Co myśli babcia o makijażu w szkole


              Wakacje minęły, plaże i wędrówki po górach odeszły do wspomnień, a młoda część społeczeństwa wróciła do szkolnych stolików. Wszystko było by super, gdyby nie coroczny bulwers na temat makijażu uczącej się młodzieży. Co myślę na ten temat, na temat makijażu w szkole?

Są różne zdania, co roku czytam dużo słów krytyki w mediach społecznościowych na temat dzisiejszych uczennic. Pewnie zdziwicie się co do mojego stanowiska w sprawie makijażu w szkole, ale zdania nie muszą być jednakowe. Większość kobiet na pewno powie ,,za moich czasów". Za moich czasów niektóre panie nauczycielki wysyłały uczennice do szkolnej, zasyfiałej toalety, żeby umyły buzię z wyimaginowanego przez nie makijażu. Ile z nas miało wtedy piękne, długie rzęsidła! To było dawno. Były też nylonowe, ohydne mundurki. Miało być byle jak, ale jednakowo. 

Czy to coś dało tamtejszym uczennicom? Większość z nich była zakompleksiona, część męczyła się z trądzikiem, a duża część została szarymi, zakompleksionymi myszkami do dziś. Cześć zaszła w ciążę w wieku 14-16 lat, a część się zaćpała. Część pozostała nieśmiała i nadal zakompleksiona. Były to też dzieci z "dobrych domów". Jeśli myślicie, że kiedyś nie było narkomanii, szlajania się z chłopakami, cichodajstwa to jesteście w błędzie. Dziś są galerianki, wtedy były inne zjawiska. Byli też pedofile, co nieraz odczułam na własnej skórze, będąc grzeczną nieśmiałą dziewczynką. Pedofili nie brakowało też na lekcji religii, tylko że zawstydzona dziewczynka wstydziła się powiedzieć o tym rodzicom. Nie było tylko komputerów oraz Internetu, żeby to wszystko poszło w świat. 

Jak wspominałam już wcześniej, mam wnuczkę, ostatnią z rocznika gimnazjalistek. Edit: osiemnastolatkę, dwunastolatka i siedmiolatkę. Mimo, że potrafi zrobić makijaż lepiej od niejednej makijażystki, zrobić manicure lepiej od niejednej dużo lepiej od niejednej stylistki paznokci, to nie przewróciło jej się w głowie. Uczy się lepiej niż owe grzeczne dziewczynki, które nie wiedzą co to makijaż, ale po cichaczu robią głupsze rzeczy. Mam w rodzinie modelkę, której zaczęła swą karierę bardzo wcześnie, a wyników w nauce mogłyby pozazdrościć niejedne panienki nie znające, co to podkład czy krem BB. Jeśli o mnie chodzi, makijażu uczyłam się powoli, najpierw podglądając starsze siostry, później od koleżanek. Jak się używa szminkę, pokazała mi moja własna mama, która wychowała czwórkę dzieci na mądrych ludzi.

Jedno czego żałuję, to tego, że nie było w szkole nikogo, kto zamiast wyrzucać nas z lekcji, karać za za bardziej błękitne oczy, za długie rzęsy, blond loczki czy nieco inny sweterek, który zrobiła mama, bo nie było jej stać na nowe ciuchy ze sklepu, kto nauczyłby nas jak dbać o urodę nie czyniąc sobie krzywdy. Jak przykładowo używać podkładu, o ważności prawidłowego makijażu oraz o innych potrzebnych sprawach. Fakt, że młodą buzię zdobi młodość, ale co szkodzi podkreślić jej walory, czy ukryć niedoskonałości? Najważniejsze jest, jak mnie uczono - nie szkodzić. Wszystko jest dla ludzi. Wszystko w miarę rozsądku.

