29 marca 2017

Testowanie z Face&Look, Montibello, wyniki akcji i moje wrażenia.


    Minęło już kilka tygodni, kiedy ja i 3 moje czytelniczki przetestowałyśmy kosmetyki marki Montibello, znanej nam dotychczas jedynie z produktów fryzjerskich. Akcja organizowana była przez Face&Look, a nabór do akcji był też i na mojej stronie FB. Do przetestowania były następujące kosmetyki: krem do twarzy GenuineCell Anti-Wrinkle Comfort Cream SPF 15, peeling do twarzy Revitalizing Facial Scrub, oraz krem antycellulitowy BodySlim Remodelling Neurocream. Po przetestowaniu produktów, każda z testerek miała do wypełnienia ankietę. Po wypełnieniu ankiet czas zdradzić wyniki testowania. Osobiście bardzo się cieszę, że jako blogerka we współpracy mogłam przetestować każdy z nich. Kosmetyki te są bardzo przyjemne w działaniu, ale też chciałabym o nich napisać kilka swoich słów, jak sprawdziły się u mnie. 



GENUINE CELL ANTI-WRINKLE COMFORT CREAM SPF 15 jest to pielęgnacyjny krem przeciwzmarszczkowy o zmysłowej konsystencji, bardzo delikatny i nawilżający. Producent obiecuje nam tu spłycenie zmarszczek oraz przywrócenie skórze elastyczności, objętości oraz zwiększoną sprężystość skóry, co zapewnić ma formuła zawierająca osocze bogate w czynniki komunikacyjne, które aktywuje proces samoregeneracji skóry. 

Krem ten spełnił oczekiwania 91% testujących. Jego zapach zachwycił 67%, zaś konsystencja odpowiada 94%. Pojemność spodobała się 76%., a opakowanie zewnętrzne 82%. 88% testujących rozważa ponowne kupno produktu, 82%. zdecydowanie poleci go swojej przyjaciółce. 21%jest gotowe zapłacić za niego od 40 do 60 zł, 24% – od 61 do 80 zł, 36% – od 81 do 120 zł, 15%– od 121 do 150 zł, zaś 3%– powyżej 150 zł. 


Bardzo spodobał mi się sposób w jaki podano nam krem. Jest on zapakowany w elegancki słoiczek z grubego szkła o pojemności 50ml. O ile przedstawiona w minimalistycznym stylu szata graficzna ma w sobie dużą klasę, to jednak nie zawsze spełnia nasze oczekiwania. Słoiczek jest niewiarygodnie ciężki i niewygodny do zabrania gdziekolwiek. Trzeba też uważać, żeby nie wyślizgnął się z dłoni. Na plus jest dołączona do opakowania higieniczna szpatułka. Słoiczek zachwyci niejedno oko i ozdobi swoją obecnością każde miejsce. 

Sam krem oprócz cudownego, ale delikatnego zapachu sprawia wrażenie luksusu. Jego lekka, ale jednocześnie treściwa konsystencja pozwala wchłonąć się w bardzo szybkim tempie, co jest chętnie widziane przy porannej pielęgnacji i makijażu. Konsystencja w żaden sposób nie koliduje z podkładem czy pozostałymi produktami do makijażu. Trudno tu powiedzieć czy po jego używaniu cokolwiek wpłynie na spłycenie zmarszczek, czy zwiększenie gęstości, sprężystości skóry, być może i tak jest po dłuższym i systematycznym stosowaniu. Jedno co mogę zapewnić to natychmiastowe i długie nawilżenie, co sprawia, że moja skóra jest bardzo przyjemna w dotyku, miękka i gładka przez cały dzień. Nie jest tu jednak wszystko tak urocze i luksusowe jak wskazuje na to zapach, wygląd i cena. Plusem jest zawarty w tym kremie filtr przeciwsłoneczny.


REVITALISING FACIAL SCRUB jest to chyba najlepszy peeling jaki miałam okazję mieć. Peeling ten głęboko oczyszcza skórę, usuwając komórki będące w trakcie złuszczania się oraz pozostawia skórę miękką, gładką i świetlistą. Według producenta, ale także według mnie jest to najlepszy naturalny peeling do twarzy o delikatnej, żelowej konsystencji i podwójnym działaniu odnawiającym dzięki formule na bazie minerałów złuszczających oraz kwasów owocowych. Peeling stymuluje proces odnowy komórkowej, eliminuje martwe komórki skóry, zmniejsza pory, nadaje jasność i miękkość skóry. Duża pojemność (150ml) peelingu pozwoli cieszyć się nim bardzo długo.

Peeling całkowicie spełnił oczekiwania 92% testujących. Jego zapach bardzo podoba się 54%, konsystencja – aż 92%. Z pojemności zadowolonych jest 73% testujących, opakowanie zewnętrzne odpowiada wszystkim testującym. 35% na pewno kupi ten produkt w przyszłości, 46% – raczej kupi, 65% zdecydowanie poleci go swojej przyjaciółce. 73% byłoby w stanie wydać na niego od 40 do 60 zł, 23%od 61 do 80 zł, a 4% zapłaciłoby powyżej 80 zł.


