Treść większego napisu

Główne kategorie

Treść mniejszego napisu

NA BLOGU

Veoli Botanica Cleaning Me Softly – łagodny żel do mycia twarzy

            Oczyszczanie twarzy jest podstawą pielęgnacji, ale przy suchej i wrażliwej skórze nie chodzi o to, żeby po umyciu czuć nieprzyjemne ściągnięcie i przesuszenie. Dlatego bardzo chętnie sięgnęłam po nawilżająco-łagodzący żel do mycia twarzy Cleaning Me Softly poznanej już mi wcześniej, i ulubionej marki Veoli Botanica.

Cleaning Me Softly Veoli Botanica to żel przeznaczony do codziennego oczyszczania, który według producenta usuwa zanieczyszczenia, nadmiar sebum i resztki makijażu, jednocześnie dbając o komfort skóry i jej naturalną barierę ochronną. Żel może być stosowany rano samodzielnie, natomiast wieczorem do oczyszczania skóry z resztek makijażu. 

Produkt znajduje się w minimalistycznej butelce z bezbarwnego szkła o pojemności 190 ml, zaopatrzonej w pompkę. Opakowanie utrzymane jest w charakterystycznym dla Veoli Botanica prostym, eleganckim stylu. Nie ma tu przesadnej ilości ozdobników – całość jest estetyczna i sprawia wrażenie produktu dopracowanego.

Pompka jest bardzo praktyczna podczas codziennego stosowania, ponieważ pozwala łatwo dozować odpowiednią ilość kosmetyku. Sama butelka jest solidna, choć przez szklane opakowanie warto zachować ostrożność przy umywalce.

Oprócz szklanej butelki mamy tu dodatkowo kartonik z prostą szatą graficzną, dzięki której poznamy wszystkie przydatne mam informacje.

Cleaning Me Softly ma żelową konsystencję i dobrze rozprowadza się na wilgotnej skórze. Podczas mycia tworzy delikatną, miękką pianę, dzięki czemu oczyszczanie jest niezwykle przyjemne i nie wymaga mocnego pocierania skóry.

Ten żel stosuję również podczas wieczornego oczyszczania. Przy  moim codziennym makijażu dobrze radzi sobie samodzielnie, natomiast przy mocniejszym wcześniej stosuję również mleczko do demakijażu.

Po spłukaniu już żelu wodą skóra jest oczyszczona, ale nie pozostawia charakterystycznego uczucia „skrzypiącej” czystości, co jest  bardzo słuszne, ponieważ zwłaszcza sucha i dojrzała skóra tego nie potrzebuje, natomiast odczucie takie jest wołaniem skóry o ratunek przy zniszczonej barierze hydrolipidowej. Zanim opowiem dalsze odczucia co do używania tego żelu, wspomnijmy jeszcze słowa producenta.

Cleaning Me Softly Veoli Botanica to nawilżający, łagodzący i głęboko oczyszczający żel do mycia twarzy o pobudzającym zapachu nuty zielonej herbaty i matchy. Dzięki delikatnym składnikom aktywnym pochodzenia naturalnego, doskonale oczyszcza skórę z zanieczyszczeń, nadmiaru sebum, pozostałości makijażu, także SPF. Dzięki zawartości łagodnych substancji myjących żel ten nie zaburza pH oraz równowagi hydrolipidowej skóry, natomiast intensywnie nawilża i ogranicza występowanie podrażnień skóry. Żel ten zapewnia upragnione ukojenie, bez uczucia ściągnięcia skóry. Polecany jest szczególnie dla skóry suchej i wrażliwej. Nadaje cerze witalność i zdrowy wygląd. To skoncentrowane bogactwo składników aktywnych.

Co znajdziemy w składzie?

Formuła jest oparta na łagodnych substancjach myjących, a dodatkowo zawiera składniki, które mają wspierać nawilżenie, ukojenie i równowagę mikrobiomu skóry. Producent podaje, że 99% składników jest pochodzenia naturalnego, natomiast sam produkt jest wegański.

Naturalny prebiotyk - pozyskiwany z korzenia cykorii, wspiera równowagę mikrobioty.

Postbiotyk - wpływa na stymulację procesów odnowy, poprawia stan skóry.

Naturalna betaina – pochodna aminokwasu, otrzymywana z buraków cukrowych. Poprzez nawilżenie spowalnia proces starzenia się skóry.

Ekstrakt z wąkroty azjatyckiej – łagodzi i ogranicza występowanie podrażnień skóry.

Hydrolat z liści zielonej herbaty – działa antyoksydacyjnie, zapobiegając przedwczesnemu starzeniu się skóry. Zielona odmiana herbaty nie podlega procesowi fermentacji, dzięki czemu pozostaje w niej bogactwo polifenoli 

Wąkrota azjatycka – znany składnik o właściwościach łagodzących. Pomaga zmniejszyć dyskomfort skóry oraz wspiera jej regenerację.

Skład INCI:

Aqua, Decyl Glucoside, Glycerin, Disodium Cocoyl Glutamate, Polyglyceryl-3 Caprate, Betaine, Camellia Sinensis Leaf Water, Inulin, Alpha-Glucan Oligosaccharide, Lactococcus Ferment Lysate, Centella Asiatica Extract, Xanthan Gum, Citric Acid, Lactic Acid, Sodium Chloride, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Parfum.


Cleaning Me Softly Veoli Botanica to jeden z tych produktów do oczyszczania, przy których naprawdę doceniam prostą rzecz: robi to, co powinien, bez niepotrzebnego przesuszania skóry.

