej oraz peptydem przeciwzmarszczkowym.

Maska znajduje się w foliowej saszetce na której jest nazwa, logo i zapewnienie że jest w 100% naturalna. 
Na tylnej stronie saszetki, znajduje się etykieta z opisem, danymi o producencie, kosmetyku i skład oraz data ważności. Jest też instrukcja, jak ją należy użyć.

Informacje od producenta. 
Maska wykonana jest  z naturalnego japońskiego jedwabiu dzięki czemu doskonale przylega do twarzy, równomiernie przekazując odpowiednią ilość substancji. Nie wymaga leżenia. Przy produkcji tej jedwabnej tkaniny, nie używa się jedwabników. 
Tkanina ta, jest wykonywana w Japonii z włókien celulozowych, pozyskiwanych z łykowej warstwy kory morwy papierniczej. Maska daje natychmiastowy efekt. 
Działanie: kojące, oczyszczające, silnie nawilżające oraz przeciwzmarszczkowe.
Zawdzięcza się to składnikom aktywnym: 


Luffa Azjatycka - Bogata jest w proteiny, cytruliny, ksylanty, witaminy B i C, minerały i kwas linolowy. Ekstrakt z luffu stosowany był do pielęgnowania cery już w czasach starożytnych w Japonii.  Jej działanie jest trójstopniowe. 

  1. oczyszcza i regeneruje komórki naskórka, 
  2. niweluje stany zapalne i koi skórę, 
  3. wzmacnia, ujędrnia i mocno nawilża.

Biopeptyd Acetyl  Hexapeptide-3 głęboko wnikając w skórę, redukuje zmarszczki i ujędrnia.
Skład INCI: Aqua, Luffa Cylindrica Fruit Extract, Butylene Glycol, Hydroxyethyl Urea, Collagen, Acetyl Hexapeptide-3, Xanthan Gum, Euxyl PE-9010, Allantoin, Euxyl K-220, Dipotassium Glycyrrhizinate. 
Zaleca się stosować maksymalnie 2 razy w tygodniu. 

Maska przeznaczona jest zarówno dla kobiet jak i dla mężczyzn. 
Ostrożnie wyciągamy maseczkę z saszetki i rozkładamy ją delikatnie. Maseczka składa się z jedwabnego płatu, przypominającej cieniutką flizelinę, zabezpieczonej białą folią. Wycięte są w niej oczywiście otwory na oczy, nos i usta.
Maskę nie zawsze da się dokładnie dopasować do kształtu twarzy, ale otwory można powiększyć sobie nożyczkami. Tego jednak nie zdążyłam uczynić przed założeniem maski. Miałam nadzieję że będzie dopasowana idealnie do mojej twarzy. Maskę nakładałam w godzinach popołudniowych, nie chciało się też zmywać tuszu z rzęs i trochę się rozmazał podczas nakładania maski co widać na zdjęciu.

Maskę nakładamy na oczyszczoną skórę białą stroną na zewnątrz, a jedwabną do skóry, lekko ją dociskając, po czym ściągamy z wierzchu białą folię.

Trzeba to robić ostrożnie, bo inaczej można mieć problemy z jej rozłożeniem. Maska jest nasączona obficie płynem i może się sklejać.
Jak już nałożymy maseczkę na twarz, resztę płynu z saszetki wsmarowujemy w szyję i dekolt.

Jak już mamy maskę na twarzy, nie możemy zapomnieć o ściągnięciu folii z płatu tkaniny. Maskę trzymamy na twarzy 25-30 minut, bez obawy że nam spadnie. Nie musimy też leżeć, można w tym czasie na przykład, wypić spokojnie kawę czy sprawić sobie domowe SPA, albo wykonywać inne czynności.

W miarę upływu czasu, płat przyklejony do twarzy wysycha, a cały płyn z maski zostaje wchłonięty przez skórę. Na szyi oraz dekolcie również.

Teraz już bez problemu ściągamy ją całkowicie suchą. 

Po odsłonięciu, buzia wygląda tak. 
Moje spostrzeżenia i uwagi. 

Nakładanie maski nie należy do najłatwiejszych, trzeba ją dobrze dopasować, doprzyciskać, ale za to trzymanie jej na twarzy nie jest już problemem. Maseczka ma delikatny, ledwo wyczuwalny zapach.

Nie miałam stanów zapalnych skóry, ale że mam ją dość wrażliwą, dla pewności wybrałam maskę
o delikatnym, kojącym działaniu.
W pierwszych minutach poczułam jednak lekkie swędzenie skóry. Pomyślałam że tak działa maska więc dałam jej szansę, i pozwoliłam jej się wykazać. Swędzenie skóry szybko jednak minęło. Czy działanie było kojące? Nie miałam okazji tego zauważyć, ponieważ nie miałam podrażnień, ale swoim działaniem też nie podrażniła mojej wrażliwej skóry.
Maska miała za zadanie oczyszczać, łagodzić, regenerować, mocno nawilżać i działać przeciwzmarszczkowo oraz ujędrniająco. Trudno powiedzieć żeby po jednorazowym użyciu maski, można było zauważyć działanie przeciwzmarszczkowe czy ujędrniające. Na to potrzeba systematyczności, oraz więcej masek. 

