Ulubieńcy makijażowi 2025

.           Tym razem prezentację swoich ulubieńców zaczynam od kosmetyków do makijażu. Moja dojrzała już skóra jest coraz bardziej wymagająca, dotyczy to również makijażu. Nie są to kosmetyki tanie, ale bardzo, bardzo wydajne, dzięki czemu wystarczają na bardzo długo. 

Przyjemne dla oka i niezawodne są również ich opakowania. Wszystko jest idealnie dopasowane, nic się nie zacina, nic nie wylewa. Wiem, że niektórzy powiedzą, że opakowanie to nie wszystko, ale dla mnie to bardzo dużo. Pomijając, że nie lubię brzydoty jak i ścierających się napisów oraz zdobień, nie zniosłabym nawet płacąc minimalną cenę, żeby coś się wylewało, zasychało, czy wysypywało. Kiedy coś wkładam do kosmetyczki, to ma to wszystko być na miejscu, a nie cokolwiek zabrudzić. 


Ważną rolę ma też zapach. Nie jestem za tym, żeby był intensywny, ale jeśli jest, niech to będzie przyjemny zapach. Nic gorszego jak niby kosmetyk jest ,,bezzapachowy" a  śmierdzi tak, że strach go otwierać. Wolę iść w drugą stronę i wybrać ten pachnący. 
Delikatnie i przyjemnie. Nie mam też parcia na kosmetyki naturalne. Lubię czuć komfort podczas aplikacji, ale też bardzo ważny jest efekt. Nie jestem aż tak bardzo cierpliwa, żeby się zbyt długo bawić, czekając aż wreszcie będzie tak jak oczekuję, a po godzinie będzie już wyglądało zupełnie inaczej. Efekt jaki oczekuję na być widoczny od razu i z czasem nie sprawiać niemiłych niespodzianek.


Podkład jest nakładany na całą twarz, tym bardziej jego jakość ma ogromne znaczenie. Nie może robić maski na twarzy, wysuszać skóry, wchodzić w jej załamania, ale też nie może być zbyt delikatny. Dbam o swoją skórę, a podkład ma udoskanalać jej wygląd, wyrównywać koloryt, delikatnie rozświetlać. Les Beiges Chanel jest lekki, rozświetlający, nawilża skórę, przez co do mojej dojrzałej skóry jest idealny. Duży wybór kolorów pozwala wybrać dla siebie ten właściwy. Podkład ten trzyma się na skórze cały dzień,  nie wchodzi w zmarszczki. Można taki wspomóc bazą, ale moją bazą jest krem na dzień. 


Tak samo duży wybór kolorów mają korektory tej marki. Długotrwały korektor Chanel Ultra Le Teint zapewnia dobre pokrycie, ale jednocześnie daje efekt bardzo naturalny. Jego kremowa, jedwabista konsystencja łatwo stapia się ze skórą, nie obciążając delikatnych okolic oczu. Korektor nie zbiera się w załamaniach i nie traci świeżości w ciągu dnia. Daje efekt gładkiej, delikatnie rozświetlonej skóry, a także wypoczętego spojrzenia. Korektor ten sprawdza się nie tylko pod czy, ale też do punktowego korygowania drobnych niedoskonałości.

Na twarz nakładam również brązer i puder, do których też mam duże wymagania. W żadnym wypadku nie mogą wysuszać mojej skóry. 




Brązer w kremie Les Beiges Healthy Glow Bronzing Cream nie zawsze jest dostępny, ale znalazłam go na stronie producenta, tam nawet bardziej się opłaca, chyba że u nas są duże promocje. Jeśli nie ma promocji, to warto poczekać te kilka dni na przesyłkę, bo nie tylko taniej jest, ale też próbki są dużo lepsze. Jego kremowo-żelowa konsystencja nadaje skórze naturalny, lekko ocieplony blask. Natomiast aksamitne, matowe wykończenie sprawia, że cera wygląda świeżo i zdrowo. Brazer jest bardzo łatwy do rozblendowania, co pozwala na uzyskanie subtelnego efektu opalenizny lub wyraźniejszego konturowania twarzy.

Zanim kupiłam puder sypki do twarzy Poudre Universelle Libre Chanel, przetestowałam ich mnóstwo i bardziej były porażką, niż pomocą z wyjątkiem Guerlaina tego w kulkach. Zanim wrócę do ulubionych kulek, potrzebowałam takiego, o który nie będę się obawiać, że gdzieś mi się wysypie, kiedy go będę chciała na przykład zabrać w podróż. Trochę duże jak do torebki jest to opakowanie, ale przynajmniej bezpieczne na tyle, że nic po drodze nie pogubię. Już po zakupie tego opakowania zauważyłam, że dostępne są opakowania bez nakrętki, czyli, że nie trzeba nic odkręcać i to mi teraz chodzi po głowie. Sam puder za to jest idealny do mojej skóry. Bardzo drobno zmielony jest niewidoczny na skórze, nie sprawia dyskomfortu, po prostu go nie czuję, że jest.
Puder ten daje piękne, gładkie i naturalne wykończenie, pozostawiając skórę wyblurowaną jak po zastosowaniu filtra. Przy użyciu niewielkiej ilości tego pudru nie ma tu miejsca na efekt ciężkości czy maski, skóra zawsze wygląda świeżo, promiennie i elegancko, a makijaż jest utrwalony na wiele godzin. 