Podoba mi się łagodna formuła i to, że po umyciu twarz nie jest napięta ani nieprzyjemnie ściągnięta. Żel dobrze sprawdza się zarówno podczas porannego odświeżenia, jak i wieczorem, podczas oczyszczania skóry z makijażu. Na plus zaliczam również skład – mamy tutaj nie tylko substancje myjące, ale także betainę, wąkrotę azjatycką, zieloną herbatę, a także prebiotyki jak również postbiotyk. 

Dla mnie największą zaletą jest właśnie połączenie skutecznego oczyszczania z delikatnością. Przy suchej, dojrzałej skórze nie potrzebuję kosmetyku, który będzie ją dodatkowo wysuszał. Potrzebuję dobrego oczyszczenia i zachowania komfortu. I w tym przypadku Cleaning Me Softly sprawdza się bardzo dobrze.

Czy warto wypróbować? Tak, szczególnie jeśli szukacie łagodnego żelu do codziennego oczyszczania i macie skórę suchą, wrażliwą lub skłonną do uczucia ściągnięcia po myciu.

To nie jest kosmetyk, który obiecuje spektakularne efekty pielęgnacyjne. I dobrze. Jego zadaniem jest przede wszystkim delikatnie, ale skutecznie oczyścić skórę i nie pogorszyć jej kondycji. Moim zdaniem właśnie z tego zadania wywiązuje się bardzo dobrze. Żel ten polecam każdemu, komu zależy na delikatnym oczyszczaniu skóry.

Pozdrawiam ☀️



Tonik mikrobiotyczny Sensum Mare

               Tonik to jeden z tych kosmetyków, które zawsze są stałym elementem pielęgnacji, ale czasem się słyszy, że jest zbędnym produktem, wymysłem marketingowym i takie tam. Miałam okazję stosować różne toniki, miałam też okazję przez długie tygodnie nie stosować żadnego. Algotonic mikrobiotyczny Sensum Mare  to propozycja dla osób, które po oczyszczeniu skóry chcą nie tylko ją odświeżyć, ale również zapewnić jej dodatkową porcję nawilżenia oraz składników pielęgnacyjnych.


Tonik znajduje się w plastikowej butelce i jest dostępny w dwóch pojemnościach. Do pierwszego przetestowania wybrałam mniejszą pojemności 100 ml. Smukłe opakowanie wykonane z tworzywa wyposażone zostało w atomizer, dzięki czemu nie muszę używać płatków kosmetycznych. Delikatna mgiełka bez trudu dotrze do każdej części twarzy szyi i dekoltu. 

Producent zaleca aplikację z odległości około 30 cm na oczyszczoną skórę. Tonik można również nanieść na płatek kosmetyczny i przetrzeć nim twarz. W ciepłe dni może być stosowany także w ciągu dnia, również na makijaż, aby odświeżyć i nawilżyć skórę.


Szata graficzna jest taka sama dla wszystkich toników Sensum Mare, wyróżnia je tylko kolor etykiety. Nie brak tu wyczerpujących informacji na temat producenta, produktu, jest także podany pełen skład.

Zapomniałabym jeszcze dodać, że tonik wyróżnia dodatkowo przyjemny, jakby kwiatowy zapach, który nie jest intensywny, nie powinien przeszkadzać, ale substancja zapachowa jest.

Tonik mikrobiotyczny Sensum Mare przeznaczony jest przede wszystkim do codziennej pielęgnacji skóry wymagającej nawilżenia i odżywienia. Producent deklaruje, że kosmetyk:

  • nawilża i odżywia skórę,
  • koi ją i łagodzi podrażnienia,
  • pomaga zmniejszyć zaczerwienienie,
  • wspiera równowagę mikrobiomu,
  • odświeża skórę,
  • wspiera kolejne etapy pielęgnacji.

Producent podaje również wyniki badania konsumenckiego: 

100% badanych potwierdziło efekt ukojenia, łagodzenie podrażnień i nawilżenie skóry; 93% zauważyło efekt odżywienia skóry, a 93% redukcję dyskomfortu wywołanego jej suchością. 86% badanych potwierdziło wsparcie regeneracji skóry. Są to wyniki badania konsumenckiego przeprowadzonego na grupie ochotników, więc warto traktować je jako deklaracje dotyczące odczuć uczestników badania, a nie jako gwarancję identycznego efektu u każdej osoby.


Składniki aktywne 

Najciekawszym elementem receptury jest kompleks mikrobiomowy, na który składają się prebiotyki i postbiotyki. Połączenie to wspiera barierę mikrobiologiczną skóry, pomaga łagodzić podrażnienia i dodatkowo nawilża.

Drugą ważną grupę stanowią składniki pochodzące z wąkroty azjatyckiej: kwas madekasowy, madekasozyd, azjatykozyd i kwas azjatykowy – wykazują one działanie regenerujące, łagodzące, zmniejszające zaczerwienienie oraz przeciwzmarszczkowe.

W składzie znajduje się także niskocząsteczkowy kwas hialuronowy, który działa jako humektant oraz intensywnie nawilża skórę.

Uzupełnieniem formuły jest kompleks pięciu alg morskich: Enteromorpha compressa, Fucus vesiculosus, Lithothamnion calcareum, Porphyra umbilicalis i Undaria pinnatifida. Mają one właściwości pielęgnujące i wspierające łagodzenie podrażnień.

W formule znajduje się również woda z lodowca norweskiego uznawana za wyjątkowo czystą i cenną dla skóry.

Na górze składu znajduje się jeszcze gliceryna, która zatrzymuje wodę w naskórku.

Jak stosować?

Tonik można stosować rano i wieczorem, po oczyszczeniu skóry. Producent zaleca rozpylanie go z odległości około 30 cm od twarzy.