Po ściągnięciu maski, skóra jednak była dobrze nawilżona, możliwe że została też oczyszczona. Moja skóra jest sucha i nie widać na niej żadnych zmian, ale powiedzmy że tak, że została oczyszczona. Po ściągnięciu jedwabnej tkaniny, musiałam skórę spryskać mgiełką i przetrzeć wacikiem, ponieważ płyn z maski sprawiał wrażenie lekko lepiącego. Mam wrażenie że skóra została lekko rozjaśniona i rozświetlona, oraz delikatnie wzrosło jej napięcie. Czy została wzmocniona, trudno zauważyć po jednorazowym użyciu. Efekt działania maski utrzymuje się cały dzień. 

Minusem jest to że trzeba znaleźć odrobinę czasu dla siebie żeby bezstresowo trzymać ją pół godziny, bez obaw że ktoś w tym czasie nawiedzi nasz dom. :) Nie lubię też uczucia lepkości na twarzy, ale to czasami jest nieuniknione, wystarczy przemyć wodą, czy tonikiem.

Maskę i jej działanie na pewno warto wypróbować. Jak na jednorazowe użycie, nie jest też tania, ale składniki naturalne, do tego z dalekiej Azji też mają swoją cenę.
Cena: 17zł
Można ją kupić TU 
Moja ocena jest subiektywna, wiadomo że każda cera ma inne wymagania i różnie reaguje na składniki.
Nie wiem jak spełniłoby się u mnie działanie długofalowe, ale po użyciu jednorazowym, mogę spokojnie ją ocenić na 4/5.

Maskę otrzymałam ze sklepu internetowego http://www.orientana.pl/ za co serdecznie dziękuję. 

Cieszę się że miałam okazję przetestować tą maskę, jednakże moja opinia przez to że ją otrzymałam za recenzję, nie ma na nią wpływu a jest zgodna z moimi faktycznymi odczuciami.



 Mieliście do czynienia z tą maską? Jak się u Was sprawdziła? 

Pozdrawiam serdecznie i zapraszam do komentowania. :)


25 stycznia 2014

Cytrus i pomarańcza, umyć się czy zjeść? Mydło glicerynowe, Organique


Mróz mamy nadal, chociaż świeciło dziś słońce. Gryzelda nauczyła się otwierać drzwi do łazienki, oraz rozrabiać i tam. Nie pomaga straszenie prysznicem, tzn. pomaga ale tylko na chwilę. Strach zostawiać szaloną kotkę samą w domu. No ale nie o tym miało być. Natchnęło mnie bo co chwilę słyszę jakiś hałas spowodowany demolką małej kotki.

Przypomniało mi się że nie pisałam o tym mydełku, choć pisałam o różanym mydełku od Organique.
Dzisiaj napiszę trochę o mydełku glicerynowym też Organique, ale tym razem jest to Cytrus z pomarańczą.

Słowa od producenta. 

Pachnące i kolorowe mydła z wysoką zawartością nawilżającej gliceryny. Intensywnie się pienią, dokładnie myją skórę. Wspomagają utrzymanie odpowiedniego nawilżenia skóry.
Pozwalają na relaks i odrobinę przyjemności na co dzień.
Wytwarzana są ręcznie, co nadaje im niepowtarzalny charakter. Różnorodne formy i kształty w nich zawarte pozwalają na unikalną rozmaitość wzorów. 
Gliceryna roślinna 
Ma doskonałe właściwości łagodzące, skutecznie nawilża przesuszoną skórę ze skłonnościami do pierzchnięcia nadmiernie wysuszoną. Wygładza, poprawia elastyczność, reguluje procesy prawidłowej odnowy naskórka. Działanie gliceryny jest długotrwałe. Penetruje do głębszych partii warstwy rogowej naskórka i pozostaje tam, regulując wilgotność przez około dobę. Obecność gliceryny wspomaga funkcjonowanie lipidów skórnych. 

Na szczęście zachowałam zdjęcie z opisem i składem. :) 
Moja opinia. 
Jak widać mydło zapakowane jest w folię oklejoną etykietką. Na etykietce są informacje o mydle, data produkcji, ważności oraz dane o producencie. Mydło ma kształt odkrojonego kawałka walca. 