Podążając za trendami, róż do policzków Make me Blush Bold Blurring Rouge YSL tak mnie prosił, żebym go kupiła, że nie mogłam nie ulec. Kolor wybierany na podstawie zdjęć, mógłby być delikatniejszy, na szczęście nie jest zbyt intensywny. Jako róż dla mnie i tej właśnie półki mógłby mieć zapach, ale go nie wyczuwam, a szkoda. Chociaż na początku kupiło mnie opakowanie, to ma on jeszcze inne zalety. Róż miękko nakłada się na pędzel, następnie równomiernie aplikuje na skórę bez pylenia czy pozostawiania plam. Równie dobrze aplikuje się go palcami, trzeba tylko delikatnie rozetrzeć. W jakikolwiek sposób go nie aplikuję, zawsze pozostawia trwały naturalny efekt.


W roku 2025 swój ulubiony tusz do rzęs wymieniłam na nowszy model, wybierając Inimitable Intense Chanel. Od samego początku sprawdzał się jak tego oczekiwałam. Pięknie rozdziela moje rzęsy, wydłuża, podkręca i pogrubia, co sprawia, że moje oczy są bardziej widoczne. Nie kruszy się, nie osypuje, trwa na moich rzęsach aż do zmycia. A co najważniejsze, to nie podrażnia moich oczu jak większość tuszy drogeryjnych. Brązowy kolor tego tuszu nie jest mniej wyraźny od czarnego, daje natomiast nieco lżejszy efekt.

Myśląc o kredce do oczu, wybrałam kredkę do brwi Crayon Sourcils Chanel myśląc, że to załatwić sprawę obu kosmetyków. No nie, do oczu to ona się absolutnie nie nadaje, ale za to moje brwi na tym skorzystały. Niedługo ją zdenkuję i już zaczynam tęsknić. Kolor jest prawie idealny, ani za chłodny, ani za ciepły. Idealnie się aplikuje i nie znika ze skóry z byle powodu. Prawie, bo mógłby być odrobinę ciemniejszy, ale niedługo wymienię na nową.

No i jesteśmy już przy makijażu ust. Jest również moja ulubiona kredka do ust Le Crayon Levres Chanel , która paradoksalnie mogłaby być jaśniejsza, ale też wybierałam na podstawie zdjęć. Mimo wszystko jest to kredka, która idealnie się trzyma na ustach, pięknie je podkreślając. Nie wchodzi w żadne załamania. Ta kredka jest też bardzo wydajna. Mam ją od maja i niewiele jest krótsza.


Błyszczyk do ust Gloss Bomb Oil Fenty Beauty to kolejny mój błyszczyk tej marki, chociaż nie wiem czy ten sam. Poprzedni też był moim ulubieńcem, a ten trafił mi się ze współpracy. Błyszczyk pielęgnuje usta, mam wrażenie, że również je chroni przed zimnem. Błyszczyk nie klei się i znika z ust tak szybko jak inne błyszczyki. Ma bardzo  przyjemny karmelowy zapach. To jeden z najlepszych moich błyszczyków.

Oprócz błyszczyka jest też ulubiona pomadka do ust Rouge Coco Flash Chanel. Jej odcień 90 jour dopasowuje się do naturalnej barwy ust, pasuje na każdą okazję, zachwyca delikatny różany zapach. Pomadka jest niewyczuwalna na ustach, ale za to jaki daje efekt! Delikatnie nabłyszcza moje usta, sprawiając  tym, że usta wydają się być optycznie powiększone. Nie jest to pomadka tak długotrwale działająca jak pomadki matowe, ale takich właśnie unikam. Efekt trwa wystarczająco długo jak na moje potrzeby, a zawsze mam ją przy sobie i mogę poprawić makijaż nawet bez lusterka.

W moich ulubieńcach zabrakło cieni. Nie mam takich, które bym lubiła, zamiast nich używam różu lub brązera, ale chętnie to zmienię w najbliższym czasie, i nie będzie to paleta. Wreszcie dotarłam ze swoimi ulubieńcami do końca, mam nadzieję że Wy także czytając ten post. Jeśli tak, pięknie dziękuję za cierpliwość.

Szczęśliwego Nowego Roku! ✨


Róż do policzków Make me Blush Bold Blurring Rouge YSL


           Tak często niedoceniany róż do policzków to kosmetyk, który w znaczący sposób może poprawić naszą urodę. Podkreśla rysy twarzy, dodaje świeżości i sprawia, że ​​wyglądamy zdrowiej. Do swojej jasnej cery wybrałam róż w odcieniu koralowym Coral Clash 57 Bold Blurring Rouge YSL 

YSL Libre Flower & Flames


      Zapachy kwiatowe wpisane są w mój perfumeryjny życiorys jak linie papilarne i nic z tym już nie zrobię. Jak przystało na porę roku, zapragnęłam coś jednak mocniejszego. Mój wybór padł na YSL Libre Flower & Flames. Jest to zapach wybrany w ciemno, bo nie zdążyłam go wcześniej poznać. Miałam okazję poznać jedynie klasyczne Libre, i chociaż przepadłam, moja przekorna natura sięgnęła właśnie po coś nieznanego, po kolejne kwiaty.