Można go również reaplikować w ciągu dnia, aby odświeżyć i ukoić skórę. To praktyczne rozwiązanie szczególnie wtedy, gdy skóra w ciągu dnia zaczyna dawać oznaki przesuszenia lub dyskomfortu.

Mikrobiotyczny Algotonic to kosmetyk, którego głównym kierunkiem działania jest ukojenie, nawilżenie i wsparcie równowagi mikrobiomu skóry. Nie jest to po prostu taki zwykły tonik nawilżający. Wyróżnia go kompleks pre- i postbiotyków, uzupełniony o składniki aktywne pochodzące z wąkroty azjatyckiej, kwas hialuronowy oraz pięć alg morskich.

Na plus zdecydowanie można zaliczyć również wygodną formę aplikacji. Atomizer pozwala szybko nanieść produkt bez używania płatka kosmetycznego, natomiast możliwość stosowania go w ciągu dnia, zwłaszcza podczas gorących dni to jego dodatkowa zaleta.

W pielęgnacji skóry suchej i wrażliwej liczy się nie tylko dostarczenie jej wilgoci. Równie ważne jest ograniczenie uczucia dyskomfortu i dbanie o jej naturalną równowagę. I właśnie na tym skupia się Algotonic mikrobiotyczny Sensum Mare.

To propozycja dla osób, które od toniku oczekują czegoś więcej niż odświeżenia. Oczekują  również nawilżenia, ukojenia i pielęgnacji ukierunkowanej na mikrobiom skóry. Polecam!

Pozdrowienia! ☀️ 


Hydrożelowa maska regenerująca PDRN SOQU

 

           Maski w płachcie stały się moją stałą rutyną pielęgnacyjną, latem stosuję je jeszcze częściej, niż wcześniej. Ostatnio podczas promocji w Hebe trafiły mi w ręce dwie, jedna z nich, to Hydrożelowa maska regenerująca PDRN SOQU. Jeśli jesteście ciekawi jak się u mnie sprawdziła, to zapraszam.

Opakowanie niczym specjalnym nie różni się od innych masek w płachcie.jak zwykle jest to saszeta z folii aluminiowej z przyjemną i łagodną dla oka grafiką, oraz wszystkimi przydatnymi dla nas informacjami. Nie brakuje też instrukcji oraz składu. Wewnątrz znajduje się 34 g bezbarwnej przezroczystej esencji o lekkiej konsystencji i delikatnym, ale bardzo przyjemnym aromacie, oraz dwóch części maski zabezpieczonych folią.

Oprócz tych dwóch głównych części maski, umieszczone są jeszcze płatki na powieki i usta. Płaty przykrywają wszystkie części twarzy, są dość dobrze dopasowane i po nałożeniu dają przyjemne uczucie relaksu. Nie jest to jednak maska,w której da się cokolwiek zrobić, o nie. Nie pozwoli nawet obejrzeć ulubionego serialu, ani porozmawiać, ponieważ oczy i usta są przykryte. Według producenta należy ją trzymać na twarzy 30-60 minut, więc najlepiej wysłać wszystkich domowników w tym czasie na spacer.

Maska  Ginseng PDRN Regenerating Hydrogel Mask SOQU polecana jest do skóry suchej, odwodnionej, zmęczonej, poszarzałej, o nierównym kolorycie, z utratą blasku oraz pierwszymi oznakami starzenia. Sprawdzi się także jako pielęgnacja regenerująca po intensywnym dniu, przed ważnym wyjściem lub jako element wieczornej rutyny pielęgnacyjnej. Jest to intensywnie pielęgnująca maska hydrożelowa wzbogacona o składniki aktywne takie jak PDRN, wąkrotka azjatycka, niacynamid oraz ferment z korzenia żeń-szenia, dzięki czemu maska zapewnia ukierunkowaną pielęgnację skóry zmęczonej, poszarzałej i pozbawionej świeżości. Jej hydrożelowa struktura dobrze przylega do twarzy, stopniowo oddając składniki pielęgnujące. W miarę działania maska stopniowo staje się transparentna, co świadczy o tym, że esencja jest  wchłaniana. 

Składniki aktywne:

  • PDRN – wspiera procesy regeneracyjne skóry i poprawia jej kondycję.
  • Wąkrotka azjatycka – działa łagodząco i wspiera regenerację skóry.
  • Niacynamid – wzmacnia barierę skóry, pomaga utrzymać nawilżenie i wyrównuje koloryt.
  • Ferment z korzenia żeń-szenia – działa antyoksydacyjnie i wspiera kondycję skóry.
  • Panthenol – nawilża, łagodzi podrażnienia, wspiera barierę ochronną.
  • Kwas hialuronowy – wiąże wodę w skórze i zapewnia jej nawilżenie.
  • Alantoina – koi i łagodzi skórę.

Skład INCI:

Aqua, Glycerin, Cetyl Ethylhexanoate, Niacinamide, Ceratonia Siliqua (Carob) Gum, Lactobacillus/Panax Ginseng Root Ferment Filtrate, Dipropylene Glycol, Chondrus Crispus Extract, 1,2-Hexanediol, Chondrus Crispus Powder, Glyceryl Stearate, PEG-100 Stearate, Sucrose, Panthenol, Hydroxyacetophenone, Butyrospermum Parkii (Shea) Butter, Potassium Chloride, Caprylic/Capric Triglyceride, Sodium Polyacrylate, Allantoin, Polysorbate 60, Hydrogenated Polydecene, Butylene Glycol, Adenosine, Vitis Vinifera (Grape) Seed Oil, Disodium EDTA, Caprylyl Glycol, Parfum,Dipotassium Glycyrrhizate, Trideceth-6, Collagen Extract, Centella Asiatica Extract, Sodium Hyaluronate, C11-13 Isoalkane, Polyglyceryl-4 Caprate, Hydrogenated Lecithin, Tocopherol, Madecassoside,Madecassoside, Stearic Acid, Asiaticoside,Ethylhexylglycerin, Sodium DNA.

