Kosmetyczni i niekosmetyczni ulubieńcy lipca 2021


                   Czas ucieka nieubłaganie, lipiec już za nami, czas pokazać swoich ulubieńców. Jakby tu zebrać wszystkich, zabrakło by miejsca na zdjęciu. Nic się przecież nie zmieniło po wyborze poprzednich ulubieńców. Nie przedłużając wstępu, zapraszam. 

Rzadko źle trafiam przy wyborze swoich kosmetyków czy ubrań, czasami trafi mi się coś ze współpracy, z czego też jestem zadowolona. Nie zmieniło się nic w pielęgnacji mojej twarzy, którą w dalszym ciągu stosuję i uwielbiam. Bardzo lubię, co weszło w mój nawyk każdego wieczoru stosować peeling do ust Malina Mokosh


Nie jest on może jakiś doskonały, bo cukier rozłazi się wokół okolicy ust, ale ten smak oraz nawilżenie, nie zabierze tego nikt. Po upływie czerwca powinnam go właściwie wyrzucić, bo upłynął termin przydatności, ale nic się nie zmieniło w konsystencji, ani smaku, więc używam nadal. Nie jestem taka szybka do wyrzucania. 

Co prawda zapomniałam, kiedy ostatnio kąpałam się w wannie, nie tylko ze względu na rachunki oszczędzam wodę, ale to nie znaczy, że myję się byle czym. Mimo, że żel do mycia ciała jest na nim bardzo krótko, to dla mnie jego wybór jest równie ważny jak cała pielęgnacja. Ponieważ mam wrażliwą skórę, tak samo zwracam uwagę na jego skład. 


Przez to, że w ostatnim czasie miałam ich dwa, żel myjący Malinowy Chruśniak Hagi, zapomniałam umieścić we wcześniejszych ulubieńcach, ale z pewnością to do niego będę częściej wracać. Jest wyjątkowo łagodny dla skóry, przy tym fantastyczny sposób aplikacji, jeszcze bardziej fantastyczny aromat nie pozwala mi o nim zapomnieć. 

Nie jest mi też obojętne, co stosuję do pielęgnacji włosów. Chociaż siwieją w coraz szybszym tempie, to lubię coś z nimi pokombinować, lubię refleksy, co dodaje im trochę wyrazistości, dlatego cały czas stosuję kosmetyki do włosów farbowanych.


Seria kosmetyków do włosów farbowanych Metal Detox L'Oreal Professionnel oprócz pielęgnacji ma chronić ich kolor.  Czy chroni, na dzień dzisiejszy tego nie udowodnię, bo przecież nie da się tego udowodnić ciągle coś zmieniając, ale nikt mi nie zarzuci, że źle je pielęgnują. Włosy myję co drugi dzień i tak samo często nakładam maskę do włosów. Pomijając piękny zapach, który jest miłym dodatkiem, moje włosy całkiem dobrze się prezentują, są zdrowe, dobrze się układają, nie wypadają w nadmiernej ilości.

Przechodząc do makijażu również nic się nie zmieniło w poprzednich kosmetykach, doszły jedynie kolejne, bo dostałam paczkę od Pixi Beauty z pięknymi paletami. Nie są one idealne, bo miałam lepsze, jedną oddałam wnuczce, ale są dwie, które od początku zachwycają kolorami. Pierwsza, to paleta Pixi + Tina Yong...


Nie zdążyłam jeszcze o nich napisać, bo jeszcze wszystkich nie przetestowałam, ale kolory są tu idealnie dopasowane do mojego typu urody. Same cienie nie są szczytem moich marzeń, bo osypują się niemiłosiernie, bez nałożenia bazy prawie ich nie widać, ale znalazłam na nie sposób. O ile to możliwe wklepuję je opuszkami palców, zwilżam pędzelek. Tyle kolorów daje nieskończoność możliwości makijażu oczu. 

Takie same możliwości daje stosowanie palety do ust, chociaż początkowo nie byłam pewna, czy chciałabym aż tak dużo kolorów pomadek, tym bardziej, że nie wszystkie moje i nie będę nosić tego w torebce. 


Pixi + Louise Roe zawiera  25 różnych kolorów pomadek, które można nakładać samodzielnie lub łączyć według własnej fantazji. Tak samo jak w przypadku palety cieni, nie zdążyłam wszystkich wypróbować, niektóre są jeszcze nietknięte, niektóre czekają na jesień, więc musicie być cierpliwi czekając na dokładniejszy opis. Powiem tylko, że nakładam je na grubszą warstwę balsamu do ust, bo nie czuję się komfortowo w matowym wykończeniu, a takie niestety dają te pomadki. Po nałożeniu balsamu też są trwałe, wytrzymują kontakt z maseczką, chociaż ostatnio nie trzeba jej nosić nie wiadomo jak długo. Kolory można łączyć na różne sposoby, więc raczej nie będzie problemu z zużyciem całej paletki. 