Ultrawydłużająca i pogrubiająca mascara Lash Clash YSL


              Wszystkie chcemy mieć długie, piękne rzęsy, natomiast nie wszystkie możemy nosić rzęsy sztuczne czy doczepiane. Moje rzęsy, chociaż są długie, już dawno straciły swoje lata świetności, wyblakły, przez co z wiekiem są coraz mniej widoczne. Przez swoje nadwrażliwe oczy najczęściej wracam do sprawdzonych tuszy do rzęs, ale tym razem postanowiłam wypróbować Ultrawydłużającą i pogrubiającą maskarę Lash Clash YSL. Czy spełniła moje oczekiwania?

Nawilżająca, błyszcząca pomadka YSL Loveshine


             Efekt mokrego połysku na ustach to coś, co lubię zwłaszcza latem. Połysk i soczysty kolor zawsze kojarzył mi się do tej  pory z użyciem błyszczyka, a to znów kojarzy się najczęściej z przyklejaniem rozpuszczonych włosów przy każdym powiewie wiatru. Idealnym rozwiązaniem dla moich suchych ust jest Nawilżająca  i połyskująca pomadka YSL Loveshine

W czym tkwi sekret Volume Effet Faux Cils YSL


        Długie podkręcone rzęsy marzą się niejednej z nas. Kto by nie chciał, żeby rzęsy były widoczne na kilometr. Mascarę Volume Effet Faux Cils YSL znalazłam leżącą odłogiem u córki, kiedy moja miniaturka Estee Lauder wydawała ostatnie tchnienie. Ponieważ córka ma nowy, ja mogłam ten spokojnie zabrać do domu. Jak się domyślacie, był on już używany co najmniej cztery miesiące. Nie jest co prawda  on już pierwszej młodości, ale spokojnie daje się jeszcze używać bez dzikich niespodzianek.

Touche Eclat YSL przyjaciel każdej kobiety

     
        Szczęśliwym trafem udało mi się wygrać u Weroniki ten oto kultowy rozświetlacz Touche Eclat YSL, za co pięknie dziękuję. :) Nie jest on pierwszym rozświetlaczem tej marki, który używam, miałam ich już kilka i przydałoby się o nim napisać. Tego typu kosmetyki są u mnie chętnie używane, i chociaż mój wiek pozwala mi więcej zakryć niż odkryć to nie jest to typowy korektor, ale kosmetyk do upiększania urody, który przyda się niejednej niewieście. Zapraszam...

#Siedem szminek w siedem dni - Dzień trzeci


    Kolejny dzień w kolejnej pomadce. Dzisiejszy post jest już zaplanowany z okazji mojej misji: "W pogoni za wnuczką". Tak, tym razem we Wrocławiu z Nikolką, a w pogoni, bo Nikolka już zasuwa po podłodzna czterech jak młody terier. No to zapraszam. :)

Wiosna w różowych kolorach. YSL, Gloss Volupte


Mamy już wiosnę, upragnioną, wyczekaną. Dla niej robimy zakupy, zmieniamy garderobę, outfity i takie tam, odmieniamy się, zmieniamy też kolory na bardziej wiosenne. Macie swoje ulubione kolory, ja też. Swoje ulubione kolory noszę cały rok, zwłaszcza jeśli chodzi o makijaż. Ostatnio z wielkim żalem zauważyłam że kończy mi się moja ulubiona pomadka w ulubionym kolorze. Musiałam uzupełnić, lubię jak moje usta są wyraźnie zaznaczone, mają być widoczne na kilometr. Z braku odpowiedniego zaopatrzenia w moją kolorystykę pomadek, wybrałam znów błyszczyk. Nie znaczy jednak że za jakiś czas nie kupię tej pomadki. Jest u mnie niezbędna, tak jak kawa w domu.

Noszę na sobie ten błyszczyk od kiedy kupiłam i jest ze mną cały czas. Gdybym była dzieckiem, pewnie bym sobie jeszcze kładła go pod poduszkę jak ukochanego pluszaka. Póki co, obok mnie leżakuje Gryzelda, zaś błyszczyk odpoczywa sobie wygodnie w kosmetyczce. On sobie odpoczywa, a ja piszę o nim recenzję. :)

Róż do policzków - Creme de blush YSL


Korzystając z okazji że są takie upały że nie da się dłużej pospacerować ani posiedzieć w parku postanowiłam zaspokoić ciekawość pytających co do mojego różu w kremie.
Ze względu na moją suchą skórę na policzkach postanowiłam jakiś czas temu nabyć ten właśnie róż Creme de blush YSL nr 2. czyli lekko morelowy odcień.

Dziękuję za każdą kawę ☕

instagram

Copyright © W Blasku Marzeń.