Sposób użycia:

  1. Po oczyszczeniu skóry wyjmij obie części hydrożelowej maski (górną i dolną), następnie usuń folię. 
  2. Nałóż górną część wokół oczu, a dolna część wokół ust. 
  3. Dociśnij aby przylegała do skóry. 
  4. Maskę zdejmij po 30-60 minutach. 
  5. Czas aplikacji dostosuj do kondycji swojej skóry.

Nie jest łatwo zrobić sobie zdjęcie z zamkniętymi oczami. 😉 Maski hydrożelowe mają to do siebie, że zawsze zjeżdżają i najlepiej w tym czasie być w pozycji leżącej. Ale są też plusy tej maski. Wytrzymałam tak całą godzinę relaksując się i udając, że nie wiem, co w tym czasie wyprawiają koty. Maska przez ten czas dobrze nawilżyła moją skórę, pięknie rozświetliła ją, dając ogromną dawkę relaksu. Pozostałą esencję wykorzystałam na szyję, dekolt, dłonie, esencji wystarczyło jeszcze co najmniej na 3 dni. 
Maska  Ginseng PDRN Regenerating Hydrogel Mask SOQU to świetny pomysł na chwilę relaksu, w którym dodatkowo zadbacie o skórę.

Czego nie lubią włosy? 11 błędów, które im szkodzą

 

                Piękne, zdrowe włosy to nie tylko efekt dobrze dobranej pielęgnacji, ale także unikania codziennych błędów. Często nie zdajemy sobie sprawy, że niektóre nawyki, nawet te pozornie zdrowe mogą włosom szkodzić bardziej, niż pomagają, co doświadczyłam też  na swojej głowie. Oto lista rzeczy, których włosy naprawdę nie lubią:

1. Mycie włosów codziennie (bez potrzeby)

Codzienne mycie może naruszyć naturalną barierę ochronną skóry głowy, co prowadzi do przesuszenia lub przetłuszczania. Lepiej dopasować częstotliwość do potrzeb skóry głowy oraz włosów. Czasem wystarczy, jeśli będziemy je myć co 2–3 dni. Nie będę tu jednak ściśle się trzymać tych zaleceń,  bo  wszystko zależy od potrzeb indywidualnych. 

2. Gorąca woda podczas mycia

Nie wiem czy da się umyć włosy gorącą wodą, ale może się zdarzyć, że ktoś nie potrafi wyregulować temperatury wody, albo uważa, że taka bardzo ciepła woda lepiej zmyje brud.  Zbyt wysoka temperatura rozchyla łuski włosa, co powoduje, że włosy stają  się matowe, szorstkie. Warto myć włosy letnią wodą, a na koniec spłukać chłodniejszym strumieniem, by domknąć łuski.

3. Intensywne pocieranie ręcznikiem

Mokre włosy są podatne na uszkodzenia. Zamiast je pocierać ręcznikiem bez litości, delikatnie odciśnij nadmiar wody i owiń włosy w miękki ręcznik lub bawełnianą koszulkę.

4. Wysoka temperatura suszarki, prostownicy i lokówki

Tak samo jak gorąca woda, również gorące powietrze osłabia strukturę włosa i przyczynia się do rozdwajania końcówek. Zawsze  wybieraj chłodniejszy nawiew, można też użyć kosmetyków termo ochronnych.

5. Spanie w mokrych włosach, zbyt długie suszenie w sposób naturalny.

To prosty przepis na łamliwość, plątanie włosów, ale także stany zapalne skóry głowy. Mokre środowisko sprzyja namnażaniu się bakterii i grzybów – zwłaszcza przy długich lub gęstych włosach. To samo tyczy się suszenia naturalnego włosów. Chociaż często kojarzy się to ze zdrowszą opcją, nie zawsze jest korzystne. Włosy schnące przez wiele godzin (szczególnie u nasady) tworzą wilgotne środowisko sprzyjające rozwojowi grzybów, łupieżu i podrażnień. Jeśli Twoje włosy długo schną – lepiej dosusz je suszarką z chłodnym nawiewem.

6. Zbyt ciasne upięcia i agresywne gumki

Mocno związywane włosy, są narażone na uszkodzenia mechaniczne, także na osłabienie cebulek. Unikaj gumek zawierających metalowe elementy, unikaj  też zawiązywania ciasnych kucyków. Lepiej wybieraj delikatne scrunchie lub jedwabne akcesoria. 

7. Brak ochrony przed słońcem

Promienie UV nie tylko przyspieszają  starzenie się skóry, nie wspominając o czerniaku skóry, ale również uszkadzają keratynową strukturę włosów. W efekcie powoduje to przesuszenie, blaknięcie koloru i osłabienie pasm, co miałam okazję zauważyć  po przebywaniu większości całego lata nad naszym morzem. Latem warto sięgnąć po kosmetyki z filtrami UV, także warto zaprzyjaźnić  się z kapeluszem.

9. Niewłaściwa dieta

Jak wiemy, nie wystarczą same odżywki, włosy odżywiają się od środka. Braki żelaza, cynku, biotyny czy kwasów omega-3 przekładają się na osłabienie cebulek, w efekcie ich wzmożone wypadanie. Tylko dobrze zbilansowana dieta może nam pozwolić na piękne, zdrowe włosy.