Młodzież można nauczyć wiele, tylko trzeba odpowiednio do nich podejść, a krytykę zacząć od siebie. Tak właśnie od siebie. Co z tego, że jesteś w kościele dwa razy dziennie, jeśli Twój syn kopie kota, a Ty odbijasz męża innej kobiecie? Co z tego, że Ty się nie malowałaś w czasie lat szkolnych, nie chodziłaś w szpilkach, jeśli siedzisz teraz jak nie na plotach, to wrzucasz głupie memy dotyczące nastolatek. Naprawdę chciałabyś, żeby wróciły lata sprzed trzydziestu, czterdziestu, pięćdziesięciu lat? A może by tak zbliżyć się do lat, gdzie kobiety były oficjalnie pomiatane, używane przedmiotowo? Jak zdążyłam zaobserwować, wszystko to jeszcze jest możliwe.

Może zamiast karać za urodę, odbierać córce czy wnuczce kosmetyki wybierzmy się z nią na zakupy i pomóżmy jej wybrać, doradźmy kolor podkładu czy błyszczyka. Może zamiast krytykować chodzenie na szpilkach zróbmy jej małą lekcję chodzenia w nich, ceńmy za kreatywność i dobry gust. Nie chciałabym, żeby wpajano dzieciom, tego co wpajano nam, bo to tylko szkodzi i odbiera dziewczynom, a w przyszłości kobietom pewność siebie. Wszystko oczywiście w miarę rozsądku, nie jestem za pełnym makijażem, poprawianiem wielkości biustu, czy powiększaniem ust. Nie jestem natomiast przeciwna takim korektom jak w przypadku odstających uszu, korekty nosa, prostowaniu zgryzu czy innych nie dających spokoju dziewczęcych tragedii. 

Wszystko jest dla ludzi, także dla tych młodszych. Jak to wykorzystają młodsi, zależy tylko od nas. Nie jestem psychologiem. Jestem tylko mamą i babcią, która chciałaby, żeby dziewczyny, kobiety miały więcej pewności siebie, odwagi oraz własne zdanie. Mowa tu o lekkim poprawieniu urody, nie makijażu jak na wybieg modelek czy wieczorne wyjście dla kobiet.

Pozdrawiam! :)

Komentarze

  1. Bardzo kochana z Ciebie babcia i bardzo wyrozumiała :) Ja myślę, że makijaż czy ubrania które komuś nie odpowiada" to nic takiego. Ważniejsze jest zachowanie. Tego bym nie chciała, by moje córki jak dorosną zachowywały się normalnie.A niech się malują, czy tam noszą co chcą. Młodość ma swoje prawa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Marzenko :* Oczywiście, zachowanie jest najważniejsze, no i wiedza :) Delikatny makijaż jeszcze nikogo nie zdemoralizował ;)

      Usuń
  2. Ja nie maluję się raczej na co dzień, wolę się porządnie wyspać :D Wiele rówieśniczek zaczęło się malować w gimnazjum, nie były to mocne makijaże, w liceum też raczej były to takie dzienne, subtelne makijaże, nikt nie miał z tym problemu, ale nie raz słyszałam o tych wrednych nauczycielkach, które kazały dziewczynom zmywać makijaże, czasami nawet tym, które nie miały makijażu, tylko po prostu wyraźniejsze rzęsy. Uważam, że niech każdy ubiera się i maluje jak chce, liczy się to, co ma się wewnątrz :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Makijaż nie jest przymusem, bardziej własną potrzebą, a Tobie i tak nic nie brakuje. Mój makijaż w szkole ograniczał się do pomalowania rzęs, a i tak robiłam to dopiero w liceum i też nie od początku :D Tak samo wolałam się wyspać, także do pracy, aż któraś kierowniczka jednej przychodni zasugerowała mi, że powinnam bardziej o siebie "zadbać", bo w ogóle mi się nie chciało malować :D

      Usuń
  3. Ja z makijażem zaczęłam eksperymentować w ostatniej klasie szkoły podstawowej, było to podkreślenie rzęs i kredka do oczu. Malowałam się wtedy jedynie w weekend, podobnie było w gimnazjum. W trakcie szkoły nie sięgałam po jakikolwiek kosmetyk z tego względu, że nauczyciele nie szczędzili "miłych słów" w kierunku wymalowanych dziewczyn. Późniejsza edukacja - liceum, tutaj już mogłam się malować. Nie przeszkadzało mi to w osiąganiu dobrych wyników w nauce i nikt nie postrzegał dziewczyn w make-upie jako "gorszych."
    Czasy idą do przodu, pewne kwestie są zrozumiałe, aczkolwiek warto zachować umiar i dobry smak :)
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że tak! Wszystko jest dla ludzi, także uczniów, byle z umiarem. Wiele nauczycieli żyje jeszcze poprzednimi epokami. Również serdecznie pozdrawiam :)

