21 lutego 2017

Illuminating Loose Powder Prowoke Dr Irena Eris i moje pierwsze wrażenia.


        Rozświetlenie twarzy dodaje blasku i młodego wyglądu, ale nikt nie lubi, kiedy skóra świeci się za bardzo i nie zawsze tam, gdzie powinna, czyli w strefie T. Mimo, że moja skóra jest sucha, mój nos również potrafi się świecić jak wypolerowana klamka. Połysk lubię, ale niekoniecznie w tym miejscu. Na temat stosowania pudru do twarzy są różne zdania, że na przykład wysusza, ale bez pudru jakoś czegoś mi brakuje. Gdyby ktoś miał wątpliwości to puder jest potrzebny choćby do zmatowienia całej tej błyszczącej niepotrzebnie strefy, a co najważniejsze do utrwalenia makijażu, do tego, żeby lepiej wyglądać na zdjęciach. Zawsze byłam ciekawa nowej linii do makijażu Dr Ireny Eris Provoke. Przyszedł czas na przetestowanie sypkiego pudru Illuminating Loose Powder Natural, który od dawna mnie intrygował, chciałabym się z Wami podzielić moimi pierwszymi wrażeniami. Zapraszam, kto ciekawy. 


Od początku oczarowało mnie opakowanie tego pudru. Nie jest to jakiś siódmy cud świata, ale przyznacie, że akurat to opakowanie wygląda elegancko. Jak na razie bardzo mi się podoba, choć nie wiem jak długo to sreberko będzie się trzymać. Reszta opakowania raczej nie wzbudza moich podejrzeń co do jego wytrzymałości, pozostawmy to jednak próbie czasu. 



Całość wygląda bardzo uroczo. Wieczko można odkręcić i po zużyciu użyć w innym celu, albo dosypać nowego pudru. Niektórzy narzekają, że otworki w wieczku są za duże, mi one na razie nie przeszkadzają. Lekko potrząsam pudełeczkiem i aplikuje się tyle ile trzeba, Jak przesadzę z ilością, zawsze można odkręcić i wsypać z powrotem do pudełeczka, nie zmarnuje się. Puderniczka łatwo się otwiera i zamyka, nie trzeba się bać o paznokcie, nie połamią się na pewno. 


Dołączony puszek do nabierania pudru jest niesamowicie miły dla skóry twarzy. Mam wrażenie, że dotykam kociego, miękkiego futerka. Do nabierania  pudru najczęściej używam jednak pędzla, też jest miękki a mam wrażenie, że wytrzyma dłużej. 


Sypka, lekka formuła pudru w naturalnym kolorze z opalizującymi drobinkami według producenta idealnie stapia się ze skórą i optycznie ją wygładza. Zapewnia skórze długotrwałe, matowe wykończenie, a równocześnie dyskretne rozświetlenie. Zawiera wyciąg z oleju Acai o działaniu pielęgnacyjnym, nawilżającym i chroniącym skórę przed czynnikami zewnętrznymi. Idealny do wykończenia makijażu, dla każdego rodzaju skóry.

Formuła została testowana dermatologicznie, puder nadaje się do każdego rodzaju skóry.


Według mnie puder sprawdza się znakomicie. Z tym rozświetleniem nie ma obaw, że twarz się będzie błyszczeć, na pewno nie będzie. Bardzo mikroskopijne złote drobinki robią to bardzo dyskretnie i na zdjęciu już nie są widoczne. Nie jest widoczny też sam puder, mimo że ładnie wygładza skórę twarzy nie zatykając przy tym por. Stosując ten puder osiąga się delikatnie zmatowioną skórę, a efekt trwa bardzo długo, u mnie cały dzień, do samego demakijażu i bez poprawek. Jak na razie puder jest delikatny dla mojej skóry, mam nadzieję, że tak zostanie. Nie mogę zarzucić, żeby wysuszał skórę. Sam efekt jak dla mnie jest ok, nawet bardzo mi się podoba. Jest niewidoczny na twarzy, optycznie wygładza, utrwala makijaż, a co ważne, nadaje się do zdjęć. 


Jak na razie nie mam zastrzeżeń do tego pudru, jestem ciekawa natomiast jak on sprawdza się u Was. Znacie go?  Znajdziecie go w większych drogeriach Rossman, Natura. Znajdziecie go także w Sephorze czy Douglasie, a najbardziej opłaca się kupować na promocjach. Jeśli Wam nie po drodze, zawsze warto znaleźć na ceneo.pl. Polecam! :)

Pozdrawiam serdecznie! :)

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Jest mi bardzo miło, że odwiedzasz mój blog. Bedzie mi również miło, jeśli go zaobserwujesz. Pozdrawiam serdecznie i zapraszam! :)

Copyright © 2015 W Blasku Marzeń.
Szablon dostosowany przez: KAROGRAFIA