9. Źle dobrane kosmetyki 

Nie każda odżywka czy szampon działa tak samo na każde włosy. Produkty z alkoholem, silne detergenty, zbyt ciężkie formuły  mogą obciążać włosy i podrażniać skórę głowy. Tak samo potrafią doprowadzić do ich zwiększonego wypadania.

10. Zbyt częste zabiegi fryzjerskie (farbowanie, trwała, rozjaśnianie)

Chemiczne zabiegi osłabiają strukturę włosa, prowadząc do przesuszenia, łamliwości i utraty blasku, czego efektem jest fryzura przypominająca siano na głowie. Jeśli stosujesz te zabiegi, zadbaj o intensywną regenerację, odbudowę i dobre nawilżenie.

11. Zaniedbywanie skóry głowy

Zdrowe włosy zaczynają się od zdrowej skóry. Delikatne oczyszczanie włosów, peeling i masaż skóry głowy, poprawiają mikrokrążenie, dzięki czemu rosną mocniejsze pasma.

Włosy mają swoje potrzeby, mają  też swoje granice. Nie chodzi tylko o to, czego potrzebują, ale również o to, czego zdecydowanie nie lubią. Świadoma pielęgnacja zaczyna się od uważności, natomiast małe zmiany w codziennych nawykach mogą przynieść duże efekty. 

Pozdrowienia! ☀️

Różnice w makijażu po obu stronach twarzy, skąd się biorą?

 

    

              Nie wiem czy też tak macie, że robicie makijaż, i zauważacie, że po jednej stronie jest on mniej widoczny?Nie widać ślady różu czy brązera po tej jednej stronie? To bardzo częste zjawisko. Skąd może wynikać, że po jednej stronie twarzy makijaż wygląda delikatniej, mniej widocznie? Szukając odpowiedzi w sieci, znalazłam kilka powodów. 

Oświetlenie

Makijaż wykonywany w różnym świetle (np. z jednej strony okno, czy z drugiej cień) może wyglądać inaczej. Nawet dobrze nałożony podkład wydaje się bardziej kryjący lub jaśniejszy po stronie oświetlonej.

Nierówności skóry

Skóra nie jest identyczna po obu stronach. Mogą być różnice w porach, strukturze, zaczerwienieniu czy przebarwieniach. W efekcie podkład lub róż nie wygląda tak samo, „trzyma się” zupełnie inaczej.

Różnice w technice nakładania

Jeśli jesteś praworęczna, łatwiej  równomiernie pracować po jednej stronie twarzy, druga strona  natomiast wychodzi subtelniejsza lub mniej dopracowana.

Mimika i nawyki

Jedna strona twarzy może być bardziej aktywna (np. częściej opierasz się na dłoni, śpisz na jednym boku, częściej marszczysz jedną brew). To wpływa na to, jak makijaż się rozkłada po obu stronach utrzymuje.

Produkty i ich osadzanie się

Czasem po jednej stronie skóra szybciej wchłania krem lub podkład, szczególnie jeśli była tam bardziej sucha albo lepiej nawilżona.

Jak temu zaradzić?

Żeby wyrównać efekt, warto: 

  • sprawdzać makijaż w świetle dziennym, 
  • nakładać go cienkimi warstwami 
  • patrzeć w lusterko pod różnym kątem.
Macie jakieś sprawdzone sposoby na równy efekt w makijażu? Podzielcie się w komentarzu.

Pozdrowienia! 🌞


Skąd wzięły się maseczki w płachcie?

 

             Maska w płachcie. Wystarczy otworzyć szafkę z kosmetykami, żeby zobaczyć dziesiątki jej odmian. Bawełniana, celulozowa, biocelulozowa, hydrożelowa, nasączona kwasem hialuronowym, witaminą C, śluzem ślimaka czy ekstraktami roślinnymi. Są maseczki nawilżające, rozświetlające, kojące, ujędrniające, a nawet takie, które mają być zakładane przed wielkim wyjściem. Aż trudno uwierzyć, że jeszcze całkiem niedawno ta niepozorna maseczka w płachcie była kosmetyczną ciekawostką, a nie stałym elementem pielęgnacji.

I wcale nie zaczęło się od Korei

Kiedy mówimy o maseczkach w płachcie, najczęściej od razu pojawia się hasło ,, pielęgnacja koreańska". No i rzeczywiście, to właśnie koreański przemysł kosmetyczny odegrał ogromną rolę w spopularyzowaniu tego produktu na całym świecie.

Sama idea nakładania na twarz materiału nasączonego preparatem pielęgnacyjnym jest jednak starsza i wiąże się z azjatyckimi tradycjami pielęgnacyjnymi. Współczesna maseczka w płachcie jest więc raczej efektem stopniowego rozwoju kilku pomysłów niż wynalazkiem jednej osoby czy jednej marki. Swoje znaczenie miała tutaj Japonia, później dopiero Korea nadała pomysłowi zupełnie nową formę. To właśnie w Korei maseczka w płachcie stała się jednym z symboli nowoczesnej pielęgnacji i zaczęła być produkowana na ogromną skalę.

Dlaczego właśnie płachta?

Pomysł jest prosty, ale bardzo praktyczny. Zamiast nakładać kremową maseczkę grubą warstwą i później ją zmywać, przygotowano cienki materiał dopasowany do kształtu twarzy. Nasącza się go płynną formułą zawierającą składniki pielęgnacyjne, a następnie przykłada do skóry. 