Mydło podobnie jak i poprzednie, pieni się znakomicie, pachnie tak naturalnie, że gdyby nie mydło, chciałoby się skosztować. Ale nic z tego, mydło to mydło. Mówię od razu, twarzy nigdy mydłem nie myłam. Od tego mam inne kosmetyki. Mydłem myję całe ciało, zamiast żeli pod prysznic. 
Piana jest jak krem, delikatna i puszysta. Nie muszę wspominać że mydło bardzo dobrze myje. Skóra nie swędzi jak po niektórych żelach czy mydłach. Mydło ani trochę nie podrażnia i nie wysusza, a skórę mam bardzo wrażliwą oraz suchą jak pergamin, zwłaszcza zimą i kiedy nasila się u mnie niedoczynność tarczycy. Po umyciu mydełkiem skóra nie woła nawilżenia, choć mam w pogotowiu balsamy i masełka. Wydajność  mydła jest średnia, dla mnie samej, wystarcza średnio na 3-4 tygodnie. 
Dostępne jest w sklepach firmowych Organique, stacjonarnych oraz internetowych. Mydło można kupić także w niektórych salonach kosmetycznych.
Mydło do tanich nie należy, cena 100g - około 14zł, jednak za tak łagodne działanie na skórę i piękny, naturalny zapach, warto zapłacić trochę więcej. Mydełko nadaje się również na prezent.
Polecam z całego serca, jak będziecie mieli okazję, wypróbujcie. :) 
Miłego weekendu. :)

24 stycznia 2014

Zima i blogerki sprzyjają nowym marzeniom.


Zrobiło się tak zimno, a była taka piękna wiosna. Nie chce się nawet wychodzić z domu, kot Maciek też woli grzać się w domu. Na dwór nie prosi, ale do sąsiadki trzy piętra wyżej chętnie. Sąsiadka przekupuje staruszka kotka dobrym jedzonkiem i cwaniak wie, gdzie może iść na kawę... tzn na świeżą rybkę. ;)
Gryzelda za to albo szaleje po mieszkaniu jak tornafo, demolując wszystko, albo łazi po mnie i po laptopie, albo śpi obok mnie, albo na moim brzuchu czy przewieszona przez ramię i ogrzewa miękkim futerkiem.

A ja łażąc po blogach, oglądam różne cuda i tak utworzyła się nowa chciejlista, czyli lista moich marzeń, życzeń, chciejstw czy jak kto woli.



Zacznę od różanego masła do ciała o nazwie ,,Czuła Róża" L'Occitane. Najpierw oglądałam je na blogach. Facebooku, w końcu przy okazji trafiłam do firmowego sklepu, pomacałam, pomyziałam się nim i przepadłam. Szkoda mi było wydać tyle kasy, ale to wrażenie po wymyzianiu i ten zapach nie daje mi spać.
Muszę je mieć i już. Sprawię sobie z okazji Walentynek, a co! :)


Oglądałam na blogach i w Sephorze Rozświetlającą bazę pod makijaż Guerlain, Meteorites Perles. Próbowałam, zakochałam się. Muszę mieć. Kolejna na mojej chciejliście. Chciejlista moja nabiera niebezpiecznych rozmiarów.

Po wymyzianiu się tym cudem, doszłam do wniosku że ten podkład idealnie spełnia potrzeby mojej skóry. Podkład Guerlaina, Parure de Lumiere również tęskni za mną i nie daje spać.

W związku z brakiem snu, bo jak tu spać jak śnią się takie różne dobrodziejstwa, moja skóra potrzebuje porządnego serum które zniweluje skutki niedoboru snu. Midnight Secret, również Guerlaina bardzo dobrze spełnia to zadanie. Wiem, bo miałam kiedyś miniaturkę.


Przyda się też dobre nawilżenie dla mojej cery. Super Aqua-Serum powinien mi to ułatwić.


Koniecznie musi być puder brązujący. Nieważne który pierwszy, najlepiej wszystkie po kolei, albo od razu.


Przyda się też puder kompaktowy. Mam w kuleczkach, ale do torebki lepszy będzie ten.


A jak mowa o kuleczkach, to fajnie byłoby je również mieć z nowej kolekcji. 
Moim marzeniem też jest ta cudowna paletka.


I te mają też śliczne kolory. :)


I nowe pomadeczki zachwycające kolorem. :)

I błyszczyki w ulubionych kolorach..



I ten śliczny lakier do paznokci. Bo wolę dołożyć i być zadowolona. Bo wkurzyłam się dziś na lakier Golden Rose, za to że sechł mi pół dnia. Ledwo wysechł, ugryzła mnie Gryzelda w palec i ślad i tak po jej ząbkach został.

I to by było wszystko na dzisiaj bo Was zanudzę. Lista jest mega długa więc doczekacie się niedługo kolejnej. :) Jak marzyć, to marzyć, a co!

Miłego weekendu! :)

Copyright © 2015 W Blasku Marzeń.
Szablon dostosowany przez: KAROGRAFIA