      Usuń
  4. Zazdroszcze Twojej wnusi takiej superowej, wyrozumialej, postepowej babci. Piszesz bardzo madrze :) U nas w szkole byly takie nawiedzone panie rodem z zascianka co gonily do toalety, kazaly zmywac makijaz, a gdy mialas pofarbowane wlosy zaraz zglaszaly to dyrekcji. Koszmar. Ciesze sie, ze Ty Jestes inna babcia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :* W każdej szkole jak widać istnieje jakiś schiz ;)

      Usuń
  5. Ja zaczęłam malować się od gimnazjum, początkowo tylko podkreślałam rzęsy i smarowałam twarz fluidem. Na szczęście nikt nie kazał mi iść do łazienki tego zmyć, tak jak to było w przypadku mojej koleżanki, która dodatkowo podkreślała oczy gruba czarka kredką. Kiedy już zmyła makijaż, to nauczycielka do niej z tekstem: "Teraz już wyglądasz jak uczennica, a nie jak nie powiem kto".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta krecha to naprawdę przegięcie, ale mimo to wielu nauczycieli i madek żyje jeszcze poprzednimi epokami ;)

      Usuń
  6. Zamiast religii przydałyby się lekcje stylizacji, wizażu i zdrowego podejścia do życia!
    Nastolatki mają ogromne problemy ze swoim wyglądem, a nie wszyscy mają fajnych rodziców, czy babcie, które mogą je wesprzeć i doradzić:)

    Ja w liceum miałam problemy z powodu ciuchów. A nie były, to stylówki seksi;))
    Mój kapelusz się nie podobał:D:D I długa kiecka :D:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadza się. Religia powinna być przy kościele w salkach katechetycznych, tak jak kiedyś, a w zamian lekcje wizażu, stylistyki, innych przydatnych przedmiotów. W każdej szkole chyba jest jakiś schiz, który się czepiał nie o tym, co powinien :D

      Usuń
    2. Religia koniecznie powinna być wywalona ze szkół!
      Może tego doczekamy ;))

      Usuń
    3. Też mam nadzieję, bo to nawet jest niesprawiedliwe. Każdy ma prawo do swojej, a w ogóle szkoła to nie miejsce na to. Etyka też psu na budę, kiedyś te sprawy omawiano na lekcji wychowawczej :)

      Usuń
  7. Pamiętam, że ja zaczęłam się malować w gimnazjum lub pod koniec podstawówki. Zawsze był to delikatny i naturalny makijaż i nigdy żaden nauczyciel nie kazał mi go zmazywać. Raz tylko koleżance na lekcji nauczycielka kazała zmyć makijaż ale był wyjątkowo mocny :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak był mocny, to się nie dziwię, ale delikatny makijaż jest według mnie ok :)

      Usuń

Prześlij komentarz

☆ Jest mi bardzo miło, kiedy odwiedzasz to miejsce i zostawiasz swój ślad. Jednak pamiętaj!

☆ KOMENTARZE ZAWIERAJĄCE LINKI, ADRESY BLOGA LUB REKLAMY NIE SĄ AKCEPTOWANE I TRAFIAJĄ DO SPAMU!

☆ Nie widzisz swojego komentarza? Prawdopodobnie pozostawiłaś w nim link. Zgodnie z obietnicą trafił do spamu. Szanuj cudzą pracę! Mam alergię na cwaniactwo.
☆ Zanim napiszesz komentarz, poświęć chwilę i przeczytaj cały post. Chyba, że lubisz się kompromitować.

Postaw mi kawę na buycoffee.to

instagram

Copyright © W Blasku Marzeń.