Płachta ogranicza parowanie preparatu i utrzymuje go przy powierzchni skóry przez czas zabiegu. Dzięki temu możemy wykorzystać skoncentrowaną formułę bez konieczności nakładania jej bezpośrednio na twarz w dużej ilości. To rozwiązanie okazało się również niezwykle wygodne. Nie trzeba niczego mieszać, odmierzać ani zmywać. Wyjmujemy maseczkę z opakowania, rozkładamy, dopasowujemy do twarzy i po kilkunastu minutach zdejmujemy. Jakie to proste! Właśnie dlatego tak dobrze się przyjęło.


Korea zrobiła z maseczki rytuał

Koreański przemysł kosmetyczny bardzo mocno rozwinął ideę wieloetapowej pielęgnacji. Maseczka przestała być wyłącznie okazjonalnym zabiegiem, a stała się jednym z elementów domowego rytuału.

I tutaj pojawiła się różnorodność.

Jedna maseczka miała nawilżać, inna rozświetlać, kolejna koiła skórę, jeszcze inna maska miała poprawiać jej wygląd przed ważnym wydarzeniem. Zaczęto eksperymentować również z materiałem, który miał służyć powstawaniu płachty. Pojawiły się cienkie włókniny, bawełna, celuloza, później również bioceluloza oraz materiały hydrożelowe. Każdy z nich ma nieco inne właściwości i inaczej układa się na skórze.

Dlaczego maseczki zrobiły się tak popularne?

Bo odpowiadały na bardzo współczesną potrzebę: chcemy czegoś skutecznego, ale jednocześnie łatwego i przyjemnego w użyciu. Maseczka w płachcie zajmuje niewiele miejsca, jest gotowa do użycia i nie wymaga specjalnych umiejętności. Można ją zabrać w podróż, zastosować po nieprzespanej nocy albo potraktować jako mały domowy rytuał.

Nie bez znaczenia była również atrakcyjna forma maski. Kolorowe opakowania, ciekawe składniki i coraz bardziej pomysłowe kształty sprawiły, że maseczka stała się produktem, którym chciało się dzielić w mediach społecznościowych. Kiedy K-beauty zaczęło zdobywać popularność w Europie i Stanach Zjednoczonych, maseczki w płachcie szybko wyszły poza Azję. Z kosmetycznej ciekawostki stały się produktem dostępnym praktycznie wszędzie.

A co z tymi wszystkimi składnikami?

Tutaj warto zachować zdrowy rozsądek. Sama płachta nie jest magicznym składnikiem odmładzającym skórę. Jej zadaniem jest przede wszystkim stworzenie wygodnego sposobu aplikacji preparatu i utrzymanie go na powierzchni skóry przez określony czas.

O tym, co rzeczywiście zrobi maseczka, decyduje przede wszystkim jej skład.

Jeśli znajdziemy w niej humektanty, takie jak gliceryna czy kwas hialuronowy, możemy oczekiwać przede wszystkim efektu nawilżenia. Składniki łagodzące mogą być pomocne przy skórze potrzebującej ukojenia, a antyoksydanty czy substancje rozświetlające mogą uzupełniać pielęgnację nastawioną na poprawę wyglądu skóry. Dlatego przy wyborze maseczki znacznie ważniejszy od pięknego obrazka na opakowaniu jest jej skład.

Od azjatyckiego rytuału do kosmetycznej szuflady

Dziś trudno jest znaleźć osobę interesującą się pielęgnacją, która nie zna masek w płachcie. Ich droga do naszych łazienek jest jednak ciekawsza, niż mogłoby się wydawać. 

To połączenie azjatyckiej tradycji pielęgnacyjnej, rozwoju przemysłu kosmetycznego, nowych materiałów i bardzo prostego pomysłu: nasączyć odpowiednio przygotowaną płachtę kosmetykiem, przyłożyć ją do twarzy. Koreańska branża kosmetyczna potrafiła ten pomysł znakomicie rozwinąć i wypromować na całym świecie. Nic więc dziwnego, że dziś, kiedy myślimy o maseczkach w płachcie, pierwszym skojarzeniem jest właśnie K-beauty.

Za tym niepozornym kawałkiem materiału kryje się całkiem długa historia. I chyba właśnie to jest w kosmetykach najciekawsze, ponieważ wiele rzeczy, które dziś uważamy za całkiem oczywiste, jeszcze niedawno wcale oczywistymi nie były.

Pozdrowienia! ✨

Sekrety pielęgnacji kobiet z różnych stron świata

 


           Każda część świata ma swoje własne sposoby na pielęgnację. Niektóre z nich znamy doskonale, inne dopiero odkrywamy. Często są bardzo proste i opierają się na składnikach, które od pokoleń były dostępne w danym regionie. Oleje roślinne, zioła, glinki, ryż, zielona herbata czy naturalne masła nie potrzebowały skomplikowanych receptur, żeby znaleźć swoje miejsce w codziennej pielęgnacji. Wiele tradycyjnych rytuałów wcale nie polega na używaniu dużej liczby kosmetyków. Liczy się przede wszystkim regularność, delikatność oraz znajomość własnej skóry. I może właśnie w tym tkwi ich największa wartość.

Japonia – mniej znaczy więcej

Japońska pielęgnacja od dawna kojarzy się z dokładnością i konsekwencją, natomiast jednym z charakterystycznych składników jest ryż, wykorzystywany w różnych formach. Między innymi występuje jako składnik kosmetyków oraz wody ryżowej.
Ważne miejsce zajmuje również zielona herbata, która jest ceniona ze względu na zawartość polifenoli i właściwości antyoksydacyjne. Tradycyjny japoński sposób dbania o skórę opiera się przede wszystkim na delikatnym oczyszczaniu, nawilżaniu oraz ochronie przeciwsłonecznej.
Podejście to pokazuje, że pielęgnacja nie musi być skomplikowana. Kilka dobrze dobranych produktów i systematyczność mogą mieć większe znaczenie niż łazienkowa półka pełna kosmetyków.


