26 lutego 2018

Elegancki, zmysłowy i otulający Gucci Bloom


        Nigdy nie lubiłam zimy tak bardzo, jak w chwilach kiedy nie muszę wychodzić z domu. Kiedy człowiek nic nie musi, może polubić wszystko. Nawet ten mróz za oknem, nawet lekkie przemarznięcie czubka nosa. Mogę powiedzieć, że jestem przekorna jak ta natura. Nie znaczy to jednak, że chciałabym żeby tak zostało. Już nie mogę doczekać się wiosny. Nie tylko dlatego, że nie lubię się ubierać jak bałwanica, ale nie mogę się doczekać widoku zieleni, kwiatów za oknem, a także ich zapachu. Mogę upajać się nimi całą dobę, ale teraz nie pozostaje mi nic innego jak kwiaty w płynie  niczym ogród białych kwiatów w nowym zapachu GUCCI Bloom. Zapachu opracowanym w całości według twórczej wizji Alessandro Michele, dyrektora kreatywnego marki, wspólnie z mistrzem perfumerii Alberto Morillasem.

Flakon i opakowanie, opracowane przez autora perfum ukazują ducha zapachu odzwierciedlającego różnorodność kobiet. Geometryczną bryłę falkonu z lakierowanej porcelany, w staroświeckim odcieniu pudrowego różu, zdobi prążkowana i obramowana czarną obwódką etykieta z logo GUCCI. Kartonik z motywem liści, gałązek wiśni i kwiatów nawiązuje do wzoru tkaniny domu.


Bloom celebruje autentyczność, energię i różnorodność kobiet, dla których kreator tworzy, oraz składa hołd tym wszystkim, którzy identyfikują się z tą wizją. Nawiązując do autentycznego ducha kobiet, Alessandro propaguje postawę swobody, aby kobieta mogła być tym, kim chce. Łącząc kolory, ornamenty i wzory, które określają kreatywne kanony jego wzornictwa, ubiera kobiety tak, że rozwijają się w sposób wyjątkowy, naturalny i ekspresyjny: po prostu rozkwitają. 


Bloom opisywany jako „elissir di fiore”, czyli esencja kwiatowa oznaczająca powrót do włoskiej sztuki perfumiarskiej i do naturalnych kwiatów, to bogaty zapach kwiatowy, z lekko pudrowym aromatem, pełen pasji i tajemniczości.

Absolut naturalnej tuberozy, zbieranej w Indiach, połączono misternie z absolutem pochodzącym z pączków jaśminowych. Występuje też kosaciec, czyli irys o pachnących korzeniach, chiński wiciokrzew. W perfumach użyto również po raz pierwszy nutę pnącza Rangoon Creeper (łac. Combretum indicum). 


Odkryty w południowych Indiach zmienia swój kolor: z białego stopniowo nabiera ciemniejszego odcienia różu, aby ostatecznie przybrać barwę czerwieni. Kwiaty te mają nieco pudrową kobiecą nutę.


Dokładnie w taki sam sposób odczuwam ten zapach. Na początku mnóstwo rozkwitających białych kwiatów rozsiewających rozpoznawalny przez mój zmysł węchu intensywny zapach jaśminu, który z upływem czasu stopniowo  łagodnieje i przechodzi w lekko pudrową nutę pnącza Rangoon Creeper. 


Zapach potrafi uwieść, uzależnić swoimi nutami od samego początku. Jest zmysłowy, jednocześnie elegancki i otulający jak kaszmirowy szal. Jeśli lubicie aromat białych kwiatów, będzie mógł on towarzyszyć przy większości okazji. Zakupy z koleżanką, posłuży też na elegancki wieczór czy większą uroczystość. Niesamowita jest trwałość tego zapachu. Cieszy on swoją obecnością od pierwszego zetknięcia ze skórą, towarzyszy przed snem, a także przy przebudzeniu. Mam nadzieję, że mi się nie znudzi tak samo jak ulubione zapachy Chloe. Bardzo elegancki i urzekający swoją prostotą flakonik nie należy do najlżejszych, ale mimo to nie potrafię się z nim rozstać, skąd pochodzi u mnie zamiłowanie do małych pojemności. Kto lubi większe flakoniki, ma do wyboru także dwie większe pojemności. Lubicie zapach białych kwiatów?

Pozdrawiam cieplutko :)

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Jest mi bardzo miło, kiedy odwiedzasz to miejsce i zostawisz ślad. Proszę, tylko nie spamuj linkami i prośbami o wspólną obserwację. Przy okazji trafię i na Twój blog. Zastrzegam sobie usuwanie komentarzy ze spamem.

Copyright © 2015 W Blasku Marzeń.
Szablon dostosowany przez: KAROGRAFIA