Mimo wszystko najbardziej lubię nosić na usta błyszczyk. Nie jest tak trwały jak pomadka, ale za to jaki komfort przynosi ustom. 



Tarte Maracuja Juicy Lip w kolorze Strawberry noszę ze sobą cały czas, zmieści się wszędzie, bardzo dobrze nawilża usta, nadając im soczysty kolor, rozpieszcza cukierkowym smakiem. Uwielbiam!

To tyle, jeśli chodzi o ulubieńców kosmetycznych, ale na kosmetycznych się one nie kończyły. 


Dużą radość sprawiły mi świece i woski Total Candle ze sklepu Anety. Piękne zapachy nadal umilają letnie wieczory. 

Plakaty Poster Store zachwycają nie tylko moje oczy, ale też ozdabiają mieszkania moich córek. 


Nadal jest ważny kod rabatowy: "wblaskumarzen"


Cieszy klasyczny biały T-shirt Massimo Dutti...


Cieszą też wygodne sandały Venezia 



Cieszy też nowa fryzura, czyli skrócenie włosów oraz refleksy 🙂 Cieszą mnie również nowe kapcie, o których niebawem napiszę osobny post...


Uzbierało się tego jak nigdy, ale wcale się tym nie martwię. Co najbardziej spodobało się Wam z moich ulubieńców? 

Miłej niedzieli! 🙂

Komentarze

  1. Ta pomadka wygląda wyjątkowo smakowicie:)))
    Fajnie, że tyle rzeczy Cię cieszyło w tym miesiącu::))
    Grunt, to dobre nastawienie do życia:D

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajnie ,że masz tyle rzeczy umilało Ci miesiąc kochana.

    OdpowiedzUsuń
  3. te plakaty są przepiękne! a paletka ma boskie kolory!

    OdpowiedzUsuń
  4. Piękne te palety z pixi, cudne kolorki, pomadki też ; )
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Uwielbiam zapachy od Hagi, ale jeszcze się nie zdecydowałam na ich żele pod prysznic. Cena dla mnie mocno zaporowa ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Z twoich ulubieńców najbardziej spodobały mi się paletki cieni :D
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie pogardziłabym paletkami pixi ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Lovely items and love the nails :-D

    OdpowiedzUsuń
  9. Świetny ulubieńcy :) Cudowne są kolorki tych paletek. Piękną ma Pani fryzurkę, taka świeża i lekka idealna na lato :) Super sandałki kapciuszki a biała koszulka zawsze w modzie i na topie. Klasyk nad klasykami :)

    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  10. Pięknie tu u Ciebie :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Ten peeling do ust uwielbiam, paletki z pixi zrobiły na mnie olbrzymie wrażenie <3

    OdpowiedzUsuń
  12. Potężna lista ulubiencow Dorotko! Ogromnie mi miło, ze wśród nich znalazły się również moje świece 😃 Co do pozostałych ulubiencow to na widok palety szminek od Pixi zaświeciły mi oczy! Szkoda tylko, ze wszystkie są matowe bo kolory iście letnie a w tym czasie zdecydowanie stawiam na kremowe konsystencje I blyszczyki.

    OdpowiedzUsuń
  13. Żadnego kosmetyku nie znam, ale ciągle ciekawią mnie produkty Mokosh ;) ta nowa fryzura jest mega!!! xo

    OdpowiedzUsuń
  14. Żel Hagi mam na oku, bo lubię takie produkty. Super wyglądasz w nowej fryzurze :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Spojrzałam na druga paletę i myślę sobie: na co komu tyle różowych cieni? A to pomadki :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Kochana ale Ty masz cudowną figurę😍 i ta fryzura też extra, bardzo Ci do twarzy. Peeling malinowy mokosh mnie kusi właśnie przez ten zapach ale narazie odpuszczam bo muszę zużyć to co już mam. Pozdrawiam 🙂

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

☆ Jest mi bardzo miło, kiedy odwiedzasz to miejsce i zostawiasz swój ślad. Jednak pamiętaj!

☆ KOMENTARZE ZAWIERAJĄCE LINKI, ADRESY BLOGA LUB REKLAMY NIE SĄ AKCEPTOWANE I TRAFIAJĄ DO SPAMU!

☆ Nie widzisz swojego komentarza? Prawdopodobnie pozostawiłaś w nim link. Zgodnie z obietnicą trafił do spamu. Szanuj cudzą pracę! Mam alergię na cwaniactwo.
☆ Zanim napiszesz komentarz, poświęć chwilę i przeczytaj cały post. Chyba, że lubisz się kompromitować.

Postaw mi kawę na buycoffee.to

instagram

Copyright © W Blasku Marzeń.