Korea – pielęgnacja jako codzienny rytuał

Koreańska pielęgnacja zdobyła popularność na całym świecie, ale jej podstawowe założenia są dużo bardziej proste niż słynne wieloetapowe rutyny, które często widzimy w internecie. Bardzo dużą uwagę przywiązuje się do dokładnego, ale łagodnego oczyszczania, nawilżania oraz ochrony przeciwsłonecznej. Popularne są również składniki takie jak fermentowane ekstrakty, śluz ślimaka, żeń-szeń czy zielona herbata.
Warto zaznaczyć również, że pielęgnacja traktowana jest jako chwila dla siebie. Nakładanie kosmetyków nie musi być szybkim obowiązkiem wykonywanym między kolejnymi zadaniami. Może być spokojnym rytuałem, który pozwala na chwilę zwolnić.

Maroko – olej arganowy i glinka ghassoul

Marokańska pielęgnacja od dawna korzysta z bogactwa lokalnych składników. Najbardziej znanym jest oczywiście olej arganowy, otrzymywany z nasion owoców arganii żelaznej. Bogaty w kwasy tłuszczowe i witaminę E, świetnie sprawdza się przede wszystkim w pielęgnacji skóry suchej oraz włosów.

Drugim charakterystycznym składnikiem jest glinka ghassoul. Tradycyjnie stosowano ją do oczyszczania skóry i włosów. W połączeniu z wodą tworzy pastę, którą można wykorzystać jako łagodny preparat oczyszczający.
Marokański rytuał przypomina, że czasami warto sięgnąć po prostotę. Zamiast kolejnego skomplikowanego kosmetyku wystarczy dobrze znany składnik o konkretnym zastosowaniu.

Indie – olejowanie i ajurwedyjskie rytuały

W Indiach pielęgnacja przez wieki była związana z tradycją ajurwedyjską. Jednym z najbardziej charakterystycznych rytuałów jest olejowanie włosów i skóry głowy.
Wykorzystuje się tu między innymi olej kokosowy, sezamowy czy amla. Olejowanie nie jest jednak magicznym sposobem na rozwiązanie wszystkich problemów włosów. Jego największą zaletą może być natłuszczenie i ochrona włosów przed nadmiernym wysuszeniem.
W tradycyjnych rytuałach pojawiają się również zioła, przyprawy i roślinne proszki. Współczesna kosmetologia chętnie sięga po niektóre z tych składników, choć tradycyjne zastosowanie nie zawsze oznacza potwierdzone działanie kosmetyczne.

Francja – prostota i przyjemność

Francuska filozofia pielęgnacji jest zdecydowanie mniej skomplikowana. Zamiast obsesyjnego śledzenia każdej nowinki kosmetycznej liczy się kilka dobrze dobranych produktów. Dużą wagę przywiązuje się do delikatnego oczyszczania, nawilżania jak również ochrony skóry przed słońcem. Popularne są również kosmetyki zawierające wodę termalną, masła oraz oleje roślinne.

Jest w tym także coś, co bardzo łatwo przenieść do własnej łazienki: pielęgnacja ma być przyjemnością, a nie kolejnym obowiązkiem do odhaczenia.

Brazylia – natura na pierwszym planie

Brazylia jest prawdziwym skarbcem roślin wykorzystywanych w kosmetyce. Olej z orzechów brazylijskich, masło cupuaçu, olej z acai czy olej kokosowy znalazły swoje miejsce zarówno w tradycyjnych rytuałach, jak i we współczesnych kosmetykach.
Szczególnie interesujące jest podejście do pielęgnacji włosów. Przy wysokiej temperaturze i dużej wilgotności odpowiednie zabezpieczenie włosów przed przesuszeniem i utratą wilgoci ma ogromne znaczenie.
Brazylijska pielęgnacja oprócz dbania o twarz często kojarzy się również z dbaniem o całe ciało. Nawilżona, gładka skóra jest traktowana jako element codziennej troski o siebie.


Egipt – mleko, miód i oleje

Już w starożytnym Egipcie dużą wagę przywiązywano do pielęgnacji ciała. Wykorzystywano między innymi oleje roślinne, miód, mleko oraz różnego rodzaju aromatyczne substancje pochodzenia roślinnego.
Miód do dziś jest cenionym składnikiem kosmetycznym ze względu na właściwości nawilżające. Oleje natomiast pomagają ograniczać utratę wody z powierzchni skóry.
Oczywiście współczesna pielęgnacja różni się od tej sprzed tysięcy lat. Nie chodzi o wierne odtwarzanie dawnych receptur, ale o inspirację składnikami, które rzeczywiście mają swoje miejsce również we współczesnej kosmetyce.

Skandynawia – ochrona przed trudnymi warunkami

W krajach północnej Europy skóra musi radzić sobie z chłodem, wiatrem, suchym powietrzem i dużymi zmianami temperatury. Nic więc dziwnego, że skandynawska pielęgnacja stawia na ochronę bariery hydrolipidowej i dobre nawilżenie.
Popularne są tu raczej proste formuły, oleje, masła oraz składniki pomagające zatrzymać wodę w skórze.

Skandynawska filozofia dobrze pasuje do zasady: nie komplikuj tego, co działa. Skóra potrzebuje przede wszystkim odpowiedniego oczyszczania, nawilżania i ochrony, a nie nieustannego eksperymentowania.

Co z tego wszystkiego możemy zabrać dla siebie?

