Przyjemności jesieni

 

              Coraz krótsze dni i brak słońca odbierają radość życia, i nie będę tu słodzić. Coraz mniejszą ochotę mam na pisanie postów, patrząc jak szybko zachodzi słońce, dni przelatują dosłownie przez palce. Buntowałam się jako nastolatka, ale widocznie zbyt słabo, bo to mi zostało do dzisiaj. Na przekór kopniakom od życia, lubię mieć coś ulubionego, co zawsze się sprawdza, dodaje mi radości i nie muszę żałować zakupu.

Moich ulubieńców jest dużo więcej, niż na tym zdjęciu, ale nie będziemy szaleć z długością posta. Bardzo rzadko zdarza mi się, że przeczytam przydługi post w całości, dlatego i ja nie będę Was tym katować. Po prostu pokażę te, które nie tylko pomagają przetrwać jesień każdego dnia, umilając każdą chwilę, ale też są dla mnie wyjątkowe.



Piękne zapachy towarzyszą mi każdego dnia. Oprócz ulubionych perfum są jeszcze ulubione próbki, a od niedawna również olejki eteryczne. Najczęściej jednak ubieram się w Chloe, Chloe i Mademoiselle Chanel. 


Na temat olejków napiszę osobny post, natomiast dziś wspomnę, że zdecydowanie wolę je od sztucznych odświeżaczy, i tym podobnych pachnideł. 

Bardzo ważną rolę pełni u mnie również skuteczna i równie przyjemna pielęgnacj. Krem do rąk oprócz dawania przyjemnego zapachu musi działać na dłużej, a nie tylko doraźnie na kilka minut. Nie obchodzi mnie żaden skład, jeśli coś nie spełnia moich oczekiwań. Szkoda mi czasu na testowanie czegoś takiego. 


Krem pod oczy Benefiance Shiseido najlepiej do tej pory pielęgnuje moją skórę pod oczami, czy ktoś wierzy czy nie. Świetnie nawilża, odżywia, koi i wygładza, nie roluje się pod makijażem. Cena zależy od sklepu, więc dobrze jest przeszukać w internecie.

Nie rozstaję się również z maską do ust Laneige, która nie tylko dba o moje usta, ale jest też świetną bazą pod pomadkę, jak również solo jako błyszczyk.



Ale nie może też zabraknąć pomadki! Leki na nadciśnienie odwadniają organizm, i chociaż staram się go dobrze nawadniać, to nie każda pomadka spełnia moje oczekiwania. Nie lubię pomadek, które wysuszają usta, zbierają się gdzie nie powinny, mają dziwny smak, po prostu nie spełniają moich oczekiwań. Na pomadkach Chanel nigdy się nie zawiodłam, bo oprócz tego, że mają składniki pielęgnujące, to zawsze wyglądają pięknie. Schodzą równomiernie i nie sprawiają nieprzyjemnych niespodzianek. Na co dzień wybieram dla siebie różową Coco Rouge 130 La Pauza Chanel, do której niekoniecznie muszę użyć lusterka. Używam go, ale bywa, że nie zawsze chce mi się go wyciągać z torebki. Na temat tej pomadki też napiszę osobny post.


Coraz dłuższe wieczory sprzyjają czytaniu, dlatego nie może zabraknąć książek. Rzadko kupuję nowe książki, nie mam też zbyt wiele miejsca w moim jednym pokoju, dlatego zapisałam się do biblioteki. To dla mnie magiczne miejsce, bardziej nowoczesne niż to z dzieciństwa, gdzie znikałam na godziny. Teraz można wypożyczyć więcej książek, z czego uwielbiam korzystać. Biorę, ile mogę udźwignąć i pochłaniam je najszybciej jak moje oczy pozwalają. 


Raczej nie będę ich tu opisywać, zdecydowanie wolę czytać i polecać, jeśli któraś skradnie moje serce. To tylko część książek, które zdążyłam tu uwiecznić, nie będę jednak używała liczb, porównań, to nie korporacja, ale sposób na relaks. Znacie któreś z tych książek?

To część moich jesiennych ulubieńców, co Wam sprawia szczególną przyjemność w tej smutnej porze roku? Mam nadzieję, że tym razem komentarze niektórych osób nie będą pisane przez AI, szczerze na to liczę. 

Pozdrowienia! ✨

Komentarze

Dziękuję za każdą kawę ☕

instagram

Copyright © W Blasku Marzeń.