W tym peelingu podoba mi się wszystko. Poręczna, stabilnie utrzymująca się na zakrętce tuba, higieniczny sposób aplikacji, także piękny orzeźwiający zapach. Konsystencja przypomina błękitny, delikatny żel z ogromną ilością drobinek. Jest on z tych peelingów, które bez udawania, za to bardzo skutecznie i z wyczuciem oczyszczą naszą skórę. Wyczuwalne jest lekkie, aczkolwiek wyraźnie dające się wyczuć drapanko, które w żaden sposób nie podrażnia skóry, ale pozostawia ją wyraźnie odświeżoną, głęboko oddychającą, wygładzoną bez wysuszania czy innych skutków ubocznych. Przy mojej suchej i wrażliwej skórze ten peeling spisuje się idealnie. 


REMODELLING NEUROCREAM to według producenta neurokosmetyczny krem posiadający długotrwałe działanie odchudzające, zalecany zwłaszcza w przypadku cellulitu bolesnego. Redukuje nadmiar tłuszczu, w sposób widoczny zmniejsza efekt pomarańczowej skórki, zapobiega powstawaniu nowych adipocytów i zmniejsza ból charakterystyczny dla cellulitu bolesnego. Zawiera ekstrakt z roślin morskich, z efektem ultradźwiękowym, rozdrabnia tkankę tłuszczową skóry, zwiększając dostępność do centrum adipocytów dla pozostałych aktywnych składników. Efektem jest gładsza skóra i smuklejsza sylwetka. Jak widać, w opisie jest sporo obietnic, które przyprawiają mnie o pobłażliwy uśmiech. 

Zapach produktu spodobał się wszystkim testującym, w tym 54% bardzo. Jego konsystencja odpowiada 96%, zaś pojemność 97%. Opakowanie podoba się 92% testujących (w tym ponad połowie bardzo). 35% na pewno kupi kosmetyk ponownie, a 38% raczej to rozważy. 54% zdecydowanie poleci produkt swojej przyjaciółce, 35% prawdopodobnie. 38% jest za niego gotowe zapłacić od 40 do 60 zł, 27% – od 61 do 80 zł, 19% – od 81 do 120 zł, 12% – od 121 do 150 zł, a 4% byłoby gotowe wydać na niego ponad 150 zł. 


Bardzo mnie w tym produkcie cieszy, że producent pomyślał nie tylko o wyglądzie opakowania, ale także o dołączeniu szpatułki. Tak pięknej i eleganckiej szpatułki dawno nie widziałam. Nie chodzi nawet o jej wygląd, ale że jest dołączona już budzi we mnie zaufanie do marki mimo kierowania się niespożytą fantazją przy reklamowaniu produktu. Nie wierząc w cuda, że bez wysiłku osiągniemy wysmukłą figurę Afrodyty, raczej nie kupuję tego typu produktów. Cieszę się, że otrzymałam ten krem, nie dlatego, żebym na coś liczyła, ale... zacznę od początku. Kremowa konsystencja oraz zmysłowy zapach w zupełności trafiają w moje nieskromnie wybredne oczekiwania. Krem zanim się wchłonie, trzeba chwilę wmasować, aby po chwili skóra  była świetnie nawilżona, odżywiona, ale też kusiła cudownym zapachem. Po tych kilku tygodniach, można wierzyć albo i nie, moja skóra w tych miejscach, których używam kremu bez ściemy, zrobiła się jak u młodej bogini. Nie, nie mierzyłam udek, ponieważ zbyt ogromnym sentymentem darzę czekoladę, kawałek chałwy czy torcika, i nie liczyłam na schudnięcie przez krem, ale ta moja skóra na mych kobiecych kształtach wygląda niesamowicie. Pomijam tu jakąkolwiek analizę składu, nawet nie zdążyłam zobaczyć, ale moja skóra na nim nie ucierpiała. Bywało, że pomyliłam ten krem z kremem do ciała, ale zapewniam, że na innych partiach skóry równie dobrze się sprawował. 


Produkty te nadal używam, ich cena jest wysoka, ale wydajność ich i działanie wynagradzają każdy mankament. Liczę, że tak pozostanie do końca ich używania. Produkty można kupić na stronie Montibello, każdy z nich jest podlinkowany. Szczerze polecam. 

Znacie produkty Montibello? Jak się u Was spełniają? 

Pozdrawiam serdecznie! :)

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Jest mi bardzo miło, że odwiedzasz mój blog. Bedzie mi również miło, jeśli go zaobserwujesz. Pozdrawiam serdecznie i zapraszam! :)

Copyright © 2015 W Blasku Marzeń.
Szablon dostosowany przez: KAROGRAFIA