Najciekawsze w tych wszystkich tradycjach jest to, że mimo ogromnych różnic kulturowych wiele zasad się powtarza. 
  • Delikatne oczyszczanie
  • Nawilżanie. 
  • Ochrona przed słońcem. 
  • Oleje i składniki roślinne. 
  • Regularność. 
  • I co najważniejsze – dostosowanie pielęgnacji do potrzeb własnej skóry.
Nie musimy kopiować całych rytuałów z Japonii, Indii czy Maroka. Wystarczy czasem podpatrzeć jeden element i sprawdzić, czy pasuje do naszej codzienności. Pawdziwy sekret dobrej pielęgnacji prawdopodobnie nie leży w odległym zakątku świata ani w egzotycznym składniku. Częściej jest nim konsekwencja i rozsądne podejście do własnej skóry. A tego akurat możemy nauczyć się od kobiet z każdego zakątka świata. Która pielęgnacja szczególnie Was inspiruje? 

Pozdrowienia! ☀️

Zdjęcia, które tu wykorzystałam, pochodzą ze strony https://www.istockphoto.com/pl




Domowe sposoby na przyjemny zapach w mieszkaniu

 

             Są takie domy, do których wchodzi się z uśmiechem. Nie tylko dlatego, że są pięknie urządzone, ale przede wszystkim dlatego, że od progu otula nas przyjemny zapach. To on buduje pierwsze wrażenie, przywołuje wspomnienia i sprawia, że czujemy się bezpiecznie oraz swobodnie. Wbrew pozorom nie potrzeba drogich świec ani elektrycznych odświeżaczy, by we wnętrzu unosił się delikatny, naturalny aromat. Często najlepsze rozwiązania są najprostsze.

Regularne wietrzenie

Nawet najpiękniejszy zapach nie zastąpi świeżego powietrza. Codzienne, kilkuminutowe wietrzenie pomaga pozbyć się wilgoci, nieprzyjemnych zapachów oraz sprawia, że wnętrze staje się przyjemniejsze. Warto otwierać okna rano i wieczorem, szczególnie podczas gotowania.

Cytrusy i przyprawy

Naturalny zapach można przygotować w kilka minut. Wystarczy do garnka z wodą wrzucić plasterki pomarańczy lub cytryny, dodać laskę cynamonu, kilka goździków, a podgrzewana mieszanka wypełni dom ciepłym, przyjemnym aromatem, który kojarzy się z domowym spokojem.




Suszone zioła i kwiaty

Lawenda, mięta, rozmaryn czy płatki róż nie tylko pięknie wyglądają, ale również delikatnie pachną. Można umieścić je w niewielkich woreczkach z bawełny lub lnu i schować do szaf, komód czy garderoby. Dzięki temu ubrania oraz pościel zyskają subtelny, naturalny zapach.

Soda oczyszczona pochłania nieprzyjemne zapachy

Nieprzyjemny zapach często nie wymaga zamaskowania, natomiast usunięcia jego źródła. Soda oczyszczona doskonale pochłania niechciane zapachy. Mały pojemnik z sodą można postawić w lodówce, szafce na buty lub w pobliżu kosza na śmieci. Co kilka tygodni warto wymienić ją na świeżą.

Olejki eteryczne

Kilka kropli naturalnego olejku eterycznego dodanych do dyfuzora lub kominka zapachowego wystarczy, aby odmienić atmosferę w domu. Latem dobrze sprawdzają się cytrusy i mięta, natomiast jesienią i zimą chętnie wybierane są lawenda, sosna, wanilia czy cynamon.


Pachnące rośliny

Niektóre rośliny doniczkowe nie tylko zdobią wnętrze, ale również roztaczają delikatny aromat. W kuchni świetnie sprawdzą się bazylia, mięta czy rozmaryn, natomiast na parapecie mogą stać pachnące pelargonie lub jaśmin.

Czyste tkaniny

Zasłony, koce, poduszki czy dywany łatwo chłoną zapachy. Ich regularne pranie i wietrzenie sprawia, że całe mieszkanie wydaje się bardziej świeże. Od czasu do czasu warto  też przewietrzyć materac i pościel, zwłaszcza kiedy mamy słoneczny dzień.

Naturalne woreczki zapachowe

Samodzielnie przygotowane woreczki z suszoną lawendą, skórką pomarańczy lub płatkami róż to prosty sposób na przyjemny aromat w szafach i szufladach. Są trwałe, estetyczne i można je łatwo odświeżyć, dodając kilka kropli ulubionego olejku eterycznego.




Piękny zapach zaczyna się od porządku

Najlepszym sposobem na świeże wnętrze jest regularne sprzątanie. Opróżnianie koszy, czyszczenie odpływów, pranie tekstyliów czy mycie lodówki skutecznie eliminuje źródła nieprzyjemnych zapachów. 

Przyjemny zapach w domu nie musi być efektem drogich odświeżaczy. Czasem wystarczy kilka prostych nawyków i naturalnych składników, aby wnętrze stało się miejscem, do którego wraca się  z przyjemnością każdego dnia. Świeże powietrze, czystość oraz delikatne zapachy ziół, owoców i przypraw tworzą atmosferę, która sprzyja odpoczynkowi i sprawia, że dom staje się jeszcze bardziej przytulny. Jakie macie sposoby na przyjemny zapach w domu?

Pozdrowienia! 🌸

Tekst większego napisu nagłówka

Polecam

Tekst mniejszego napisu nagłówka

ciekawe wpisy

Sekcja - Polecane posty

Dziękuję za każdą kawę ☕

instagram

Copyright © W Blasku Marzeń.